# Daniel Cramer i emblematy Societas Jesu et Roseae Crucis

> Wydając w 1617 roku zbiór czterdziestu emblematów pod tytułem Societas Jesu et Roseae Crucis vera, szczeciński teolog luterański Daniel Cramer przechwycił modne hasła sporu o Bractwo i nadał im sens pobożności chrystocentrycznej, w której jedyną prawdziwą wspólnotą róży i krzyża jest serce wierzącego zjednoczone z Chrystusem.

Dział: Różokrzyż
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/daniel-cramer-i-emblematy-societas-jesu-et-roseae-crucis

## Tytuł jako manifest

Pełny tytuł książki, wydanej we Frankfurcie nad Menem przez Lucasa Jennisa, brzmi w skrócie *Societas Jesu et Roseae Crucis vera* i zapowiada cztery dziesiątki świętych emblematów zaczerpniętych z Pisma, poświęconych najsłodszemu imieniu i krzyżowi Jezusa Chrystusa. Już samo zestawienie dwóch nazw było prowokacją. W 1617 roku „Towarzystwo Jezusowe” oznaczało dla każdego protestanta zakon jezuitów, głównego przeciwnika reformacji w Rzeszy, a „Bractwo Różanego Krzyża” – tajemnicze zgromadzenie, o którego istnieniu i prawowierności toczono gorący spór. Cramer łączy oba imiona przymiotnikiem *vera*, „prawdziwe”, i w ten sposób odbiera je obu stronom jednocześnie.

Gest jest czytelny. Prawdziwym towarzystwem Jezusa nie jest zakon założony przez Ignacego Loyolę, lecz wspólnota wszystkich, którzy wierzą w Chrystusa i niosą Jego krzyż. Prawdziwym bractwem róży i krzyża nie jest ukryte zgromadzenie zapowiadane w *Famie*, lecz Kościół, w którym krzyż Chrystusa zakwita różą zbawienia. Tytuł nie atakuje wprost ani jezuitów, ani różokrzyżowców; po prostu przypisuje ich nazwy temu, kto według autora ma do nich prawo.

Taka strategia była w literaturze konfesyjnej epoki dobrze znana. Polemika nie zawsze polegała na zwalczaniu przeciwnika; często wystarczyło przejąć jego słownictwo i nasycić je innym znaczeniem. Cramer zrobił to z wyczuciem chwili. W roku, w którym obrońcy i krytycy manifestów wydawali kolejne broszury, a czytelnicy chętnie sięgali po każdy druk z różą i krzyżem w tytule, pobożny zbiór emblematów zyskiwał szansę na uwagę, której w innym wypadku mógłby nie zdobyć.

## Teolog ze Szczecina

Daniel Cramer, urodzony w 1568 roku na Pomorzu, a zmarły w 1637 roku w Szczecinie, był postacią dobrze osadzoną w luterańskim establishmencie. Kształcił się na niemieckich uniwersytetach, pracował jako pastor i profesor w szczecińskim gimnazjum mariackim, pisał traktaty teologiczne, kazania i dzieła historyczne, wśród nich obszerną kronikę dziejów Kościoła na Pomorzu. Nie był ani alchemikiem, ani spirytualistą, ani człowiekiem zainteresowanym tajną wiedzą. Jego pobożność była pobożnością luterańskiej ortodoksji: opartą na Piśmie, skupioną na łasce i wierze, nieufną wobec spekulacji.

Właśnie dlatego jego książka jest tak interesująca. Nie jest głosem z wnętrza ruchu różokrzyżowego, lecz głosem z zewnątrz, który nie odrzuca jego symboli, ale proponuje ich właściwe – z jego punktu widzenia – odczytanie. Cramer nie dyskutuje z tezami manifestów, nie pyta o istnienie braci, nie rozważa programu reformy wiedzy. Przyjmuje tylko, że róża i krzyż są obrazami, które przemawiają do współczesnych, i pokazuje, gdzie te obrazy naprawdę należą.

Wybór wydawcy też nie był bez znaczenia. Lucas Jennis był w tych latach jednym z najważniejszych frankfurckich wydawców literatury emblematycznej i hermetycznej; w jego oficynie ukazywały się pisma Michaela Maiera i inne ilustrowane traktaty alchemiczne. Książka luterańskiego pastora wydana w tym samym miejscu trafiała do tego samego kręgu odbiorców – ludzi wykształconych, zainteresowanych symboliką, gotowych zapłacić za starannie rytowane ryciny. Cramer docierał więc do czytelników, którzy mogli ulec urokowi spekulatywnego różokrzyżowca, i oferował im alternatywę.

