# Golem Maharala i późne narodziny praskiej legendy

> Praska legenda o golemie rabbiego Loewa jest dziełem XIX wieku, a nie pamięcią epoki Rudolfa II: motyw sztucznego człowieka, który w średniowiecznej kabale był rytuałem kontemplacji stwórczej mocy liter, przywędrował do Pragi z Polski, a z Maharalem złączyły go romantyczne zbiory opowieści, mieszczańska duma i literacka mistyfikacja.

Dział: Kabała
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/golem-maharal-i-praska-legenda

## Uczony bez golema

Juda Loew ben Becalel, zwany od akronimu Maharalem, urodził się około 1520 roku; tradycja wiąże jego pochodzenie z Poznaniem, choć źródła nie są tu jednoznaczne. Przez dwadzieścia lat był rabinem krajowym Moraw w Mikulovie, potem przeniósł się do Pragi, gdzie z przerwami, w tym na pobyt w Poznaniu, działał do śmierci w 1609 roku. Zostawił obszerne dzieło: superkomentarz do Rasziego *Gur Arje*, traktaty o wyjściu z Egiptu i o wygnaniu, *Gewurot ha-Szem* i *Necach Israel*, komentarz do *Pirkej awot* zatytułowany *Derech chajim*, zbiór rozważań etycznych *Netiwot olam*, a także pisma polemiczne i kazania. Jego myśl krąży wokół napięcia między porządkiem natury a tym, co ją przekracza, wokół szczególnego miejsca Izraela w dziejach i sensu wygnania; jest głęboka, oryginalna i przesiąknięta motywami kabalistycznymi, ale nie ma w niej żadnej praktyki tworzenia sztucznych ludzi.

Nie mają o niej pojęcia również najbliższe mu źródła. Jego uczeń Dawid Gans, historyk i astronom, który współpracował z Tychonem Brahe i znał Jana Keplera, w kronice *Cemach Dawid* z 1592 roku opisuje Pragę swoich czasów, ale nie wspomina o żadnym golemie. Zachowało się świadectwo o audiencji Maharala u cesarza Rudolfa II w lutym 1592 roku, której treść pozostała nieznana; ta właśnie tajemnica stała się później pożywką dla legendy. Nagrobek rabina na Starym Cmentarzu Żydowskim, jego dzieła, akta gminy i pierwsze pokolenia uczniów milczą o stworzeniu z gliny. Od tego milczenia musi zacząć się każda uczciwa historia praskiego golema.

## Talmudyczny człowiek z prochu

Sam motyw jest znacznie starszy i ma rodowód nie ludowy, lecz uczony. Hebrajskie słowo *golem* oznacza w Psalmie 139 coś nieukształtowanego, embrionalnego, a talmudyczna tradycja nazywa tak Adama w pierwszych godzinach jego istnienia, zanim otrzymał duszę. Traktat *Sanhedryn* przekazuje krótką opowieść: Rawa stworzył człowieka i posłał go do rabbiego Zejry; ten zaczął z nim rozmawiać, a gdy stworzenie nie odpowiadało, powiedział: „Jesteś od towarzyszy, wróć do swojego prochu”. Ten sam fragment opowiada o dwóch rabinach, którzy w każdy wieczór szabatowy studiowali *Sefer Jecira* i stwarzali sobie cielę, które następnie zjadali.

Ważny jest kontekst tej opowieści. Talmud nie przedstawia golema jako sługi ani potwora, lecz jako dowód, że sprawiedliwi mogliby stwarzać, gdyby chcieli, i zarazem jako granicę tej mocy: dzieło człowieka nie mówi, bo mowa należy do duszy, której tylko Bóg może udzielić. *Sefer Jecira*, księga opisująca stworzenie świata przez dwadzieścia dwie litery i dziesięć sefirot, dostarczyła późniejszym komentatorom wyobrażenia o mechanizmie: skoro Bóg stwarzał przez litery, to mistrz znający ich kombinacje może naśladować ten akt.

