# Józef Gikatilla i Bramy Światła

> Józef Gikatilla przeszedł drogę od kombinatoryki liter, której uczył się u Abrahama Abulafii, do teozofii sefir, a w Bramach Światła zamienił ją w słownik modlitwy: każde imię Boga jest bramą, przez którą modlący się wchodzi od Malkut ku Keter.

Dział: Kabała
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/jozef-gikatilla-i-bramy-swiatla

## Uczeń, który zmienił kierunek

Józef ben Abraham Gikatilla urodził się w 1248 roku w Medinaceli w Kastylii, a ostatnie pewne wiadomości o nim pochodzą z pierwszych lat XIV wieku; tradycja wiąże jego śmierć z Peñafiel, ale data pozostaje nieznana. Starsze opracowania, które umieszczają jego narodziny w andaluzyjskiej Huelvie, powtarzają pomyłkę: wszystko, co wiadomo o jego życiu, rozgrywa się w Kastylii, w kręgu, który kilka dekad później wyda *Zohar*.

Biografia intelektualna Gikatilli jest ciekawsza niż jego biografia zewnętrzna, bo dzieli się na dwie wyraźne połowy. W początkach lat siedemdziesiątych XIII wieku młody uczony należał do uczniów Abrahama Abulafii, który przebywał wtedy w Kastylii i wykładał swoją „kabałę imion”, czyli medytacyjną sztukę permutowania liter prowadzącą do proroczego doświadczenia. Abulafia wymienia go później wśród swoich uczniów, co jest rzadkim przypadkiem, gdy relację mistrza i ucznia potwierdza sam mistrz. Owocem tego okresu jest *Ginnat egoz*, „Ogród orzechowy”, ukończony w 1274 roku, gdy autor miał dwadzieścia sześć lat. Sam tytuł jest programem: litery słowa *ginnat* odczytano jako skrót trzech technik, gematrii, notarikonu i temury, czyli liczenia wartości liter, rozwijania słów w akronimy i zastępowania liter według ustalonych kluczy. Orzech, którego twarda łupina kryje jadalny miąższ, był zaś gotowym obrazem tekstu ukrywającego sens pod powierzchnią.

Druga połowa twórczości wygląda zupełnie inaczej. W ciągu następnych dwudziestu lat Gikatilla zbliżył się do teozoficznej kabały kastylijskiej, tej, która myśli Boga jako układ dziesięciu sefir, mocy wzajemnie się równoważących, i która w modlitwie i przykazaniach widzi działanie na ten układ. W tym kręgu pozostawał w bliskich kontaktach z Mojżeszem de León; obaj używali podobnej terminologii i badacze od dawna dyskutują, kto od kogo przejmował, choć nie da się tego rozstrzygnąć bez ryzyka uproszczeń. Pewne jest, że *Sza'arej ora*, „Bramy Światła”, powstałe zapewne w ostatniej dekadzie XIII wieku, należą do świata, w którym *Zohar* już krążył albo właśnie się rodził, i dzielą z nim wiele obrazów, ale nie jego narracyjną formę.

Przejście od Abulafii do sefir nie oznaczało porzucenia języka. Gikatilla zabrał ze sobą przekonanie, że litery i imiona są realnymi nośnikami boskiej obecności, a nie tylko znakami. Zmienił się kontekst: imię nie jest już przede wszystkim materiałem do medytacyjnego rozbijania i składania, lecz miejscem w strukturze bóstwa, do którego można się zwrócić i przez które można wejść.

## Księga zbudowana jak słownik

Wstęp do *Sza'arej ora* zaczyna się od wyznania, które tłumaczy kształt całego dzieła. Autor przypomina, że Bóg nie ma ciała ani obrazu, a mimo to Pismo nazywa Go niezliczonymi imionami i opisuje w antropomorficznych obrazach. Tych imion nie wolno traktować jako dowolnych: każde odpowiada określonej mocy, a modlący się, który nie wie, do kogo się zwraca, przypomina człowieka pukającego do niewłaściwych drzwi. Księga ma więc pokazać, które imię odpowiada której sefirze i jakie przydomki, *kinnujim*, krążą wokół każdego imienia jak dworzanie wokół króla.

