# Krzyż celtycki i historia rozkładów

> Krzyż celtycki, najpopularniejszy rozkład współczesnego tarota, upowszechnił Arthur Edward Waite w The Pictorial Key to the Tarot z 1910 roku jako „starożytną metodę celtycką”, choć nic nie wskazuje na jego celtyckie korzenie, a sama etykieta jest nowoczesnym znakiem epoki odrodzenia celtyckiego.

Dział: Tarot
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/krzyz-celtycki-i-historia-rozkladow

## Dziesięć kart wokół jednej

Kto choć raz widział, jak ktoś rozkłada tarot, prawdopodobnie widział krzyż celtycki. Układ jest prosty do zapamiętania i od razu rozpoznawalny. W środku leży karta oznaczająca sytuację, na niej w poprzek druga, przedstawiająca przeszkodę albo siłę działającą przeciw. Wokół nich cztery karty tworzą krzyż: powyżej, poniżej, za i przed. Z boku, w pionowej kolumnie, układa się cztery kolejne, prowadzące od samego pytającego, przez jego otoczenie i jego nadzieje lub obawy, aż do ostatecznego wyniku. Dziesięć kart razem daje obraz, który ma jednocześnie strukturę i pozostawia miejsce na interpretację.

Ta forma jest dziś tak oczywista, że trudno sobie wyobrazić, iż kiedyś jej nie było. Większość współczesnych podręczników tarota omawia ją jako podstawową metodę, a w wielu z nich jest to pierwszy, a czasem jedyny rozkład przedstawiony szczegółowo. Uczy się jej początkujących, stosuje się ją w zawodowej praktyce, przedstawia w filmach i serialach. Jej historia jest jednak stosunkowo krótka i zaczyna się w konkretnym miejscu: w ostatniej części książki, którą Arthur Edward Waite opublikował jako komentarz do talii zaprojektowanej przez Pamelę Colman Smith.

## Starożytna metoda w książce z 1910 roku

*The Pictorial Key to the Tarot*, wydana w Londynie w 1910 roku, składa się z trzech części. Pierwsza omawia historię i symbolikę tarota, druga objaśnia arkana wielkie, trzecia przedstawia arkana małe wraz z metodami wróżenia. W tej ostatniej Waite umieścił rozdział zatytułowany „An Ancient Celtic Method of Divination”, czyli starożytna metoda wróżenia celtyckiego. Opisał w nim układ dziesięciu kart wokół karty sygnifikatora, wraz z formułami, które towarzyszą kładzeniu każdej z nich, i wskazówkami do interpretacji.

Waite przedstawiał ten układ jako najbardziej odpowiedni do uzyskania odpowiedzi na określone pytanie. Według jego słów metoda była dotąd stosowana prywatnie, ale nie wskazał ani źródła, ani osób, od których miałby ją przejąć. Nie podał też żadnych dowodów na jej celtyckie pochodzenie ani starożytność. Określenie „starożytna metoda celtycka” pozostało w tekście bez uzasadnienia, jako etykieta, która miała nadać układowi dostojeństwo i aurę tradycji.

Rozkład opisany przez Waite'a różni się w szczegółach od tego, co dziś zwykle nazywa się krzyżem celtyckim. Waite zaczynał od wyboru sygnifikatora, czyli karty reprezentującej pytającego, którą wybierano spośród figur dworskich według wieku, płci i wyglądu. Następnie kładł kolejne karty, wypowiadając krótkie formuły: ta go okrywa, ta go krzyżuje, ta go wieńczy, ta jest pod nim, ta jest za nim, ta jest przed nim. Kierunek przeszłości i przyszłości zależał od tego, w którą stronę zwrócona była postać na karcie sygnifikatora, co wprowadzało do układu element zmienności, który późniejsze wersje zazwyczaj pomijały.

