# Daniel Stolcius i Viridarium chymicum

> Czeski lekarz i poeta Daniel Stolcius w Viridarium chymicum z 1624 roku zebrał ponad sto rycin z ksiąg Myliusa i Maiera, dopisał do każdej krótki łaciński epigramat i tak przemienił uczone kompilacje w kieszonkowy ogród, przez który czytelnik przechadza się w medytacji nad tajemnicą przemiany.

Dział: Alchemia
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/daniel-stolcius-i-viridarium-chymicum

## Student z Kutnej Hory

Daniel Stolcius, w wersji czeskiej Stolcz ze Stolcenberku, urodził się około 1600 roku w Kutnej Horze, mieście srebrnych kopalń, w którym górnictwo i metalurgia od stuleci kształtowały wyobraźnię mieszkańców. Studiował na uniwersytecie praskim, a następnie w Marburgu, gdzie wykładał Johannes Hartmann, pierwszy w Europie profesor chymiatrii, czyli medycyny chemicznej. Z Marburga Stolcius trafił do Frankfurtu nad Menem, ośrodka, w którym oficyna Lucasa Jennisa wydawała właśnie najbogatsze książki emblematyczne epoki. W tej drodze z Czech przez Hesję do Frankfurtu zawiera się cała biografia intelektualna młodego lekarza, który zetknął się z alchemią zarówno jako dyscypliną akademicką, jak i jako sztuką obrazów.

Związek Stolciusa z Michaelem Maierem bywa w literaturze opisywany jako relacja ucznia i mistrza. Trzeba ją ująć ostrożnie. Pewne jest, że Stolcius poruszał się w środowisku, które Maier współtworzył, że znał jego dzieła na wylot i że wiele z nich wykorzystał. Nie jest natomiast dobrze udokumentowane, jak długo i w jakiej formie obaj się stykali. Maier zmarł w 1622 roku w Magdeburgu, a więc dwa lata przed ukazaniem się *Viridarium*. Uczniostwo Stolciusa można więc rozumieć przede wszystkim jako duchowe i literackie: przejął od Maiera przekonanie, że obraz i wiersz są właściwym językiem filozofii hermetycznej.

Ta myśl miała zresztą u Maiera wyraźny wzór. W jego najsłynniejszej książce emblematycznej obraz, epigramat i muzyka miały współdziałać, a czytelnik miał patrzeć, czytać i słuchać jednocześnie. Stolcius nie sięga po muzykę, ale zachowuje zasadę zestawienia obrazu i krótkiej formy poetyckiej. Upraszcza ją przy tym do granic: zamiast rozległego komentarza prozą daje kilka wersów, które mają zatrzymać uwagę przy rycinie.

## Ogród zamiast biblioteki

*Viridarium chymicum figuris cupro incisis adornatum* – „chymiczny wirydarz ozdobiony rycinami w miedzi” – ukazało się we Frankfurcie u Lucasa Jennisa w 1624 roku. Jeszcze w tym samym roku wydano przekład niemiecki pod tytułem *Chymisches Lustgärtlein*, co świadczy o tym, że wydawca liczył na szersze grono odbiorców niż tylko latynistów. Książka zawiera ponad sto miedziorytów, z których każdy otrzymał nagłówek i epigramat. Nie było to dzieło oryginalne w sensie graficznym: niemal wszystkie obrazy pochodziły z wcześniejszych wydawnictw tej samej oficyny, przede wszystkim z *Philosophia reformata* Johanna Daniela Myliusa i z *Symbola aureae mensae* Maiera, a w mniejszym stopniu z innych zbiorów.

Pomysł był jednak nowy w swojej konsekwencji. Wielkie kompilacje Myliusa i Maiera były drogie, obszerne i wymagały wykształcenia, by przebrnąć przez ich gęsty łaciński wywód. Stolcius wyjął z nich obrazy, odciął aparat erudycyjny i ułożył je w nowym porządku, w formacie łatwiejszym w obcowaniu. Księga stała się czymś w rodzaju przewodnika po galerii: każda rycina jest osobnym przystankiem, przy którym czytelnik zatrzymuje się na chwilę, czyta kilka wersów i idzie dalej.