Dzieło dzieli się na dziesięć bram ułożonych według porządku sefir. Najważniejsze, co trzeba o nim wiedzieć, a co wiele popularnych streszczeń przekręca, to kierunek. Gikatilla nie zaczyna od Keter, korony, i nie schodzi ku światu, jak czyni wielu systematyków, lecz zaczyna od dołu. Pierwsza brama poświęcona jest imieniu *Adonaj* i sefirze Malkut, królestwu, zwanej też Szechiną; dalej, przez *Szaddaj* i *El Chaj* związane z Jesod, przez imiona związane z Necach i Hod, przez Tetragram, który jest imieniem Tiferet, przez Gewurę i Chesed, aż do Biny, Chochmy i wreszcie Keter, któremu odpowiada imię *Ehje*, „Będę”, z objawienia przy krzewie. Księga jest więc zbudowana jak droga wstępująca, a nie jak mapa oglądana z góry.

Taka konstrukcja ma sens praktyczny. Człowiek modlący się zaczyna tam, gdzie jest, czyli przy Malkut, ostatniej sefirze, która przyjmuje wszystkie wyższe moce i przekazuje je światu. Gikatilla wielokrotnie powtarza, że Malkut jest bramą, przez którą trzeba przejść, by zbliżyć się do czegokolwiek wyżej: kto chce wejść do króla, musi najpierw przejść przez dom królowej. Werset z Psalmu 118, „to jest brama Pana, sprawiedliwi przez nią wejdą”, staje się kluczem do tego obrazu, a słowo „brama” w tytule nie jest metaforą ozdobną, lecz opisem metody.

W obrębie każdej bramy autor gromadzi materiał w sposób, który przypomina leksykon. Zbiera wersety, w których dane imię lub przydomek się pojawia, objaśnia je jeden po drugim i pokazuje, że rozmaite obrazy biblijne, od ziemi, morza i księżyca po oblubienicę, Syjon i Arkę, wskazują na tę samą moc. Czytelnik otrzymuje w ten sposób narzędzie do lektury całej Biblii: gdy natrafi na jeden z tych obrazów, wie, do której sefiry odsyła.

## Imiona, które się nie mieszają, i przydomki, które krążą

Teologicznym rdzeniem *Bram Światła* jest rozróżnienie między imionami właściwymi a przydomkami. Imiona, a według rachuby nawiązującej do tradycji rabinicznej jest ich siedem, i nie wolno ich wymazywać ze zwoju, mają w systemie Gikatilli stałe miejsca. Przydomki natomiast są ruchome: to samo określenie może w jednym kontekście opisywać Chesed, a w innym Malkut, bo moce sefir przenikają się i jedna przyjmuje szaty drugiej. Autor pilnuje, aby czytelnik nie pomylił tych dwóch porządków, bo pomyłka byłaby nie tylko błędem egzegetycznym, ale też błędem modlitwy.

W centrum układu stoi Tetragram, imię czteroliterowe, które Gikatilla nazywa pniem drzewa: wszystkie inne imiona są jak gałęzie i liście wyrastające z niego i od niego zależne. Myśl, że cała Tora jest utkana z imion i ostatecznie z tego jednego imienia, rozwijali również inni kabaliści, a jej pełne dzieje wykraczają poza ten esej. U Gikatilli ma ona przede wszystkim zastosowanie liturgiczne: skoro każde imię jest zakorzenione w Tetragramie, to wołanie do *Adonaj* nie jest wołaniem do innego boga, lecz wejściem przez najbliższe drzwi do tego samego domu.

Tu przydaje się dawna lekcja Abulafii, ale przetworzona. Gikatilla zna wartości liczbowe i permutacje, czasem z nich korzysta, lecz nie każe czytelnikowi rozbijać imion w medytacyjnym transie. Każe mu je rozumieć: wiedzieć, co oznacza dane imię w strukturze bóstwa, jaki aspekt boskiej miłości, sądu albo miłosierdzia budzi, i kierować ku niemu intencję modlitwy, *kawwanę*. To przejście od techniki do hermeneutyki jest najlepszym kluczem do zrozumienia drogi, jaką przebył sam autor.

