# Demotyczny papirus magiczny z Londynu i Lejdy

> Demotyczny papirus magiczny, podzielony dziś między Londyn i Lejdę, pozwala zajrzeć do pracowni egipskich kapłanów z rzymskiego Egiptu, którzy w jednym rękopisie łączyli kilka systemów pisma, szyfr i obrzędy wróżenia z misy oraz lampy, prowadzone przy pomocy chłopca jako medium.

Dział: Magia ceremonialna
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/demotyczny-papirus-magiczny-z-londynu-i-lejdy

## Jeden rękopis w dwóch kolekcjach

Historia tego papirusu zaczyna się nie w świątyni, lecz na rynku antyków. W pierwszych dekadach XIX wieku Giovanni Anastasi, kupiec osiadły w Aleksandrii i konsul generalny Szwecji i Norwegii, zgromadził ogromne zbiory egipskich zabytków, które następnie sprzedawał europejskim instytucjom. W 1828 roku rząd niderlandzki kupił od niego kolekcję, która trafiła do muzeum w Lejdzie, a znaczna część pozostałych przedmiotów została po jego śmierci rozprowadzona na aukcji, z której British Museum nabyło kolejne papirusy. W ten sposób jeden zwój, rozcięty prawdopodobnie jeszcze przez handlarzy, znalazł się w dwóch miejscach. Fragment lejdejski nosi oznaczenie Leiden I 383, londyński BM 10070.

Wśród rękopisów od Anastasiego było kilka tekstów magicznych, zarówno greckich, jak i demotycznych, a podobieństwo ich treści i wyglądu skłoniło badaczy do hipotezy, że pochodzą z jednego znaleziska, być może z grobu w okolicach Teb. Hipoteza ta, często nazywana „tebańską biblioteką magiczną”, jest prawdopodobna, ale nie da się jej udowodnić, bo nikt nie zapisał okoliczności odkrycia. Dla dziejów demotycznego zwoju ważne jest przede wszystkim to, że jego dwie części przez kilkadziesiąt lat badano osobno, nie zdając sobie w pełni sprawy, że należą do jednej całości.

Pierwsze poważne studia nad częścią lejdejską prowadził Caspar Reuvens, dyrektor muzeum w Lejdzie, który już w 1830 roku omawiał papirusy Anastasiego w listach do francuskiego uczonego Letronne’a. Pełne opracowanie przyniosło jednak dopiero wydanie Francisa Llewellyna Griffitha i Herberta Thompsona, *The Demotic Magical Papyrus of London and Leiden*, ogłoszone w trzech tomach w latach 1904–1909. Obejmowało transkrypcję, przekład angielski, komentarz i glosariusz, a jego dokładność sprawiła, że przez prawie sto lat było podstawą wszystkich badań. Nowy przekład Janet Johnson ukazał się w 1986 roku w antologii pod redakcją Hansa Dietera Betza, gdzie papirus otrzymał oznaczenie PDM xiv.

## Pisarz, który zna kilka alfabetów

Rękopis datuje się zwykle na III wiek n.e., na podstawie paleografii i kontekstu znaleziska. Jest to czas, w którym znajomość tradycyjnych egipskich pism kurczyła się do wąskiego kręgu ludzi wykształconych w świątyniach. Demotyka, kursywne pismo używane od VII wieku p.n.e. w administracji i literaturze, wychodziła z codziennego użytku, wypierana przez grekę. Hieratyka, starsze pismo kapłańskie, była już sztuką niemal wyłącznie liturgiczną. Kto w takich warunkach sporządzał długi zwój w demotyce, przeplatając go znakami hieratycznymi, był niemal na pewno związany ze świątynnym skryptorium.

Podstawowym językiem i pismem papirusu jest demotyka. W wielu miejscach pisarz wstawił jednak znaki hieratyczne, zwłaszcza w słowach o dużym ciężarze religijnym. Pojawiają się także fragmenty po grecku i zapisane greckim alfabetem objaśnienia wymowy nad egipskimi słowami, zwłaszcza nad imionami bóstw i formułami, które trzeba było wymówić dokładnie. Te glosy, poszerzone o kilka znaków zapożyczonych z demotyki dla dźwięków nieobecnych w grece, należą do najwcześniejszych świadectw tego, co badacze nazywają staro-koptyjskim, czyli egipskiego języka zapisywanego alfabetem greckim przed ukształtowaniem się właściwego pisma koptyjskiego.

