# Apelles i odejście od dualizmu Marcjona

> Apelles, najwybitniejszy uczeń Marcjona, zerwał z nauką o dwóch bogach i wrócił do jednego początku, zachowując zarazem ostrą krytykę Starego Testamentu w Sylogizmach i ufność wobec objawień dziewicy Filumeny, co znamy z relacji Rodona u Euzebiusza oraz z polemik Tertuliana.

Dział: Gnostycyzm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/apelles-i-odejscie-od-dualizmu-marcjona

## Uczeń, który poszedł własną drogą

O Apellesie wiemy wyłącznie z ust jego przeciwników, i to przeciwników, którzy nie kryli niechęci. Mimo to z ich relacji wyłania się postać wyraźniejsza niż wielu innych nauczycieli II wieku: człowiek wychowany w szkole Marcjona w Rzymie, który w pewnym momencie odszedł od mistrza, przebywał w Aleksandrii, a następnie wrócił do Rzymu i tam, już jako starzec, nauczał własnej odmiany chrześcijaństwa. Działał zapewne w drugiej połowie stulecia; dokładniejszych dat źródła nie podają i trudno je rekonstruować inaczej niż przez chronologię jego adwersarzy.

Najbardziej obrazową wersję biografii przekazuje Tertulian w *De praescriptione haereticorum*. Według niego Apelles miał porzucić surową wstrzemięźliwość obowiązującą u marcjonitów, uciec od oczu „najświętszego mistrza” do Aleksandrii, a po latach powrócić, nie lepszy niż przedtem, z tą tylko różnicą, że nie był już marcjonitą. Tertulian dodaje, że związał się z dziewicą imieniem Filumena, którą nazywa później nierządnicą, i dał się zwieść jej duchowi. Ta opowieść ma wszystkie cechy polemicznego schematu: odstępstwo doktrynalne zostaje wytłumaczone upadkiem moralnym, a kobieca prorokini przedstawiona jako narzędzie zwiedzenia. Historyk nie może jej przyjąć wprost, ale nie może jej też zbyć, bo zawiera rdzeń, który potwierdzają inne źródła: Apelles rzeczywiście różnił się od Marcjona i rzeczywiście cenił wypowiedzi Filumeny.

Tło, od którego się odciął, wystarczy przywołać jednym zdaniem: Marcjon przeciwstawił sprawiedliwego Boga Prawa nieznanemu dotąd dobremu Ojcu objawionemu przez Chrystusa. Apelles przejął z tej szkoły wiele – kanon, podejrzliwość wobec żydowskich Pism, przekonanie o nowości Ewangelii – lecz w samym centrum, w pytaniu o źródło wszystkiego, poszedł gdzie indziej.

## Rozmowa z Rodonem

Najcenniejszym świadectwem jest relacja, którą Euzebiusz z Cezarei zachował w piątej księdze *Historii kościelnej*. Cytuje on Rodona, pisarza pochodzącego z Azji, który sam siebie nazywał uczniem Tacjana i który spotkał się z sędziwym Apellesem na rozmowę. Rodon opisuje rozłam w obozie marcjonitów: jedni, jak Potitus i Bazyliskus, utrzymywali dwa zasady, inni szli jeszcze dalej i mnożyli zasady do trzech. Apelles natomiast, „szanowany za swój sposób życia i za starość”, wyznawał jedną zasadę.

Rodon nie ukrywa, że uważał rozmówcę za słabego dialektyka. Kiedy przyparł go do muru, Apelles miał powiedzieć, że w ogóle nie należy badać nauki, lecz każdy powinien pozostać przy tym, w co uwierzył, ponieważ zbawieni będą ci, którzy złożyli nadzieję w Ukrzyżowanym, jeśli tylko okażą się wierni w dobrych uczynkach. Zapytany, skąd wie, że istnieje jedna zasada, przyznał, że nie potrafi tego dowieść; mówił, że jest do tego przekonany, ale nie „wie” tego w sensie wiedzy demonstracyjnej. Rodon, jak sam relacjonuje, wyśmiał go, zarzucając, że nazywa się nauczycielem, a nie umie uzasadnić tego, czego naucza.

Ta scena bywa czytana na niekorzyść Apellesa, lecz pozwala dostrzec coś istotnego. Starzec rozróżnia między przekonaniem a dowodem i odmawia wejścia na grunt, na którym rozstrzyga sylogistyczna zręczność. Jego monoteizm nie jest konkluzją rozumowania, lecz wyznaniem wiary złączonym z etyką: liczy się nadzieja w Ukrzyżowanym i dobre czyny. Jest w tym paradoks, bo ten sam człowiek był autorem dzieła zatytułowanego *Sylogizmy*, a więc mistrzem logicznej argumentacji, tyle że wymierzonej w Prawo, a nie służącej do budowania metafizyki. Rodon odnotowuje także, że Apelles mówił, iż proroctwa same siebie zbijają, ponieważ nie zgadzają się ze sobą, kłamią i przeczą sobie nawzajem, a jego zwolennicy traktowali Filumenę jako prorokinię.

