# Astrologia wykluczona z akademii nauk XVII wieku

> Gdy w 1666 roku Colbert powoływał paryską Académie des sciences, astrologia nie znalazła się w jej programie, a wcześniejsza krytyka Pierre’a Gassendiego dostarczyła argumentów, które to pominięcie uzasadniały; razem oznaczało to koniec akademickiego statusu sztuki obecnej przez wieki w uniwersyteckim nauczaniu.

Dział: Astrologia
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/astrologia-wykluczona-z-akademii-nauk-xvii-wieku

## Sztuka z katedrą

Przez większą część średniowiecza i renesansu astrologia nie była zajęciem marginalnym. Na uniwersytetach włoskich, zwłaszcza w Bolonii i Padwie, nauczano jej w ścisłym związku z medycyną, bo lekarz miał znać ruchy ciał niebieskich, by wybierać czas zabiegów i przewidywać przebieg chorób. Katedry astronomii były w praktyce katedrami, na których objaśniano zarówno ruchy planet, jak i ich znaczenia, a od profesorów oczekiwano często sporządzania rocznych prognostyków. Granica między astronomią a astrologią, oczywista dla współczesnego czytelnika, w języku epoki bywała płynna: oba słowa stosowano niekiedy zamiennie, a jedna dziedzina uchodziła za teoretyczną podstawę drugiej.

Status ten był jednak od dawna podważany. Krytyka astrologii sądowej, czyli przepowiadania losów ludzi i wydarzeń, ma długą historię od Augustyna po Giovanniego Pica della Mirandolę, którego *Disputationes adversus astrologiam divinatricem* ukazały się pośmiertnie w 1496 roku. Kościół potępiał astrologię sądową, gdy naruszała wolną wolę i Bożą opatrzność, choć dopuszczał astrologię naturalną, dotyczącą pogody, rolnictwa i medycyny. Bulla Sykstusa V *Coeli et terrae* z 1586 roku i bulla Urbana VIII *Inscrutabilis* z 1631 roku zaostrzyły to stanowisko, ale nie usunęły astrologii z uczonej kultury. Jeszcze na początku XVII wieku astronomowie tej miary co Kepler sporządzali horoskopy i prognostyki, a dyskusja dotyczyła raczej reformy sztuki niż jej odrzucenia.

To, co wydarzyło się w drugiej połowie stulecia, nie było więc pierwszym atakiem na astrologię. Było czymś bardziej rozstrzygającym: nowe instytucje wiedzy, które przejmowały od uniwersytetów rolę głównych ośrodków badań nad przyrodą, po prostu nie zrobiły dla niej miejsca.

## Gassendi i próżność astrologii sądowej

Pierre Gassendi, kapłan, profesor w Aix i później w Collège royal w Paryżu, był jednym z najważniejszych filozofów przyrody pierwszej połowy XVII wieku. Wskrzeszał atomizm Epikura w wersji pogodzonej z chrześcijaństwem, prowadził obserwacje astronomiczne, a w 1631 roku jako jeden z pierwszych zaobserwował przejście Merkurego przed tarczą Słońca, przewidziane wcześniej przez Keplera. Ten człowiek, który znał niebo z własnych pomiarów, poświęcił w swoim wykładzie fizyki obszerny wywód krytyce astrologii sądowej. W pełnej postaci znalazł się on w *Syntagma philosophicum*, wydanym w zbiorze jego dzieł w 1658 roku, trzy lata po śmierci autora, a rok później ukazał się angielski przekład tej części pod tytułem *The Vanity of Judiciary Astrology*.

Siła wywodu Gassendiego polegała na tym, że nie był on ani kazaniem moralisty, ani satyrą. Gassendi wychodził od astronomii i pokazywał, że podstawy astrologii są arbitralne. Podział zodiaku na dwanaście znaków jest ludzką konwencją, a nie rzeczywistym podziałem nieba; przypisanie znakom i planetom cech ciepła, zimna, męskości czy żeńskości nie wynika z żadnej obserwacji; nazwy gwiazdozbiorów, od których astrolodzy wyprowadzają znaczenia, pochodzą od mitów i kształtów dostrzeżonych przez wyobraźnię. Gassendi zwracał uwagę na precesję, wskutek której znaki zodiaku przesunęły się względem gwiazdozbiorów, na los bliźniąt urodzonych pod tym samym niebem, a jednak odmiennych, i na niemożność ustalenia, dlaczego decydująca ma być chwila narodzin, a nie poczęcia.

