# Margaret Murray i mit europejskiego kultu czarownic

> Margaret Murray odczytała akta procesów o czary jako świadectwo ukrytej, przedchrześcijańskiej religii płodności; historycy odrzucili tę tezę z powodu wybiórczego traktowania źródeł, lecz właśnie jako mit stała się ona jednym z fundamentów nowoczesnego czarownictwa.

Dział: Okultyzm nowoczesny
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/margaret-murray-i-mit-europejskiego-kultu-czarownic

## Egiptolożka przy aktach procesowych

Margaret Alice Murray urodziła się w 1863 roku w Kalkucie, w rodzinie brytyjskiej związanej z administracją Indii, i zmarła w 1963 roku, kilka miesięcy po setnych urodzinach. Do nauki trafiła późno: dopiero w 1894 roku zaczęła studiować egiptologię w University College London pod kierunkiem Williama Flindersa Petriego, który szybko uczynił z niej asystentkę i wykładowczynię. Uczestniczyła w wykopaliskach w Abydos, gdzie na początku XX wieku opracowała tak zwany Osireion, publikowała katalogi i podręczniki, a przez dziesięciolecia uczyła kolejne pokolenia egiptologów. Była też aktywną sufrażystką i jedną z pierwszych kobiet, które zbudowały pełną karierę akademicką w archeologii brytyjskiej.

Zainteresowanie czarownictwem pojawiło się u niej w czasie pierwszej wojny światowej, gdy prace terenowe w Egipcie stały się niemożliwe. Zaczęła wówczas czytać opublikowane akta szkockich i angielskich procesów, a także demonologiczne traktaty wczesnej nowożytności. Przeniosła do tej lektury nawyki egiptologa: szukała w tekstach śladów rytuału, kalendarza i organizacji kultowej, tak jak szuka się ich w inskrypcjach świątynnych. Ten transfer metody był źródłem zarówno świeżości jej pytań, jak i fundamentalnych błędów jej odpowiedzi.

Na jej myślenie wpłynęła też atmosfera ówczesnej antropologii. *Złota gałąź* Jamesa George'a Frazera, wydawana w kolejnych rozszerzonych edycjach od 1890 roku, upowszechniła obraz pierwotnej religii skupionej wokół bóstwa wegetacji i rytualnego zabijania króla. Murray przyjęła ten schemat jako pewnik i szukała jego europejskiego przetrwania.

## Teza z 1921 roku

W 1921 roku nakładem Clarendon Press w Oksfordzie ukazała się książka *The Witch-Cult in Western Europe*. Murray twierdziła w niej, że oskarżeni o czary nie byli ofiarami zbiorowej histerii ani wytworem wyobraźni inkwizytorów, lecz członkami rzeczywistej, zorganizowanej religii, którą nazwała „kultem dianicznym”. Religia ta miała być przedchrześcijańskim kultem płodności, czczącym rogatego boga, który w protokołach sądowych pojawia się jako diabeł. Jego wyznawcy zbierali się w grupach po trzynaście osób, zwanych *coven*, i odprawiali sabaty w ustalonych porach roku, przede wszystkim w przeddzień 1 maja i 1 listopada.

W ujęciu Murray to, co demonolodzy opisywali jako zgromadzenie z szatanem, było więc obrzędem prowadzonym przez człowieka przebranego za boga, w masce i skórach. Pakt z diabłem stawał się aktem inicjacji, znak diabelski – rytualnym znakiem przynależności, a orgia sabatowa – obrzędem płodności. Murray traktowała zeznania dosłownie wszędzie tam, gdzie dało się je odczytać realistycznie, i pomijała te fragmenty, które o realistyczną lekturę się nie prosiły.

Ważnym elementem tej konstrukcji było rozróżnienie, które Murray wprowadziła już na początku książki. Oddzieliła „czarownictwo operacyjne”, czyli zaklęcia, uroki i ludowe praktyki leczenia lub szkodzenia, znane we wszystkich epokach i kulturach, od „czarownictwa rytualnego”, które miało być właściwą religią z własnym bogiem, kapłaństwem i liturgią. Tylko to drugie interesowało ją naprawdę. Dzięki temu podziałowi mogła pomijać ogromną masę materiału o drobnej magii codzienności, która w rzeczywistości dominuje w aktach, i skupiać się na tych nielicznych zeznaniach, w których pojawiały się zgromadzenia, przywódcy i obrzędy.