## Jeden początek i jego słudzy

Jak dokładnie Apelles wyobrażał sobie relację między jedynym Bogiem a światem, źródła mówią niejednolicie. Według Tertuliana świat stworzył anioł, nazwany przez niego „chwalebnym”, któremu dobry Bóg powierzył dzieło, a który następnie, w nieco tajemniczy sposób, miał żałować swego stworzenia albo popaść w niedoskonałość. Hipolit w *Refutatio* przedstawia obraz bardziej rozbudowany, w którym obok dobrego Boga pojawiają się istoty niższe: stwórca świata, ognisty byt, który przemawiał do Mojżesza, i sprawca zła. Nie sposób rozstrzygnąć, czy to schemat samego Apellesa, czy późniejsza systematyzacja szkoły, czy wreszcie uproszczenie przeciwników.

W każdym razie kierunek zmiany jest czytelny. Tam, gdzie Marcjon stawiał dwóch równorzędnych, niezależnych od siebie bogów, Apelles umieszcza jeden niezrodzony początek i wywodzi z niego, bezpośrednio lub pośrednio, istoty odpowiedzialne za stworzenie i za historię Izraela. Dualizm przestaje być dualizmem zasad, a staje się dualizmem w obrębie stworzenia, między tym, co pochodzi z dobrego zamysłu, a tym, co zostało przez pośredników wykonane niedoskonale. Niektórzy badacze, począwszy od Adolfa von Harnacka, który poświęcił Apellesowi osobną rozprawę, widzieli w tym przejściu przybliżenie do schematów znanych z innych nurtów gnostyckich, zwłaszcza walentyniańskiego, w którym demiurg jest niższą emanacją, a nie wrogim bogiem. Inni podkreślają raczej, że monarchiczny zwrot zbliżał Apellesa do Kościoła większościowego, od którego dzieliła go już tylko ocena Starego Testamentu.

Z tą zmianą łączy się nauka o ciele Chrystusa. Marcjonici przyjmowali, że Chrystus jedynie wydawał się mieć ciało. Apelles, według Tertuliana w *De carne Christi*, utrzymywał, że ciało było prawdziwe, lecz nie zrodzone z kobiety: Chrystus miał je utworzyć z substancji gwiazd czy żywiołów podczas zstępowania przez sfery, a przy wniebowstąpieniu oddać poszczególnym częściom świata to, co od nich wziął. Pozwalało to uznać realność męki bez przyjęcia narodzin, które w oczach Apellesa łączyłyby Zbawiciela z porządkiem płodzenia. Jest to rozwiązanie pośrednie, typowe dla całej jego myśli: łagodzi skrajność mistrza, nie przechodząc w pełni na stronę jego oponentów.

## Sylogizmy przeciw Prawu

Najbardziej osobistym dziełem Apellesa były *Sylogizmy*, obszerny zbiór argumentów wykazujących, że księgi Mojżesza nie mogą pochodzić od Boga ani mówić prawdy. Sam tekst zaginął; ślady zachowały się u Ambrożego z Mediolanu w traktacie *De paradiso*, u Pseudo-Tertuliana, który wspomina o tym dziele w katalogu herezji, oraz w homiliach Orygenesa. Według Pseudo-Tertuliana *Sylogizmy* miały na celu udowodnienie, że wszystko, co Mojżesz napisał o Bogu, jest fałszywe.

Fragmenty u Ambrożego pokazują metodę. Apelles bierze opowieść o raju i drzewie poznania i stawia dylematy: jeśli Bóg nie wiedział, że Adam przekroczy przykazanie, to nie jest Bogiem wszechwiedzącym; jeśli wiedział i mimo to je dał, nie jest dobry. Pyta, jak drzewo poznania dobra i zła mogło przynieść śmierć, skoro poznanie dobra jest czymś lepszym niż jego brak. Dopytuje, dlaczego zakazano Adamowi tego, co samo w sobie miało sprowadzić życie albo śmierć, skoro człowiek nie znając zła, nie mógł wiedzieć, że nieposłuszeństwo jest złem. Każdy z tych argumentów jest krótki, zbudowany na alternatywie i kończy się wnioskiem przeciw dosłownemu sensowi tekstu.

Orygenes w homiliach o Księdze Rodzaju przywołuje inny przykład. Apelles miał wyliczać, że arka Noego o podanych wymiarach nie mogła pomieścić wszystkich gatunków zwierząt wraz z pożywieniem na cały rok, a zatem opowieść jest zmyśleniem. Orygenes odpowiada mu rachunkiem, przyjmując, że Mojżesz, wykształcony w mądrości egipskiej, mierzył łokciem geometrycznym, znacznie większym od zwykłego. Spór jest znamienny: obaj czytelnicy odrzucają naiwną dosłowność, ale Orygenes ratuje tekst przez interpretację, a Apelles odrzuca go jako niewiarygodny.

