# Jan Tauler i grunt duszy w kazaniach strasburskich

> Jan Tauler, dominikański kaznodzieja ze Strasburga, przeniósł Eckhartowskie pojęcie gruntu duszy z wysokiej spekulacji do codziennego kaznodziejstwa, czyniąc z niego miejsce cierpliwego, często bolesnego oczekiwania, w którym człowiek przygotowuje się na narodziny Boga w sobie.

Dział: Mistyka chrześcijańska
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/jan-tauler-i-grunt-duszy-w-kazaniach-strasburskich

## Kaznodzieja miasta w kryzysie

Jan Tauler urodził się około 1300 roku w Strasburgu, w zamożnej rodzinie mieszczańskiej, i jako młodzieniec wstąpił do tamtejszego konwentu dominikanów. Przeszedł zwykłą formację zakonną, ale nie zrobił kariery uniwersyteckiej i nie uzyskał stopnia magistra teologii. Nigdy też nie napisał traktatu. Zachowało się po nim około osiemdziesięciu kazań w języku średnio-wysoko-niemieckim, wygłaszanych głównie do sióstr dominikanek i beginek w Strasburgu, Bazylei i Kolonii. Te teksty, notowane przez słuchaczki i później poprawiane, są całym jego dziełem.

Kontekst ich powstania był dramatyczny. Konflikt między papieżem Janem XXII a cesarzem Ludwikiem Bawarskim sprawił, że Strasburg, który opowiedział się po stronie cesarza, znalazł się pod interdyktem. Dominikanie, posłuszni papieżowi, nie mogli odprawiać publicznych nabożeństw, a około 1339 roku opuścili miasto i przenieśli się do Bazylei, skąd wrócili dopiero po kilku latach. Wkrótce potem, w latach 1348–1349, przez Strasburg przeszła czarna śmierć. Zaraza zabiła znaczną część mieszkańców, a w lutym 1349 roku doprowadziła do pogromu Żydów, których oskarżono o zatruwanie studni. Tradycja głosi, że Tauler pozostał wtedy w mieście i towarzyszył umierającym; brak jednak współczesnych mu dokumentów, które potwierdzałyby szczegóły tej opowieści.

Niezależnie od legendy, kazania Taulera noszą wyraźny ślad epoki, w której ludzie doświadczali opuszczenia przez instytucje, śmierci bliskich i strachu przed karą Bożą. Nie znajdziemy w nich politycznych komentarzy ani opisów zarazy. Znajdziemy natomiast nieustanne wezwanie, by nie szukać oparcia w niczym zewnętrznym, by przyjmować cierpienie z ręki Boga i by schodzić w głąb siebie, gdzie Bóg czeka, nawet gdy świat wydaje się bez Boga.

W tych latach Tauler należał do szerokiej sieci ludzi, którzy nazywali siebie „przyjaciółmi Boga”. Słowo to, zaczerpnięte z Ewangelii Jana, nie oznaczało zakonu ani zorganizowanego stowarzyszenia, lecz luźną wspólnotę duchownych, zakonnic i świeckich połączonych korespondencją, wymianą książek i wspólnym pragnieniem życia wewnętrznego. Ksiądz Henryk z Nördlingen, wygnany w czasie interdyktu do Bazylei, wspomina Taulera w listach do dominikanki Małgorzaty Ebner z klasztoru w Medingen, przekazując jej pozdrowienia od strasburskiego kaznodziei. Tauler mówi o „przyjaciołach Boga” także w kazaniach, zawsze jednak jako o ludziach, których wyróżnia nie szczególna organizacja, lecz wierność wobec gruntu. W jego ustach nie jest to nazwa grupy, ale imię pewnej postawy, dostępnej każdemu słuchaczowi.

## Grunt jako miejsce, nie pojęcie

U Eckharta słowo *grunt* należało do języka metafizyki. Oznaczało najgłębszą, nieuwarunkowaną podstawę duszy, w której ta jest jedno z gruntem Boga. Tauler przejmuje to słowo, ale przesuwa jego znaczenie. Jego grunt jest mniej metafizyczną tezą o tożsamości, a bardziej opisem wewnętrznej przestrzeni, którą człowiek może odkryć, zaniedbać albo zagracić. Mówi o nim prawie zawsze w kontekście praktycznym: co trzeba zrobić, by do gruntu dojść, co go zasłania, jak się zachować, gdy się go dotknie.