Gassendi nie twierdził przy tym, że niebo nie wywiera na Ziemię żadnego wpływu. Słońce grzeje i oświetla, Księżyc współdziała z pływami, a pory roku zależą od biegu ciał niebieskich. Taki wpływ fizyczny był jednak w jego ujęciu czymś zupełnie innym niż znaczenia, które astrolodzy przypisywali położeniom planet. Między tymi dwoma porządkami przeprowadzał wyraźną granicę: pierwszy należy do filozofii przyrody i można go badać, drugi jest zbiorem tradycyjnych przypisań bez podstaw. Ta granica stanie się w kolejnych dziesięcioleciach granicą instytucjonalną. Gassendi wpisywał też swoją krytykę w szerszy spór o źródła poznania: wiedza miała wyrastać z doświadczenia zmysłowego, krytycznie sprawdzanego, a nie z przejmowanych od starożytnych systemów, nawet jeśli te nosiły imiona Ptolemeusza czy Arystotelesa.

## Akademia Colberta

Académie royale des sciences powstała w 1666 roku z inicjatywy Jeana-Baptiste’a Colberta, ministra Ludwika XIV, który chciał skupić najlepszych uczonych w służbie państwa i wzmocnić prestiż monarchii. Jej członkowie zbierali się w Bibliotece Królewskiej, a wśród pierwszych byli matematycy, astronomowie, anatomowie i chemicy. Christiaan Huygens przybył z Holandii, a kilka lat później do Paryża sprowadzono z Bolonii Giovanniego Domenica Cassiniego, który objął kierownictwo nowo budowanego Obserwatorium. Program akademii obejmował pomiary, doświadczenia, wspólne sprawdzanie wyników i prace o praktycznym znaczeniu, od kartografii po nawigację.

Astrologii w tym programie nie było. W historiografii powtarza się, że Colbert wyraźnie wykluczył z prac akademii astrologię i poszukiwanie kamienia filozoficznego. Należy przy tym zaznaczyć, że akademia przez pierwsze dziesięciolecia nie miała pisanego statutu, a formalny regulamin otrzymała dopiero w 1699 roku; wykluczenie dokonywało się przez dobór członków, tematów i metod, a nie przez uroczysty akt potępienia. Ten sposób działania był być może skuteczniejszy niż zakaz. Astrologii nie trzeba było obalać na posiedzeniu, bo nikt nie wnosił jej pod obrady. Biografia Cassiniego dobrze ilustruje to przesunięcie: wedle jego własnych wspomnień w młodości zajmował się astrologią, a następnie od niej odszedł, przekonany o jej bezpodstawności. Astronom, który miał wyznaczać pozycję Francji na mapie nieba i Ziemi, nie mógł już być zarazem dostawcą prognostyków.

Polityczne tło tej decyzji jest istotne. Monarchia Ludwika XIV dążyła do kontroli nad wszystkim, co mogło wpływać na opinię i porządek publiczny, a przepowiednie dotyczące losów króla i państwa należały do sfery szczególnie niebezpiecznej. Gdy po tak zwanej aferze trucizn, która w latach 1679–1682 ujawniła powiązania dworu z wróżkami i dostawczyniami trucizn, wydano w 1682 roku królewski edykt przeciw wróżbitom i magom, astrologia sądowa znalazła się w otoczeniu praktyk, które państwo traktowało już jako przestępcze. Akademia i edykt należały do różnych porządków, ale układały się w jeden obraz: wiedza o niebie była sprawą uczonych instytucji, przepowiadanie przyszłości sprawą policji.

## Londyn, czyli wykluczenie bez dekretu

Royal Society, założone w Londynie w 1660 roku i zatwierdzone przywilejem królewskim w 1662 roku, przedstawia przypadek bardziej złożony. Wśród jego pierwszych członków był Elias Ashmole, antykwariusz, kolekcjoner i zarazem praktykujący astrolog, przyjaciel Williama Lilly’ego. Robert Boyle zajmował się zagadnieniami, które dziś zaliczylibyśmy do pogranicza filozofii przyrody i tradycji hermetycznej. Nie można więc powiedzieć, że Towarzystwo było zbiorowiskiem przeciwników astrologii. Można natomiast stwierdzić, że astrologia nie stała się przedmiotem jego zbiorowej pracy. Wśród doświadczeń, obserwacji i raportów, które odczytywano na posiedzeniach i drukowano w *Philosophical Transactions*, praktycznie nie pojawiały się horoskopy ani prognostyki.

