# Aurora Consurgens i zagadka autorstwa Tomasza z Akwinu

> Spór o to, czy Aurorę consurgens napisał Tomasz z Akwinu, mówi mniej o samym Tomaszu niż o naturze tego traktatu: tekst, w którym Mądrość z ksiąg sapiencjalnych przemawia jako Kamień filozofów, potrzebował świętego autora, bo sam przekraczał granicę między liturgią a dziełem alchemicznym.

Dział: Alchemia
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/aurora-consurgens-i-zagadka-autorstwa-tomasza-z-akwinu

## Jutrzenka z Pieśni nad Pieśniami

Tytuł traktatu pochodzi z Wulgaty. W Pieśni nad Pieśniami chór pyta o oblubienicę: „Któż jest ta, co się ukazuje jak wschodząca zorza, piękna jak księżyc, jasna jak słońce?” – *quasi aurora consurgens*. Już to zapożyczenie zdradza metodę autora. Jego dzieło, znane w dwóch częściach, z których pierwsza jest właściwą *Aurorą*, a druga osobnym, bardziej konwencjonalnym traktatem praktycznym, nie objaśnia operacji alchemicznych w języku technicznym, lecz splata je ze słowami Pisma tak gęsto, że trudno powiedzieć, gdzie kończy się cytat biblijny, a zaczyna alchemiczny. Otwiera je zdanie z Księgi Mądrości: „Przyszły zaś do mnie wraz z nią wszystkie dobra” – i ta „ona” to Mądrość, utożsamiona z królową z Południa, która przybyła do Salomona, oraz z sekretem filozofów.

Po wstępie następuje siedem przypowieści, *parabolae*. Pierwsza mówi o czarnej ziemi, w której zakorzeniło się siedem planet, druga o potopie wód i śmierci, trzecia o spiżowej bramie i żelaznej zaporze niewoli babilońskiej, czwarta o wierze filozoficznej opartej na liczbie trzy, piąta o skarbcu, który Mądrość zbudowała na skale, szósta o niebie, świecie i położeniu żywiołów, siódma o rozmowie oblubieńca z oblubienicą. Kolejność odtwarza znany z innych traktatów rytm dzieła, od czerni i rozkładu do zjednoczenia przeciwieństw, ale żadna z tych przypowieści nie jest receptą. Są medytacjami, w których Psalmy, prorocy, Księga Przysłów i Pieśń nad Pieśniami stają się językiem przemiany. Lektura *Aurory* wymaga więc słuchu liturgicznego: jej zdania brzmią jak antyfony, a jej przypowieści przypominają czytania z oficjum, w którym tekst biblijny powraca w coraz to nowych zestawieniach.

## Mądrość, która mówi w pierwszej osobie

Najbardziej uderzającą cechą *Aurory* jest głos. W wielu miejscach to nie autor opowiada o Kamieniu, lecz sama Mądrość przemawia do czytelnika, wzywa go, skarży się na swoją ciemność i obiecuje chwałę temu, kto ją wyzwoli. W ostatniej przypowieści oblubienica mówi o sobie słowami Pieśni: jest czarna, lecz piękna, czeka na oblubieńca, który zdejmie z niej zasłonę. Alchemiczna materia, uwięziona w ciemności i oczekująca na przemianę, zostaje utożsamiona z biblijną Sophią i z duszą wołającą do Boga. Wielu czytelników widziało w tej oblubienicy również obraz Maryi, co w kulturze późnego średniowiecza było naturalnym skojarzeniem.

Autor czerpie przy tym obficie z tradycji alchemicznej, którą znał z łacińskich przekładów arabskich. Najczęściej przywołuje Seniora, czyli Ibn Umajla, którego obrazy mistycznych zaślubin i symboliczny język nadawały się do takiej lektury szczególnie dobrze, a obok niego *Turba philosophorum*, Morienusa, Alfidiusa i innych autorytetów. Ale cytaty alchemiczne są w *Aurorze* podporządkowane biblijnym, a nie odwrotnie. To nie Pismo służy tu jako ozdoba wywodu chemicznego, lecz alchemia staje się jednym z rejestrów, w których można wyrażać biblijną teologię Mądrości. Właśnie w tym sensie traktat zasługuje na miano alchemii duchowej, choć trzeba pamiętać, że jego autor najpewniej nie odróżniał duchowego i materialnego sensu dzieła tak ostro, jak czynią to czytelnicy nowocześni.

