# Annius z Viterbo i sfałszowane Antiquitates

> Wydane w Rzymie w 1498 roku Antiquitates dominikanina Anniusa z Viterbo podsunęły humanistom rzekome księgi Berossosa, Manetona i innych dawnych dziejopisów, a wraz z nimi zmyśloną genealogię Europy wywodzoną od Noego, Ozyrysa i libijskiego Herkulesa, która przez stulecie kształtowała dzieje narodowe.

Dział: Renesansowa filozofia tajemna
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/annius-z-viterbo-i-sfalszowane-antiquitates

## Dominikanin z Viterbo i jego księga

Giovanni Nanni, który zlatynizował swoje imię na Annius Viterbiensis, urodził się około 1437 roku w Viterbo i całe życie pozostał związany z zakonem kaznodziejskim. Był teologiem, kaznodzieją, autorem komentarza do Apokalipsy, w którym upadek Turków odczytywał z proroctw, a pod koniec życia sprawował w Rzymie urząd Mistrza Świętego Pałacu za pontyfikatu Aleksandra VI. Zmarł w 1502 roku; pogłoska, że otruł go Cezar Borgia, należy do tego samego rodzaju barwnych opowieści, jakimi sam Annius szczodrze obdarzał przeszłość, i nie ma oparcia w pewnych źródłach.

Dzieło, które zapewniło mu sławę i późniejszą niesławę, ukazało się w 1498 roku w rzymskiej oficynie Euchariusa Silbera pod tytułem *Commentaria super opera diversorum auctorum de antiquitatibus loquentium*, a w obiegu szybko zaczęto je nazywać po prostu *Antiquitates*. Była to antologia krótkich tekstów rzekomo dawnych historyków, z których każdy otrzymał obszerny komentarz wydawcy. Proporcje były wymowne: same „źródła” zajmowały niewiele miejsca, natomiast glosy Anniusa rozrastały się w wywody erudycyjne, które łączyły je z Biblią, z autorami klasycznymi i z lokalnymi tradycjami Italii. Kolejne edycje, zwłaszcza paryska z 1512 roku, utrwaliły zbiór jako podręczną bibliotekę starożytności.

Annius nigdy nie przedstawił rękopisów, z których miał korzystać. Mówił o tekstach otrzymanych z dalekich zbiorów i o przyjaciołach, którzy mu je przekazali, ale żaden badacz nie zdołał ich zobaczyć. Dziś nie ma wśród historyków wątpliwości, że teksty są jego własnym wytworem, choć nadal dyskutuje się, w jakim stopniu działał sam, a w jakim korzystał z cudzych pomysłów lub wcześniejszych legend.

## Berossos, Maneton i reszta chóru

Wybór patronów fałszerstwa był przemyślany. Prawdziwy Berossos był kapłanem babilońskim, który na początku III wieku przed Chrystusem napisał po grecku dzieje Babilonii dla króla Antiocha I. Prawdziwy Maneton, kapłan egipski epoki Ptolemeuszy, ułożył po grecku historię Egiptu z listami dynastii. Obaj byli dla humanistów prawie wyłącznie nazwiskami: ich dzieła zaginęły, a skąpe wyimki znano z Józefa Flawiusza i Euzebiusza. Właśnie ta luka czyniła ich idealnymi świadkami. Kto „odnajdywał” Berossosa, wypełniał pustkę, którą wszyscy dostrzegali, a nikt nie mógł zweryfikować.

Pseudo-Berossos z *Antiquitates* to pięć ksiąg chaldejskich dziejów, które zaczynają się od czasów przed potopem, opowiadają o olbrzymach i ich nieprawościach, a następnie śledzą losy Noego i jego potomstwa. Obok niego Annius umieścił suplement przypisany Manetonowi, kronikę rzekomego Metastenesa, Persa, uznanego przez niego za autorytet w sprawach chronologii, a także fragmenty łacińskich dziejopisów, takich jak Katon z jego *Origines*, Fabiusz Piktor czy Sempronius. Pojawiły się też teksty greckie, w tym przypisany Ksenofontowi traktat o wieloznaczności imion, który miał tłumaczyć, dlaczego te same postacie występują w różnych tradycjach pod rozmaitymi nazwami.

