# Lullizm renesansowy i kombinatoryczna sztuka wiedzy

> Średniowieczna Ars Rajmunda Lulla, z jej literami, kołami i tablicami pojęć, odżyła w Europie XV i XVI wieku jako uniwersalna metoda kombinatoryczna, która miała dostarczyć klucza do wszystkich nauk, zanim Bacon i Kartezjusz uznali ją za sztukę gadulstwa, a nie poznania.

Dział: Renesansowa filozofia tajemna
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/lullizm-renesansowy-i-kombinatoryczna-sztuka-wiedzy

## Maszyna z liter i kół

Rajmund Lull, urodzony na Majorce około 1232 roku, przez kilkadziesiąt lat przerabiał jeden zasadniczy pomysł: sztukę, która pozwoliłaby dowodzić prawd wiary i odpowiadać na każde pytanie za pomocą skończonego zestawu pojęć i reguł ich łączenia. Jej dojrzałe postacie to *Ars generalis ultima*, ukończona w pierwszych latach XIV wieku, i jej skrót, *Ars brevis* z 1308 roku. Duchowe i misyjne źródła tego przedsięwzięcia, związane z nawróceniem Lulla i jego pragnieniem przekonania muzułmanów i Żydów, należą do osobnej opowieści. Renesans przejął przede wszystkim jego aparat.

Aparat ten opiera się na alfabecie dziewięciu liter od B do K. Każda litera ma kilka znaczeń zależnie od tego, w której figurze się pojawia. W pierwszej oznacza boskie godności, takie jak dobroć, wielkość, trwanie, moc, mądrość, wola, cnota, prawda i chwała. W drugiej odsyła do zasad względnych: różnicy, zgodności i przeciwieństwa, początku, środka i końca, większości, równości i mniejszości. Inny szereg obejmuje dziewięć pytań, od „czy” i „czym jest” po „gdzie”, „kiedy” i „jak”, a jeszcze inny dziewięć podmiotów, od Boga i aniołów po rośliny i narzędzia.

Najsłynniejszym elementem jest czwarta figura, złożona z trzech współśrodkowych kręgów obracających się względem siebie. Ustawiając je w różnych położeniach, otrzymuje się trójki liter, a każda trójka to zbiór pojęć do połączenia w zdania i argumenty. Do tego dochodzi tablica ogólna, która rozpisuje kombinacje w kolumnach. Lull wierzył, że ten mechanizm, posługujący się pojęciami zakorzenionymi w samej naturze Boga i stworzenia, wyprowadza prawdy w sposób, którego nie może odrzucić żaden rozumny człowiek.

Działanie sztuki najłatwiej uchwycić na przykładzie pytania. Kto chce rozstrzygnąć, czy coś jest zgodne z boską naturą, przypisuje mu litery odpowiadające godnościom i zasadom, a następnie sprawdza, czy dana teza sprawia, że dobroć, wielkość i trwanie wzajemnie się wspierają, czy też popadają w sprzeczność. Odpowiedź, która zachowuje zgodność godności, uznaje się za prawdziwą, a ta, która wprowadza między nie przeciwieństwo, za fałszywą. Procedura jest więc formalna w tym sensie, że prowadzi przez z góry wyznaczone kroki, ale jej przesłanki są metafizyczne: zakładają, że struktura bytu odzwierciedla strukturę boskich przymiotów.

Właśnie ta podwójność przyciągała renesansowych czytelników. *Ars* obiecywała zarazem logikę i ontologię, metodę i obraz świata. Nie była zbiorem twierdzeń, lecz generatorem twierdzeń, i tę cechę jej zwolennicy uznawali za dowód uniwersalności, a przeciwnicy za źródło jałowości.

## Od Kuzańczyka do paryskich drukarzy

W XIV wieku *Ars* miała zażartych wrogów. Dominikanin Mikołaj Eymerich, inkwizytor Aragonii, atakował Lulla jako autora błędów teologicznych i powoływał się na papieskie potępienie części jego tez; autentyczność i zakres tego dokumentu podważali później obrońcy Lulla. Na Majorce i w Barcelonie trwały jednak szkoły lullistyczne, a rękopisy krążyły po całej Europie. Ważnym ogniwem był Mikołaj z Kuzy, który zgromadził w swojej bibliotece pokaźny zbiór pism Lulla, sporządzał z nich wyciągi i przejął od niego przekonanie, że rozum może wznosić się ku jedności przez grę przeciwieństw.

