# Albert Pike i Morals and Dogma

> Morals and Dogma Alberta Pike'a, wydane w 1871 roku dla Rady Najwyższej Jurysdykcji Południowej, jest obszerną antologią lektur zaczerpniętych w dużej części od Éliphasa Lévi'ego i innych autorów, a nie tajnym wyznaniem wiary, choć polemiści przez ponad sto lat czytali je właśnie tak.

Dział: Wolnomularstwo
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/albert-pike-i-morals-and-dogma

## Prawnik, żołnierz i kompilator

Albert Pike urodził się w Bostonie w 1809 roku, a dorosłe życie spędził głównie w Arkansas, gdzie był nauczycielem, dziennikarzem, poetą i przede wszystkim prawnikiem. Podczas wojny secesyjnej służył jako generał brygady w armii Konfederacji na Terytorium Indiańskim, a epizod ten, zakończony konfliktem z przełożonymi i dymisją, do dziś ciąży na jego reputacji. W wolnomularstwie zrobił karierę niezwykłą: od 1859 roku aż do śmierci w 1891 roku stał na czele Rady Najwyższej Jurysdykcji Południowej Rytu Szkockiego w Stanach Zjednoczonych, z siedzibą w Charleston, a później w Waszyngtonie.

Pike był samoukiem o ogromnej pracowitości. Uczył się języków, czytał literaturę filozoficzną i religioznawczą swojej epoki, interesował się kabałą, gnozą, religiami Indii i Persji. W późnych latach przygotował obszerne rękopiśmienne studia o wierzeniach indoaryjskich, które ukazały się drukiem dopiero po jego śmierci. Ta erudycja była szeroka, ale typowa dla XIX-wiecznego amatora: oparta na przekładach i opracowaniach, chłonąca, mało krytyczna wobec źródeł, skłonna do łączenia wszystkiego ze wszystkim w jedną wielką opowieść o pierwotnej mądrości ludzkości.

Gdy objął urząd, zajął się przeredagowaniem rytuałów swojej jurysdykcji, które uważał za chaotyczne i ubogie. *Morals and Dogma* powstało jako uzupełnienie tej pracy: zbiór wykładów, które miały towarzyszyć poszczególnym stopniom i objaśniać ich sens. Książka liczy ponad osiemset pięćdziesiąt stron, a jej rozdziały noszą nazwy kolejnych stopni, od Ucznia poczynając. Przez dziesięciolecia była wręczana nowym członkom jurysdykcji, aż w latach siedemdziesiątych XX wieku Rada Najwyższa zrezygnowała z tego zwyczaju, a z czasem zastąpiła ją nowszymi, krótszymi opracowaniami.

## Przedmowa, której nikt nie czyta

Najprostszy klucz do książki znajduje się na jej pierwszych stronach. W przedmowie Pike określa siebie jako autora i kompilatora zarazem i stwierdza otwarcie, że znaczną część treści, według jego własnej oceny być może połowę, przejął od innych pisarzy. Wyjaśnia też, że nie zaznaczał, co jest cudze, a co własne, ponieważ zależało mu na spójnym wykładzie, a nie na aparacie naukowym. Dodaje wreszcie zdanie o fundamentalnym znaczeniu dla interpretacji: nauki zawarte w tych lekturach nie są sakramentalne, a każdy może odrzucić to, co wyda mu się nieprawdziwe lub nieuzasadnione.

Ta deklaracja ustawia całe dzieło w określonym gatunku. Nie jest to katechizm, który członek musi przyjąć, ani kodeks doktrynalny, którego odrzucenie skutkowałoby wykluczeniem. Jest to raczej podręcznik do refleksji, zbiór tekstów do przemyślenia, z którymi czytelnik ma się zmierzyć na własną rękę. Pike pisał jako nauczyciel, który przedstawia swoim uczniom bogatą, chaotyczną bibliotekę i zachęca do samodzielnego wyboru.

Że przedmowa ta jest prawie zawsze pomijana w polemikach, nie jest przypadkiem. Gdy się ją uwzględni, większość sensacyjnych odczytań traci podstawę, bo zdanie zacytowane z książki nie może być traktowane jako oficjalne stanowisko zakonu, skoro sam autor zastrzegł, że nie jest ono wiążące nawet dla członków jego własnej jurysdykcji.