Obecność tych glos świadczy o praktycznej trosce. Formuła, której moc zależy od brzmienia, nie może być wymówiona przypadkowo, a demotyka, zapisująca głównie spółgłoski, nie gwarantowała poprawnej wokalizacji. Pisarz, który dodawał samogłoski za pomocą greckich liter, zapewniał, że przyszły użytkownik wypowie imiona bogów tak, jak należy. Jest to zarazem dowód, że autor znał wszystkie trzy systemy na tyle dobrze, by przenosić się między nimi w obrębie jednego zdania.

## Szyfr i tajemnica

Jeszcze bardziej uderzającym zjawiskiem jest szyfr. W kilku miejscach pojedyncze słowa, zwłaszcza nazwy składników i niektóre instrukcje, zostały zapisane znakami tworzącymi rodzaj tajnego alfabetu. Część z nich przypomina litery greckie, część znaki demotyczne, inne wydają się wymyślone. Griffith i Thompson zdołali odczytać większość tych zapisów dzięki porównaniu z miejscami, w których ten sam wyraz pojawia się jawnie, i dzięki ograniczonej liczbie znaków.

Szyfr nie obejmuje całego tekstu, co sugeruje, że nie służył przede wszystkim ochronie przed niepowołanym czytelnikiem, który znając demotykę i tak zrozumiałby niemal cały rękopis. Jacco Dieleman w monografii *Priests, Tongues, and Rites* z 2005 roku, poświęconej temu papirusowi i jego bliźniaczemu rękopisowi z Lejdy, interpretuje zastosowanie szyfru, hieratyki i obcych imion jako część świadomej strategii pisarzy świątynnych. Tekst miał wyglądać na wiedzę kapłańską, niedostępną i starożytną, nawet jeśli wiele jego elementów pochodziło z obiegu międzynarodowego. Tajemnica była tu nie tyle zamkiem, ile pieczęcią autorytetu.

Dieleman zwraca uwagę również na to, że pisarze świadomie dobierali język do rodzaju obrzędu. Inwokacje skierowane do bóstw egipskich pozostają zwykle w demotyce, a zaklęcia zawierające greckie imiona i formuły, krążące w szerszym świecie śródziemnomorskim, pojawiają się w transkrypcji lub po grecku. Z tego punktu widzenia papirus jest dokumentem dwujęzycznej kultury kapłańskiej, która nie zrezygnowała z dawnej tożsamości, ale przyswoiła sobie nowe środki i nowy repertuar.

## Misa z olejem i chłopiec, który widzi

Najobszerniejszą grupę obrzędów stanowią rytuały, które w demotyce nazywa się „zapytaniem naczynia” albo „zapytaniem lampy”. Ich celem jest uzyskanie bezpośredniej odpowiedzi od bóstwa, które ukazuje się w świetle płomienia albo na powierzchni płynu. Wiele z nich wymaga obecności chłopca, który jeszcze nie zaznał kobiety, czyli dziecka przed okresem dojrzewania, uznawanego za czyste i zdolne do widzenia tego, czego dorosły nie dostrzeże.

Przebieg takiego obrzędu jest opisany szczegółowo. Wybiera się czyste, ciemne miejsce, przygotowuje nową misę albo nową lampę z czystym knotem, wlewa olej, a niekiedy wodę i olej razem. Chłopiec siada przed naczyniem lub płomieniem, czasem z zamkniętymi oczami, a jego oczy namaszcza się specjalną maścią. Kapłan wypowiada nad jego głową inwokację, czasem siedmiokrotnie, aż chłopiec zobaczy światło. Wtedy powinien ukazać się Anubis, który w tych tekstach pełni rolę przewodnika i odźwiernego. To on przyprowadza innych bogów, ustawia dla nich tron i przynosi ofiarę, a gdy wszyscy zajmą miejsca, chłopiec może zadać pytanie i otrzymać odpowiedź.

Wybór Anubisa nie jest przypadkowy. Bóg ten w tradycyjnej religii egipskiej towarzyszył zmarłym i otwierał przed nimi drogi zaświatów, a w papirusie przenosi tę funkcję na obrzęd wróżby: otwiera przejście między widzialnym a niewidzialnym. Inwokacje odwołują się także do Ozyrysa, Izydy, Thota i do boga słońca, a przy tym zawierają ciągi imion obcego pochodzenia, wśród których pojawiają się formy znane z innych tekstów śródziemnomorskich, takie jak Iao czy Sabaoth.

