# Mademoiselle Lenormand i talia, której nie stworzyła

> Marie-Anne Lenormand była najgłośniejszą wróżką Francji epoki rewolucji, cesarstwa i restauracji, lecz talie noszące jej nazwisko powstały dopiero po jej śmierci i wywodzą się w prostej linii z niemieckiej gry towarzyskiej, a nie z jej salonu.

Dział: Tarot
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/mademoiselle-lenormand-i-talia-ktorej-nie-stworzyla

## Sybilla z rue de Tournon

Marie-Anne Adélaïde Lenormand urodziła się w 1772 roku w Alençon w Normandii, a zmarła w Paryżu w 1843 roku. Między tymi datami zmieściła się epoka, w której Francja kilkakrotnie zmieniała ustrój, a zarazem rosło zapotrzebowanie na kogoś, kto potrafiłby powiedzieć, co przyniesie jutro. Lenormand przybyła do stolicy jako młoda kobieta, imała się zajęć w handlu i krawiectwie, a w ostatnich latach XVIII wieku prowadziła już własny gabinet przy rue de Tournon, niedaleko Pałacu Luksemburskiego. Przychodzili tam ludzie różnych stanów: kupcy, wdowy, oficerowie, politycy niepewni swej pozycji.

Większość tego, co powszechnie się o niej powtarza, pochodzi od niej samej. Lenormand była nie tylko praktyczką, lecz także płodną autorką, i w kolejnych książkach budowała własną legendę. W *Souvenirs prophétiques d'une sibylle* z 1814 roku opisała między innymi swoje aresztowanie w 1809 roku, przedstawiając je jako dowód, że jej przepowiednie niepokoiły władzę cesarską. W *Mémoires historiques et secrets de l'impératrice Joséphine*, wydanych w 1820 roku, uczyniła się powierniczką Józefiny de Beauharnais i świadkiem jej losów. Historycy traktują te relacje ostrożnie: nie ma niezależnych źródeł potwierdzających, że Józefina regularnie korzystała z jej rad, a tym bardziej, że Napoleon jej się obawiał. Zachowane świadectwa pozwalają stwierdzić tyle, że Lenormand była osobą znaną, wielokrotnie opisywaną w prasie i że jej klientelę tworzyli także ludzie wpływowi.

Jej metody były eklektyczne. Kładła karty, ale sięgała też po fusy z kawy, chiromancję, astrologię, wróżenie z białka jajka i inne techniki, które w ówczesnym Paryżu tworzyły wspólny repertuar wróżbiarstwa. W przekazach o jej praktyce mowa najczęściej o zwykłej talii, często w wersji piquetowej, z trzydziestoma dwiema kartami, a nie o specjalnie ilustrowanym zestawie. Nie zachował się żaden komplet kart, który dałoby się wiarygodnie powiązać z jej własną ręką.

## Kariera, proces i spadek

Na przełomie drugiej i trzeciej dekady XIX wieku Lenormand była postacią międzynarodową. W 1818 roku pojechała do Akwizgranu, gdzie obradował kongres mocarstw, licząc na klientów spośród dyplomatów i dworzan. Jej książki, w których mieszały się wspomnienia, polityczne aluzje, proroctwa i autoreklama, przynosiły rozgłos i przyciągały zarówno zwolenników, jak i szyderców. Prasa satyryczna traktowała ją jako wcielenie paryskiego zabobonu, co bynajmniej nie zmniejszało jej popularności.

Zarabiała dobrze. Gdy zmarła w 1843 roku, pozostawiła majątek, który według relacji z epoki był znaczny, oraz zbiór papierów, książek i przedmiotów. Spadek przypadł krewnemu, który według przekazów nie był zainteresowany kontynuowaniem jej profesji i rozporządził jej rzeczami. Ta okoliczność ma znaczenie dla dalszej historii: gdy niedługo później pojawiły się na rynku karty „według sekretów Mademoiselle Lenormand”, nikt nie mógł ich wiarygodnie zweryfikować, a zarazem łatwo było odwołać się do rzekomo odnalezionych notatek zmarłej.