Krytyka Apellesa nie ma w sobie mitologicznego rozmachu, który znamy z wielu traktatów gnostyckich. Nie opowiada on nowej historii o upadku mocy i powstaniu świata; zadowala się wykazaniem, że stara historia nie wytrzymuje rozumowej próby. W tym sensie jest raczej racjonalistycznym egzegetą niż mitopoetą, i to sprawia, że jego wiara w objawienia Filumeny wydaje się tym bardziej zaskakująca.

## Objawienia Filumeny

Filumena pojawia się w kilku źródłach jako dziewica, którą Apelles uważał za prorokinię i której wypowiedzi zebrał w dziele zatytułowanym *Phaneroseis*, czyli *Objawienia*. Rodon wspomina, że Apelles dał się prowadzić jej przepowiedniom; Tertulian opowiada o nich z sarkazmem, a późniejsi herezjolodzy, w tym Pseudo-Tertulian, przekazują, że Filumenę nawiedzał duch, który ukazywał się jej w postaci chłopca i przedstawiał jako Chrystus lub Paweł. Polemiści przypisują jej również cudowne znaki, w tym opowieść o życiu wyłącznie z chleba, który przyjmowała w niezwykły sposób. Wiele z tych szczegółów może być legendą narosłą wokół postaci znanej przeciwnikom tylko z daleka.

Ważniejsze jest to, co ten związek mówi o charakterze szkoły. Marcjon zbudował wspólnotę na zamkniętym kanonie: jednej Ewangelii i listach Pawła, oczyszczonych z tego, co uznał za judaizujące dodatki. Apelles, przyjmując żywe proroctwo, otworzył w tym zamkniętym systemie szczelinę na nowe objawienie. W II wieku nie było to zjawisko wyjątkowe; podobne napięcie między pismem a profetycznym głosem towarzyszyło ruchowi Nowego Proroctwa we Frygii, w którym prorokinie Pryscylla i Maksymilla odgrywały kluczową rolę. Apelles nie należał do tego ruchu, ale jego przykład pokazuje, że kobieca profetia była wówczas autorytetem, z którym musieli się liczyć także krytycy Pisma.

W połączeniu z rozmową u Rodona daje to obraz spójniejszy, niż mogłoby się wydawać. Starzec, który nie chce rozstrzygać o jedności Boga dowodem, a deklaruje, że jest do niej „poruszony”, uznaje źródło poznania inne niż dialektyka. Sylogizm służy mu do burzenia, objawienie – do budowania. Rozum oczyszcza pole z niewiarygodnych opowieści, wiara i prorockie słowo wskazują, kto jest prawdziwym Bogiem.

## Między szkołą a Kościołem

Szkoła Apellesa nie przetrwała długo. Kiedy Hipolit i Tertulian piszą swoje polemiki, Apelles jest już postacią z przeszłości, choć jego uczniowie mogli jeszcze działać. Nie zachowało się żadne pismo, które pozwalałoby usłyszeć jego głos bez pośrednictwa przeciwnika, a każda rekonstrukcja musi brać pod uwagę, że Rodon chciał go ośmieszyć, Tertulian zdyskredytować, a Ambroży wykorzystać jako tło dla własnej egzegezy raju.

Mimo to Apelles zajmuje w dziejach wczesnego chrześcijaństwa miejsce osobne. Pokazuje, że ruch Marcjona nie był monolitem i że już w drugim pokoleniu pojawiła się w nim potrzeba przemyślenia podstaw. Odejście od dwóch bogów nie oznaczało powrotu do ortodoksji: odrzucenie Prawa i proroków pozostało, ciało Chrystusa wciąż nie pochodziło z łona Marii, a autorytet Filumeny stał obok Ewangelii. Oznaczało natomiast, że pytanie o zło świata zostało przesunięte z poziomu bóstwa na poziom pośredników, a problem Starego Testamentu z poziomu metafizyki na poziom krytyki tekstu.

W tej podwójnej postawie, sceptycznej wobec spisanej tradycji i ufnej wobec żywego głosu, Apelles przypomina, że granice między rozumem a objawieniem przebiegały w II wieku inaczej, niż wyznaczyły je późniejsze stulecia. Jego słowa do Rodona, że zbawieni będą wszyscy, którzy pokładają nadzieję w Ukrzyżowanym i są wierni w dobrych czynach, brzmią zaskakująco pojednawczo jak na herezjarchę. Być może właśnie dlatego przeciwnicy tak starannie odnotowali, że nie umiał niczego dowieść.
