# Imiona Boskie Pseudo-Dionizego i dobro, które się udziela

> Traktat O imionach Boskich przenosi na grunt teologii chrześcijańskiej Proklosową naukę o Dobru, które udziela się wszystkiemu, o istnieniu jako pierwszym darze i o złu pozbawionym własnego bytu, a zarazem łączy mówienie o Bogu przez Jego dzieła z przekonaniem, że żadne imię Go nie obejmuje.

Dział: Neoplatonizm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/imiona-boskie-pseudo-dionizego-i-dobro-ktore-sie-udziela

## Bóg bezimienny i wieloimienny

Corpus Dionysiacum, zbiór pism podpisanych imieniem Dionizego Areopagity, ucznia świętego Pawła z siedemnastego rozdziału Dziejów Apostolskich, pojawia się w źródłach na początku VI wieku i najpewniej powstał niewiele wcześniej. Jego najobszerniejszą częścią jest traktat *Peri theion onomaton*, po łacinie *De divinis nominibus*, podzielony na trzynaście rozdziałów. Autor przedstawia go jako jedno z ogniw większej całości, wspominając także inne swoje pisma, z których część się nie zachowała albo nigdy nie istniała. Przedmiot traktatu określa już pierwszy rozdział: rozważyć imiona, którymi Pismo nazywa Boga, i zrozumieć, w jakim sensie można je o Nim orzekać.

Punkt wyjścia jest paradoksalny. Bóg, mówi Dionizy, jest ponad wszelkim imieniem i ponad wszelkim poznaniem, a zarazem Pismo nazywa Go nieskończenie wieloma imionami: Dobrym, Pięknym, Mądrym, Istniejącym, Życiem, Światłem, Pokojem, Królem, a nawet imionami wziętymi z rzeczy zmysłowych, jak skała czy wiatr. Formuła, którą autor ukuł dla tego paradoksu, pozostała w teologii na stałe: Bóg jest jednocześnie bezimienny i wieloimienny, *anonymos* i *polyonymos*. Nie ma tu sprzeczności, bo imiona nie opisują Boskiej istoty, lecz Jego wyjścia ku stworzeniom, Jego działania i dary, które Dionizy nazywa *proodoi*, pochodami.

Ta zasada rozstrzyga o metodzie całego dzieła. Imiona są prawdziwe jako nazwy przyczyny, bo wszystko, co dobre, piękne i żywe, pochodzi od Boga i w jakiś sposób Go odbija. Są zarazem niewystarczające, bo przyczyna przewyższa wszystkie skutki. Dionizy wyraża to przez charakterystyczne słowa złożone z przedrostkiem *hyper*: Bóg jest ponaddobry, ponadistniejący, ponadboski. Teologia twierdząca, katafatyczna, i teologia zaprzeczająca, apofatyczna, nie są w *O imionach Boskich* dwiema odrębnymi drogami, lecz dwiema stronami tego samego aktu. Każde imię wypowiada się z pełnym przekonaniem i każde natychmiast przekracza.

Zanim autor przystąpi do omawiania poszczególnych imion, w rozdziale trzecim przypomina, że mówienie o Bogu musi zaczynać się od modlitwy. Posługuje się przy tym obrazem świetlistego łańcucha zawieszonego z wysoka: kto ciągnie go ku sobie, ma wrażenie, że ściąga go w dół, choć w rzeczywistości sam wznosi się ku górze. Podobnie modlitwa nie sprowadza Boga do człowieka, lecz podnosi modlącego się ku Temu, który jest zawsze obecny. Teologia imion nie jest więc dla Dionizego czystą spekulacją, lecz częścią drogi, na której słowa służą wznoszeniu umysłu, a nie zamykaniu Boga w pojęciach.

## Dobro ponad bytem

Kolejność rozdziałów nie jest przypadkowa. Pierwszym imieniem omówionym szczegółowo, w rozdziale czwartym, jest Dobro, a dopiero po nim, w piątym, Byt, w szóstym Życie, w siódmym Mądrość. Ta hierarchia pochodzi wprost z filozofii neoplatońskiej, która za Platonem umieszczała Dobro „poza bytem” i nauczała, że im wyższa przyczyna, tym szerszy zasięg jej skutków. Dobro obejmuje nawet to, co nie istnieje w pełnym sensie, na przykład materię i to, co dopiero ma zaistnieć; byt obejmuje wszystko, co jest, życie – tylko to, co żywe, mądrość – tylko istoty rozumne. U Proklosa ta zasada porządkowała hierarchię boskich henad i hipostaz. U Dionizego wszystkie te imiona odnoszą się do jednego Boga i opisują nie oddzielne byty, lecz stopnie Jego udzielania się.