Druk zmienił skalę recepcji. W Paryżu Jacques Lefèvre d’Étaples, humanista i reformator studiów, wydał na przełomie XV i XVI wieku kilka pism Lulla, przede wszystkim kontemplacyjnych, i przedstawił go jako myśliciela, który łączy pobożność z filozofią. Jego uczeń Charles de Bovelles także interesował się Lullem. Dzięki temu środowisku imię majorkańczyka weszło do kręgu humanistów paryskich, a nie tylko scholastyków i franciszkańskich zwolenników.

Pico della Mirandola w obronie swoich tez wspominał, że to, co kabaliści nazywają sztuką łączenia liter, u łacinników nazywa się sztuką Rajmunda, choć zaznaczał, że chodzi o rzeczy pokrewne, a nie identyczne. To jedno zdanie dobrze oddaje renesansowy horyzont. Kombinatoryka Lulla przestała być wyłącznie narzędziem dysputy z niewiernymi; stawała się częścią szerszego marzenia o tajemnym kluczu, w którym litery i liczby otwierają dostęp do struktury rzeczywistości.

Warto przy tym oddzielić tę tradycję od obszernego korpusu tekstów alchemicznych przypisywanych Lullowi. Powstały one w większości po jego śmierci i nie mają z nim nic wspólnego poza nazwiskiem, choć w renesansie często drukowano je razem z jego pismami i w ten sposób zacierano granice między sztuką kombinatoryczną a przemianą metali.

## Lavinheta i encyklopedia z liter

Najbardziej konsekwentnym renesansowym propagatorem *Ars* jako metody wszystkich nauk był franciszkanin Bernardo de Lavinheta, który nauczał sztuki Lulla w Paryżu na początku XVI wieku. Jego *Explanatio compendiosaque applicatio artis Raymundi Lulli*, wydana w Lyonie w 1523 roku, była czymś więcej niż komentarzem. Lavinheta pokazywał, jak zastosować alfabet i figury do logiki, retoryki, fizyki, metafizyki, teologii, prawa i medycyny, a nawet do kaznodziejstwa. *Ars* stawała się u niego encyklopedią generatywną: zamiast zbioru gotowych treści dawała przepis na wytworzenie treści w każdej dziedzinie.

Ten zamysł miał długie życie. W 1612 roku Johann Heinrich Alsted, kalwiński encyklopedysta z Herborn, opublikował ponownie dzieła Lavinhety, uznając je za cenne narzędzie w swoim projekcie systematycznego uporządkowania wiedzy. Fakt, że protestancki pedagog sięgnął po podręcznik franciszkanina sprzed niemal wieku, pokazuje, że lullizm był w tym czasie wspólnym językiem ponad wyznaniami.

Lavinheta przejął od Lulla obietnicę szybkości. Kto opanuje alfabet i figury, zdoła w krótkim czasie mówić i rozprawiać o każdym przedmiocie, nie wkuwając bibliotek autorytetów. Ta obietnica czyniła sztukę atrakcyjną dla studentów i dworzan, ale zarazem wystawiała ją na zarzut powierzchowności. Granica między metodą heurystyczną a rzemiosłem dyskutanta była cienka i często przekraczana.

Na Półwyspie Iberyjskim lullizm miał własne zaplecze. W Barcelonie i na Majorce działały w XV wieku szkoły, w których nauczali tacy mistrzowie jak Pere Daguí, autor wykładów wprowadzających w sztukę. Kardynał Francisco Jiménez de Cisneros, założyciel uniwersytetu w Alcalá, sprzyjał studiom nad Lullem i popierał wydawanie jego pism. Pod koniec stulecia Filip II, który gromadził rękopisy Lulla w bibliotece Escorialu, otaczał jego spuściznę szczególną troską, a architekt Juan de Herrera napisał *Discurso de la figura cúbica*, traktat łączący geometrię z lullistyczną kombinatoryką. W Wenecji z kolei patrycjusz Valerio de Valeriis ogłosił w 1589 roku *Opus aureum*, kolejną próbę wyłożenia sztuki jako klucza do wszystkich dyscyplin.