Dziesięć lat później w *The God of the Witches* (1931) przedstawiła tę samą tezę w formie przeznaczonej dla szerszej publiczności, wywodząc rogatego boga od paleolitycznych wyobrażeń i łącząc go z celtyckim Cernunnosem. W *The Divine King in England* (1954) poszła jeszcze dalej, sugerując, że niektórzy angielscy królowie, w tym Wilhelm Rudy, byli członkami kultu i ginęli jako rytualne ofiary. Ta ostatnia książka spotkała się z chłodnym przyjęciem nawet wśród czytelników życzliwych jej wcześniejszym pracom.

## Jak powstaje religia z akt

Krytyka metody Murray zaczęła się już przy pierwszym wydaniu. Amerykański historyk George Lincoln Burr w recenzji z 1922 roku wskazywał, że autorka nie zna szerszego kontekstu prawnego i teologicznego, w którym powstały protokoły. Prawdziwe rozbicie tezy nastąpiło jednak w latach siedemdziesiątych. Norman Cohn w *Europe's Inner Demons* (1975) prześledził jej sposób cytowania i wykazał, że Murray systematycznie wycinała z zeznań elementy fantastyczne: przemiany w zwierzęta, loty w powietrzu, zjawianie się diabła w postaci, której żaden przebrany człowiek nie mógłby przybrać. Fragmenty pozostawione po tej operacji rzeczywiście brzmiały jak opis obrzędu, ale tylko dlatego, że usunięto to, co temu wrażeniu przeczyło.

Klasycznym przykładem są zeznania Isobel Gowdie z Auldearn z 1662 roku, jedno z najbogatszych źródeł szkockich. To z nich Murray zaczerpnęła liczbę trzynastu członków grupy, choć sam tekst jest pełen opisów wizyt u królowej elfów i przemian w zające, a jego wiarygodność jako relacji z rzeczywistych wydarzeń jest wątpliwa. Podobnie postępowała z procesem w North Berwick z lat 1590–1591, w którym tortury i polityczne zaangażowanie Jakuba VI kształtowały treść wymuszanych przyznań.

Drugi zarzut dotyczył geografii i chronologii. Murray budowała jednolity obraz z materiałów szkockich, angielskich, francuskich i baskijskich, pochodzących z różnych stuleci i różnych systemów prawnych, jakby wszystkie opisywały tę samą organizację. Tymczasem w Anglii, gdzie nie stosowano tortur w procesach o czary w takim zakresie jak na kontynencie, sabaty niemal nie występują w zeznaniach, a oskarżenia dotyczą przede wszystkim szkodliwej magii sąsiedzkiej. Keith Thomas w *Religion and the Decline of Magic* (1971) i Alan Macfarlane w badaniach nad Essex pokazali, że angielskie procesy wyrastały z konfliktów w lokalnych społecznościach, a nie z istnienia tajnego kościoła.

## Encyklopedia i autorytet

Mimo krytyki teza Murray zyskała w pierwszej połowie wieku zaskakującą pozycję. Złożyło się na to przede wszystkim hasło „Witchcraft”, które napisała do czternastego wydania *Encyclopaedia Britannica* z 1929 roku. Przez kilka dziesięcioleci czytelnicy najważniejszej anglojęzycznej encyklopedii otrzymywali jej interpretację jako stan wiedzy, bez wskazania, że jest ona kontrowersyjna. Murray była też prezeską Folklore Society w latach 1953–1955, co dodatkowo legitymizowało jej poglądy w środowisku badaczy kultury ludowej.

Autorytet ten wynikał po części z jej pozycji naukowej w innej dziedzinie. Szanowana egiptolożka, uczennica Petriego, autorka wielu solidnych publikacji o starożytnym Egipcie, mogła liczyć na zaufanie czytelników, którzy nie mieli kompetencji, by sprawdzić jej odczytania szkockich protokołów. Historyk idei widzi w tym mechanizm dobrze znany: kompetencja w jednym polu przenosi się na pole sąsiednie, w którym jej posiadacz jest w gruncie rzeczy amatorem.

