# Grimoire papieża Honoriusza i druk zakazany

> Grimoire du pape Honorius, francuski druk z fałszywym rzymskim adresem, jest grymuarem napisanym dla księży: jego prawdziwym skandalem nie była sama demonologia, lecz pomysł, że władza kapłańska nad duchami pochodzi od papieża, a msza może służyć jako narzędzie przywołania.

Dział: Magia ceremonialna
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/grimoire-papieza-honoriusza-i-druk-zakazany

## Papież, który nie napisał grymuaru

Honoriusz III, papież w latach 1216–1227, zapisał się w historii Kościoła jako administrator i prawnik: zatwierdził zakon dominikanów, potwierdził regułę franciszkańską i wspierał krucjaty. Nic w jego biografii nie łączy go z magią. Mimo to jego imię stało się szyldem jednego z najbardziej osławionych grymuarów nowożytnej Francji. Książka, znana jako *Grimoire du pape Honorius*, otwiera się dokumentem stylizowanym na papieską konstytucję, w której Honoriusz miałby przekazać duchownym sekret władzy nad duchami.

Wybór papieża nie był zapewne przypadkowy, choć nie wiemy, kto go dokonał. W tradycji magicznej krążył już *Liber Iuratus Honorii*, średniowieczny tekst przypisywany zupełnie innemu Honoriuszowi, rzekomemu synowi Euklidesa z Teb. Autor francuskiego druku mógł wykorzystać rozgłos tego imienia i przenieść je na urzędującego papieża, co dawało wrażenie autorytetu najwyższego rzędu. Oba dzieła łączy jedynie imię; treść, cel i epoka są całkowicie różne. Średniowieczna *Przysięgła księga* ma ambicje teurgiczne i dąży do oglądu Boga, francuski druk zajmuje się przede wszystkim przywoływaniem i przymuszaniem duchów do usług. Pomylenie ich, częste w popularnych opracowaniach, zaciera różnicę między dwiema zupełnie odmiennymi kulturami magicznymi.

Pseudepigrafia była w literaturze magicznej rzeczą zwyczajną. Grymuary podpisywano imionami Salomona, Mojżesza, Alberta Wielkiego czy Agryppy, bo autorytet starożytnego mędrca miał gwarantować skuteczność. Przypadek Honoriusza jest jednak szczególny: tym razem autorytet pochodzi nie od mędrca, lecz od instytucji, a fałszywa atrybucja dotyczy następcy św. Piotra, czyli kogoś, kto w oczach katolickiego czytelnika stał na szczycie hierarchii sakramentalnej.

## Fałszywy Rzym i prawdziwa Francja

Wydania *Grimoire* noszą na kartach tytułowych daty i adresy, które nie budzą zaufania. Jedno z najczęściej wymienianych opatrzone jest adresem rzymskim i datą 1670, inne datami z XVIII wieku. Historycy książki są zgodni, że adres rzymski jest fikcyjny i że druk powstał we Francji, najpewniej w XVIII wieku; wcześniejsza tradycja rękopiśmienna jest możliwa, lecz nie została przekonująco udokumentowana. W XIX wieku tekst wznawiano wielokrotnie, często w tanich wydaniach, które przyczyniły się do jego reputacji.

Obieg takich książek łączył się z handlem domokrążnym. Kolporterzy przemierzający francuską prowincję sprzedawali almanachy, żywoty świętych, romanse rycerskie i poradniki, a wśród nich niekiedy także książeczki magiczne, które trafiały do miasteczek i wsi daleko od Paryża. Władze próbowały ten handel kontrolować, ale skuteczność kontroli była ograniczona, a zakazany towar miał swoją cenę.

Fałszywy adres był zabiegiem rozpowszechnionym w nielegalnym handlu książką francuską. Druki zakazane albo ryzykowne opatrywano adresami zagranicznymi – Amsterdamu, Londynu, Genewy albo właśnie Rzymu – by utrudnić identyfikację drukarza. W przypadku grymuaru Rzym pełnił podwójną rolę: maskował prawdziwe pochodzenie i zarazem wzmacniał fikcję papieskiego autorstwa. Czytelnik miał uwierzyć, że trzyma w rękach dokument wydobyty z archiwów Stolicy Apostolskiej.

