# Asclepius w zbiorze dzieł Apulejusza

> Łaciński Asclepius przetrwał średniowiecze jako towarzysz filozoficznych pism Apulejusza z Madaury, a to rękopiśmienne sąsiedztwo, choć nie ma oparcia w starożytnych świadectwach, dało dialogowi Hermesa platońską legitymację, stały obieg szkolny i autorytet, którego anonimowy przekład sam z siebie nigdy by nie zyskał.

Dział: Hermetyzm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/asclepius-w-zbiorze-dziel-apulejusza

## Tekst bez tłumacza

Łacińska wersja dialogu, którą znamy pod tytułem *Asclepius*, jest przekładem zaginionego greckiego *Logos teleios*, „Słowa doskonałego”. Kto ją sporządził, nie wiadomo. Żadne starożytne źródło nie wymienia imienia tłumacza, a pierwszy autor, który z niej obficie korzysta, Augustyn w ósmej księdze *Państwa Bożego*, pisanej w drugiej dekadzie V wieku, przytacza ją jako słowa Hermesa, nie wspominając, kto przełożył je na łacinę. Z tego, że Augustyn cytuje tekst łaciński, a nie grecki, wynika jedynie, że przekład istniał już w jego czasach i był dostępny w Afryce. Podobnie korzystali z niego autorzy afrykańscy następnych dziesięcioleci, polemizujący z poganami i heretykami.

Język przekładu wskazuje na późną starożytność, mniej więcej na wiek IV, choć nie wyklucza się nieco wcześniejszej daty. Łacina tłumacza jest ciężka, miejscami niezręczna, obfituje w konstrukcje kalkowane z greki i nie przypomina wyszukanej, barwnej prozy, z której słynie Apulejusz. Badacze, którzy od XIX wieku porównywali styl obu tekstów, doszli do zgodnego wniosku: autor *Metamorfoz* nie był tłumaczem *Asclepiusa*. Apulejusz żył ponadto w II wieku, a wiele wskazuje na to, że grecki oryginał dialogu w obecnej postaci powstał później. Przypisanie mu przekładu jest więc w świetle filologii nie do utrzymania.

Porównanie z ocalałymi greckimi urywkami potwierdza ten obraz. Laktancjusz na początku IV wieku cytował *Logos teleios* jeszcze w oryginale, koptyjski przekład fragmentu dialogu odnalazł się wśród kodeksów z Nag Hammadi, a kilka greckich zdań przechował w VI wieku Jan Lydos. Zestawione z łaciną pokazują tłumacza, który nie trzymał się wiernie wzorca, lecz rozbudowywał, objaśniał i niekiedy zmieniał akcenty. Taki sposób pracy pasuje do anonimowego przekładu, wykonanego zapewne na potrzeby czytelników, którzy greki już nie znali, i nie przypomina zabiegów literackich, jakimi Apulejusz posługiwał się, przyswajając łacinie greckie wzory.

A jednak to przypisanie istniało i miało ogromne konsekwencje. Aby je zrozumieć, trzeba spojrzeć nie na styl, lecz na księgi, w których *Asclepius* był kopiowany.

## Wspólna oprawa, wspólny autor

W średniowiecznych rękopisach *Asclepius* pojawia się najczęściej w zespole tekstów, który filologowie nazywają filozoficznym korpusem Apulejusza. Należą do niego *De deo Socratis*, traktat o demonach jako pośrednikach między bogami a ludźmi, *De Platone et eius dogmate*, wykład platońskiej filozofii, oraz *De mundo*, łacińska adaptacja pseudoarystotelesowskiego traktatu o kosmosie. Niekiedy towarzyszy im także krótki traktat logiczny *Peri hermeneias*, którego autentyczność również bywa dyskutowana. *Asclepius* zajmuje w tych zbiorach miejsce równorzędne z pozostałymi pismami, często bez wyraźnego oddzielenia od nich.

Takie zestawienie nie musiało od początku oznaczać tezy o autorstwie. Średniowieczni kopiści często łączyli w jednym kodeksie teksty podobne tematycznie, a *Asclepius*, mówiący o Bogu, kosmosie i demonach, dobrze pasował do traktatów Apulejusza. Kiedy jednak przez pokolenia czytano te pisma razem, kiedy tytuły i nagłówki zacierały granice między nimi, a nazwisko Apulejusza figurowało na początku zbioru, łatwo było przyjąć, że cały kodeks pochodzi od jednego autora. Średniowieczni czytelnicy nie mieli narzędzi do analizy stylu, jakimi dysponowała późniejsza filologia, a konwencja rękopiśmienna sugerowała jedność.