Taki sposób pisania nie był w XIV wieku całkowicie odosobniony. Petrus Bonus z Ferrary w *Pretiosa margarita novella*, powstałej w latach trzydziestych tego stulecia, dowodził, że alchemia jest po części sztuką naturalną, a po części darem Bożym, i porównywał ukończenie Kamienia z tajemnicami wiary, takimi jak wcielenie czy zmartwychwstanie. Różnica polega na tym, że Petrus argumentuje, a autor *Aurory* modli się i śpiewa. Teologiczne odczytanie dzieła alchemicznego, które u Petrusa jest tezą, w *Aurorze* staje się formą literacką, i to właśnie czyni ją tekstem jedynym w swoim rodzaju.

## Dlaczego Tomasz

Atrybucja Tomaszowi z Akwinu pojawia się w części tradycji rękopiśmiennej i w późniejszych katalogach. Nie jest wyjątkiem. Od końca XIII wieku wokół wielkich imion scholastyki narastał korpus pism alchemicznych: Albertowi Wielkiemu przypisywano *Libellus de alchimia*, Tomaszowi traktaty takie jak *Thesaurus alchimiae*, a legenda uczyniła ich mistrzem i uczniem wspólnie pracującymi nad Kamieniem. Historyczny Tomasz o alchemii wypowiadał się rzadko i rzeczowo. W *Sumie teologii*, rozważając sprawiedliwość handlu, stwierdza, że gdyby alchemicy rzeczywiście wytwarzali prawdziwe złoto, można by je sprzedawać jako złoto; jeśli zaś wytwarzają tylko coś podobnego, sprzedaż byłaby oszustwem. To uwaga moralisty, nie wyznanie adepta.

Styl *Aurory* nie przypomina żadnego z autentycznych pism Tomasza. Brakuje w niej scholastycznej struktury kwestii, zarzutów i odpowiedzi, brakuje precyzyjnej terminologii arystotelesowskiej, a gęsty, liturgiczny montaż cytatów jest obcy jego prozie. Dlatego współczesna krytyka zgodnie odrzuca jego autorstwo. Pozostaje pytanie, dlaczego tekst tak uparcie przyciągał to imię. Odpowiedź wydaje się prosta: dzieło, które czyni z Kamienia filozofów figurę Mądrości Bożej i z alchemicznego dzieła coś w rodzaju liturgii, było teologicznie śmiałe, a w oczach niektórych wręcz bluźniercze. Imię doktora Kościoła działało jak tarcza. Jeśli napisał je święty, to jego śmiałość mieści się w granicach prawowierności.

Atrybucja miała też znaczenie praktyczne dla kopistów i kolekcjonerów. Traktat podpisany imieniem doktora anielskiego zyskiwał na wartości, łatwiej było go uzasadnić przed przełożonym zakonnym czy spowiednikiem, a jego posiadanie nie musiało budzić podejrzeń. W epoce, w której alchemia bywała przedmiotem zakazów, choćby w obrębie zakonów żebraczych, święte imię mogło więc chronić nie tylko tekst, ale i jego czytelnika.

## Hipoteza Marie-Louise von Franz

W XX wieku zagadka zyskała nowy wymiar dzięki szwajcarskiej psycholożce Marie-Louise von Franz, współpracowniczce Carla Gustava Junga. W 1957 roku wydała ona pierwszą część *Aurory* z obszernym komentarzem jako trzeci tom Jungowskiego *Mysterium coniunctionis*. Von Franz wysunęła hipotezę, że tekst mógł powstać jako zapis słów samego Tomasza w ostatnich miesiącach jego życia. Opierała się na przekazach hagiograficznych: w grudniu 1273 roku Tomasz miał doznać w Neapolu doświadczenia, po którym przestał pisać, mówiąc, że wszystko, co napisał, wydaje mu się słomą, a umierając w opactwie Fossanova w 1274 roku, według wczesnych żywotów, objaśniał mnichom Pieśń nad Pieśniami. *Aurora*, z jej ekstatycznym tonem i finałem opartym na Pieśni, miałaby być śladem tego stanu, w którym nieświadomość wielkiego racjonalisty przemówiła językiem obrazów.

