# Jerzy Mniszech i loża w Wiśniowcu

> Loża, którą Jerzy August Mniszech miał założyć w 1742 roku w swoich dobrach wołyńskich w Wiśniowcu, pokazuje, że najwcześniejsze wolnomularstwo w Rzeczypospolitej nie było ruchem mieszczan ani filozofów, lecz dworską rozrywką i więzią magnackiej elity związanej z Saksonią.

Dział: Wolnomularstwo
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/jerzy-mniszech-i-loza-w-wisniowcu

## Data na początku tradycji

W polskiej historiografii wolnomularstwa rok 1742 i nazwa Wiśniowca pojawiają się niemal zawsze na pierwszych stronach. Według przyjmowanej od dawna chronologii właśnie wtedy, w wołyńskiej rezydencji, Jerzy August Mniszech zgromadził grono gości i przyjął ich do bractwa wedle obrzędu przywiezionego z zachodu. Wiadomość ta przetrwała w opracowaniach dziewiętnastowiecznych i została powtórzona przez badaczy dwudziestego wieku, od Stanisława Małachowskiego-Łempickiego po Ludwika Hassa, choć każdy z nich podkreślał, jak skąpy jest materiał źródłowy.

Ta ostrożność jest uzasadniona. Nie zachował się protokół zebrań ani pełny spis członków, nie znamy nazwy warsztatu, nie wiemy dokładnie, z jakiej obediencji wywodził swój patent, o ile w ogóle go posiadał. Wiele wczesnych lóż kontynentalnych powstawało bez formalnego upoważnienia: grupa ludzi przyjętych wcześniej za granicą zbierała się i inicjowała następnych, uznając, że sama obecność wtajemniczonych tworzy prawowity warsztat. Wiśniowiec należał najpewniej do tej kategorii. Mówimy więc o loży udokumentowanej w tym sensie, że jej istnienie jest poświadczone w tradycji i pośrednich wzmiankach, a nie w tym, że dysponujemy jej archiwum.

Mimo tych zastrzeżeń data jest ważna. Jeśli ją przyjąć, wolnomularstwo pojawiło się na ziemiach Rzeczypospolitej zaledwie ćwierć wieku po utworzeniu Wielkiej Loży Londynu w 1717 roku i kilka lat po pierwszych lożach w Paryżu i Dreźnie. Pojawiło się zaś nie w portowym mieście, nie w środowisku kupców czy uczonych, lecz w pałacu na wschodnich kresach, w otoczeniu jednego z najbogatszych rodów Korony.

## Młody magnat między Dreznem a Wołyniem

Jerzy August Mniszech urodził się w 1715 roku jako syn Józefa Wandalina Mniszcha, marszałka wielkiego koronnego i jednego z filarów stronnictwa saskiego. Wychowanie odebrał takie, jakie odbierali synowie najwyższej arystokracji epoki: z długimi podróżami, pobytem na obcych dworach, nauką francuskiego, tańca, szermierki i sztuki rozmowy. W tym obiegu, łączącym Drezno, Paryż i niemieckie stolice książęce, wolnomularstwo było zjawiskiem modnym, a przyjęcie do loży stanowiło coś w rodzaju dyplomu przynależności do kosmopolitycznego świata dobrze urodzonych.

Związek z dworem saskim miał dla Mniszcha znaczenie zasadnicze. Za panowania Augusta III Rzeczpospolita i Saksonia dzieliły monarchę, a polscy magnaci, którzy chcieli robić kariery, musieli bywać w Dreźnie. Tam właśnie w 1738 roku hrabia Fryderyk August Rutowski, nieślubny syn Augusta II, założył lożę „Pod Trzema Białymi Orłami” i stanął na czele saskiego wolnomularstwa. Ścieżka przez Drezno prowadziła zatem polskich arystokratów nie tylko do urzędów i łask, ale też do świątyni bractwa, której mistrzem był przyrodni brat panującego.

Kariera Mniszcha potwierdza ten związek. W 1750 roku poślubił Marię Amalię, córkę wszechwładnego ministra Henryka Brühla, i stał się jednym z najważniejszych ludzi stronnictwa dworskiego w Rzeczypospolitej. Lata czterdzieste były dla niego okresem wchodzenia w tę rolę: młody pan, świeżo powracający z zagranicy, gromadził wokół siebie krewnych, klientów i przyjaciół, a loża była jedną z form spajania tego kręgu.