Jak doszło do pierwotnego połączenia, nie wiemy na pewno. Można jedynie wskazać okoliczności, które je ułatwiły. Augustyn w ósmej księdze *Państwa Bożego* omawia najpierw demonologię Apulejusza z *De deo Socratis*, a zaraz potem przechodzi do Hermesa i jego dialogu. Dla czytelnika, który znał Augustyna, obaj autorzy należeli do jednego zagadnienia: pogańskiej nauki o pośrednikach między bogami a ludźmi. Możliwe, choć nie da się tego udowodnić, że to właśnie tematyczna bliskość, utrwalona przez autorytet biskupa Hippony, zachęciła późnoantycznych lub wczesnośredniowiecznych redaktorów do zebrania tych tekstów razem. Zwykle podaje się to jako hipotezę, a nie ustalenie.

## Platonik z Madaury jako poręczyciel

Przypisanie *Asclepiusa* Apulejuszowi, czy to jako autorowi, czy jako tłumaczowi, nadawało tekstowi określony status. Apulejusz był dla średniowiecza przede wszystkim *philosophus Platonicus*, jak sam się określał, autorem traktatów objaśniających naukę Platona i porządek kosmosu. Jego nazwisko gwarantowało, że tekst należy do kręgu filozofii, a nie do magii czy herezji. Dialog Hermesa wchodził więc do bibliotek nie jako dziwaczne pismo egipskiego proroka, lecz jako część platońskiej spuścizny, czytanej obok Kalcydiusza, Makrobiusza i Boecjusza.

Ten status nie był wolny od napięć. Apulejusz miał również reputację maga. W *Apologii* bronił się przed oskarżeniem o czary, a Augustyn i inni autorzy chrześcijańscy wspominali o cudach, które poganie mu przypisywali, zestawiając go z Apoloniuszem z Tiany. Dla części średniowiecznych czytelników nazwisko Apulejusza mogło więc wzmacniać podejrzliwość wobec tekstu, w którym Augustyn znalazł fragmenty uznane przez niego za wyznanie bałwochwalstwa. Mimo to przeważył wizerunek platonika, a *Asclepius* był cytowany przez autorów szanowanych i ortodoksyjnych.

W XII wieku, gdy w szkołach francuskich odżyło zainteresowanie platońską kosmologią, *Asclepius* należał do stosunkowo nielicznych tekstów, z których łacinnicy mogli czerpać wiedzę o Hermesie. Piotr Abelard przytaczał słowa „Merkurego” jako świadectwo pogańskiej wiedzy o Trójcy, a autorzy kręgu szkoły w Chartres korzystali z dialogu w rozważaniach o duszy świata. W następnych stuleciach cytowali go także scholastycy, choć nierzadko z wyraźnym dystansem. W każdym z tych przypadków dostępność tekstu zależała od kodeksów, w których przepisywano go razem z Apulejuszem. Gdyby *Asclepius* krążył osobno, jako anonimowy przekład bez towarzystwa, jego szanse przetrwania byłyby znacznie mniejsze.

Obieg ten miał też wymiar praktyczny. Filozoficzne pisma Apulejusza należały do lektur, po które sięgano przy studiowaniu platońskiej nauki o duszy i demonach, a więc przy tych samych zagadnieniach, które średniowieczni uczeni zgłębiali w komentarzach do *Timajosa* w przekładzie Kalcydiusza. Kodeks z *De deo Socratis*, *De Platone* i *De mundo* był dla nich podręcznym kompendium pogańskiego platonizmu. *Asclepius* korzystał z tej użyteczności zbioru: trafiał do rąk czytelników, którzy wcale go nie szukali, lecz sięgali po Apulejusza, i dlatego był znany szerzej, niż wskazywałaby jego niejasna pozycja. Wiele średniowiecznych cytatów z Hermesa można tłumaczyć właśnie tym, że dialog znajdował się pod ręką, w tej samej oprawie co traktaty, które studiowano z zupełnie innych powodów.