Obok gruntu Tauler używa często słowa *gemüete*, które trudno przetłumaczyć. Oznacza ono coś pomiędzy umysłem, usposobieniem i stałym nachyleniem duszy. *Gemüete* jest jakby skierowaniem całego człowieka – albo ku stworzeniom, albo ku gruntowi. Według Taulera to skierowanie musi zostać odwrócone. Nie wystarczy wykonywać dobrych uczynków, odmawiać modlitw i przestrzegać reguły, jeśli wnętrze pozostaje zwrócone ku sobie i swoim upodobaniom. Kaznodzieja z upodobaniem krytykuje zakonników i zakonnice, którzy wypełniają wszystkie zewnętrzne obowiązki, a nigdy nie weszli we własny grunt; mówi o nich, że są jak ludzie, którzy całe życie mieszkają w przedsionku domu.

Wielokrotnie powraca u niego werset psalmu *abyssus abyssum invocat*, „przepaść przyzywa przepaść”. Tauler czyta go jako opis relacji duszy i Boga: stworzona otchłań człowieka, świadoma swojej nicości, przyzywa niestworzoną otchłań Boga, i ta odpowiada, wlewając się w nią. Ważne jest, że punktem wyjścia jest tu nicość, a nie wzniosłość. Człowiek zbliża się do gruntu nie przez nagromadzenie doskonałości, lecz przez coraz głębsze rozpoznanie, że sam z siebie nic nie ma i niczym nie jest.

## Narodziny Boga i sztuka czekania

Jednym z najbardziej znanych kazań Taulera jest kazanie na Boże Narodzenie, w którym rozważa trzy narodziny obchodzone w liturgii trzech mszy tego dnia. Pierwsze to wieczne rodzenie Syna przez Ojca w łonie Trójcy. Drugie to narodziny z Dziewicy w Betlejem. Trzecie dokonują się każdego dnia w duszy dobrej i świętej, gdy Bóg rodzi w niej swoje Słowo. Tauler mówi, że z tych trzech narodzin trzecie najbardziej dotyczy słuchaczy, ponieważ to od nich zależy, czy zostanie przygotowane miejsce.

Przygotowanie ma u niego charakter przede wszystkim negatywny. Dusza musi się wyciszyć, oderwać od rozproszeń, porzucić własną wolę i wycofać się do wnętrza. Tauler porównuje ją do Maryi, która była dziewicą i zamkniętym ogrodem, gdy przyjęła Słowo. Nie oznacza to bierności w potocznym sensie. Oczekiwanie wymaga ogromnego wysiłku: trzeba nieustannie odsuwać to, co się narzuca, i nie zastępować pustki własnymi wyobrażeniami. W jednym z kazań Tauler mówi wprost, że gdy człowiek zrobi wszystko, co w jego mocy, ma następnie spokojnie czekać i pozwolić Bogu działać.

Tu leży może najważniejsza różnica między nim a jego mistrzem. U Eckharta narodziny Boga w duszy brzmią często jak rzeczywistość wieczna, zawsze już obecna, której trzeba tylko nie zasłaniać. U Taulera są wydarzeniem, które może nastąpić po długim czasie, czasem po wielu latach ciemności. Tauler zna kryzysy życia duchowego i opisuje je szczegółowo: okresy, w których dusza czuje się opuszczona, nie znajduje pociechy w modlitwie, ma wrażenie, że Bóg jest daleko, a całe jej dotychczasowe życie wydaje się pomyłką. Kaznodzieja mówi, że w takich chwilach człowiek nie powinien uciekać do zewnętrznych praktyk ani szukać rady u każdego, kto ją oferuje, lecz trwać w ciemności i znosić ją cierpliwie, ponieważ właśnie w niej grunt zostaje oczyszczony.

