# François Garasse i jezuicka satyra na różokrzyżowców

> Jezuita François Garasse w obszernej La doctrine curieuse des beaux esprits de ce temps z 1623 roku wpisał Bractwo Różokrzyżowe w obraz paryskiego libertynizmu i ukrytego ateizmu, czyniąc z mitycznej wspólnoty jeden z elementów oskarżenia, które jednocześnie wytaczano poetom, wolnomyślicielom i Théophile'owi de Viau.

Dział: Różokrzyż
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/francois-garasse-i-jezuicka-satyra-na-rozokrzyzowcow

## Kaznodzieja z Angoulême

François Garasse urodził się w 1585 roku w Angoulême, wstąpił do Towarzystwa Jezusowego i szybko zyskał sławę kaznodziei oraz polemisty o ciętym, często grubiańskim języku. Pisał przeciw kalwinistom, przeciw gallikańskim prawnikom krytycznym wobec jezuitów, przeciw wszystkim, w których widział wrogów Kościoła i Korony. Jego styl łączył erudycję z farsą: cytował Ojców Kościoła i starożytnych poetów, a zarazem nie gardził przezwiskami, anegdotą z karczmy i dowcipem na granicy obelgi. Współcześni nie byli zgodni, czy taki sposób pisania przynosi sprawie katolickiej więcej pożytku, czy szkody.

Najgłośniejszym jego dziełem okazała się *La doctrine curieuse des beaux esprits de ce temps, ou prétendus tels*, wydana w Paryżu w 1623 roku. Już tytuł zawierał ironię: „piękne umysły”, czyli ludzie uchodzący za wyrafinowanych i niezależnych, zostali tu przedstawieni jako wyznawcy „ciekawej” doktryny, a słowo *curieuse* oznaczało w ówczesnym języku moralistów nie tyle zaciekawienie, ile grzeszną ciekawość, *curiositas*, pożądanie wiedzy zakazanej lub próżnej. Pojęcie to miało długą historię. Augustyn w *Wyznaniach* zaliczał ciekawość do „pożądliwości oczu” i odróżniał ją od pragnienia prawdy prowadzącego do Boga; średniowieczni moraliści widzieli w niej źródło magii, astrologii sądowej i wszelkich prób przekroczenia granic wyznaczonych człowiekowi. Garasse sięgał po ten ciężar znaczeniowy świadomie. Nazywając doktrynę „pięknych umysłów” ciekawą, sugerował, że jej korzeniem nie jest błąd intelektualny, lecz wada moralna: pycha, która nie chce przyjąć wiary z rąk Kościoła i woli szukać sekretów na własną rękę.

Książka liczy ponad tysiąc stron i dzieli się na osiem ksiąg, z których każda otwiera się sformułowaniem jednej z rzekomych maksym libertynów, a następnie ją obala. Garasse konstruuje w ten sposób portret zbiorowy, który nie odpowiada żadnemu konkretnemu środowisku, lecz zbiera w jedno rozproszone poglądy, anegdoty i podejrzenia. Ten zabieg jest kluczem do zrozumienia, dlaczego w jego obrazie znalazło się miejsce dla różokrzyżowców.

Trzeba też pamiętać, czym było słowo „ateista” w ustach polemisty z lat dwudziestych XVII wieku. Rzadko oznaczało człowieka, który systematycznie zaprzecza istnieniu Boga; znacznie częściej było etykietą przyklejaną każdemu, kto wątpił w cuda, lekceważył praktyki religijne, żył rozwiąźle albo głosił poglądy naturalistyczne. W tym szerokim sensie „ateizm” był raczej kategorią obyczajową i polityczną niż filozoficzną. Ta płynność pozwalała Garasse'owi łączyć w jednym oskarżeniu ludzi, którzy w rzeczywistości nie mieli ze sobą wiele wspólnego, i umieszczać w tym samym rzędzie biesiadującego poetę, uczonego lekarza i tajemnicze bractwo zza Renu.

## Anatomia bezbożnego umysłu

Według Garasse'a „piękne umysły” nie są otwartymi ateistami, bo na to nie mają odwagi. Ukrywają swoją niewiarę pod maską dowcipu, poezji i filozofii. Uważają, że prawdziwie mądrych ludzi jest niewielu i że ci nieliczni nie muszą wierzyć w to, w co wierzy lud. Chwalą naturę jako jedynego przewodnika, kpią z cudów, wątpią w nieśmiertelność duszy, czytają Lukrecjusza i Machiavellego, cenią Pomponazziego i podziwiają spalonego w 1619 roku w Tuluzie Giulia Cesarego Vaniniego. Garasse atakuje także, choć ostrożniej, Pierre'a Charrona, autora traktatu *De la sagesse*, w którym widział zręczne przebranie sceptycyzmu.