Szczególną uwagę Waite poświęcał ostatniej karcie kolumny, która miała zawierać rozstrzygnięcie. Jeśli wypadała na niej figura dworska, oznaczało to według niego, że sprawa ostatecznie spocznie w rękach osoby przez nią przedstawionej. Gdy odpowiedź pozostawała niejasna, zalecał powtórzenie całej procedury i przyjęcie tej właśnie karty za sygnifikator nowego rozkładu. Układ nie był więc w jego zamyśle zamkniętym obrazem, lecz pierwszym krokiem w serii pytań, które mogły prowadzić coraz głębiej w splot okoliczności. Pozycja nadziei i obaw, umieszczona tuż przed wynikiem, wprowadzała z kolei do wróżby wymiar wewnętrzny: obok tego, co działa na pytającego z zewnątrz, pojawiało się to, czego on sam pragnie i czego się lęka. Późniejsi czytelnicy o nastawieniu psychologicznym uznali właśnie to miejsce za jedno z najważniejszych w całym układzie, choć u Waite'a było tylko jednym z dziesięciu.

## Rozkłady przed Waite'em

Waite nie był pierwszym autorem, który opisał metody układania kart do wróżby. Kartomancja z użyciem tarota rozwinęła się we Francji w drugiej połowie XVIII wieku, a jej najważniejszym przedstawicielem był Jean-Baptiste Alliette, piszący pod pseudonimem Etteilla. W jego publikacjach z lat osiemdziesiątych XVIII wieku pojawiają się różne sposoby rozkładania kart: w rzędach, w kręgach, w złożonych figurach obejmujących kilkanaście, a nawet więcej kart. Układy Etteilli wymagały często całej talii albo jej dużej części i zakładały długie, rozbudowane odczytanie.

W Anglii pierwszą ważną publikacją o tarocie jako narzędziu wróżby była broszura Samuela Liddella MacGregora Mathersa z 1888 roku, *The Tarot: Its Occult Signification, Use in Fortune-Telling, and Method of Play*. Mathers, który był jednym z założycieli Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, przedstawił w niej kilka metod rozkładania kart, w dużej mierze opartych na francuskich wzorach. Jego układy również obejmowały znaczną liczbę kart, często ułożonych w skomplikowane figury, i wymagały od czytającego sporego doświadczenia.

W samym Złotym Brzasku praktykowano metodę znacznie bardziej rozbudowaną, znaną jako Otwarcie Klucza. Była to wieloetapowa procedura, w której karty dzielono kolejno na stosy odpowiadające czterem literom Imienia Bożego, dwunastu domom astrologicznym, dwunastu znakom zodiaku, trzydziestu sześciu dekanom i dziesięciu sefirom Drzewa Życia. Na każdym etapie odczytywano karty według określonych reguł liczenia i parowania. Metoda ta była przeznaczona dla adeptów zakonu, wymagała znajomości całego systemu korespondencji i mogła trwać bardzo długo.

Na tle tych procedur układ Waite'a był rewolucyjnie prosty. Dziesięć kart zamiast całej talii, jasne pozycje zamiast skomplikowanych reguł liczenia, intuicyjna struktura przestrzenna zamiast abstrakcyjnego systemu. Waite, sam członek Złotego Brzasku, znał Otwarcie Klucza i mógł świadomie zaproponować coś, co nadawałoby się dla czytelnika spoza zakonu. Niektórzy badacze przypuszczali, że układ wywodzi się z praktyki krążącej w środowisku złotobrzaskowym, ale brak źródeł, które by to rozstrzygały.

## Dlaczego celtycki

Pytanie o nazwę jest ciekawsze, niż mogłoby się wydawać. Nic w samym układzie nie odsyła do kultury celtyckiej. Nie ma żadnych świadectw, by dawni Celtowie używali kart, a tym bardziej tarota, który powstał we Włoszech w XV wieku. Nie ma też śladów podobnego układu w irlandzkich, szkockich czy walijskich źródłach przed Waite'em. Etykieta „celtycka” jest więc, z historycznego punktu widzenia, czystą fikcją.

Wybór tej etykiety staje się jednak zrozumiały, gdy umieści się go w kontekście epoki. Przełom XIX i XX wieku był w Wielkiej Brytanii czasem tak zwanego odrodzenia celtyckiego. Poeci, pisarze i artyści, z Williamem Butlerem Yeatsem na czele, sięgali po irlandzkie mity, legendy i folklor, widząc w nich źródło duchowości alternatywnej wobec racjonalizmu i industrializacji. Yeats był zresztą członkiem Złotego Brzasku, podobnie jak wiele osób z kręgu tego ruchu. Słowo „celtycki” kojarzyło się z tajemnicą, starożytnością, druidami i mistyką przyrody.

