# Jan Guzik i paryski werdykt profesorów Sorbony

> Warszawskie medium fizyczne Jan Guzik stało się w latach dwudziestych przedmiotem wzajemnie sprzecznych protokołów, a negatywny werdykt uczonych zgromadzonych na Sorbonie w 1923 roku, przeciwstawiony entuzjazmowi Gustave'a Geleya, odsłania pogłębiający się rozdźwięk między metapsychiką a nauką akademicką.

Dział: Spirytyzm i mediumizm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/jan-guzik-i-paryski-werdykt-profesorow-sorbony

## Rzemieślnik z warszawskiej ulicy

O Janie Guziku, urodzonym w 1875 roku, wiadomo mniej, niż sugerowałaby jego sława. Był człowiekiem prostego pochodzenia, warszawskim rzemieślnikiem bez wyższego wykształcenia, i właśnie ta okoliczność odgrywała w opowieściach o nim ważną rolę. Zwolennicy podkreślali, że człowiek tak mało obyty nie mógłby wymyślić skomplikowanych sztuczek i że jego seanse są dziełem sił, których sam nie rozumie. Krytycy odpowiadali, że brak wykształcenia nie wyklucza zręczności manualnej, a wieloletnia praktyka w ciemnych pokojach mogła z niego uczynić wytrawnego wykonawcę.

Jego karierę medialną znamy przede wszystkim z relacji badaczy i uczestników seansów. W Warszawie Guzik działał w środowisku amatorów zjawisk mediumicznych od początku XX wieku; po pierwszej wojnie światowej, gdy w odrodzonej Polsce metapsychika zyskała nowe zaplecze organizacyjne, stał się jednym z najczęściej badanych mediów fizycznych w kraju. Jego seanse odbywały się w zaciemnionym pokoju, przy łańcuchu uczestników trzymających się za ręce, a medium siedziało pośród nich, kontrolowane przez sąsiadów. Uczestnikami bywali lekarze, inżynierowie, oficerowie i literaci, a protokoły sporządzane przez miejscowych badaczy przypominały raczej kronikę wrażeń niż sprawozdanie z eksperymentu. Notowano w nich, kto siedział obok medium, kiedy pojawiło się pierwsze dotknięcie, jak długo trwał seans i w jakim stanie Guzik się z niego budził – według relacji zwykle wyczerpany i oszołomiony. Ten rytuał powtarzał się wielokrotnie, a jego regularność sama w sobie budowała w kręgu wiernych przekonanie o autentyczności zjawisk.

## Repertuar ciemnego pokoju

Zjawiska towarzyszące seansom Guzika należały do klasycznego repertuaru mediumizmu fizycznego. Uczestnicy czuli dotknięcia rąk, czasem chłodnych, czasem ciepłych, muśnięcia twarzy i szarpnięcia za ubranie. Przedmioty ustawione w pobliżu przesuwały się, przewracały albo unosiły; dzwonki dzwoniły, a instrumenty wydawały dźwięki. W ciemności pojawiały się punkty świetlne i fosforyzujące smugi, czasem kojarzone z kształtami rąk lub twarzy. Niektórzy obecni opowiadali o wrażeniu, że w pokoju znajduje się jakaś istota, niekiedy podobna do zwierzęcia.

Wszystkie te zjawiska miały wspólną cechę: występowały w ciemności lub półmroku i w bezpośrednim otoczeniu medium. Ta okoliczność była dla zwolenników oczywista – siła mediumiczna miała słabnąć wraz z odległością i nie znosić światła – ale dla sceptyków stanowiła punkt zaczepienia. Jeśli wszystkie dotknięcia i przesunięcia odbywają się w zasięgu ręki lub nogi medium, a kontrola polega na trzymaniu jego dłoni i stykaniu się stopami, to wystarczy, by medium w chwili rozproszenia uwagi uwolniło jedną kończynę.

Problem kontroli był dla badaczy znany od dziesięcioleci. Seanse Eusapii Palladino w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku doprowadziły do sporów o technikę „zastępowania” ręki, w której medium przekonuje obu kontrolujących, że trzymają dwie różne dłonie, podczas gdy w rzeczywistości trzymają jedną. Guzik wchodził w tę tradycję jako medium działające w podobnych warunkach, i jego przypadek musiał być rozpatrywany w świetle tych doświadczeń.

