# Hadewijch z Antwerpii i bezdenna miłość

> Hadewijch przekształciła dworską lirykę miłosną w teologię pragnienia, w której minne jest bezdenną, wymagającą panią, a brak i niezaspokojenie stają się sposobem posiadania Boga; zarazem przypominała, że zanim człowiek stanie się Bogiem z Bogiem, musi żyć jak człowiek z Chrystusem.

Dział: Mistyka chrześcijańska
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/hadewijch-z-antwerpii-i-bezdenna-milosc

## Kobieta, o której wiemy tylko z jej pism

O Hadewijch nie wiemy prawie nic poza tym, co sama napisała. Nie zachował się żaden dokument archiwalny, który by ją wymieniał, żadna kronika ani żywot. Przydomek „z Antwerpii” pochodzi z późniejszej tradycji klasztornej, związanej z kręgiem Ruusbroeca w Groenendaal, gdzie jej pisma czytano i kopiowano. Z jej tekstów wynika, że pisała w średniowiecznym języku niderlandzkim, w Brabancji, w pierwszej połowie lub w połowie XIII wieku, że miała wykształcenie znacznie wykraczające poza przeciętne – znała łacinę, retorykę, poetykę truwerów i teologię swoich czasów – i że kierowała grupą młodszych kobiet, które prowadziła na drodze życia religijnego.

Najczęściej przyjmuje się, że należała do środowiska beginek, kobiet wiodących życie religijne bez ślubów zakonnych, w miastach Niderlandów i Nadrenii. Ruch ten, jego początki i postać Marii z Oignies omawia osobny esej; tu ważne jest tylko to, że jego członkinie żyły w niepewnej sytuacji prawnej i były łatwym celem podejrzeń. Listy Hadewijch zdradzają ślady konfliktu: autorka została oddzielona od swoich towarzyszek, mówi o wrogości otoczenia i o groźbie wygnania. Szczegółów tego konfliktu nie znamy.

Jedną z niewielu wskazówek chronologicznych daje tak zwana *Lista doskonałych*, dołączona do *Wizji*. Wymienia ona osoby, które według autorki osiągnęły pełnię miłości, w tym beginkę zabitą przez „mistrza Roberta”. Zwykle utożsamia się go z Robertem le Bougre, dominikańskim inkwizytorem działającym w północnej Francji w latach trzydziestych XIII wieku, którego działalność zakończył masowy stos w Mont-Aimé w 1239 roku. Na tej podstawie lokuje się twórczość Hadewijch około połowy XIII wieku. Jej pisma zachowały się w kilku rękopisach z XIV wieku, później popadły w zapomnienie i zostały odkryte na nowo dopiero w XIX wieku, kiedy zaczęto je wydawać jako zabytek literatury niderlandzkiej.

## Cztery księgi jednego głosu

Spuścizna Hadewijch obejmuje cztery zespoły tekstów. *Strofische Gedichten*, czterdzieści pięć wierszy stroficznych, naśladują formę dworskiej liryki truwerów i minnesingerów. *Brieven*, trzydzieści jeden listów, mają charakter traktatów duchowych skierowanych do młodszych towarzyszek. *Visioenen*, czternaście wizji, opisują doświadczenia mistyczne w formie opowieści. Wreszcie *Mengeldichten*, wiersze mieszane pisane parami rymów, zawierają część utworów o innym charakterze, a autorstwo ostatnich z nich bywa przypisywane osobnej autorce, nazywanej umownie Hadewijch II. Ta hipoteza pozostaje sporna.

Najbardziej oryginalną część tej spuścizny stanowią wiersze stroficzne. Każdy z nich zaczyna się, zgodnie z konwencją dworską, od obrazu pory roku: od kwitnienia wiosny, śpiewu ptaków albo nadejścia zimy, które przynosi smutek. Następnie zjawia się *Minne*, pani, której poetka służy, która ją uwodzi, rani i porzuca. Rycerska służba, wierność bez nagrody, cierpienie z powodu dumnej pani – cały ten repertuar przeszedł do liryki Hadewijch niemal nietknięty. Zmieniło się tylko to, że pani jest Bogiem, a raczej miłością, w której Bóg i dusza się spotykają.

