# List Ptolemeusza do Flory i trzy części Prawa

> Zachowany w całości u Epifaniusza List Ptolemeusza do Flory jest umiarkowanym, niemal katechetycznym wykładem walentyniańskim, który dzieli Prawo Mojżesza na część Boga, Mojżesza i starszych, przypisuje je sprawiedliwemu demiurgowi i ostrożnie prowadzi chrześcijankę spoza kręgu wtajemniczonych ku głębszej nauce.

Dział: Gnostycyzm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/list-ptolemeusza-do-flory-i-trzy-czesci-prawa

## List ocalony przez przeciwnika

Paradoks historii walentynianizmu polega na tym, że jeden z jego najjaśniejszych tekstów przetrwał dzięki człowiekowi, który pragnął go potępić. Epifaniusz z Salaminy, biskup cypryjski piszący w latach siedemdziesiątych IV wieku swój *Panarion*, czyli „Apteczkę” przeciw osiemdziesięciu herezjom, w rozdziale trzydziestym trzecim poświęconym ptolemeuszom przytoczył list ich mistrza w pełnym brzmieniu, a dopiero potem przystąpił do jego zbijania. Dzięki temu dysponujemy rzadkim w dziejach gnozy świadectwem: tekstem autora walentyniańskiego w jego własnych słowach, nie w streszczeniu herezjologa, i to tekstem kompletnym, od pozdrowienia po zakończenie.

O autorze wiadomo niewiele. Ireneusz i Hipolit wymieniają Ptolemeusza jako jednego z głównych uczniów Walentyna, a Hipolit zalicza go do szkoły italskiej, czyli zachodniej. Jego działalność umieszcza się zwykle w połowie II wieku, w Rzymie. Peter Lampe wysunął hipotezę, że jest on tożsamy z Ptolemeuszem, nauczycielem chrześcijańskim, o którego męczeństwie za prefekta Urbikusa opowiada Justyn w *Drugiej Apologii*; hipoteza ta jest interesująca, ale nie została potwierdzona i ma także krytyków. Adresatka, Flora, nie jest znana z żadnego innego źródła. Z treści listu wynika, że była chrześcijanką wykształconą, zainteresowaną pytaniem o sens Starego Testamentu, i że nie należała jeszcze do grona tych, którym wykłada się pełną naukę szkoły.

Klasyczne wydanie krytyczne z przekładem francuskim przygotował Gilles Quispel w serii Sources Chrétiennes w 1949 roku. Od tamtej pory list należy do najczęściej czytanych źródeł walentyniańskich, właśnie dlatego, że pozwala zobaczyć szkołę przy pracy dydaktycznej.

## Dwa błędy i jedno kryterium

Ptolemeusz zaczyna od nazwania problemu. Prawo, ustanowione przez Mojżesza, nie zostało dotąd właściwie zrozumiane, a ci, którzy o nim mówią, popadają w dwie przeciwstawne pomyłki. Jedni twierdzą, że dał je Bóg i Ojciec. Inni, idąc w przeciwną stronę, uważają, że jego autorem jest przeciwnik, sprawca zepsucia, diabeł; ci przypisują mu także stworzenie świata. Obie grupy, pisze Ptolemeusz, mylą się, każda na swój sposób, bo nie poznały prawdy o tym, o czym mówią.

Argumentacja przeciw pierwszemu stanowisku jest prosta: Prawo jest niedoskonałe i wymaga dopełnienia przez kogoś innego; zawiera przepisy, które nie licują z naturą i zamysłem doskonałego Boga. Argumentacja przeciw drugiemu jest równie krótka: nie można przypisać nieprawości twórcy Prawa, które znosi niesprawiedliwość, i nie można przypisać zepsucia twórcy świata, skoro apostoł mówi, że wszystko przez Niego się stało. Ptolemeusz broni więc dobroci stworzenia i przynajmniej częściowej wartości Prawa przeciw radykalnym przeciwnikom, a zarazem broni transcendencji Ojca przeciw tym, którzy łączą Go bezpośrednio ze wszystkim, co zapisano w Torze.