## Rytuał nadreńskich pobożnych

W XII i XIII wieku motyw ten rozwinęli chasydzi aszkenazyjscy w Nadrenii. Eleazar z Wormacji w komentarzu do *Sefer Jecira* podaje opis procedury: należy wziąć dziewiczą ziemię z gór, uformować z niej postać i obchodzić ją, wymawiając w ściśle określonym porządku kombinacje liter alfabetu z literami boskiego imienia. Odwrócenie porządku miało przywracać postać do prochu. Moshe Idel w monografii poświęconej golemowi podkreśla, że w tym środowisku chodziło przede wszystkim o rytuał mistyczny i kontemplacyjny, a nie o wytworzenie użytecznego stworzenia. Tworzenie golema było ćwiczeniem w wiedzy o stwórczej mocy języka, przeżyciem zbliżonym do ekstazy, które kończyło się rozwiązaniem tego, co zostało stworzone. Gershom Scholem w swoim znanym eseju o idei golema widział w nim połączenie kabalistycznej spekulacji z dawną magią, w której człowiek próbuje powtórzyć gest Stwórcy.

W tej tradycji nie ma jeszcze ani sługi noszącego wodę, ani potwora, który wymyka się spod kontroli. Te elementy pojawiają się później i nie w Pradze.

Uderza też, jak bardzo ta średniowieczna praktyka różni się od późniejszych opowieści pod względem nastroju. Rytuał nadreński jest aktem pobożności podejmowanym przez ludzi, którzy pościli, oczyszczali się i studiowali, a jego owoc trwał tylko tyle, ile trwała kontemplacja. Nie ma w nim lęku przed stworzeniem, które wymknie się spod kontroli, bo stworzenie to nie ma własnego życia poza aktem stwórczym mistrza. Lęk pojawi się dopiero wtedy, gdy golem zostanie pomyślany jako trwały byt, który można wysłać do pracy.

## Chełm, Grimm i słowo na czole

Pierwszym konkretnym rabinem, któremu przypisano stworzenie golema, był nie Maharal, lecz Eliasz Baal Szem z Chełma, zmarły w 1583 roku. W XVII wieku opowieść o nim krążyła w Polsce i Niemczech: golem miał rosnąć z dnia na dzień, aż rabin, przestraszony jego siłą, wymazał z jego czoła literę i stworzenie runęło, raniąc go swym ciężarem. Jego potomek, rabin Cwi Hirsz Aszkenazi, rozważał w jednej ze swoich responsów, czy golem stworzony przez jego dziadka mógłby być liczony do minjanu, kworum potrzebnego do modlitwy; jego syn Jakub Emden przekazał rodzinną wersję opowieści. Chrześcijański hebraista Christoph Arnold opisał w 1674 roku polskich Żydów, którzy mieli tworzyć gliniane postaci do posług domowych.

W 1808 roku Jacob Grimm, przyszły autor baśni, opublikował w heidelberskiej *Zeitung für Einsiedler* krótką notkę o polskich Żydach, którzy po pewnych modlitwach i postach lepią człowieka z gliny, wymawiają nad nim cudowne imię i piszą na jego czole słowo *emet*, „prawda”. Golem rośnie z każdym dniem, a jedynym sposobem, by go zniszczyć, jest wymazanie pierwszej litery, tak że pozostaje słowo *met*, „martwy”. Ten motyw, znany już z wcześniejszych przekazów, dzięki Grimmowi wszedł do romantycznej literatury niemieckiej i stał się częścią europejskiego repertuaru grozy. Dopiero teraz, w XIX wieku, opowieść zaczęła szukać nowego bohatera.

Wersje opowieści różniły się szczegółami. W jednych golem był posłusznym sługą, który w szabat zaczął niszczyć dom, bo rabin zapomniał wyjąć mu spod języka kartkę z boskim imieniem; w innych miał bronić getta przed napaścią; w jeszcze innych pozostawał milczącym pomocnikiem w synagodze. Wspólne jest tylko to, że w każdej z nich rabin zachowuje nad nim władzę i w końcu go unieruchamia, a jego szczątki zostają w Pradze.

## Jak Praga zdobyła golema

Przeniesienie legendy na Maharala dokonało się w latach trzydziestych i czterdziestych XIX wieku, w środowisku praskiej burżuazji żydowskiej, która odkrywała własną przeszłość w duchu romantycznym. Kluczowe było wydawnictwo Wolfa Paschelesa, który od 1847 roku wydawał zbiory *Sippurim*, praskie opowieści żydowskie dla niemieckojęzycznego czytelnika. Znalazła się wśród nich opowieść Leopolda Weisela o golemie rabbiego Loewa: glinianym słudze, który w szabat, pozbawiony zaklęcia, wpada w szał, i o rabinie, który go ostatecznie unieruchamia, a szczątki chowa na strychu Staronowej Synagogi. Legenda wyjaśniała przy okazji miejscowy zwyczaj podwójnego odmawiania Psalmu 92 w piątkowy wieczór, który odtąd miał upamiętniać chwilę, gdy rabin przerwał modlitwę, by powstrzymać golema.