Najważniejszym obrazem rozdziału czwartego jest słońce. Jak słońce nie wybiera, które rzeczy oświetla, lecz przez samo swoje istnienie promieniuje na wszystko, co zdolne jest przyjąć jego światło, tak Dobro przez samo swoje istnienie udziela się wszystkiemu na miarę zdolności przyjmującego. Obraz ten zna już Platon, a neoplatonicy uczynili z niego wzór emanacji. Dionizy przejmuje go, ale nadaje mu wyraźnie chrześcijański akcent: udzielanie się Dobra jest aktem hojności, a nie tylko koniecznym promieniowaniem natury. Dobro „wychodzi poza siebie” ku stworzeniom.

Z Dobrem Dionizy łączy Piękno. Grecki wyraz *kallos* zestawia z czasownikiem *kalein*, „wzywać”, twierdząc, że piękno jest tym, co przywołuje wszystkie rzeczy ku sobie. Etymologia ta jest filologicznie wątpliwa, ale dobrze wyraża jego myśl: Dobro, które się udziela, jest zarazem Pięknem, które przyciąga. Ruch wyjścia i ruch powrotu mają to samo źródło i ten sam cel.

Tę samą myśl Dionizy wyraża w słynnym wywodzie o *eros*. Wbrew tym, którzy uważali to słowo za zbyt zmysłowe dla teologii, twierdzi, że Pismo i święci posługują się nim w sensie najwyższym. Boski eros jest ekstatyczny: nie pozwala kochającemu pozostać przy sobie, lecz wyprowadza go ku kochanemu. Sam Bóg, mówi Dionizy, przez nadmiar miłości wychodzi poza siebie w opatrzności wobec wszystkich bytów, a zarazem pozostaje w sobie. Dionizy przytacza tu zdanie z listu Ignacego Antiocheńskiego, „mój eros został ukrzyżowany”, jako dowód, że chrześcijańscy autorzy nie bali się tego słowa. Neoplatoński eros wznoszenia uzupełnia więc eros zstępowania, a Boska miłość opisana jest jako ruch kołowy, który wychodzi od Dobra i do niego wraca.

## Zło jako brak

Najdłuższa i najbardziej techniczna część rozdziału czwartego dotyczy zła. Jeśli Dobro udziela się wszystkiemu, skąd bierze się zło i czym jest? Dionizy odpowiada wyczerpującym przeglądem możliwych źródeł zła: czy jest ono w bytach, czy w aniołach, demonach, ludziach, zwierzętach, w naturze, w ciałach, w materii. Za każdym razem dochodzi do tego samego wniosku. Zło nie jest bytem, nie ma własnej natury ani przyczyny sprawczej. Jest brakiem, niedostatkiem, osłabieniem dobra, które powinno być obecne. Nawet demony nie są złe z natury, bo jako stworzenia otrzymały byt od Dobra; są złe o tyle, o ile odpadły od właściwego sobie stanu.

Dionizy opisuje status zła greckim słowem *parhypostasis*, oznaczającym coś w rodzaju istnienia ubocznego, pasożytniczego, pozbawionego własnej podstawy. Zło nie jest celem żadnego działania, bo każde działanie zmierza do jakiegoś dobra, nawet jeśli pozornego. Pojawia się jako skutek uboczny, gdy dążenie chybia celu albo gdy byt nie osiąga pełni, do której jest przeznaczony. Dlatego, konkluduje Dionizy, zło nie może być całkowite: coś zupełnie pozbawione dobra przestałoby istnieć, a więc samo zło zniszczyłoby się w chwili, gdyby było czyste.