Waite sam interesował się tradycją celtycką, zwłaszcza w jej chrześcijańskim wymiarze. W *The Hidden Church of the Holy Graal*, wydanym w 1909 roku, rok przed *Pictorial Key*, rozważał związki legend o Graalu z chrześcijaństwem celtyckim. Przypisanie układowi kart celtyckiego rodowodu wpisywało się w szerszą tendencję do szukania w celtyckiej przeszłości korzeni ezoterycznych tradycji. Dla czytelnika z 1910 roku określenie „starożytna metoda celtycka” brzmiało wiarygodnie i atrakcyjnie, nawet jeśli nie miało pokrycia w faktach.

Kształt układu mógł dodatkowo wzmacniać to skojarzenie. Krzyż utworzony przez sześć centralnych kart, obok którego stoi pionowa kolumna, przypomina niektórym wysokie kamienne krzyże, charakterystyczne dla wczesnośredniowiecznej Irlandii i Szkocji. Sam Waite nie rozwijał tego porównania, a nazwa krzyż celtycki, w której słowo „krzyż” łączy się z przymiotnikiem, utrwaliła się dopiero w późniejszych podręcznikach. Wraz z nią przyszło przekonanie, że sam kształt świadczy o pochodzeniu.

## Od Waite'a do kanonu

W kolejnych dziesięcioleciach rozkład Waite'a rozpowszechnił się wraz z talią Rider, której był integralną częścią. Gdy w drugiej połowie XX wieku tarot zyskał masową popularność, krzyż celtycki stał się standardową metodą, omawianą niemal w każdym podręczniku. Po drodze uległ jednak wielu zmianom. Różni autorzy zmieniali kolejność pozycji, zwłaszcza karty wieńczącej i karty leżącej pod spodem, a także znaczenie poszczególnych miejsc. Niektórzy pomijali sygnifikator, inni dodawali karty dodatkowe. Formuły Waite'a, wypowiadane przy kładzeniu kart, w większości wersji zniknęły.

W rezultacie dziś nie istnieje jeden krzyż celtycki, lecz cała rodzina wariantów, połączonych wspólnym kształtem i podobną logiką. Czytający, którzy uczyli się z różnych książek, mogą przypisywać tym samym pozycjom różne znaczenia. Ta różnorodność bywa źródłem zamieszania, ale świadczy też o żywotności układu, który okazał się na tyle elastyczny, że każde pokolenie mogło go dostosować do własnych potrzeb.

Popularność krzyża celtyckiego zachęciła też do tworzenia nowych rozkładów. Współczesne podręczniki proponują dziesiątki, a nawet setki układów, od trzech kart po kilkadziesiąt, przeznaczonych do pytań o miłość, pracę, rozwój duchowy czy relacje. Wiele z nich naśladuje logikę Waite'a: przypisuje każdej pozycji jasne znaczenie i łączy je w strukturę, którą można odczytać jako opowieść. W tym sensie krzyż celtycki stał się wzorem dla całej nowoczesnej sztuki układania kart.

Historia tego rozkładu pokazuje mechanizm, który powtarza się w dziejach ezoteryki wielokrotnie. Nowa praktyka zostaje opatrzona etykietą starożytności, która nadaje jej autorytet. Z czasem etykieta zaczyna żyć własnym życiem i jest powtarzana jako fakt. Dopiero historyk, wracając do źródeł, może pokazać, że to, co uchodzi za odwieczną tradycję, ma wyraźną datę i autora. Krzyż celtycki nie jest przez to mniej użyteczny ani mniej piękny. Jest po prostu dziełem początku XX wieku, a nie przekazem druidów, i jego prawdziwa historia, związana z londyńskim okultyzmem i celtyckim odrodzeniem, jest nie mniej interesująca niż legenda, która ją zastąpiła.