Słowo *minne* jest w średniowiecznym niderlandzkim rodzaju żeńskiego. Hadewijch wykorzystuje tę gramatyczną okoliczność w pełni. *Minne* jest raz Bogiem, raz Chrystusem, raz miłością w duszy, raz samą relacją między nimi, a autorka nie stara się tych znaczeń rozdzielać. Ta płynność nie jest niedbałością, lecz zamierzonym zabiegiem: miłość, która łączy, jest zarazem tym, co łączy, i tym, co zostaje połączone.

## Szał miłości i rozkosz braku

Kluczem do teologii Hadewijch są dwa słowa, które brzmią w jej języku niemal jak rym: *ghebruken*, „zażywać”, „rozkoszować się”, i *ghebreken*, „brakować”. Dusza zażywa Boga w chwili zjednoczenia, ale natychmiast potem odkrywa, że nie posiada Go w pełni, bo Bóg jest bez dna. Brak nie jest przeciwieństwem rozkoszy, lecz jej drugą stroną. Kto naprawdę kocha, ten zawsze pragnie więcej, i właśnie to pragnienie jest formą przebywania w miłości. Bezdenność miłości nie jest więc obrazem zjednoczenia, w którym wszystko się uspokaja, lecz obrazem nieskończonego ruchu.

Stan, w którym to pragnienie staje się nie do zniesienia, Hadewijch nazywa *orewoet*, szałem, furią miłości. Opisuje go z gwałtownością, jakiej nie spotkamy w kazaniach Bernarda z Clairvaux, choć jego słownik był jej znany. Dusza ogarnięta szałem nie może jeść ani spać, cierpi jak w chorobie, czuje, że miłość ją pożera, i zarazem nie chce, by ten stan minął. W wierszach stroficznych powraca motyw, że *Minne* zabiera wszystko, a niczego nie daje w zamian, i że w tym właśnie przejawia się jej szlachetność. Kochająca ma być „dumna” wobec miłości, czyli nie poprzestawać na drobnych pociechach.

Ten rys odróżnia Hadewijch od wielu autorów duchowych jej epoki. Nie szuka ona słodyczy ani pocieszenia, a słodkie przeżycia religijne traktuje z nieufnością, jako coś, co może zatrzymać duszę w połowie drogi. Wymaganie stawiane przez miłość jest bezwarunkowe i właśnie to czyni ją boską. W tym punkcie Hadewijch bliska jest Małgorzacie Porete, która pół wieku później opisze duszę unicestwioną, ale między nimi jest zasadnicza różnica: Hadewijch nie mówi o rezygnacji z pragnienia, lecz o jego nieskończonym wzroście.

Byłoby jednak błędem uznać tę mistykę za kult czystego afektu. Obok *Minne* w pismach Hadewijch stale pojawia się *redene*, rozum, rozeznanie. Rozum nie jest u niej wrogiem miłości, lecz jej strażnikiem i nauczycielem: pokazuje duszy, czego miłość naprawdę chce, chroni ją przed pomyleniem przyjemności z prawdą i każe mierzyć własne przeżycia miarą Pisma i cnót. W kilku listach Hadewijch wręcz podkreśla, że miłość bez rozeznania łatwo staje się samowolą. Napięcie między nimi przypomina napięcie między ekstazą a wiernością, które przenika całe jej dzieło.

Badacze rozpoznają w listach również wyraźne echa łacińskiej teologii XII wieku, zwłaszcza szkoły wiktorynów i Wilhelma z Saint-Thierry, którego nauka o miłości jako sposobie poznania była jej szczególnie bliska. Hadewijch nie była więc samorodną wizjonerką, lecz pisarką, która przyswoiła sobie dorobek klasztornej teologii i przełożyła go na język ludowy. To przełożenie miało jednak charakter twórczy: abstrakcyjne pojęcia stały się w jej rękach dramatem przeżywanym w pierwszej osobie.

Ważny jest wreszcie trynitarny wymiar jej myśli. Bezdenność, o której pisze, nie jest bezkształtną głębią, lecz życiem Trójcy, w którym jedność i odrębność osób współistnieją bez sprzeczności. Dusza wciągnięta w ten nurt ma udział zarazem w spoczynku jedności i w nieustannym działaniu miłości między Ojcem, Synem i Duchem. Ten podwójny rytm – spoczywać i działać, zażywać i pragnąć – zapowiada jedną z centralnych intuicji mistyki niderlandzkiej następnego stulecia.