Tu leży sens określenia „druk zakazany”. Kościół nie musiał umieszczać tego tytułu w indeksie ksiąg zakazanych z osobna, ponieważ już reguły indeksu trydenckiego z 1564 roku zakazywały w ogóle ksiąg nekromancji, wróżbiarstwa i czarów. Zakazaność była więc stanem prawnym całego gatunku, a zarazem elementem jego marketingu. Książka, która ogłaszała się zakazaną, obiecywała czytelnikowi dostęp do wiedzy, jakiej władze nie chciały mu dać. Ta obietnica sprzedawała się lepiej niż jakakolwiek treść.

## Rytuał dla duchownego

Najważniejsza cecha *Grimoire* polega na tym, że operatorem rytuałów ma być kapłan. Wstępna „konstytucja” wywodzi władzę nad duchami z władzy kluczy danej Piotrowi i przez niego jego następcom; papież rzekomo przekazuje tę władzę duchownym, aby mogli rozkazywać duchom i zmuszać je do posłuszeństwa. Kto nie jest księdzem, nie może w zasadzie wykonać operacji w pełni.

Różnica wobec uczonej tradycji grymuarów jest wyraźna. W tekstach z rodziny *Klucza Salomona* operator musiał być czysty, pobożny i dobrze przygotowany, ale nie musiał być wyświęcony; władzę nad duchami czerpał z imion Boga, z pieczęci i z własnej dyscypliny. Grymuar Honoriusza przenosi źródło tej władzy z wiedzy na urząd. Nie wystarczy znać formuły – trzeba mieć święcenia. W ten sposób magia przestaje być sztuką, której można się nauczyć, a staje się przywilejem stanu duchownego, co jest rozwiązaniem w historii grymuarów rzadkim i znamiennym.

Pomysł ten nie wziął się znikąd. W Kościele katolickim egzorcysta był jednym z niższych święceń, które przechodził każdy kandydat do kapłaństwa, a *Rituale Romanum* z 1614 roku zawierał oficjalny obrzęd wypędzania złych duchów, z formułami rozkazującymi demonom w imię Chrystusa. Każdy ksiądz był więc w pewnym sensie uprawniony do zwracania się do duchów nieczystych w trybie rozkazującym. Grymuar wykorzystuje tę realną kompetencję i przekręca jej cel: zamiast wypędzać demona, ksiądz ma go wezwać i zmusić do służby. Język rozkazu pozostaje podobny, zmienia się tylko kierunek. Właśnie dlatego tekst mógł wydawać się czytelnikom tak niepokojąco wiarygodny – nie wymyślał władzy nad duchami, lecz pożyczał ją od instytucji, która rzeczywiście ją sobie przypisywała.

Przygotowania obejmują post, spowiedź, odprawienie mszy i szereg czynności, które łączą liturgię z praktykami ofiarnymi. W opisie pojawia się zabicie czarnego koguta i użycie jego części, a także sporządzanie pergaminów i znaków. Następnie tekst podaje zaklęcia na kolejne dni tygodnia, z których każdy ma swojego ducha: w poniedziałek przywołuje się Lucyfera, we wtorek Frimosta, w środę Astarota, w czwartek Silcharde'a, w piątek Béchara, w sobotę Gulanda. Imiona te, zwłaszcza pomniejsze, nie występują w średniowiecznych katalogach demonów w tej samej postaci i zdradzają nowożytną inwencję kompilatora.

Właśnie połączenie mszy z ofiarą zwierzęcą i przywołaniem Lucyfera budziło największe zgorszenie. Czytelnicy rozpoznawali w nim nie zwykłą ewokację uczoną, w której mag rozkazuje duchom w imię Boga, lecz coś bliższego parodii sakramentu. Granica między rozkazywaniem duchom mocą liturgii a odprawianiem dla nich nabożeństwa jest w tym tekście niebezpiecznie cienka. Niektóre wydania dołączały ponadto zbiory ludowych recept i zamówień, na przykład dla ochrony zwierząt, co zbliżało książkę do popularnych poradników z obiegu tanich druków.

## Księża czarnoksiężnicy i lęki epoki

*Grimoire* nie powstał w próżni. We Francji XVII i XVIII wieku postać duchownego uprawiającego magię nie była wyłącznie literacką fikcją. Afera trucizn, ujawniona na dworze Ludwika XIV w latach siedemdziesiątych XVII wieku, wydobyła na światło dzienne przypadki księży, którzy odprawiali tak zwane czarne msze dla możnych klientów; jej szczegóły omawiane są osobno. Procesy kościelne i świeckie notowały też mniej spektakularne przypadki kleryków posiadających książki magiczne, wykonujących egzorcyzmy w celach zarobkowych albo poszukujących skarbów za pomocą zaklęć.