Nie należy przy tym przypisywać Murray wszystkich mitów związanych z czarownictwem. Na przykład liczba dziewięciu milionów straconych, krążąca w literaturze popularnej, pochodzi z obliczeń osiemnastowiecznego autora niemieckiego i została spopularyzowana przez innych pisarzy; współczesne szacunki dla całej Europy mówią o kilkudziesięciu tysiącach egzekucji. Murray dostarczyła raczej obrazu treści niż skali: przekonania, że ofiary procesów miały wspólną, prastarą wiarę.

## Od mitu historycznego do religii

Paradoks recepcji Murray polega na tym, że jej teoria przegrała w nauce dokładnie wtedy, gdy wygrała w praktyce religijnej. W 1954 roku Gerald Gardner opublikował *Witchcraft Today*, książkę, w której twierdził, że zetknął się z przetrwałą grupą czarownic w okolicach New Forest i że jest to właśnie ten kult, który opisała Murray. Sama Murray napisała do tej książki przedmowę. Wicca, rozwijana przez Gardnera i jego następców, przyjęła z jej tez strukturę kowenu, rogatego boga, sabaty w rytmie roku i ideę ciągłości z przedchrześcijańską przeszłością.

Ronald Hutton w *The Triumph of the Moon* (1999) pokazał szczegółowo, że nowoczesne czarownictwo jest w istocie tworem dwudziestego wieku, złożonym z masonerii, ceremoniału Złotego Brzasku, pism Crowleya, romantycznego kultu natury i właśnie teorii Murray. Wielu współczesnych wyznawców przyjęło to rozpoznanie bez dramatu, przenosząc akcent z historycznej ciągłości na ciągłość symboliczną: dawne wyobrażenia o bogini i rogatym bogu są dla nich inspiracją, a nie dowodem rodowodu. Inni nadal bronią tezy o przetrwaniu, zwykle w złagodzonej, ogólnikowej formie.

Ciekawym punktem odniesienia są badania Carla Ginzburga nad friulskimi *benandanti*, opublikowane w 1966 roku. Ginzburg znalazł w aktach inkwizycji ślady rzeczywistych ludowych wierzeń – nocnych walk duchów o urodzaj, odbywanych we śnie lub w transie – które z czasem zostały przez sędziów przeinterpretowane na sabat diabelski. Pokazał więc, że za stereotypem mogą kryć się autentyczne elementy kultury ludowej, ale zarazem wykazał, że nie tworzyły one zorganizowanej religii ani kultu płodności w sensie Murray. Różnica między tymi dwoma podejściami dobrze ilustruje, czego zabrakło egiptolożce: cierpliwości wobec warstw źródła i gotowości do przyjęcia, że protokół jest zapisem spotkania dwóch światów wyobrażeń, a nie przezroczystą szybą.

## Mit jako fakt historii religii

Ocena Margaret Murray nie musi ograniczać się do stwierdzenia błędu. Jej książki pozostają ważnym źródłem do historii idei, ponieważ dokumentują moment, w którym nowoczesna Europa zapragnęła odnaleźć pod chrześcijaństwem starszą, naturalną religię, związaną z ziemią, cyklem pór roku i kobiecym pierwiastkiem sacrum. To pragnienie miało korzenie w romantyzmie, w antropologii Frazera, w niechęci do industrialnej nowoczesności, a Murray nadała mu kształt pozornie oparty na archiwach.

Dla czytelnika zainteresowanego ezoteryką płynie stąd ważna lekcja metodologiczna. Mit założycielski wspólnoty religijnej może być historycznie fałszywy, a mimo to realnie działać: kształtować praktykę, rytuał i tożsamość. Historyk nie musi go ani zwalczać, ani bronić; powinien go opisać jako twór określonej epoki, wskazać jego źródła i mechanizmy przekonywania. Teoria kultu czarownic jest w tym sensie świadectwem dwudziestowiecznej religijnej wyobraźni, a nie średniowiecznej rzeczywistości – i jako takie świadectwo zasługuje na uważną, krytyczną lekturę.