W tym portrecie najważniejsza jest idea ukrycia. Libertyn Garasse'a mówi jedno, myśli drugie; publicznie uczestniczy w obrzędach, prywatnie z nich drwi; tworzy z podobnymi sobie zamknięte kółko, w którym prawdziwe przekonania wyraża się półsłówkami i aluzjami. Taki obraz zakładał, że za pozorną różnorodnością poetów, lekarzy, filozofów i dworaków kryje się jedna wspólnota, połączona tajemną zgodą. Nic dziwnego, że w tym samym roku, w którym Paryż mówił o niewidzialnych braciach, Garasse dostrzegł w nich wygodną figurę tej właśnie wspólnoty.

## Różokrzyżowcy jako sekta „pięknych umysłów”

Garasse nie poświęcił Bractwu osobnej księgi, lecz włączył je w ciąg swoich oskarżeń jako przykład tego, dokąd prowadzi grzeszna ciekawość. Przedstawiał różokrzyżowców jako zgromadzenie przybyłe z Niemiec, z kraju herezji, obiecujące wiedzę tajemną, uzdrowienia i przemianę świata, a w gruncie rzeczy szerzące pychę i niewiarę pod płaszczem pobożnych słów. Ich obietnice reformy, przekazane przez manifesty, interpretował jako zapowiedź buntu przeciw porządkowi religijnemu i politycznemu.

Powiązanie to miało solidne podstawy w logice polemicznej, choć żadnych w faktach. Różokrzyżowe manifesty powstały w protestanckiej Wirtembergii i zawierały ostre słowa o papieżu. Dla jezuity sam ten fakt wystarczał, by uznać Bractwo za wrogie. Ale Garasse poszedł dalej: zamiast traktować różokrzyżowców wyłącznie jako odłam herezji luterańskiej, uczynił z nich część tego samego zjawiska, którym był libertynizm. Łączyła je, w jego oczach, wspólna pogarda dla autorytetu, skłonność do tajemnicy i przekonanie o własnej wyższości nad prostym ludem.

Takie połączenie wydaje się z dzisiejszej perspektywy paradoksalne. Manifesty różokrzyżowe były tekstami żarliwie chrześcijańskimi, przesyconymi chrystologią i oczekiwaniem odnowy wiary. Libertyni, przynajmniej niektórzy, rzeczywiście bliscy byli sceptycyzmowi i naturalizmowi. Garasse nie widział jednak tej różnicy, ponieważ nie interesowało go to, w co ktoś wierzy, lecz to, czy poddaje się autorytetowi Kościoła. Z tego punktu widzenia mistyk szukający objawienia poza Kościołem i sceptyk kpiący z objawienia byli dwiema twarzami tej samej nieposłuszności.

## Proces poety

Książka Garasse'a nie była jedynie traktatem moralnym. Ukazała się w chwili, gdy przed paryskim parlamentem toczyła się sprawa Théophile'a de Viau, najbardziej utalentowanego poety swego pokolenia, którego nazwisko łączono ze zbiorem obscenicznych i bluźnierczych wierszy *Le Parnasse satyrique*. Théophile utrzymywał, że większość tych utworów nie jest jego autorstwa, a wydawca przypisał mu je dla zysku. Garasse w *Doctrine curieuse* atakował go bezpośrednio, cytując i komentując wersy, które miały świadczyć o jego bezbożności.

W sierpniu 1623 roku parlament skazał Théophile'a zaocznie na spalenie, a wyrok wykonano symbolicznie na jego wizerunku. Poeta uciekł, lecz we wrześniu został zatrzymany w Pikardii i przewieziony do Paryża, gdzie spędził blisko dwa lata w więzieniu Conciergerie. W tym czasie powstały jego pisma obronne, w tym łacińskie i francuskie apologie, w których przedstawiał się jako ofiara jezuickiej nienawiści. Ostateczny wyrok z 1625 roku zamienił karę śmierci na wygnanie. Théophile zmarł w Paryżu we wrześniu 1626 roku, osłabiony więzieniem.