## Agryppa: komentator i sceptyk

Henryk Korneliusz Agryppa z Nettesheim zajął się Lullem w młodości. Jego komentarz *In artem brevem Raymundi Lullii*, rozwijający krótki podręcznik Lulla, wyjaśniał alfabet, figury i reguły w duchu, który łączył kombinatorykę z ambicjami uniwersalnej wiedzy. Tekst trafił potem do zbiorowych wydań lullistycznych, w tym do obszernej edycji strasburskiej Lazarusa Zetznera z 1598 roku, która gromadziła pisma Lulla i ich renesansowych interpretatorów w jednym tomie i stała się standardowym kompendium dla następnego pokolenia.

Ten sam Agryppa, w gorzkim traktacie *De incertitudine et vanitate scientiarum* z 1530 roku, ocenił sztukę Lulla zupełnie inaczej. Pisał, że służy ona raczej popisywaniu się pomysłowością i erudycją niż zdobywaniu wiedzy, że pozwala mówić długo o czymkolwiek, nie rozumiejąc istoty rzeczy, i że jej zwolennicy częściej zachwycają słuchaczy niż poznają prawdę. Ta podwójna postawa nie musi świadczyć o niekonsekwencji. *De vanitate* jest dziełem programowo sceptycznym, wymierzonym we wszystkie nauki, i właśnie dlatego jego zarzut wobec Lulla jest tak wymowny: wskazuje na słaby punkt, który dostrzegali również zwolennicy.

## Bacon, Kartezjusz i koniec obietnicy

Przełom XVI i XVII wieku przyniósł zarówno szczyt popularności lullizmu, jak i jego najostrzejszą krytykę. Francis Bacon w *The Advancement of Learning* z 1605 roku wymienił metodę Lulla wśród fałszywych metod, które dają tylko pozór wiedzy: zestaw terminów z wszystkich sztuk, pozwalający tym, którzy go opanują, sprawiać wrażenie uczonych bez rzeczywistego poznania. Dla Bacona prawdziwa metoda miała wyrastać z badania rzeczy, nie z kombinowania pojęć.

Kartezjusz zetknął się z lullizmem osobiście. W liście do Isaaca Beeckmana z 1619 roku opisał spotkanie w gospodzie z uczonym starcem, który chwalił się, że dzięki sztuce Lulla może rozprawiać o dowolnym przedmiocie przez godzinę, a potem jeszcze przez następną, mówiąc coś zupełnie innego. Kartezjusz był zaintrygowany i prosił Beeckmana o wyjaśnienie, czy sztuka ta nie zawiera czegoś więcej. W *Rozprawie o metodzie* z 1637 roku jego ocena była już jednoznaczna: tradycyjna logika i jej sylogizmy służą raczej do wyjaśniania innym tego, co się już wie, albo nawet, „jak sztuka Lulla”, do mówienia bez sądu o rzeczach, których się nie zna.

Ta formuła stała się epitafium lullizmu jako metody naukowej, choć nie jego końcem jako idei. Marzenie o alfabecie pojęć i mechanicznym sposobie ich łączenia przetrwało w siedemnastowiecznych projektach języka uniwersalnego i w młodzieńczej *Dissertatio de arte combinatoria* Leibniza z 1666 roku. Jeszcze w 1669 roku jezuita Athanasius Kircher wydał w Amsterdamie *Ars magna sciendi*, obszerne dzieło, w którym przerabiał figury Lulla na własne tablice i kręgi, przekonany, że da się z nich zbudować kombinatoryczną encyklopedię wszystkich dziedzin. Był to już głos spóźniony, wypowiadany w świecie, w którym nauki przyrodnicze szły odmienną drogą eksperymentu i matematyki. Renesansowy lullizm zajmuje więc w dziejach myśli miejsce szczególne. Był ostatnim wielkim wcieleniem średniowiecznej wiary, że rozum może opanować całą rzeczywistość dzięki prawidłowo ułożonym pojęciom, i jednocześnie zapowiedzią nowoczesnego snu o rachunku, który myśli za człowieka.