## Być człowiekiem z Chrystusem

Gdyby czytać tylko wiersze stroficzne, łatwo byłoby uznać Hadewijch za poetkę ekstazy. Listy pokazują jednak inny jej wymiar: nauczycielki, która przestrzega przed duchowym pośpiechem. W jednym z najsłynniejszych fragmentów zwraca się do swojej towarzyszki z wyrzutem: chcecie być Bogiem z Bogiem, ale nie chcecie żyć jak człowiek z Chrystusem w Jego człowieczeństwie. Dla Hadewijch nie ma przebóstwienia bez przejścia przez krzyż, pracę, wygnanie, niezrozumienie i codzienną wierność. Kto chce mieć udział w boskości Chrystusa, musi najpierw dzielić z Nim Jego ludzkie życie.

W *Wizjach* ten sam ruch przybiera formę opowieści. W siódmej z nich, w święto Zesłania Ducha Świętego, autorka doświadcza tak gwałtownego pragnienia, że wydaje się jej, iż umrze. Wtedy zjawia się Chrystus, najpierw jako dziecko, potem jako mężczyzna w pełni wieku, podaje jej Komunię, a następnie bierze ją w ramiona. Przez chwilę czuje Go w pełni swego człowieczeństwa, a potem Jego postać rozpływa się i znika, a ona sama „roztapia się” w Nim tak, że nie może już odróżnić siebie od Niego. To przejście od widzialnej postaci do zjednoczenia bez różnicy jest przedstawione jako kulminacja, ale zaraz potem wizja wraca do świadomości odrębności.

Inne wizje mają charakter bardziej symboliczny i zbliżają się do alegorii: pojawiają się w nich drzewa, góry, miasta, orły i postacie anielskie, które prowadzą autorkę przez stopnie doskonałości. Ten bogaty język obrazowy wymaga od czytelnika znajomości ówczesnej egzegezy i wizyjnej tradycji, ale jego cel pozostaje ten sam: pokazać, że miłość prowadzi przez coraz głębsze ogołocenie, a jej szczytem jest nie posiadanie, lecz uczestnictwo w nieskończonym życiu samej *Minne*.

## Dziedzictwo zapomnianej poetki

Bezpośrednie oddziaływanie Hadewijch było ograniczone, ale nie znikome. Pisma krążyły w środowiskach beginek i kanoników regularnych w Brabancji. Jan van Ruusbroec, któremu poświęcony jest osobny esej, znał jej teksty i przejął niektóre z jej pojęć, zwłaszcza myśl o zjednoczeniu „bez różnicy”, którą jednak poddał ostrożniejszej teologicznej kontroli. Jan van Leeuwen, kucharz w Groenendaal i pisarz mistyczny, wymieniał ją z szacunkiem jako świętą kobietę i nauczycielkę prawdziwej miłości. Potem jej imię zniknęło z historii duchowości na kilka stuleci.

Ponowne odkrycie w XIX wieku nastąpiło przede wszystkim za sprawą filologów, którzy widzieli w niej klasyka literatury flamandzkiej. Dopiero w XX wieku, wraz z pracami Jozefa van Mierlo i późniejszych badaczy, Hadewijch zaczęto czytać jako mistyczkę i teolożkę o pierwszorzędnym znaczeniu. Dziś uchodzi za jedną z najwybitniejszych poetek średniowiecznej Europy, a jej strofy tłumaczy się na wiele języków. Zainteresowanie nią wzmocniły także badania nad religijnością kobiet średniowiecza, które pokazały, że pisarki takie jak ona nie były wyjątkami na marginesie Kościoła, lecz uczestniczkami żywej, wielojęzycznej kultury duchowej miast.

To, co w niej najbardziej uderza, to połączenie najwyższego wyrafinowania formalnego z bezkompromisowością doświadczenia. Hadewijch nie wyrzekła się kultury dworskiej, lecz uczyniła z niej narzędzie wyrażenia tego, co w miłości do Boga najbardziej niebezpieczne: że nie da się jej nasycić, że zabiera więcej, niż daje, i że ten, kto jej służy, musi pozostać człowiekiem, nawet gdy pragnie być Bogiem. Jej bezdenna miłość nie jest otchłanią, w której człowiek tonie, lecz przestrzenią, w której nieustannie rośnie.