## Geley i Paryż

Przełomem w karierze Guzika było zainteresowanie nim Gustave'a Geleya, lekarza kierującego paryskim Institut Métapsychique International. Geley poznał Guzika podczas pobytów w Warszawie, a następnie sprowadził go do Paryża, gdzie seanse odbywały się w siedzibie instytutu w obecności zaproszonych gości. Wśród uczestników byli uczeni, lekarze, literaci i ludzie z towarzystwa. Według relacji Geleya i jego współpracowników zjawiska występowały w warunkach, które uważali za wystarczająco ścisłe, a część obecnych złożyła pisemne oświadczenia potwierdzające, że ich zdaniem oszustwo zostało wykluczone.

Dla Geleya Guzik był ważnym ogniwem w argumentacji na rzecz realności zjawisk fizycznych. Wcześniej badał inne media i dążył do zbudowania teorii, w której materializacje i ruchy przedmiotów byłyby przejawem „dynamopsychizmu” i ideoplastii – zdolności psychiki do kształtowania materii. Pozytywne wyniki z Guzikiem miały tę teorię wspierać, a ich ogłoszenie w paryskiej prasie metapsychicznej podnosiło prestiż instytutu.

Entuzjazm Geleya nie był jednak powszechnie podzielany. W Paryżu działali także sceptycy, którzy z rosnącym niepokojem obserwowali, jak instytut, finansowany przez prywatnego mecenasa i otoczony aurą naukowości, ogłasza kolejne sensacyjne wyniki. Ich zastrzeżenia nie dotyczyły wyłącznie samego medium. Pytano, kto ustala warunki seansu, kto wybiera kontrolujących i czy osoby głęboko przekonane o realności zjawisk mogą być bezstronnymi obserwatorami. Instytut przyjmował gości, ale to jego kierownictwo decydowało o przebiegu posiedzeń, o oświetleniu i o tym, kiedy wolno przerwać łańcuch rąk. Z punktu widzenia krytyków był to układ, w którym badacz i obrońca medium stawali się jedną osobą, a pisemne świadectwa zaproszonych notabli mówiły więcej o ich zaufaniu do gospodarza niż o samych zjawiskach. Zwolennicy instytutu odpowiadali, że bez życzliwej atmosfery medium nie może pracować, i to założenie stało się osią całego późniejszego sporu.

Szczególnie aktywny był dziennikarz Paul Heuzé, który na łamach prasy prowadził kampanię przeciwko metapsychice i domagał się sprawdzenia jej twierdzeń przez niezależnych uczonych. Wspierał go zawodowy iluzjonista występujący jako Professor Dicksonn, przekonany, że zjawiska Guzika da się odtworzyć prostymi sztuczkami.

## Seanse na Sorbonie

Pod naciskiem tej kampanii w listopadzie 1923 roku doszło do serii seansów z Guzikiem w pomieszczeniach Sorbony. Heuzé zgromadził grupę pięciu uczonych, w której znalazł się między innymi fizyk Paul Langevin, a także badacze z dziedziny fizjologii i psychologii. Ich zadaniem było obserwowanie zjawisk w warunkach kontrolowanych przez nich samych, a nie przez instytut. Medium zgodziło się na udział, a jego zwolennicy liczyli, że wyniki potwierdzą wcześniejsze obserwacje.

Przebieg i wnioski tych seansów przedstawiono w raporcie opublikowanym w czasopiśmie „L'Année psychologique”. Uczeni stwierdzili, że zjawiska rzeczywiście występowały, ale wyłącznie w zasięgu kończyn medium, i że ich charakter był w pełni zgodny z hipotezą, iż Guzik uwalnia jedną z nóg spod kontroli i za jej pomocą wykonuje dotknięcia i przesunięcia. Gdy wprowadzono ostrzejsze środki kontroli, zjawiska ustawały. Według opisów kostki medium łączono luźnymi taśmami z kostkami sąsiadów, co miało pozwolić wyczuć każdy ruch nogi; w takich warunkach przesunięcia przedmiotów i dotknięcia występowały tylko tam, dokąd Guzik mógł sięgnąć, a ich częstotliwość malała wraz z zacieśnianiem kontroli. Raport kończył się werdyktem jednoznacznym: oszustwo było w ich ocenie całkowite i bezsprzeczne.