## Czterdzieści serc

Zasadniczą część zbioru tworzą cztery dekady, czyli cztery serie po dziesięć emblematów. Każdy z nich składa się, zgodnie z kanonem gatunku, z kilku elementów: motta, zwykle krótkiego cytatu biblijnego po łacinie, ryciny ujętej w okrągłe pole oraz wierszowanych objaśnień, które rozwijają sens obrazu i odnoszą go do życia duchowego czytelnika. Rycina i słowo mają się wzajemnie tłumaczyć, a odbiorca powinien kontemplować obraz, przypominać sobie werset i odnosić całość do własnego położenia.

Głównym bohaterem niemal wszystkich rycin jest serce. Pojawia się w rozmaitych sytuacjach: poddawane próbom, oczyszczane, przebijane, oświetlane, chronione, zwrócone ku krzyżowi lub otwierające się na łaskę. Często towarzyszy mu ręka wychodząca z obłoku, typowy w emblematyce znak działania Boga, który pozostaje niewidzialny, a jednak czynny. Serce nie działa samo; jest raczej polem, na którym rozgrywa się dzieło łaski. Ta konwencja dobrze odpowiadała luterańskiej teologii, w której zbawienie nie jest zasługą człowieka, lecz darem przyjmowanym w wierze.

Uderza przy tym oszczędność środków. Ryciny rzadko przedstawiają rozbudowane sceny; nawet gdy w tle pojawia się krajobraz, uwaga skupia się na jednym przedmiocie i jednym geście. Taka powściągliwość ma sens teologiczny. Luterańska pobożność nie potrzebowała pośrednictwa świętych ani wyobrażeń mistycznych wizji; wystarczało serce, krzyż i słowo. Emblematy Cramera są w tym sensie ascetyczne: nie odwracają wzroku od istoty rzeczy dekoracją, lecz prowadzą go wprost ku relacji między człowiekiem a Bogiem. Nawet róża, obecna w tytule, nie dominuje nad całością; pojawia się raczej jako znak owocu niż jako ozdoba.

Motyw serca w emblematyce religijnej nie był nowy. Pod koniec XVI wieku w Antwerpii krążyły serie rycin poświęconych sercu oddanemu Jezusowi, związane z pobożnością katolicką i środowiskiem jezuickim. Cramer, świadomie lub nie, podejmował więc temat, który w kręgu katolickim zdążył już nabrać określonego znaczenia. Jego książka może być czytana jako protestancka odpowiedź na tę tradycję: także serce, podobnie jak nazwa Towarzystwa Jezusowego, zostaje przeniesione z jednego obozu do drugiego.

## Róża Lutra i krzyż wiernych

Dla czytelnika luterańskiego zestawienie róży, krzyża i serca miało jeszcze jedno, bardzo bliskie odniesienie. Pieczęć Marcina Lutra, którą reformator sam objaśnił w znanym liście, przedstawiała czarny krzyż w czerwonym sercu, umieszczonym pośrodku białej róży. Luter tłumaczył, że krzyż oznacza wiarę w Ukrzyżowanego, serce – życie, które ta wiara czyni żywym, a biała róża – radość, pociechę i pokój, jakie daje wiara. Symbol ten był w świecie protestanckim powszechnie rozpoznawalny.

Nie wiadomo z pewnością, czy autorzy manifestów różokrzyżowych świadomie nawiązywali do róży Lutra; badacze wskazują też inne możliwe źródła, w tym herb rodziny Andreae, w którym występował krzyż świętego Andrzeja i róże. Dla Cramera to pytanie nie miało jednak wielkiego znaczenia. Wystarczyło, że róża i krzyż wraz z sercem tworzyły układ, który każdy luteranin znał od dzieciństwa. Zbiór emblematów przypominał czytelnikom, że symbolika, za którą gonili w tajemniczych broszurach, od dawna była obecna w ich własnej tradycji – w pieczęci reformatora, w pieśniach, w kazaniach.