Ten ostatni pomysł był kluczem do całej konstrukcji. Skoro jeden bohater mógł nosić wiele imion, każda zbieżność stawała się dowodem tożsamości. Noe okazywał się tym samym co rzymski Janus, przybywał do Italii i zakładał tam pierwsze osady, a jego mądrość przechodziła na kolejnych królów. Annius dbał przy tym o pozory metody. W komentarzach wywodził, że zaufanie należy się tylko tym pisarzom, którzy czerpali z publicznych rejestrów kapłańskich, nie zaś greckim bajarzom. Z tej zasady, pozornie surowej, wynikało, że Grecy, od Herodota poczynając, są niewiarygodni, a wiarygodni są ci, których dzieła wydał właśnie on.

## Genealogia od Noego do książąt Europy

Najtrwalszym owocem *Antiquitates* była mapa pochodzenia ludów. Według pseudo-Berossosa po potopie Noe rozdzielił ziemię między potomków i każdemu z nich wyznaczył obszar do zasiedlenia. Z tego podziału wyrastały szczegółowe dynastie. Galię mieli zasiedlić potomkowie Jafeta pod wodzą Samotesa, po nim panowali kolejni królowie, wśród których pojawiali się Druis i Bardus, eponimowie druidów i bardów. W Hiszpanii władał Tubal, a po nim Iberus i dalsi władcy, od których pochodzić miały nazwy krain. Ziemie germańskie otrzymał Tuyscon, w którym rozpoznawano Tuistona z *Germanii* Tacyta, ojca Mannusa.

Na tę biblijną genealogię Annius nałożył mitologię egipską. Ozyrys, władca i prawodawca, wędrował po świecie, ucząc ludy uprawy ziemi i praw, a jego syn, libijski czy egipski Herkules, walczył z olbrzymami, którzy po potopie znów zaczęli tyranizować ludzkość, i ostatecznie dotarł do Italii. Szczególne miejsce w tych dziejach przypadało Etrurii, a w niej rodzinnemu Viterbo, które z prowincjonalnego miasta papieskiego przemieniało się w jedną z najstarszych siedzib cywilizacji. Lokalny patriotyzm Anniusa był znany wcześniej: zanim powstały *Antiquitates*, przedstawiał on znaleziska inskrypcji i zabytków w okolicach miasta, a co najmniej część z nich, jak tak zwany dekret króla longobardzkiego Dezyderiusza, okazała się jego wyrobem.

Sens tej konstrukcji wykraczał jednak poza miejską ambicję. Annius proponował świętą historię świata, w której pogańskie mity, odczytane jako zniekształcone wspomnienia patriarchów, zostają wpisane w ramy Pisma. Ozyrys i Herkules nie byli rywalami Noego, lecz jego spadkobiercami. Egipt, kraj mądrości tak drogi wyobraźni humanistów, stawał się ogniwem łączącym Arkę z Europą. Dla czytelnika rozmiłowanego w wiedzy dawnych mędrców była to wizja kusząca: obiecywała, że cała tradycja ludzkości pochodzi z jednego źródła i że to źródło jest zgodne z Biblią.

Warto zauważyć, jak bardzo ta wizja odpowiadała potrzebom epoki. Dwory i miasta końca XV wieku rywalizowały o prestiż, a starożytność rodu albo ludu była jedną z jego najcenniejszych walut. Annius oferował walutę wyjątkowo mocną, bo opatrzoną pieczęcią rzekomo pierwotnych świadków, starszych od Homera i od rzymskich annalistów. Jego genealogie nie wymagały od czytelnika wiary w cuda, lecz jedynie zaufania do odnalezionych kronik, a to zaufanie humaniści byli skłonni okazać każdemu, kto przynosił nowy tekst.

## Pożytek dla dziejów narodowych

Kiedy książka trafiła do rąk kronikarzy, okazało się, że daje każdemu narodowi to, czego mu brakowało: starożytność starszą niż rzymska i niezależną od Troi albo zgrabnie z nią połączoną. Wielką popularność zyskał zbiór we Francji. Jean Lemaire de Belges w *Illustrations de Gaule et singularitez de Troye*, wydawanych w latach 1511–1513, wplótł genealogię Samotesa i galijskich królów w opowieść o trojańskim rodowodzie Franków, budując dla dworu dynastię zakorzenioną w czasach patriarchów.