Rola Garasse'a i jego współbrata Jeana Voisina w tej sprawie była przedmiotem sporów już wśród współczesnych. Pewne jest, że *Doctrine curieuse* dostarczyła oskarżeniu atmosfery i języka, w którym poeta jawił się jako przywódca tajnego sprzysiężenia bezbożników. Wpisanie w ten sam obraz różokrzyżowców służyło wzmocnieniu wrażenia, że Paryż jest oblężony przez niewidzialną armię niewiary. Plakaty, które w tym samym roku obiegły miasto, Garasse traktował jako potwierdzenie tej tezy, nie zastanawiając się nad ich pochodzeniem.

## Opór czytelników

*Doctrine curieuse* wywołała szybko sprzeciw, i to nie tylko ze strony libertynów. Jeszcze w 1623 roku François Ogier opublikował *Jugement et censure du livre de la Doctrine curieuse*, w którym zarzucał jezuicie brak powagi, nadużywanie bufonady w sprawach wiary oraz szerzenie właśnie tych bezbożnych opinii, które rzekomo zwalczał, gdyż przytaczał je obszernie i z upodobaniem. Garasse odpowiedział w 1624 roku *Apologią*, lecz spór tylko zyskał na rozgłosie. Zarzut Ogiera dotykał zresztą problemu, który powraca w każdej literaturze demaskatorskiej: kto szczegółowo opisuje poglądy przeciwnika, by je potępić, ten zarazem je rozpowszechnia. Wielu czytelników mogło się dowiedzieć o maksymach libertynów, a także o istnieniu rzekomego Bractwa, właśnie z kart jezuickiej książki, która miała ich przed tymi ideami ustrzec.

W tym samym okresie Marin Mersenne wydał *L'Impiété des déistes*, dzieło o innym tonie i innej metodzie, które także zwalczało niewiarę, ale bez groteski. Porównanie obu autorów pokazuje, że w łonie samego katolicyzmu francuskiego istniały różne strategie wobec zjawisk uznawanych za zagrożenie: jedna opierała się na satyrze i ośmieszeniu, druga na argumentacji filozoficznej.

Największy cios przyszedł później. W 1625 roku Garasse ogłosił *Somme théologique des vérités capitales de la religion chrétienne*, a rok później Jean Duvergier de Hauranne, opat Saint-Cyran, odpowiedział miażdżącą krytyką, wytykając jezuicie błędy teologiczne i nieprzyzwoitość tonu. Sorbona potępiła *Somme théologique*, a pozycja Garasse'a w zakonie osłabła. Zmarł w 1631 roku w Poitiers, gdzie opiekował się chorymi na dżumę – śmierć, która przyniosła mu w oczach wielu szacunek, jakiego nie zdobyły jego książki.

## Długie życie pewnego skojarzenia

Choć Garasse jako autor szybko został zapomniany lub ośmieszony, skojarzenie, które utrwalił, przetrwało. Odtąd w polemice katolickiej różokrzyżowcy mogli pojawiać się nie tylko jako heretycy czy czarnoksiężnicy, ale także jako emblemat tajnego wolnomyślicielstwa. Ten wątek powróci w XVIII wieku, gdy przeciwnicy oświecenia i masonerii zaczną opisywać tajne stowarzyszenia jako spisek przeciw tronowi i ołtarzowi, a różokrzyżowcy zostaną włączeni do genealogii rzekomej konspiracji.

Dla historyka ezoteryki przypadek Garasse'a jest pouczający przede wszystkim jako przykład tego, jak obraz Bractwa kształtował się w oczach jego przeciwników bardziej niż przez wysiłki jego zwolenników. Garasse nie miał żadnej wiedzy o tym, kim byli autorzy *Famy*, i niespecjalnie go to interesowało. Różokrzyżowcy byli dla niego ramą, w którą można było wstawić każdego, kogo uważał za niebezpiecznego. Paradoks polega na tym, że ta polemiczna rama, uboga w treść, okazała się trwalsza niż wiele pobożnych interpretacji manifestów.

Jest wreszcie w tej historii ironia, której Garasse nie mógł przewidzieć. Wpisując Bractwo w obraz „pięknych umysłów”, nadał mu aurę intelektualnej śmiałości, jakiej sam tekst *Famy* być może nie miał. Dla późniejszych czytelników, którzy cenili wolność myśli bardziej niż jezuicką ortodoksję, oskarżenie Garasse'a mogło brzmieć jak komplement. Różokrzyżowiec jako ktoś, kto myśli samodzielnie, z dala od autorytetów i w ukryciu przed cenzorem, jest w znacznej mierze postacią stworzoną przez jego wrogów.