Sława Lenormand przetrwała ją o wiele dłużej, niż przetrwały wspomnienia o konkretnych przepowiedniach. Jej nazwisko stało się znakiem towarowym w znaczeniu niemal dosłownym: gwarancją, że wróżba ma za sobą autorytet najsłynniejszej sybilli Paryża. Wydawcy zrozumieli to szybko.

## Gra nadziei z Norymbergi

Właściwy rodowód tzw. małej talii Lenormand prowadzi nie do Paryża, lecz do Norymbergi. Około 1799 roku tamtejszy wydawca G. P. J. Bieling opublikował grę *Das Spiel der Hoffnung*, „Grę nadziei”, której autorem był Johann Kaspar Hechtel, kupiec i autor gier towarzyskich. Zestaw składał się z trzydziestu sześciu ilustrowanych kart. Rozkładano je w kwadracie sześć na sześć, tworząc planszę do gry wyścigowej przypominającej grę w gęś: gracze rzucali kośćmi i przesuwali pionki, a poszczególne pola przyspieszały lub opóźniały ich drogę.

Instrukcja dołączona do gry wspominała także o drugim zastosowaniu: z tych samych kart można było wróżyć dla rozrywki. Każda karta miała w rogu małą wstawkę zwykłej karty do gry, co pozwalało używać zestawu również przy stole karcianym. Obrazy były proste i zrozumiałe bez komentarza: jeździec, koniczyna, statek, dom, drzewo, chmury, wąż, trumna, bukiet, kosa, rózga, ptaki, dziecko, lis, niedźwiedź, gwiazdy, bocian, pies, wieża, ogród, góra, droga, myszy, serce, pierścień, książka, list, mężczyzna, kobieta, lilie, słońce, księżyc, klucz, ryby, kotwica i krzyż. Wiele z nich ma kolejność i sens bardzo zbliżone do tego, co później znane będzie jako Petit Lenormand.

Hechtel i Bieling nie twierdzili, że ich gra przekazuje wiedzę tajemną. Był to produkt mieszczańskiej kultury rozrywki, podobny do licznych niemieckich gier planszowych i kart emblematycznych przełomu wieków. Badacze historii kart, zwłaszcza w środowisku kolekcjonerów i historyków gier, wskazali tę zależność stosunkowo niedawno, porównując ikonografię i kolejność kart; dziś jest ona szeroko przyjęta.

## Petit Lenormand jako produkt wydawniczy

Kilka lat po śmierci wróżki, w połowie lat 40. XIX wieku, na rynku niemieckim zaczęły się ukazywać talie trzydziestu sześciu kart sprzedawane jako wróżebne karty Mademoiselle Lenormand. Zawierały te same motywy, które znamy z gry Hechtla, często w tej samej kolejności, z tymi samymi wstawkami kart do gry, ale bez planszy, pionków i kości. Z gry wyścigowej pozostała sama talia, a z marginalnej wzmianki o zabawie w przepowiadanie – jej główne przeznaczenie.

Zmiana nazwy była przemyślanym zabiegiem handlowym. Nazwisko paryskiej sybilli, znane w całej Europie, czyniło z prostego zestawu obrazków przedmiot obdarzony prestiżem. Dołączane broszury przypisywały jej opracowanie znaczeń, a niektóre opowiadały o odnalezieniu jej metod po śmierci. Brak jakichkolwiek dowodów, że Lenormand znała grę Hechtla albo że używała trzydziestu sześciu obrazkowych kart. Wszystko, co wiemy o jej praktyce, wskazuje raczej na zwykłe karty i na inne metody wróżenia.

W ciągu XIX i XX wieku mała talia rozeszła się po Niemczech, Austrii, Holandii, Belgii, Francji, a później Rosji i Brazylii. Powstały regionalne szkoły odczytywania, różniące się znaczeniami poszczególnych kart i sposobami rozkładu. Najbardziej charakterystycznym z nich jest wielki rozkład, *Grand Tableau*, w którym kładzie się wszystkie trzydzieści sześć kart naraz i odczytuje je według położenia względem karty osoby pytającej. Ten sposób pracy, oparty na sąsiedztwie i odległości, wyraźnie zachowuje ślad dawnej planszy: talia nadal funkcjonuje jak pole, na którym znaczenie zależy od miejsca.