Z tego okresu pochodzą też próby ratowania astrologii przez reformę, które pokazują, w jakim kierunku poszła presja nowej nauki. Francis Bacon już w *De augmentis scientiarum* z 1623 roku wzywał do stworzenia „zdrowej astrologii”, oczyszczonej z przesądów i opartej na gromadzeniu obserwacji. Duchowny i nauczyciel John Goad prowadził przez dziesięciolecia zapiski pogody, porównując je z położeniami planet, i ogłosił wyniki w *Astro-Meteorologica* w 1686 roku. Takie przedsięwzięcia próbowały przenieść astrologię na teren, który nowa filozofia przyrody uznawała za prawomocny: zbierania danych i szukania regularności. Ich los był wymowny. Nie wywołały poważnej dyskusji w Towarzystwie i nie przyniosły wyników, które przekonałyby uczonych, a w rezultacie pozostały ciekawostką.

Wykluczenie w Londynie miało zatem inny charakter niż w Paryżu. Nie było ministra, który wyznaczał granice, i nie było akademii działającej jako organ państwa. Działał raczej mechanizm, który można nazwać milczeniem programowym: nowe kryteria wiedzy, oparte na doświadczeniu, pomiarze i matematycznym opisie, nie dawały astrologii punktu zaczepienia, a jej zwolennicy, nawet jeśli byli członkami Towarzystwa, nie potrafili przedstawić jej w formie, którą dałoby się poddać tej procedurze.

## Z katedry na rynek

Koniec akademickiego statusu astrologii nie był jej końcem w ogóle. Przeciwnie, w drugiej połowie XVII i przez cały XVIII wiek almanachy astrologiczne sprzedawały się w ogromnych nakładach, a przepowiadanie przyszłości pozostawało żywe w kulturze ludowej i w kręgach amatorów. Zmieniło się miejsce, z którego astrologia mówiła. Przestała być dziedziną nauczaną przez profesorów i dyskutowaną przez członków uczonych gremiów, a stała się towarem rynku druku i praktyką prywatną. Utraciła prawo do uczonego języka i do instytucjonalnego autorytetu, a wraz z nimi możliwość odpowiadania na krytykę na tym samym poziomie, na którym ją formułowano.

Dobrym świadectwem tej zmiany klimatu jest dyskusja o kometach. Pojawienie się wielkiej komety w 1680 roku wywołało w całej Europie falę pism wieszczących wojny, zarazy i śmierć władców, zgodnie z odwieczną tradycją odczytywania komet jako znaków. Pierre Bayle odpowiedział na nią w *Pensées diverses sur la comète*, wydanych w 1682 roku, dowodząc, że komety są zjawiskami naturalnymi, a przypisywanie im znaczeń jest przesądem utrwalonym przez powtarzanie i autorytet. Bayle nie był astronomem, a jego książka dotyczyła raczej filozofii religii i tolerancji niż nieba. Właśnie dlatego jest wymowna: argument, który w ustach Gassendiego był jeszcze fachową analizą przyrodnika, stał się w ciągu jednego pokolenia wspólnym przekonaniem wykształconego czytelnika, któremu nie trzeba było niczego dowodzić rachunkiem.

Ten proces dokonał się bez spektakularnych procesów i bez jednego rozstrzygającego obalenia. Gassendi dostarczył argumentów, ale jego krytyka nie była bardziej druzgocąca niż wywody Pica sprzed półtora wieku. Rozstrzygające okazało się co innego: powstanie instytucji, które zdefiniowały na nowo, czym jest wiedza o przyrodzie, i w których dla astrologii nie było roli. Akademia Colberta i Royal Society nie potrzebowały polemik, by astrologia przestała być nauką. Wystarczyło, że nauka zaczęła być uprawiana tam, gdzie astrologii nie zapraszano. Kiedy w XIX i XX wieku astrologowie próbowali odzyskać uczoną wiarygodność przez statystykę lub psychologię, mierzyli się właśnie z tą decyzją z XVII wieku, która nie była formalnym wyrokiem, lecz zmianą samego pola, na którym wydaje się wyroki.