Nowy porządek nie był bez znaczenia. Ryciny wyjęte z różnych ksiąg i zestawione obok siebie tracą swoje pierwotne sąsiedztwo, a zyskują nowe: portret mędrca przy złotym stole może sąsiadować z medalionem przedstawiającym fazę pracy, a scena alegoryczna z niemal heraldycznym znakiem. Stolcius buduje z tych elementów ciąg, w którym czytelnik przechodzi od autorytetów sztuki ku jej obrazom i z powrotem, jakby rozmowa mistrzów przeplatała się z widokiem tego, o czym mówią. Kompozycja zbioru nie jest ściśle systematyczna, ale ma rytm, który bardziej przypomina spacer niż wykład.

Metafora ogrodu, użyta w tytule, nie jest przypadkowa. *Viridarium* to w łacinie miejsce pełne zieleni, sad lub ogród przyjemności, a w języku duchowym epoki – także przestrzeń kontemplacji. Średniowieczne klasztory miały swoje wirydarze, zamknięte ogrody pośrodku krużganków, w których mnisi przechadzali się, rozmyślając nad Pismem. Stolcius przenosi ten obraz do książki: czytelnik ma wejść do zamkniętego ogrodu emblematów i spacerować w nim, rozważając sens każdego obrazu, a nie studiować go jak traktat.

## Epigramat jako narzędzie medytacji

Epigramaty Stolciusa są krótkie, pisane łacińskim wierszem, zwykle w dystychach lub kilku wersach. Nie objaśniają ryciny w sposób wyczerpujący. Raczej wskazują na jej główny motyw, formułują paradoks albo kierują uwagę na moralny czy duchowy sens sceny. Niekiedy przypominają zagadkę, niekiedy krótką modlitwę, niekiedy przestrogę. Ich zadaniem jest wywołanie refleksji, a nie przekazanie wiedzy.

W tej formie widać wpływ szerszej kultury emblematycznej, która od czasu *Emblematum liber* Andrei Alciato z 1531 roku stała się jednym z ulubionych gatunków europejskiego humanizmu. Emblemat klasyczny składał się z motta, obrazu i epigramatu, a jego sens rodził się z napięcia między nimi. Stolcius stosuje tę strukturę do materiału alchemicznego, który pierwotnie służył innym celom. Rycina z *Philosophia reformata*, przeznaczona do ilustrowania fazy pracy, w *Viridarium* staje się emblematem w pełnym sensie: obrazem, który razem z wierszem ma pobudzić umysł do rozważania.

Ta zmiana funkcji jest dla alchemii duchowej szczególnie znacząca. Obrazy, które w uczonych kompilacjach odsyłały do procesów w materii, u Stolciusa zaczynają odsyłać także do duszy. Król umierający w naczyniu, ptak wznoszący się ku niebu, dwa lwy złączone w walce – wszystko to w połączeniu z krótkim wierszem staje się okazją do rozważania o śmierci i odrodzeniu, o pokorze i cierpliwości, o łasce, która uzupełnia ludzką pracę. Nie oznacza to, że Stolcius odrzucał laboratoryjny sens alchemii; był lekarzem wykształconym w chymiatrii. Oznacza, że jego książka umożliwiła lekturę, w której wymiar praktyczny schodzi na drugi plan, a na pierwszy wysuwa się kontemplacja.

## Hortulus hermeticus, czyli ogród jeszcze mniejszy

W 1627 roku Stolcius wydał drugi zbiór, *Hortulus hermeticus flosculis philosophorum cupro incisis conformatus*. Jest to „ogródek hermetyczny”, złożony z „kwiatuszków filozofów” wyrytych w miedzi – zbiór jeszcze bardziej kameralny niż *Viridarium*. Zawiera on małe ryciny, w znacznej części pochodzące z cyklu medalionów z *Philosophia reformata*, każda opatrzona krótkim dwuwierszem. Format tej książeczki pozwalał nosić ją przy sobie, a liczba obrazów, ułożonych gęsto na kolejnych stronach, sprawiała, że stawała się ona rodzajem brewiarza emblematów.

Przejście od *Viridarium* do *Hortulus* ma swoją logikę. Ogród zmniejsza się do ogródka, rycina całostronicowa do miniatury, epigramat do dwuwiersza. Każdy krok jest krokiem ku większej zwięzłości i większej intymności lektury. Można w tym widzieć zarówno pragmatyczną decyzję wydawniczą, jak i przemyślaną drogę: im mniejszy obraz i krótszy wiersz, tym bardziej przypominają one tradycyjne pomoce modlitewne, takie jak obrazki dewocyjne czy krótkie wersety do rozważania przez dzień.