## Od kodeksu do druku

Związek z Apulejuszem przeszedł z rękopisów do pierwszych druków. Rzymskie wydanie dzieł Apulejusza z 1469 roku, przygotowane przez Giovanniego Andreę Bussiego, zawierało także *Asclepiusa*, a kolejne edycje utrzymywały ten układ. Dla humanistów, którzy poznawali Hermesa jednocześnie przez łaciński dialog i przez grecki *Pimander* przełożony przez Marsilia Ficina, *Asclepius* był w pewnym sensie tekstem dwojakiej przynależności: należał do korpusu Apulejusza, a zarazem do nowo odkrytego zbioru Hermesa.

Rozstrzygnięcie tej dwoistości przyniosły wydania łączące oba teksty hermetyczne. Jacques Lefèvre d'Étaples opublikował w Paryżu w 1505 roku *Pimandra* w przekładzie Ficina razem z *Asclepiusem* i własnym komentarzem. Od tej chwili dialog żył dwoma życiami: w edycjach Apulejusza i w edycjach hermetycznych. W tych drugich nazwisko Apulejusza często nadal widniało jako nazwisko domniemanego tłumacza, co przydawało przekładowi klasycznego blasku. Renesansowy czytelnik mógł więc sądzić, że czyta Hermesa w łacinie znakomitego platonika z II wieku, a więc w przekładzie niemal równie starym jak oryginał.

Ta pozorna starożytność przekładu współgrała z przekonaniem o wielkiej starożytności samego Hermesa. Jeśli tłumaczem był Apulejusz, to grecki tekst musiał istnieć już w II wieku, a może znacznie wcześniej. Przypisanie wzmacniało więc w pośredni sposób wiarę w pradawność całej hermetyki. Dopiero krytyka filologiczna, która podważyła i autorstwo Apulejusza, i wczesne datowanie samego *Corpus Hermeticum*, rozbiła ten łańcuch domniemań.

## Ślad w nowoczesnych wydaniach

Paradoksalnie związek z Apulejuszem przetrwał także w nowoczesnej filologii, choć już w zupełnie innym sensie. Wydawcy dzieł filozoficznych Apulejusza, od Paula Thomasa na początku XX wieku po Claudia Moreschiniego w 1991 roku, włączali *Asclepiusa* do tomów poświęconych pismom filozoficznym, traktując go jako część tradycji rękopiśmiennej, a nie jako dzieło autora. Tekst wydawano więc tam, gdzie od wieków był przepisywany, z wyraźną informacją o tym, że jego autorstwo jest pseudepigraficzne. Krytyczne wydanie Arthura Darby'ego Nocka i André-Jeana Festugière'a, opublikowane w drugim tomie ich edycji hermetyków w 1945 roku, ustaliło z kolei jego miejsce w korpusie hermetycznym.

Ta podwójna obecność dobrze oddaje historię dialogu. *Asclepius* jest tekstem hermetycznym z ducha i treści, ale tekstem apulejańskim z losów. Jego przetrwanie zależało od kopistów, którzy przepisywali traktaty o demonach i kosmosie, a jego autorytet – od nazwiska, którego prawdziwy właściciel nie miał z nim nic wspólnego. Filologia może dziś oddzielić autora od tradycji, ale historia recepcji musi uwzględnić oba wymiary, bo przez większą część dziejów były one nierozłączne.

## Zapożyczony autorytet

Przypadek *Asclepiusa* jest pouczający dla całej historii hermetyzmu. Pokazuje, że o losie tekstów decydują nie tylko ich treść i wartość, lecz także przypadkowe na pozór okoliczności przekazu: z kim zostały oprawione, czyje nazwisko widniało na pierwszej karcie, jaki autorytet poświadczał ich wiarygodność. Pismo, które bez tłumacza i bez kontekstu mogło łatwo zniknąć, znalazło schronienie w zbiorze uznanego platonika i dzięki temu przez tysiąc lat było jedynym szerzej dostępnym na łacińskim Zachodzie dialogiem Hermesa.

Ten zapożyczony autorytet miał swoje skutki uboczne. Utwierdzał wiarę w starożytność hermetyki, nadawał przekładowi prestiż, na który filologicznie nie zasługiwał, i sprawiał, że czytelnicy postrzegali Hermesa przez pryzmat platonizmu Apulejusza. Zarazem jednak bez niego łacińskie średniowiecze znałoby Hermesa niemal wyłącznie z polemicznych omówień Augustyna. To w kodeksach Apulejusza Trismegistos przemawiał własnym, choć przetłumaczonym, głosem.