## Obrzęd jako ceremoniał dworu

Aby zrozumieć, czym była loża w Wiśniowcu, trzeba odłożyć na bok obraz wolnomularstwa późniejszego, z rozbudowaną administracją obediencji, kasami dobroczynnymi i programem oświeceniowym. W latach czterdziestych osiemnastego wieku loża arystokratyczna przypominała raczej zamknięte stowarzyszenie biesiadne. Spotkanie zaczynało się od rytuału przyjęcia, z przepaską, rękawiczkami, przysięgą i symbolicznym światłem, a kończyło ucztą z toastami wznoszonymi według ustalonego porządku, ze śpiewem i muzyką.

Taki program doskonale pasował do kultury magnackiej rezydencji. Wiśniowiec, dawna siedziba Wiśniowieckich, był w tym okresie ośrodkiem życia towarzyskiego Wołynia, z kapelą, gośćmi przyjeżdżającymi na tygodnie, polowaniami i przedstawieniami. Loża dodawała do tych rozrywek wymiar ekskluzywności. Nie każdy gość mógł zostać przyjęty, a przyjęty zyskiwał poczucie, że należy do grona wybranych, połączonych tajemnicą niedostępną dla reszty dworu.

Kluczowe jest to, że tajemnica nie odwracała hierarchii, lecz ją podkreślała. W ideologii wolnomularskiej bracia byli sobie równi, a w loży nie miały obowiązywać różnice stanu. W praktyce wołyńskiego pałacu gospodarz był zarazem mistrzem, przyjmowani zaś pochodzili z jego rodziny, sąsiedztwa i klienteli. Równość obrzędowa trwała przez czas zebrania, a później wszyscy wracali do porządku, w którym jeden był panem, a inni dworzanami, rezydentami czy oficerami nadwornej milicji. Rytuał nie znosił więc różnic, ale nadawał im łagodniejszy, bardziej elegancki kształt.

Można powiedzieć, że loża przejęła w tym środowisku funkcję, którą wcześniej pełniły bractwa religijne, ordery dworskie i stowarzyszenia rycerskie. Łączyła zaszczyt wyróżnienia z obowiązkiem lojalności, a lojalność ta biegła w stronę gospodarza. Przyjęcie do grona braci było formą łaski, podobnie jak zaproszenie do stołu czy powierzenie urzędu w dobrach. Kto otrzymał przepaskę z rąk magnata, wchodził w relację wdzięczności, która w kulturze klientelistycznej miała wartość równie realną jak dzierżawa czy pensja.

Francuski był w tym kręgu językiem obrzędu i towarzyskiej rozmowy. Formuły przysięgi, nazwy stopni i pieśni stołowe przychodziły z obcych zbiorów, a ich znajomość świadczyła o ogładzie. Dla szlachcica z wołyńskiego zaścianka, który trafił na dwór, było to doświadczenie wejścia w świat, o którym słyszał z opowieści o Wersalu i Dreźnie. Loża była więc także szkołą manier, w której uczono się gestów, ukłonów i słów właściwych ludziom wielkiego świata.

## Krąg dworski zamiast ruchu idei

Dla tezy o dworskim charakterze najwcześniejszych lóż istotne jest porównanie Wiśniowca z innymi warsztatami z tego samego dziesięciolecia. Warszawska loża „Trzech Braci”, której powstanie datuje się na 1744 rok, skupiała przede wszystkim ludzi z otoczenia królewskiego i urzędników saskich. Wzmianki o lożach z kolejnych lat, między innymi we Lwowie, również prowadzą do środowiska arystokracji, dworzan i wojskowych. Nigdzie w tym okresie nie widać tego, co w Anglii czy w Niderlandach stanowiło istotną część wolnomularstwa: obecności kupców, rzemieślników, ludzi wolnych zawodów, środowiska uczonych towarzystw.

Wynikało to ze struktury społecznej Rzeczypospolitej. Mieszczaństwo było słabe i w większości niemieckojęzyczne, środowisko uniwersyteckie nieliczne, a szlachta średnia, choć wykształcona, nie podróżowała tak często jak magnaci i nie miała okazji poznać zachodniego obyczaju z pierwszej ręki. Wolnomularstwo mogło więc przyjść tylko przez tych, którzy jeździli do Drezna, Paryża i Wiednia, a ci należeli do wąskiej grupy kilkudziesięciu rodzin.