## Lévi w przekładzie bez cudzysłowu

Badacze, którzy porównywali tekst Pike'a z jego lekturami, wykazali, że obszerne partie książki to przekłady z pism Éliphasa Lévi'ego, francuskiego okultysty, autora *Dogme et rituel de la haute magie* i *Histoire de la magie*. Pike tłumaczył je swobodnie, łączył z własnymi zdaniami i nie oznaczał źródła. Dla dzisiejszego czytelnika jest to zwykły plagiat; w realiach XIX-wiecznej literatury popularyzatorskiej podobne praktyki zdarzały się często, choć i wtedy budziły zastrzeżenia.

Zapożyczenia z Lévi'ego mają szczególne znaczenie, bo to z nich pochodzą fragmenty o tonie najbardziej okultystycznym. Opisy astralnego światła, wielkiego czynnika magicznego, równowagi przeciwieństw, kabalistycznej symboliki liter i liczb – wszystko to brzmi u Pike'a jak język francuskiego maga z połowy stulecia, bo w znacznej mierze nim jest. Kto przypisuje Pike'owi oryginalną teologię okultną, przypisuje mu w istocie poglądy Lévi'ego, przetłumaczone i wplecione w wykład o stopniach rytu.

Lévi nie był jedynym źródłem. Pike korzystał z ówczesnych prac o kabale, o religiach starożytnych, o filozofii neoplatońskiej, z autorów wolnomularskich i z popularnych kompendiów mitologii porównawczej. Część z tych zapożyczeń została zidentyfikowana, część pozostaje nieustalona. Ogólny obraz jest jednak jasny: książka jest mozaiką, w której głos Pike'a przebija się w partiach moralizatorskich, w apelach o tolerancję, o wolność sumienia, o pracę dla ludzkości, natomiast spekulacje ezoteryczne są przeważnie echem jego lektur.

Mozaikowy charakter tłumaczy też liczne niespójności. W jednym miejscu tekst wychwala rozum i oświeceniową krytykę zabobonu, w innym rozwodzi się nad tajemnymi znaczeniami symboli, dostępnymi tylko adeptom. Raz wolnomularstwo jawi się jako szkoła moralności dla każdego uczciwego człowieka, raz jako strażnik pradawnego sekretu. Spójność, której szukali w książce zarówno entuzjaści, jak i przeciwnicy, jest w dużej mierze projekcją czytelników.

Paradoksalnie właśnie zapożyczenia z Lévi'ego sprawiły, że książka zyskała drugie życie poza wolnomularstwem. Okultyści przełomu wieków, którzy znali francuskiego maga, rozpoznawali w tekście Pike'a znajome motywy i uznawali amerykańskiego dygnitarza za pokrewnego ducha. Przeciwnicy zakonu robili to samo z odwrotnym znakiem: skoro wysoki rangą wolnomularz pisał jak mag, to wolnomularstwo musiało być magią. Obie strony pomijały prosty fakt, że to samo zdanie znaczy co innego w prywatnej kompilacji erudyty, a co innego w oficjalnym dokumencie organizacji.

## Cytaty prawdziwe, wyrwane i zmyślone

Polemiczne użycie *Morals and Dogma* opiera się na trzech rodzajach cytatów. Pierwszy to zdania autentyczne, ale wyrwane z kontekstu. Najczęściej przywołuje się fragment o tym, że stopnie błękitne są tylko zewnętrznym dziedzińcem świątyni, a wtajemniczonego celowo wprowadza się w błąd fałszywymi interpretacjami symboli. Zdanie to rzeczywiście znajduje się w książce, lecz w kontekście wywodu o tym, że symbole wymagają długiego namysłu, a ich sens odsłania się stopniowo; nie jest instrukcją oszukiwania członków, lecz retorycznym, choć niefortunnym, sposobem powiedzenia, że pierwsze objaśnienia są uproszczone.

Drugi rodzaj to fragmenty, w których Pike, idąc za Lévim, pisze o Lucyferze jako niosącym światło i wyraża zdziwienie, że takie imię nadano duchowi ciemności. Kto czyta ten ustęp w całości, widzi, że chodzi o grę znaczeń, o etymologię i o romantyczną refleksję nad dwuznacznością symbolu światła, nie o wyznanie kultu. Wydzielenie jednego okrzyku z akapitu wystarczało jednak, by zbudować wrażenie, że przywódca amerykańskiego rytu oddawał cześć diabłu.