W tym sensie *Societas Jesu et Roseae Crucis vera* jest książką o powrocie do domu. Zamiast szukać ukrytego bractwa w dalekich krainach, czytelnik ma odnaleźć je w sobie, w swoim sercu poddanym działaniu łaski, i we wspólnocie Kościoła, do której już należy. Róża nie jest znakiem wtajemniczenia zarezerwowanego dla wybranych, lecz owocem krzyża dostępnym dla każdego, kto wierzy.

## Emblemat jako ćwiczenie duchowe

Forma emblematyczna nie była dla Cramera tylko ozdobą. W XVII wieku emblematy służyły do medytacji: czytelnik zatrzymywał się przy każdej rycinie, rozważał związek obrazu ze słowem i przenosił go na własne życie. Taka praktyka była rozpowszechniona zarówno w kręgach katolickich, jak i protestanckich, choć teologowie luterańscy podchodzili z pewną ostrożnością do obrazów w pobożności. Cramer rozwiązywał ten problem, zakotwiczając każdą rycinę w wersecie biblijnym. Obraz nie zastępował Pisma, lecz pomagał je zapamiętać i przyswoić.

Zbiór można więc czytać jako podręcznik ćwiczeń duchowych, choć sam autor zapewne nie użyłby tego określenia, kojarzonego z dziełem Loyoli. Czterdzieści emblematów prowadzi czytelnika przez kolejne etapy życia wiary: od świadomości grzechu przez skruchę, zaufanie i cierpliwość w doświadczeniach aż po pocieszenie i nadzieję zbawienia. Kolejność nie jest ściśle systematyczna, ale ogólny kierunek – od serca zranionego do serca pocieszonego – daje się rozpoznać.

Ważną rolę odgrywały w tym układzie objaśnienia wierszowane. Cramer nie zostawiał czytelnika sam na sam z obrazem, którego sens mógłby zostać źle odgadnięty. Wiersze precyzowały znaczenie, wskazywały na konkretne miejsce Pisma i przekładały symbol na postawę: na modlitwę, na pokorę, na wytrwałość w cierpieniu. Taka troska o jednoznaczność odróżnia jego zbiór od emblematyki hermetycznej, w której obraz często celowo pozostawał wieloznaczny i wymagał od czytelnika długiego rozszyfrowywania. U szczecińskiego teologa tajemnica nie leży w obrazie, lecz w łasce, którą obraz wskazuje.

Książka odniosła sukces. W następnych latach doczekała się wznowień, w tym edycji rozszerzonych i wydawanych pod zmienionym tytułem, w których nazwa Bractwa schodziła na dalszy plan. Ta zmiana jest wymowna: gdy spór o różokrzyżowców wygasał, słowo, które w 1617 roku przyciągało uwagę, przestawało być potrzebne. Pozostawał zbiór pobożnych emblematów serca, który mógł funkcjonować samodzielnie.

## Przechwycenie symbolu

Przypadek Cramera pokazuje, że historia symboliki różokrzyżowej nie jest wyłącznie historią jej zwolenników. Róża i krzyż zostały w drugiej dekadzie XVII wieku wyrwane ze swojego kontekstu przez manifesty, ale natychmiast stały się przedmiotem rywalizacji. Alchemicy czytali je jako znaki Wielkiego Dzieła, spirytualiści jako obrazy wewnętrznego odrodzenia, krytycy jako dowód heretyckiej pychy. Ortodoksyjny luteranin ze Szczecina uznał, że należą przede wszystkim do Kościoła, i dał temu wyraz w języku obrazów, który jego czytelnicy dobrze rozumieli.

To przechwycenie nie było cyniczne. Cramer nie wyśmiewał manifestów, nie demaskował braci, nie wzywał do ich potępienia. Odpowiedział na fascynację symbolem nie zakazem, lecz propozycją innego odczytania. W ten sposób uczestniczył w sporze, nie wchodząc w jego spekulatywne zawiłości, i wskazywał drogę tym, którzy szukali w nim przede wszystkim pobożności.

Dla dzisiejszego historyka jego zbiór jest przypomnieniem, że granica między ezoteryką a główną tradycją chrześcijańską była w XVII wieku płynna, a te same obrazy mogły służyć bardzo różnym celom. Róża rozkwitająca na krzyżu mogła oznaczać wtajemniczenie w tajną naukę albo łaskę dostępną każdemu ochrzczonemu. Cramer opowiedział się za drugim znaczeniem, nie odbierając symbolowi jego piękna – i może właśnie dlatego jego emblematy przetrwały spór, który je zrodził.