Warto zauważyć, czym ten system różni się od tarota. Karty Lenormand nie mają ambicji kosmologicznych, nie odwołują się do alfabetu hebrajskiego, liczb pitagorejskich ani starożytnego Egiptu. Ich symbolika jest codzienna i niemal dosłowna: list oznacza wiadomość, pierścień związek, trumna koniec lub chorobę, a statek podróż. Wiele osób, które sięgają po tę talię, ceni właśnie tę konkretność. Jej siłą nie jest wtajemniczenie, lecz łatwość łączenia obrazów w krótkie zdania.

## Grand Jeu i dwie różne tradycje

Równolegle z niemiecką małą talią we Francji pojawił się zupełnie inny zestaw, wydany w Paryżu w połowie lat 40. XIX wieku jako *Grand Jeu de Mlle Lenormand*. Liczył pięćdziesiąt cztery karty i był znacznie bardziej skomplikowany. Każda karta została podzielona na kilka pól: w centrum umieszczono scenę mitologiczną lub historyczną, obok wstawkę karty do gry, a w pozostałych częściach motywy kwiatowe, gwiazdozbiory, figury geomantyczne i litery. Do zestawu dołączono obszerny podręcznik, w którym wyjaśniano znaczenie poszczególnych pól i ich kombinacji.

Wydawcy *Grand Jeu* również powoływali się na przekaz od samej Lenormand i sugerowali, że karty odtwarzają jej prywatny zestaw. Także tu brakuje źródeł, które by to potwierdzały. Erudycyjny, przeładowany charakter talii, łączący astrologię, geomancję, botanikę symboliczną i antyk, odpowiada raczej modzie wydawniczej lat 40. niż temu, co wiadomo o praktyce wróżki, która przez dziesięciolecia pracowała z kartami zwykłymi. Pomiędzy *Grand Jeu* a niemiecką małą talią nie ma też bezpośredniego związku ikonograficznego. Oba produkty łączy tylko nazwisko na pudełku.

To rozwidlenie ma swoją ironię. Jedna talia jest skromną grą z Norymbergi, druga ambitną francuską kompilacją symboli, a obie przypisano tej samej kobiecie, która prawdopodobnie nie widziała żadnej z nich. W obu przypadkach nazwisko pełniło funkcję, jaką w historii ezoteryki często pełnią imiona autorytetów: miało zaświadczyć o głębi i pochodzeniu, którego sam przedmiot nie potrafił udokumentować.

## Co pozostaje z legendy

Historia talii Lenormand jest dobrym przykładem tego, jak w XIX wieku powstawały „tradycje” wróżebne. Elementy pochodzące z kultury rozrywki, z mieszczańskich gier i drukarni, uzyskiwały nowe życie dzięki przypisaniu ich osobie o rozpoznawalnym imieniu. Z czasem pochodzenie ulegało zatarciu, a użytkownicy dziedziczyli przekonanie, że posługują się metodą wielkiej sybilli. Gdy w drugiej połowie XX wieku badacze kart zestawili małą talię z *Das Spiel der Hoffnung*, nie odebrali jej wartości praktycznej, ale przesunęli akcent z legendy na rzeczywistą genealogię.

Sama Lenormand zasługuje na uwagę niezależnie od kart, które noszą jej nazwisko. Była kobietą, która w świecie gwałtownych przemian politycznych zbudowała samodzielną karierę, zarabiała na swojej wiedzy, pisała i publikowała, a do tego świadomie kształtowała własny wizerunek. Jej autobiograficzne teksty należy czytać jako dokumenty autokreacji, nie jako kronikę faktów, lecz właśnie dlatego są cennym źródłem do historii zawodowego wróżbiarstwa w porewolucyjnym Paryżu.

Rozdzielenie osoby od talii pozwala zobaczyć obie rzeczy wyraźniej. Lenormand należy do historii społecznej Francji, do dziejów prasy, sensacji i kultury salonowej. Talie jej imienia należą do historii drukarstwa, gier i rynku wydawniczego, który bardzo wcześnie odkrył, że nazwisko sybilli sprzedaje się lepiej niż nazwisko kupca z Norymbergi. Dopiero razem tworzą opowieść o tym, jak nowożytna kartomancja zdobywała swoich patronów.