Trzeci rodzaj to teksty całkowicie zmyślone. Najsłynniejszy z nich, rzekoma instrukcja Pike'a z lipca 1889 roku o „doktrynie lucyferiańskiej” skierowanej do rad najwyższych świata, pochodzi z kręgu mistyfikacji Léo Taxila i nie ma żadnego oparcia w pismach Pike'a. Fałszywka ta jest cytowana do dziś, często razem z autentycznymi fragmentami *Morals and Dogma*, co utrudnia czytelnikom odróżnienie tego, co Pike napisał, od tego, co mu przypisano.

Mieszanie tych trzech kategorii stało się głównym mechanizmem polemiki. Prawdziwe zdanie, wyjęte z kontekstu, uwiarygodnia zdanie zmyślone; zmyślone, przyjęte bez sprawdzenia, nadaje złowrogi sens prawdziwemu. W ten sposób obszerny, chaotyczny tom, którego niemal nikt nie przeczytał od deski do deski, zaczął funkcjonować jako rzekoma tajna biblia wolnomularstwa, z której można wyciągnąć dowolną tezę.

Sama jurysdykcja Pike'a traktowała książkę bardziej pragmatycznie, niż sugerują to polemiści. Wręczano ją członkom jako lekturę uzupełniającą, a w praktyce wielu z nich odstawiało ją na półkę po przeczytaniu kilku rozdziałów. Styl Pike'a, obfity, kwiecisty, pełen długich okresów i nagromadzenia przykładów, już w XIX wieku uchodził za trudny. Gdy w następnym stuleciu zmieniły się gusta i oczekiwania, decyzja o zastąpieniu tomu krótszymi przewodnikami wynikała głównie z tej trudności, a nie z chęci ukrycia jakiejś kompromitującej treści. Książka zresztą nigdy nie przestała być dostępna w przedrukach i bibliotekach, a dziś każdy może ją przeczytać w całości.

## Biblioteka zamiast doktryny

Co więc naprawdę mówi *Morals and Dogma* o swoim autorze i o zakonie, któremu służył? Przede wszystkim to, że Pike wierzył w wolnomularstwo jako ruch moralny i wychowawczy, który ma łączyć ludzi różnych wyznań wokół idei Boga, nieśmiertelności duszy, obowiązku i braterstwa. Wiele stron poświęca krytyce tyranii, nietolerancji i fanatyzmu, a także pochwale wolności słowa i sumienia. Ten liberalny, oświeceniowy rdzeń jest w książce znacznie obszerniejszy od fragmentów okultystycznych, choć znacznie rzadziej cytowany.

Książka mówi też wiele o epoce. W drugiej połowie XIX wieku wykształceni amatorzy w całym świecie zachodnim próbowali godzić chrześcijańskie wychowanie z nowymi odkryciami religioznawstwa, z fascynacją Wschodem, z modą na kabałę i magię. Pike był jednym z nich, a jego tom przypomina inne wielkie kompilacje tego czasu, w których pierwotna jedność religii, wspólna symbolika słońca i światła oraz ukryta mądrość starożytnych tworzyły wygodną ramę dla wszystkich lektur.

Czytany tak, *Morals and Dogma* przestaje być zagadką. Jest świadectwem ambicji jednego człowieka, który chciał dać swoim braciom zarys całej duchowej historii ludzkości, i zarazem świadectwem ograniczeń tej ambicji: braku krytyki źródeł, nadmiaru retoryki, zapożyczeń bez przypisów. Nie zawiera tajnej doktryny, bo jego autor sam zastrzegł, że żadnej obowiązującej doktryny nie podaje. Zawiera natomiast bibliotekę, z której można korzystać tak, jak korzysta się z każdej antologii – czytając krytycznie, sprawdzając, co skąd pochodzi, i nie przypisując fragmentowi autorytetu całości.

Dla historyka idei najważniejsza lekcja tego przypadku dotyczy samego czytania. Tekst ezoteryczny, a raczej tekst uchodzący za ezoteryczny, łatwo staje się ekranem, na który czytelnicy rzutują własne lęki i nadzieje. Pike'a czytano jako proroka i jako satanistę, a niewielu czytało go jako zwykłego kompilatora, którym w znacznej mierze był. Uczciwa lektura zaczyna się od przedmowy, sięga do źródeł, z których czerpał autor, i odróżnia jego słowa od słów, które później włożono mu w usta.