W Hiszpanii pseudo-Berossos zasilił kronikarstwo dworskie. Florián de Ocampo w swojej *Crónica general* wprowadził Tubala i jego następców na początek dziejów półwyspu, nadając monarchii iberyjskiej pierwszych władców tuż po potopie. W krajach niemieckich Johannes Aventinus w kronikach bawarskich chętnie korzystał z postaci Tuyscona i jego potomków, łącząc je z Tacytem i z rodzimą dumą z germańskiej starożytności. Annius dawał niemieckim humanistom argument przeciw włoskiej wyższości: Germanie mieli swoje dzieje od pokolenia Noego, a nie dopiero od rzymskich podbojów.

Także w Anglii Samotes i jego potomkowie trafili do erudycyjnych kronik. John Bale i inni autorzy połowy XVI wieku dopisywali do brytyjskich dziejów okres przed przybyciem Brutusa Trojańczyka, a echa tych spekulacji przetrwały w dziele Holinsheda. Nigdzie nie przyjmowano Anniusa całkowicie bezkrytycznie, lecz wszędzie czytano go wybiórczo, biorąc to, co pasowało do lokalnej tradycji, i milcząc o reszcie. Ta wybiórczość tłumaczy zarówno szybkie przyjęcie zbioru, jak i jego długie życie.

## Demaskacja i jej lekcja

Wątpliwości pojawiły się wcześnie. Już w pierwszych dekadach XVI wieku część humanistów zwracała uwagę, że pseudo-Berossos pisze łaciną zupełnie niepodobną do przekładu z greki, że sprzecznie z prawdziwymi wyimkami przechowanymi u Józefa Flawiusza i Euzebiusza mówi o rzeczach, które dawny kapłan babiloński znać mógł tylko z Biblii, i że jego chronologia zbyt gładko zgadza się z teologicznymi potrzebami komentatora. Juan Luis Vives w komentarzu do *Państwa Bożego* Augustyna, ogłoszonym w 1522 roku, wyraźnie odmówił tym tekstom wiarygodności. Beatus Rhenanus, badacz germańskiej starożytności, także odrzucał rzekomego Berossosa.

Systematyczną krytykę przyniosła połowa stulecia. Portugalski humanista Gaspar Barreiros wydał w 1561 roku *Censura in quendam auctorem qui sub falsa inscriptione Berosi Chaldaei circumfertur*, w której drobiazgowo wykazywał niezgodności zbioru ze źródłami historycznymi i geograficznymi. Melchor Cano, dominikanin jak Annius, w traktacie *De locis theologicis* ostrzegał przed używaniem takich „autorów” w teologii. Rozstrzygające znaczenie miały prace Józefa Justusa Scaligera, który w swoich dziełach chronologicznych, od *De emendatione temporum* z 1583 roku po *Thesaurus temporum* z 1606 roku, zestawił i opublikował autentyczne fragmenty Berossosa i Manetona przekazane przez późnoantycznych i bizantyjskich autorów. Wystarczyło położyć je obok tekstów Anniusa, by różnica stała się oczywista.

Demaskacja nie zakończyła od razu kariery mitu. Obrońcy znajdowali się jeszcze długo, a genealogie przeniesione do kronik żyły własnym życiem, oderwane od podejrzanego źródła. Anthony Grafton w *Forgers and Critics* zwrócił uwagę na paradoks, który czyni Anniusa postacią ważną dla historii idei: fałszerz posługiwał się narzędziami krytyki, mówił o wiarygodności archiwów, o ocenie świadków i o porównywaniu tradycji, a jego przeciwnicy musieli tę krytykę udoskonalić, by go obalić. Walter Stephens w *Giants in Those Days* pokazał z kolei, jak głęboko projekt Anniusa wiązał się z teologią olbrzymów i z próbą pogodzenia mitu z Pismem.

W dziejach zachodniej wyobraźni ezoterycznej *Antiquitates* zajmują miejsce osobliwe. Nie są dziełem hermetycznym, ale karmiły się tym samym pragnieniem, które w tamtym stuleciu kazało szukać pierwotnej mądrości w Egipcie i w czasach patriarchów. Dowodzą, jak silna była potrzeba jednej, nieprzerwanej linii przekazu od Arki do współczesnych dworów, i jak łatwo ta potrzeba przyjmowała świadectwa, które ją zaspokajały. Historia Anniusa przypomina zarazem, że krytyczna filologia renesansu narodziła się nie tylko w walce z ciemnotą, lecz także w sporze z erudycją, która zbyt dobrze wiedziała, co chce znaleźć.