## Modlitwa jako ruch między bramami

Kabała teozoficzna przypisuje modlitwie i przykazaniom realny wpływ na stan sefir, a *Sza'arej ora* rozwija tę myśl z wyjątkową konsekwencją. Gdy Izrael modli się z właściwą intencją, Malkut zostaje zjednoczona z Tiferet, królowa z królem, i obfitość płynąca z góry dociera do świata. Gdy intencji brak albo gdy grzech przerywa łączność, Malkut zostaje oddzielona, a wtedy w jej obszarze przeważają moce sądu. Gikatilla mówi o tym językiem kanałów, *cinnorot*, przez które spływa błogosławieństwo, i obrazem źródła, którego woda może dotrzeć do ogrodu albo zostać zatrzymana.

Ta perspektywa nadaje znaczenie najdrobniejszym szczegółom liturgii. Wybór imienia w błogosławieństwie, kolejność wersetów, nawet sposób ich wymawiania przestają być sprawą obyczaju, a stają się sprawą kierunku: modlący się wie, do której bramy puka i przez którą chce przejść. Jednocześnie Gikatilla jest ostrożny. Nie obiecuje, że znajomość imion daje władzę nad bóstwem, i wyraźnie odróżnia swoją naukę od praktyk, które próbowałyby imion używać jak narzędzi. Imiona są dla niego drogą zbliżenia, a nie dźwignią.

Warto zauważyć, jak mało w tej książce spekulacji o tym, co leży ponad Keter. Ein Sof, nieskończony Bóg przed wszelką emanacją, pojawia się na krawędzi systemu, lecz autor nie poświęca mu osobnej bramy. Ostatnia brama, poświęcona Keter i imieniu *Ehje*, kończy się w miejscu, w którym słowa przestają wystarczać. Wybór ten współgra z praktycznym charakterem dzieła: to podręcznik dla kogoś, kto chce się modlić, a nie traktat o granicach poznania.

## Ślad drukowany i ślad w modlitwie

*Sza'arej ora* stały się jednym z najczęściej kopiowanych podręczników kabały teozoficznej. Pierwsze hebrajskie wydanie ukazało się w Mantui w 1561 roku, a o randze dzieła świadczy to, że później autorzy z Safedu, w tym Mojżesz Kordowero, traktowali je jako jeden z punktów odniesienia przy porządkowaniu symboliki sefir. Kordowero w *Pardes rimonim* wielokrotnie przywołuje jego rozstrzygnięcia, czasem je przyjmując, czasem z nimi dyskutując, co samo w sobie dowodzi, że uważał je za poważne.

Jeszcze zanim pojawił się druk hebrajski, księga weszła do świata chrześcijańskiego: w 1516 roku Paweł Ricius wydał w Augsburgu jej łaciński przekład pod tytułem *Portae lucis*, a historia tego przekładu i jego humanistycznych czytelników jest tematem osobnym. Wystarczy powiedzieć, że dzięki niemu Johannes Reuchlin i późniejsi kabaliści chrześcijańscy otrzymali do ręki uporządkowany słownik imion i sefir, nadający się do lektury bez znajomości hebrajskiego.

W świecie żydowskim wpływ był mniej widowiskowy, ale trwalszy. Modlitewniki z intencjami kabalistycznymi, komentarze do liturgii i literatura moralistyczna wielokrotnie sięgały po skojarzenia zaproponowane przez Gikatillę, często bez podawania źródła. Popularny w nowszych czasach obyczaj czytania jego dzieła jako duchowej lektury, a nie tylko podręcznika, ma swoją logikę: księga zbudowana jako droga wstępująca daje się czytać jako opis drogi.

Gikatillę często przedstawia się jako pomost między kabałą ekstatyczną a teozoficzną. Określenie jest wygodne, ale nieco mylące, bo sugeruje syntezę, której w jego pismach nie ma. *Ginnat egoz* i *Sza'arej ora* nie tworzą jednego systemu; dzielą raczej przekonanie, że język Pisma jest strukturą boskiej rzeczywistości. Tym, co Gikatilla rzeczywiście wniósł, jest zmiana punktu widzenia: z kabalisty, który rozbija imiona, by wyjść poza siebie, stał się kabalistą, który porządkuje imiona, by modlący się wiedział, którędy iść. Jego bramy nie prowadzą do ekstazy, lecz do domu, w którym każda izba ma swoje imię.