## Czterdziesty rok i zwrot wewnętrzny

Szczególnie charakterystyczne jest u Taulera powiązanie drogi duchowej z wiekiem człowieka. W kilku kazaniach mówi, że przed czterdziestym rokiem życia człowiek rzadko osiąga prawdziwy pokój wewnętrzny, choćby robił wszystko, co należy. Jest zbyt związany z naturą i z własną wolą. Dopiero po czterdziestce może nadejść głęboki zwrot, a pełna dojrzałość przychodzi później jeszcze, około pięćdziesiątego roku. Te liczby mają znaczenie symboliczne – nawiązują do czterdziestu lat wędrówki Izraela i do pięćdziesiątnicy Ducha Świętego – ale Tauler traktuje je także jako trzeźwą obserwację duszpasterską.

Jest w tym coś bardzo realistycznego. Kaznodzieja mówi do ludzi, którzy przez lata żyją w klasztorze, odmawiają brewiarz i spełniają obowiązki, a mimo to czują, że nie zbliżyli się do Boga. Nie potępia ich i nie obiecuje szybkich rozwiązań. Mówi raczej, że droga jest długa, że zwrot wewnętrzny przychodzi, gdy przychodzi, i że wcześniejsze lata nie są stracone, jeśli człowiek nie zaprzestał szukania. Słowa *Gelassenheit* i *leiden* – zgoda i cierpliwe znoszenie – stają się u niego podstawowymi kategoriami życia duchowego.

W tym samym duchu Tauler wypowiada się o pracy fizycznej i zwykłych zajęciach. W jednym z kazań broni prostych ludzi wykonujących swoje rzemiosło. Mówi, że ktoś, kto szyje buty albo uprawia pole, może wykonywać swoją pracę w taki sposób, że będzie ona służbą Bogu, i że żadne zajęcie nie jest samo w sobie przeszkodą dla wewnętrznego życia. Każdy ma swoje powołanie, a Duch Święty rozdziela dary według swojego upodobania. Ta myśl, choć wyrażona w kontekście średniowiecznym, zapowiada w pewien sposób późniejszą reformacyjną naukę o powołaniu.

## Kazania po śmierci kaznodziei

Tauler zmarł 16 czerwca 1361 roku w Strasburgu, w ogrodzie klasztoru dominikanek, w którym żyła jego siostra. Jego kazania krążyły w rękopisach, zwłaszcza w klasztorach żeńskich, a w XV wieku zaczęto je drukować. Pierwsze wydanie ukazało się w Lipsku w 1498 roku, kolejne w Augsburgu w 1508 roku, a wydanie bazylejskie z 1521 roku dodało do autentycznych tekstów wiele kazań przypisywanych mu błędnie. Wokół jego postaci narosła też legenda, utrwalona w *Księdze Mistrza*, według której pewien uczony kaznodzieja – później utożsamiony z Taulerem – miał zostać nawrócony przez tajemniczego świeckiego przyjaciela Boga. Historycy uważają tę opowieść za literacką fikcję, która z Taulerem w rzeczywistości ma niewiele wspólnego.

Ważniejsze okazały się losy autentycznych kazań. Marcin Luter czytał je w wydaniu augsburskim i pozostawił na marginesach liczne uwagi, prawdopodobnie z 1516 roku. W liście do Jerzego Spalatina z tego samego czasu pisał, że nie zna w łacinie ani w niemieckim teologii bardziej zdrowej i zgodnej z Ewangelią. Luter odnalazł u Taulera to, czego sam szukał: przekonanie, że człowiek z siebie nic nie może, że zbawienie jest dziełem Boga, a postawą właściwą wobec niego jest pokorne przyjęcie. Czy Luter dobrze zrozumiał Taulera, to osobne pytanie; dominikanin nie odrzucał przecież sakramentów, życia zakonnego ani współpracy człowieka z łaską. Faktem jest jednak, że przez wiele pokoleń protestanci uważali go za jednego ze swoich prekursorów.

Kazania nie zostały jednak przejęte wyłącznie przez reformację. W 1543 roku w Kolonii ukazało się wydanie, w którego przygotowaniu brał udział młody Piotr Kanizjusz, a kilka lat później kartuz Wawrzyniec Surius przełożył je na łacinę, co otworzyło drogę do ich recepcji w całej katolickiej Europie. Tauler stał się w ten sposób jednym z niewielu średniowiecznych mistyków czytanych z jednakową uwagą po obu stronach podziału wyznaniowego. Być może dlatego, że jego grunt nie był własnością żadnej szkoły. Był miejscem, do którego może zejść każdy, kto zgodzi się czekać.