Wybór Maharala nie był przypadkowy. Był najsłynniejszym rabinem w dziejach praskiej gminy, jego grób odwiedzano, a jego epoka, czasy Rudolfa II, alchemików, astrologów i cesarskich kolekcji, wydawała się naturalnym tłem dla cudów. Mieszczańska duma i turystyczna wyobraźnia rodzącego się nowoczesnego miasta spotkały się z romantycznym zainteresowaniem folklorem. Kolejny krok uczynił Judel Rosenberg, który w 1909 roku wydał w Piotrkowie hebrajską książkę *Niflaot Maharal*, rzekomo opartą na rękopisie zięcia rabbiego. Rosenberg uczynił z golema obrońcę gminy przed oskarżeniami o mord rytualny, które w czasach rabina miały zagrażać Żydom. Rękopis był fikcją, ale książka okazała się niezwykle wpływowa i do dziś bywa cytowana jako źródło.

Legenda szybko nabrała też cech lokalnego zabytku. Strych Staronowej Synagogi, dostępny tylko po żelaznych klamrach od zewnątrz, stał się miejscem, do którego wszyscy chcieli zajrzeć, a niewielu mogło. W latach dwudziestych XX wieku praski reporter Egon Erwin Kisch opisał swoją wyprawę na ten strych w poszukiwaniu szczątków golema; znalazł kurz i stare papiery, ale jego reportaż tylko podsycił legendę. Granica między badaniem a opowieścią zatarła się zresztą wcześniej: sami autorzy zbiorów opowieści przedstawiali je jako zapis wiekowej tradycji, a czytelnicy chętnie przyjmowali to zapewnienie.

## Legenda w służbie nowoczesności

Od początku XX wieku golem Maharala stał się postacią literatury i kina. Gustav Meyrink wydał w 1915 roku powieść *Der Golem*, w której golem jest raczej zjawą praskiego getta niż glinianym sługą; Paul Wegener nakręcił kilka filmów, z których najsłynniejszy, *Der Golem, wie er in die Welt kam* z 1920 roku, utrwalił wizerunek ciężkiej postaci z gliny. H. Leivick napisał jidyszowy dramat poetycki o golemie jako niespełnionym zbawcy. W 1910 roku na fasadzie nowego ratusza praskiego stanął posąg Maharala dłuta Ladislava Šalouna, a sam golem stał się z czasem jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Pragi.

Historia praskiej legendy pokazuje, jak tradycja dopisuje cud do biografii uczonego. Maharal został zapamiętany nie dlatego, że stworzył golema, lecz dlatego, że był tak wielki, iż wydawało się, że mógłby to zrobić. Jego rzeczywiste dzieło, poświęcone sensowi wygnania i godności Izraela, bywa przy tym przesłaniane przez glinianą postać, która nigdy nie stała na strychu synagogi. Rzetelna historia nie musi jednak niszczyć legendy. Wystarczy, że pokaże jej warstwy: talmudyczną refleksję o granicach ludzkiej twórczości, średniowieczny rytuał kontemplacji liter, polską opowieść o rabinie z Chełma, niemiecką romantykę i praską wyobraźnię XIX wieku. Golem Maharala jest prawdziwy jako ta wielowiekowa opowieść, nie jako wydarzenie z czasów Rudolfa II.

Najlepiej rozumiał to Gershom Scholem, kiedy w 1965 roku w Rehowot nadawał imię pierwszemu izraelskiemu komputerowi, nazwanemu Golem Aleph. W przemówieniu zestawił rabina z Pragi z twórcami maszyny i zauważył z ironią, że obie formy golema łączy zależność od właściwego zestawienia znaków i niezdolność do samodzielnej mowy. Dawny motyw, który w Talmudzie wyznaczał granicę ludzkiej twórczości, w ten sposób odnalazł nowy sens w epoce technicznej, nie tracąc nic ze swej dwuznaczności.