Metoda, którą proponuje, opiera się na jednym kryterium: na słowach Zbawiciela. Tylko przez nie, pisze, można bez potknięcia dojść do zrozumienia tego, co istnieje. List jest gęsto przetkany cytatami z ewangelii, głównie Mateusza, i z listów Pawła. Nie ma w nim odwołań do tajnych objawień, wizji ani ksiąg spoza kręgu kościelnego. Ptolemeusz argumentuje tak, jakby rozmawiał z chrześcijanką wspólnoty rzymskiej, mając przed sobą te same pisma, które czytała ona.

## Trzy części Prawa

Pierwszy podział dotyczy samego Pięcioksięgu. Prawo nie pochodzi od jednego prawodawcy, lecz składa się z trzech części. Pierwsza należy do Boga. Druga do Mojżesza, nie dlatego, że Bóg nadał przez niego prawo, lecz dlatego, że sam, kierując się własnym rozeznaniem, ustanowił pewne przepisy. Trzecia pochodzi od starszych ludu, którzy wprowadzili własne nakazy.

Dowody dla tego podziału Ptolemeusz bierze ze słów Jezusa. Rozmowa o rozwodzie w dziewiętnastym rozdziale Mateusza pokazuje, że Mojżesz pozwolił oddalać żony z powodu zatwardziałości serc ludzkich, choć od początku tak nie było. Bóg złączył męża i żonę, a Mojżesz przez list rozwodowy na rozdzielenie pozwolił. Ptolemeusz nie potępia jednak Mojżesza: przepis ten był ustępstwem wobec słabości, mającym zapobiec większemu złu, a nie samowolą. Druga ilustracja pochodzi z piętnastego rozdziału Mateusza, gdzie Jezus zarzuca faryzeuszom, że przez swoją tradycję unieważniają przykazanie o czci dla rodziców, pozwalając ogłosić majątek darem ofiarnym. Do tego dołącza się cytat z Izajasza o ludzie czczącym Boga wargami i nauczającym przykazań ludzkich. Tak powstaje dowód na istnienie części Prawa pochodzącej od starszych.

## Czysta, pomieszana i symboliczna

Część przypisana Bogu również nie jest jednorodna. Ptolemeusz dzieli ją na trzy kolejne warstwy. Pierwsza to prawo czyste, niezmieszane ze złem, które Zbawiciel nie przyszedł znieść, lecz wypełnić; jest nim Dekalog, dziesięć słów wypisanych na dwóch tablicach, które zawierają zakazy i nakazy dotyczące tego, czego należy unikać, a co czynić. Jest ono czyste, ale niedoskonałe, i dlatego potrzebowało dopełnienia, które przyniósł Zbawiciel.

Druga warstwa to prawo pomieszane z niesprawiedliwością, ustanowione dla odwetu i zadośćuczynienia wobec tych, którzy wyrządzili krzywdę: oko za oko, ząb za ząb. To prawo Zbawiciel zniósł. Ptolemeusz tłumaczy, dlaczego jest ono pomieszane z nieprawością: ten, kto zabija w odwecie, popełnia ten sam czyn co pierwszy zabójca, tylko w innej kolejności. Przepis był sprawiedliwy w sensie ograniczenia przemocy u ludzi, którzy nie potrafili zachować czystego prawa, ale nie zgadzał się z naturą i dobrocią Ojca. Dlatego zostaje uchylony przez nakaz, by nie stawiać oporu złemu.

Trzecia warstwa to prawo typiczne i symboliczne, ustanowione na obraz rzeczy duchowych i wyższych: ofiary, obrzezanie, szabat, posty, Pascha, przaśniki. Zbawiciel przemienił je z tego, co zmysłowe i widzialne, w to, co duchowe i niewidzialne. Ptolemeusz powołuje się na Pawła: nasza Pascha, Chrystus, została złożona w ofierze, abyśmy byli niekwaszonymi, nie mając w sobie kwasu zła; obrzezanie ma dotyczyć serca, a nie napletka; szabat oznacza powstrzymanie się od złych uczynków, a post – od wszystkiego, co niegodziwe. Imiona pozostały, ale rzeczy się zmieniły. Ta trzecia warstwa pokazuje, że Ptolemeusz nie odrzuca rytuałów Izraela, lecz czyta je jako zapowiedzi, które spełniły się w duchowym życiu chrześcijan.