Raport miał dla debaty o metapsychice znaczenie szczególne. Po raz pierwszy w tak bezpośredni sposób uczeni z czołowego uniwersytetu francuskiego, w tym fizyk o międzynarodowej renomie, zajęli stanowisko w sprawie medium, które wcześniej uzyskało poparcie Instytutu. Werdykt Sorbony podważał nie tylko wiarygodność Guzika, lecz także metody stosowane przez Geleya i jego współpracowników. Jeśli seanse w instytucie zostały uznane za wolne od oszustwa, a seanse na Sorbonie wykazały oszustwo, to albo medium oszukiwało tylko w jednym miejscu, albo kontrola w instytucie była niewystarczająca.

## Sprzeczne protokoły

Zwolennicy Guzika nie przyjęli raportu bez oporu. Argumentowali, że warunki na Sorbonie były dla medium niesprzyjające, atmosfera wrogości i podejrzliwości hamowała zjawiska, a uczeni przyszli z gotowym przekonaniem, które jedynie potwierdzili. Wskazywali, że wiele wcześniejszych seansów, w Warszawie i w Paryżu, przeprowadzono w obecności ludzi wykształconych i krytycznych, którzy nie dostrzegli oszustwa. Ten argument powtarzał się w historii mediumizmu wielokrotnie: niepowodzenia w warunkach ścisłych tłumaczono wpływem nieżyczliwych obserwatorów.

Sceptycy odpowiadali, że właśnie dlatego należy ufać seansom najlepiej kontrolowanym, a nie najliczniej obsadzonym. Wrażenie autentyczności, jakie odnosili uczestnicy, nie dowodziło niczego, skoro ciemność, oczekiwanie i atmosfera grupowa sprzyjały złudzeniom. Heuzé wykorzystał sprawę Guzika w swojej polemice z metapsychiką, a jego publikacje z połowy lat dwudziestych stały się jednym z ważnych głosów we francuskiej debacie o wiarygodności całej dziedziny.

W Polsce werdykt Sorbony przyjęto z mieszanymi uczuciami. Część środowiska metapsychicznego broniła Guzika, inni przyjmowali raport jako ostrzeżenie przed nadmiernym zaufaniem do mediów fizycznych. Guzik kontynuował działalność, choć jego reputacja za granicą została poważnie nadwyrężona. Zmarł w 1928 roku w Warszawie, nie doczekawszy się rozstrzygnięcia, które zadowoliłoby obie strony – co zresztą w przypadku mediów fizycznych prawie nigdy się nie zdarzało.

## Metapsychika i akademia

Historia Guzika dobrze ilustruje proces, który w latach dwudziestych przybrał na sile. Na przełomie XIX i XX wieku granica między badaniami psychicznymi a nauką akademicką była jeszcze stosunkowo przepuszczalna. Wybitni uczeni, tacy jak Richet, William James czy Oliver Lodge, mogli zajmować się mediumizmem, nie tracąc pozycji w swoich dziedzinach. Psychologia, fizjologia i badania psychiczne rozwijały się równolegle i niekiedy splatały.

Po pierwszej wojnie światowej sytuacja zaczęła się zmieniać. Psychologia akademicka coraz wyraźniej definiowała się jako nauka eksperymentalna, oparta na powtarzalnych pomiarach i statystyce, a nie na pojedynczych spektakularnych przypadkach. Metapsychika, skupiona na badaniu wyjątkowych jednostek w wyjątkowych warunkach, coraz trudniej mieściła się w tym modelu. Raport z Sorbony był jednym z momentów, w których akademia wyraźnie oznajmiła, że nie uznaje metod metapsychiki za wystarczające.

Nie oznacza to, że werdykt zamknął sprawę. Wiele pytań dotyczących Guzika pozostaje bez odpowiedzi, a historycy zwracają uwagę, że raport z Sorbony też miał swoje ograniczenia, choćby dlatego, że jego autorzy przystępowali do badań z wyraźnym przekonaniem o nierealności zjawisk. Najrozsądniej jest traktować go jako ważny dokument sporu, a nie jako ostateczną prawdę o medium. Z perspektywy historii idei przypadek Guzika pokazuje jednak przede wszystkim, że spór o mediumizm był w istocie sporem o to, kto ma prawo orzekać o rzeczywistości: zaangażowani badacze z prywatnych instytutów czy uczeni z uniwersytetów, przekonani, że to, czego nie da się powtórzyć w warunkach kontrolowanych, nie należy do świata nauki.