Hipoteza jest pomysłowa, ale nie ma oparcia w źródłach. Żaden przekaz z otoczenia Tomasza nie wspomina o alchemii ani o takim dziele, najstarsze rękopisy *Aurory* są o półtora wieku późniejsze, a styl traktatu nie zdradza żadnego pokrewieństwa z pismami, które Tomasz zostawił. Hipoteza von Franz mówi więcej o jungowskiej lekturze alchemii, w której traktat jest przede wszystkim dokumentem psychicznym, niż o historii tekstu. Nie zmienia to faktu, że jej wydanie przywróciło *Aurorę* czytelnikom i do dziś pozostaje podstawowym punktem odniesienia.

Dla samego Junga *Aurora* była czymś więcej niż ciekawostką. Uważał ją za jeden z najwyraźniejszych dowodów, że średniowieczni alchemicy rzutowali na materię treści psychiczne, a figura Mądrości, mówiąca z wnętrza naczynia, odpowiadała w jego języku archetypowi, który nazywał animą. Można tę interpretację przyjmować lub odrzucać, ale warto widzieć, że to dzięki niej traktat, znany wcześniej wąskiemu kręgowi specjalistów od rękopisów, wszedł do kanonu lektur o duchowej alchemii XX wieku. Jego dzisiejsza sława jest więc w znacznej mierze sławą jungowską.

## Rękopis z Zurychu i jego obrazy

Większość czytelników zna *Aurorę* nie z tekstu, lecz z obrazów. Najsłynniejszy egzemplarz, kodeks oznaczony w Zentralbibliothek w Zurychu sygnaturą Rh. 172, powstał w XV wieku i zawiera cykl iluminacji, które należą do najwcześniejszych rozbudowanych sekwencji ilustracji alchemicznych na Zachodzie. Widać na nich między innymi postacie ludzkie i zwierzęce, królewskie pary i hermafrodytę, a także sceny, które z biblijnym tekstem łączą się bardziej skojarzeniowo niż dosłownie. Badania nad początkami obrazowania alchemicznego, prowadzone między innymi przez Barbarę Obrist, pokazały, że ilustracje te nie są prostą ilustracją słów, lecz stanowią osobną warstwę interpretacji, nierzadko odwołującą się do innych tekstów niż ten, który zdobią.

Druk obszedł się z traktatem niełaskawie. Kiedy w bazylejskiej antologii *Artis auriferae* w końcu XVI wieku ukazała się *Aurora*, wydawca zamieścił jedynie drugą, praktyczną część, a pierwszą, z jej biblijnymi przypowieściami, pominął, uznając jej sposób posługiwania się Pismem za niestosowny. Właściwa *Aurora* krążyła więc przez kolejne stulecia głównie w rękopisach, co tylko wzmocniło jej reputację dzieła tajemnego.

Druga część traktatu, którą wydawcy uznali za bezpieczniejszą, ma zupełnie inny charakter. Jest wykładem bardziej konwencjonalnym, opartym na cytatach z autorytetów alchemicznych i poświęconym kolejnym etapom dzieła, z rzadkimi tylko odwołaniami do Pisma. Badacze na ogół przyjmują, że wyszła spod innej ręki, a jej połączenie z pierwszą częścią jest dziełem kopistów. Ten kontrast dobrze pokazuje, co było w pierwszej części wyjątkowe: nie sama obecność religijnych motywów, częstych w alchemii łacińskiej, lecz decyzja, by cały wywód poprowadzić głosem biblijnej Mądrości.

## Bezimienna Mądrość

Nie wiemy, kto napisał *Aurorę consurgens*. Wiemy, że był to człowiek głęboko obeznany z Wulgatą i liturgią, zapewne duchowny, który znał łacińską alchemię arabskiego pochodzenia i który uważał, że język biblijnej Mądrości może wyrazić to, czego nie wyrazi żaden traktat techniczny. Tekst powstał najpewniej w XIV albo na początku XV wieku; dokładniejsze datowanie jest przedmiotem dyskusji. Atrybucja Tomaszowi była sposobem na oswojenie tej śmiałości, a hipoteza von Franz – nowoczesną próbą nadania jej psychologicznego sensu.

Być może jednak anonimowość lepiej pasuje do tego dzieła niż jakiekolwiek imię. W *Aurorze* mówi Mądrość, a nie jej autor, i właśnie to sprawia, że tekst brzmi jak modlitwa, a nie jak wykład. Zagadka autorstwa nie jest więc przeszkodą w jego lekturze, lecz częścią jego przesłania: w tradycji, która uważała, że prawdziwa wiedza jest darem, a nie wytworem, nieznany autor mógł chcieć, by zapamiętano słowa, a nie piszącego.