Oznacza to również, że wczesne loże nie miały wyraźnego programu ideowego. Nie znamy z tego czasu polskich mów masońskich o tolerancji, rozumie i postępie, które w następnych dziesięcioleciach staną się typowe dla warsztatów warszawskich. Nie ma śladów, by w Wiśniowcu rozprawiano o reformie państwa czy o naprawie edukacji. Bractwo było formą towarzyskości, nie szkołą myśli.

## Bulla, która nie zatrzymała mody

Zasadnym pytaniem jest, jak w katolickim kraju, rządzonym przez katolickiego monarchę, mogły swobodnie działać loże po tym, jak papież Klemens XII w bulli *In eminenti apostolatus specula* z 1738 roku potępił wolnomularstwo i zagroził jego członkom ekskomuniką. Odpowiedź ponownie prowadzi do charakteru tych pierwszych stowarzyszeń. W oczach ich członków były one rozrywką i znakiem przynależności, a nie wyznaniem przeciwnym Kościołowi. Magnaci uczestniczyli w nabożeństwach, fundowali kościoły i klasztory, a zarazem bywali w loży, nie widząc w tym sprzeczności.

Sprzyjała im także słabość mechanizmów kontroli. Rzeczpospolita nie miała policji zdolnej śledzić zebrania w prywatnych rezydencjach, a biskupi, nawet jeśli wiedzieli o lożach, nie zawsze chcieli wchodzić w konflikt z możnymi rodami, od których zależały fundacje i urzędy. W Saksonii dodatkową osłoną była protestancka większość i opieka elity dworskiej, a polscy goście drezdeńskiej loży przywozili ze sobą poczucie, że bractwo jest akceptowane przez otoczenie samego króla.

Z czasem pojawiły się też formy pośrednie, takie jak zakon mopsów, który powstał w Niemczech po bulli i przyjmował katolików oraz kobiety, zachowując podobny ceremoniał. Jego popularność w dworskich środowiskach Rzeszy dobrze pokazuje, że chodziło przede wszystkim o obyczaj rytualnej zabawy, a nie o konkretną doktrynę, która mogłaby wejść w kolizję z wiarą.

## Dziedzictwo pierwszego warsztatu

Loża w Wiśniowcu nie przetrwała jako ciągła instytucja. Nie wiemy, jak długo pracowała, a jej członkowie nie stworzyli trwałej tradycji, do której mogłyby odwołać się późniejsze obediencje. Kiedy w drugiej połowie wieku wolnomularstwo polskie rozrosło się i zaczęło szukać własnej tożsamości, nawiązywało raczej do warszawskich lóż epoki stanisławowskiej niż do wołyńskich początków.

Jej znaczenie jest jednak symboliczne i interpretacyjne. Pokazuje, że bractwo weszło do Rzeczypospolitej jako element kultury dworu magnackiego, wśród tych samych form, co francuski teatr, włoska opera i saski porcelanowy przepych. Było przeszczepem z obcego ogrodu, posadzonym w pałacowym parku dla przyjemności gospodarza i jego gości. Dopiero w następnych pokoleniach, gdy do lóż zaczęli trafiać ludzie średniej szlachty, oficerowie, urzędnicy i literaci, wolnomularstwo polskie nabrało cech ruchu ideowego.

Dla historyka idei przypadek Mniszcha jest przestrogą przed przenoszeniem późniejszych wyobrażeń na wcześniejsze zjawiska. Kiedy czytamy o masonerii osiemnastego wieku jako o narzędziu Oświecenia, o szkole tolerancji czy laboratorium republikańskich obyczajów, łatwo zapomnieć, że na początku było inaczej. W Wiśniowcu w 1742 roku nikt nie spiskował przeciw tradycji ani nie przygotowywał reformy. Młody magnat, wracający z podróży, przywiózł do domu elegancki zwyczaj zamkniętego towarzystwa i uczynił z niego ozdobę własnego dworu. To właśnie ten dworski, arystokratyczny rodowód odcisnął się na całym pierwszym okresie dziejów lóż w Polsce.