Obie książki Stolciusa przyczyniły się do szerokiego obiegu rycin Myliusa i Maiera. To dzięki nim wiele obrazów, które w oryginalnych wydaniach były dostępne nielicznym, krążyło szerzej i trafiało do czytelników, którzy wielkich kompilacji nigdy nie mieli w ręku. W historii recepcji alchemicznej ikonografii Stolcius jest więc nie tyle twórcą, ile pośrednikiem i redaktorem, ale pośrednikiem o wyraźnym zamyśle: przekształcił repertuar uczonych rycin w narzędzie osobistej medytacji.

## Los emigranta

Kariera Stolciusa przypadła na najtrudniejsze lata w dziejach czeskiego protestantyzmu. Po klęsce stanów czeskich pod Białą Górą w 1620 roku i po wydaniu przez Habsburgów w 1627 roku Odnowionego Porządku Krajowego, który uznał katolicyzm za jedyne dozwolone wyznanie, tysiące protestantów musiały wybierać między konwersją a wygnaniem. Stolcius, jak wielu wykształconych mieszczan i szlachciców, znalazł się wśród emigrantów. Jego późniejsze życie jest słabo udokumentowane; wiadomo, że pracował jako lekarz poza ojczyzną, ale szczegóły kolejnych etapów pozostają niepewne, podobnie jak data i miejsce śmierci.

Ten los nadaje jego dziełu dodatkowy wymiar, choć trzeba uważać, by go nie przeceniać. *Viridarium* powstało jeszcze przed wielką falą wygnań, a *Hortulus* w roku wydania patentu, więc obu książek nie da się czytać po prostu jako literatury emigracyjnej. Mimo to obraz zamkniętego ogrodu, w którym można się schronić i rozważać sprawy wieczne, nabiera szczególnego znaczenia na tle świata pogrążonego w wojnie i prześladowaniach religijnych. Stolcius należał do pokolenia, które Jan Amos Komeński opisał w *Labiryncie świata i raju serca* – książce ukończonej w 1623 roku, w której wędrowiec, rozczarowany zgiełkiem świata, odnajduje pokój w wewnętrznym sanktuarium.

Nie ma podstaw, by twierdzić, że obaj autorzy się znali lub że Stolcius czerpał bezpośrednio z Komeńskiego. Paralela jest jednak pouczająca. Obaj, w tym samym czasie i w tym samym czeskim kontekście wyznaniowym, szukali formy, która pozwoliłaby przeciwstawić chaosowi świata wewnętrzny porządek. Komeński znalazł ją w alegorii prozą, Stolcius – w ogrodzie emblematów. W obu przypadkach droga prowadzi do wnętrza, a nie na zewnątrz.

## Ogród, który przetrwał

*Viridarium chymicum* i *Hortulus hermeticus* nie należą do dzieł, które zmieniły teorię alchemii. Nie wprowadzają nowych pojęć ani nie rozstrzygają sporów. Ich znaczenie polega na czymś innym: pokazują, jak alchemia, zrodzona z pracy nad materią i wyrażona w uczonych kompilacjach, mogła zostać przetworzona w formę pobożnej i poetyckiej kontemplacji. Stolcius stworzył rodzaj książki, w której ikonografia sztuki hermetycznej została oddana do dyspozycji czytelnika szukającego raczej skupienia niż receptury.

W XX wieku ryciny z *Viridarium* wróciły do obiegu dzięki reprintom, reprodukcjom i opracowaniom historyków ikonografii, które uczyniły je znanymi szerokiej publiczności. Dla współczesnego odbiorcy zbiór Stolciusa jest przede wszystkim kopalnią obrazów. Warto jednak pamiętać o jego pierwotnym zamyśle: nie był to katalog ilustracji ani encyklopedia symboli, ale ogród, przez który miało się iść powoli, zatrzymując się przy każdym kwiecie. W tej powolności tkwi istota jego propozycji – przemiana, o której mówią obrazy, wymaga przede wszystkim czasu i uwagi.