Szczególnie często pojawia się w źródłach motyw poszukiwania skarbów. Wierzono, że zakopane dobra strzegą duchy, które trzeba przywołać i zmusić do ustąpienia, a do tego potrzebny był ktoś, kto zna właściwe formuły. Wiejskie i miejskie spółki poszukiwaczy chętnie zapraszały do udziału duchownego, a czasem przynajmniej zakrystiana z dostępem do szat i naczyń liturgicznych. Grymuary, w tym książka przypisywana Honoriuszowi, dostarczały takim przedsięwzięciom tekstów i obietnic. Kronika sądowa XVIII wieku zna niejeden przypadek, w którym kończyło się to oszustwem, a nie odnalezionym skarbem.

Na tym tle *Grimoire* jest lustrem podwójnego lęku. Z jednej strony odzwierciedla obawę władz kościelnych przed duchownymi, którzy nadużywają swojej sakramentalnej władzy; z drugiej – ludowe przekonanie, że ksiądz, który na co dzień ma do czynienia z siłami nadprzyrodzonymi, potrafi nimi także rozporządzać. Postać księdza czarnoksiężnika była w kulturze ludowej figurą dobrze znaną, a książka nadała jej podręcznik.

W tym sensie grymuar jest też dokumentem antyklerykalnym, choć niekoniecznie świadomym. Pokazuje świat, w którym autorytet papieski może zostać wykorzystany do celów diametralnie sprzecznych z intencją Kościoła, a ryt najświętszy do przywołania jego przeciwnika. Dla oświeceniowego czytelnika mogło to być potwierdzenie podejrzeń wobec duchowieństwa; dla czytelnika pobożnego – świadectwo, jak niebezpieczna jest władza sakramentalna w niegodnych rękach.

## Od straganu do biblioteki okultysty

W XIX wieku *Grimoire* zyskał nową publiczność. Eliphas Lévi, który w *Dogme et rituel de la haute magie* przeglądał tradycję grymuarów, uznał go za jeden z najbardziej przewrotnych, właśnie dlatego, że czynił z kapłańskich posług narzędzie nekromancji. Dla Lévi'ego, który usiłował oddzielić wysoką magię od czarnoksięstwa, książka Honoriusza była przykładem tego, czym magia staje się, gdy zapomina o swoim duchowym celu.

Arthur Edward Waite opisał ten grymuar w *The Book of Black Magic and of Pacts* z 1898 roku, w części poświęconej księgom czarnej magii, i traktował go z mieszaniną zainteresowania historycznego i moralnego niesmaku. Jego omówienie przez dziesięciolecia było dla czytelników anglojęzycznych głównym źródłem wiedzy o tym tekście. W XX wieku książka trafiła na listy klasyki czarnej magii, gdzie sąsiaduje z *Grand Grimoire* i *Grimorium Verum*, choć każdy z tych tekstów ma odrębną historię i odrębną logikę.

W XX wieku tekst doczekał się licznych przedruków i przekładów, sprzedawanych zarówno w księgarniach ezoterycznych, jak i jako kurioza dla miłośników literatury grozy. Wydania te rzadko informują czytelnika o fałszywej atrybucji czy o historii druku; częściej powtarzają legendę papieskiego autorstwa, bo to ona stanowi o atrakcyjności książki. Paradoksalnie więc mechanizm, który w XVIII wieku sprzedawał grymuar na prowincjonalnym straganie, działa nadal, tylko w innym otoczeniu. Etykieta „zakazanego” przetrwała dłużej niż jakikolwiek rzeczywisty zakaz.

Dziś *Grimoire du pape Honorius* czyta się przede wszystkim jako dokument historii kultury. Pokazuje, jak w epoce taniego druku magia uczona zstąpiła na poziom popularnego handlu, jak autorytet Kościoła mógł zostać zawłaszczony przez anonimowego kompilatora i jak sama etykieta „zakazanego” stała się wartością handlową. Nie ma w nim starożytnej mądrości ani papieskiego sekretu. Jest natomiast wierny obraz napięć nowożytnej Francji, w której sakrament, władza i lęk przed nadprzyrodzonym splatały się w sposób, jakiego oficjalna teologia nie przewidywała.