Obok obrzędów z chłopcem są też takie, w których adept sam zagląda do naczynia albo kładzie się spać, licząc na objawienie we śnie. Ta różnorodność pokazuje, że medium dziecięce było jedną z wielu technik, a nie jedynym sposobem kontaktu z bóstwem. Wybór zależał prawdopodobnie od celu: chłopiec miał widzieć to, czego kapłan nie powinien albo nie mógł oglądać osobiście.

Rola dziecka zasługuje na osobną uwagę, bo nie jest w tych tekstach tylko technicznym rekwizytem. Chłopiec nie wypowiada formuł i nie zna imion, które otwierają drogę; to kapłan prowadzi obrzęd, a dziecko jedynie patrzy i relacjonuje. Taki podział zadań zachowuje autorytet specjalisty, który nadzoruje cały przebieg i interpretuje to, co zostało zobaczone, a zarazem przenosi ciężar samego widzenia na kogoś, kogo uważa się za niewinnego, a więc mniej podatnego na złudzenie. Podobne praktyki wróżenia za pośrednictwem dziecka znane są z wielu kultur śródziemnomorskich, ale w demotycznym zwoju zostały osadzone w ściśle egipskim krajobrazie bogów i świątynnych zasad czystości.

## Medycyna, miłość i codzienne potrzeby

Papirus nie jest jednak wyłącznie podręcznikiem wróżby. Zawiera także przepisy medyczne: na ukąszenia psa, na ości uwięzłe w gardle, na podagrę, na choroby oczu. Są w nim opisy działania roślin i substancji, w tym środków wywołujących sen, a także zaklęcia miłosne, mające skłonić wybraną osobę do uczucia. Niektóre przepisy wymagają składników roślinnych, inne zwierzęcych, a do części z nich dołączono instrukcje dotyczące pory dnia i fazy księżyca.

Ta mieszanina tematów jest typowa dla egipskiej tradycji, w której kapłan-lektor, czytający święte teksty, był jednocześnie lekarzem i specjalistą od ochrony. Robert Ritner w książce *The Mechanics of Ancient Egyptian Magical Practice* z 1993 roku pokazał, że egipskie pojęcie *heka* nie oddzielało tych dziedzin od kultu, lecz traktowało je jako różne zastosowania jednej mocy, którą bogowie podarowali ludziom. Z tej perspektywy demotyczny zwój z Londynu i Lejdy nie jest zbiorem zabobonów, który przetrwał mimo religii świątynnej, ale jednym z jej ostatnich wyrazów.

## Ostatnie pokolenie pisarzy świątynnych

Znaczenie rękopisu polega na tym, że pochodzi z epoki schyłku. W III wieku n.e. świątynie egipskie traciły dochody i przywileje, a liczba ludzi zdolnych czytać hieratykę gwałtownie malała. Pisarze takich zwojów należeli do ostatnich pokoleń, które przekazywały dawne umiejętności, i być może właśnie dlatego przenosili je do prywatnych podręczników, łatwiejszych do przechowania niż całe biblioteki świątynne.

Papirus pokazuje kapłanów nie jako stróżów martwej tradycji, ale jako ludzi przystosowujących ją do nowych warunków. Wiedzą, że ich klientela mówi po grecku, że świat imion bóstw stał się międzynarodowy, że prestiż starożytnej mądrości można wykorzystać. Zarazem nie rezygnują z własnego języka, własnych bogów i własnej koncepcji obrzędu. Szyfr, glosy i wtręty hieratyczne są w tym sensie śladami kultury, która dbała o precyzję dlatego, że czuła, jak łatwo może zostać zapomniana.

Dzisiejszy czytelnik, który bierze do ręki wydanie Griffitha i Thompsona albo nowszy przekład, styka się więc z tekstem trudnym, ale niezwykle konkretnym. Nie ma w nim wielkich teorii kosmicznych ani filozoficznych objaśnień, są natomiast misy, lampy, maści, imiona i chłopiec patrzący w płomień. W tych drobnych elementach przechowała się wizja świata, w którym bogowie mogą przyjść do człowieka, jeśli przygotuje się dla nich odpowiednie miejsce i wypowie ich imiona we właściwy sposób.