## Egzegeta przy pracy

Zanim Ptolemeusz poda odpowiedź na pytanie o prawodawcę, warto zatrzymać się nad samą techniką jego lektury. Ptolemeusz nie traktuje Pisma jako jednolitego bloku, który można przyjąć albo odrzucić w całości. Czyta je warstwowo, pytając o autora każdego przepisu, o jego cel i o to, jak odnosi się do niego Zbawiciel. To podejście ma w sobie coś z filologicznej krytyki: rozpoznaje w tekście różne głosy i nie stapia ich w jeden. Zarazem nie jest relatywizacją, bo każdemu z głosów przypisuje miejsce w zamyśle zbawczym, a ostatnie słowo należy zawsze do Chrystusa.

Wymowne jest również to, czego list nie robi. Nie posługuje się alegorią w sposób swobodny, nie szuka ukrytych znaczeń w każdym słowie i nie odrzuca dosłownego sensu przepisów tam, gdzie ten sens jest jasny. Alegoria pojawia się jedynie w trzeciej warstwie prawa Bożego, przy przepisach rytualnych, i to tylko w zakresie, który wyznaczył już Paweł. Takie umiarkowanie stawia Ptolemeusza bliżej późniejszej egzegezy kościelnej niż wielu jego współczesnych, a jego podział Prawa na warstwy zapowiada rozróżnienia, którymi posługiwali się potem chrześcijańscy autorzy, odróżniając przykazania moralne od przepisów ceremonialnych.

## Sprawiedliwy prawodawca

Po tych podziałach Ptolemeusz przechodzi do pytania, kim jest Bóg, który ustanowił swoją część Prawa. Nie jest nim doskonały Bóg i Ojciec, bo prawo, które trzeba było dopełnić i częściowo znieść, nie może od Niego pochodzić. Nie jest nim również diabeł, bo tego nie godzi się powiedzieć o kimś, kto zakazał nieprawości. Pozostaje trzecia możliwość: prawodawcą jest stwórca świata, demiurg, który stoi pośrodku między nimi. Jest sprawiedliwy, a więc ani dobry w sensie najwyższym, ani zły.

Ptolemeusz wiąże tę teologię z porządkiem natur: doskonały Bóg jest dobry z natury, przeciwnik jest zepsuciem i ciemnością, a środkowy, sprawiedliwy, jest obrazem wyższego, lecz od niego mniejszym. Ojciec jest jeden, niezrodzony i niezniszczalny; demiurg jest zrodzony i ma naturę odmienną. Kluczowa trudność pozostaje jednak otwarta: jak z jednej zasady dobrej, niezrodzonej, mogły powstać natury zepsucia i środka, skoro dobro z natury rodzi dobro? Ptolemeusz zapowiada, że wyjaśni to później, jeśli Bóg pozwoli, zgodnie z apostolską tradycją, którą i my otrzymaliśmy przez sukcesję, i potwierdzając wszystko nauką Zbawiciela.

Ta obietnica jest kluczem do zrozumienia strategii listu. Flora otrzymuje pierwszy stopień nauki, który da się przyjąć bez rezygnacji z kościelnej wiary: Ojciec jest doskonały, Prawo ma sens, ale nie pochodzi bezpośrednio od Niego, a Zbawiciel jest jedynym przewodnikiem po Piśmie. Pytanie o pochodzenie natur zostaje odłożone na później, do momentu, gdy adresatka okaże się godna. Ptolemeusz zwraca się do niej „moja droga siostro Floro” i podkreśla, że przedstawił swój wykład krótko, ale wyczerpująco, by mogła z niego czerpać owoce.

List pokazuje więc walentynianizm w jego pedagogicznym wymiarze. Nauka szkoły nie jest jednym blokiem, lecz układa się w stopnie, a pierwszy z nich jest celowo zbliżony do języka Kościoła. Ireneusz skarżył się, że walentynianie mówią podobnie jak członkowie Kościoła, a myślą inaczej; *List do Flory* pokazuje, że to podobieństwo nie było jedynie maską, lecz wynikało z przekonania, iż prawdziwa nauka musi wyrastać z tych samych słów Zbawiciela, które czytali wszyscy chrześcijanie. Dla historyka idei jest to również jedna z najwcześniejszych systematycznych prób odpowiedzi na pytanie, które chrześcijaństwo zadaje sobie od początku: jak czytać Stary Testament, nie odrzucając go, a zarazem nie zrównując go z ewangelią.