Cała ta argumentacja ściśle odpowiada traktatowi Proklosa *O istnieniu zła*, *De malorum subsistentia*, zachowanemu w całości jedynie w XIII-wiecznym przekładzie łacińskim Wilhelma z Moerbeke. Te same pytania, ta sama kolejność rozważanych hipotez, te same pojęcia i przykłady pojawiają się u obu autorów w takim stopniu, że wspólne źródło lub bezpośrednia zależność nie budzą dziś wątpliwości. Dionizy nie przepisuje jednak Proklosa mechanicznie. Tam, gdzie neoplatonik mówi o bogach i hierarchii boskich mocy, chrześcijański autor mówi o jednym Bogu i stworzonych aniołach, a pytanie o źródło zła łączy z biblijną nauką o upadku istot rozumnych, które odwróciły się od dobra.

## Od Bytu do Jedności

Pozostałe rozdziały rozwijają kolejne imiona. Rozdział piąty mówi o Bogu jako Istniejącym i źródle istnienia wszystkich rzeczy; istnienie jest tu pierwszym darem, na którym opierają się wszystkie inne, a sam Bóg jest „tym, który jest”, ale w sposób przewyższający wszelkie istnienie. Rozdziały szósty i siódmy dotyczą Życia, Mądrości, Intelektu, Słowa i Prawdy, przy czym Dionizy zaznacza, że Boska mądrość zna rzeczy nie przez poznawanie ich z zewnątrz, lecz przez to, że jest ich przyczyną. W rozdziale ósmym omówione zostają Moc, Sprawiedliwość i Zbawienie, w dziewiątym imiona takie jak Wielki, Mały, Ten sam i Inny, w dziesiątym Wszechmocny i Przedwieczny.

Rozdział jedenasty, poświęcony Pokojowi, przedstawia Boga jako źródło zgody wszystkich rzeczy, które zachowując swoją odrębność, tworzą harmonijną całość. Dwunasty mówi o imionach Święty świętych, Król królów i Pan panów. Ostatni, trzynasty, dotyczy imion Doskonały i Jeden. Jedność zamyka traktat nie przypadkiem: ku niej zbiegają się wszystkie imiona, bo wszystko, co istnieje, uczestniczy w jedności i bez niej rozpadłoby się w nicość. Jedno jest zarazem najwyższym imieniem, jakie można wypowiedzieć, i tym, które najwyraźniej wskazuje na przekraczanie wszelkiego mówienia, bo Bóg jest jednością ponad tą jednością, którą znamy w rzeczach.

## Komentarz Tomasza i łacińskie dziedzictwo

Na Zachodzie *O imionach Boskich* czytano w kolejnych przekładach łacińskich: Hilduina z IX wieku, Jana Szkota Eriugeny z drugiej połowy tego samego stulecia, a później Jana Sarracenusa z XII wieku. Traktat stał się jednym z podstawowych tekstów teologii scholastycznej, a jego autorytet wzmacniała wiara w apostolskie pochodzenie autora. Albert Wielki wykładał go w Kolonii, a wśród słuchaczy był młody Tomasz z Akwinu, który kilkanaście lat później napisał własny komentarz, *In librum beati Dionysii De divinis nominibus expositio*.

Komentarz Tomasza jest świadectwem uważnej, choć nie bezkrytycznej lektury. Tomasz zauważa w przedmowie, że Dionizy posługuje się stylem i sposobem mówienia platoników, który dla współczesnych czytelników bywa niejasny, i stara się przełożyć jego intuicje na język arystotelesowskiej metafizyki. Dobro ponad bytem staje się w jego interpretacji dobrem zamiennym z bytem, choć ujętym w innym aspekcie, a nauka o imionach Boskich zostaje wpleciona w teorię analogii. Zarazem Tomasz zachowuje to, co u Dionizego najistotniejsze: przekonanie, że wszystko, co dobre, uczestniczy w Bogu, i że Bóg pozostaje ponad każdym pojęciem, które z tego uczestnictwa wyprowadzamy.

Znaczenie *O imionach Boskich* polega na tym, że w nim właśnie neoplatońska filozofia Dobra przeszła na Zachód najbardziej bezpośrednio, a zarazem w postaci, która pozwalała ją przyjąć bez sprzeciwu ze strony teologów. Proklos, autor oficjalnie pogański i przez chrześcijan uważany za przeciwnika, przemawiał przez Dionizego do całego średniowiecza, a jego nauka o udzielającym się Dobru stała się częścią chrześcijańskiej wizji stworzenia jako daru.
