# Marguerite Yourcenar i Otchłań – dzieło w czerni

> Tytuł powieści Marguerite Yourcenar L'Œuvre au noir, po polsku Otchłań, odsyła do alchemicznego nigredo, które w losach renesansowego lekarza i filozofa Zenona oznacza nie operację w tyglu, lecz cierpliwy rozkład wszystkich dawnych pewności umysłu, doprowadzony aż do więziennej celi w Brugii.

Dział: Alchemia
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/marguerite-yourcenar-i-otchlan-dzielo-w-czerni

## Tytuł wzięty z traktatów

Kiedy Marguerite Yourcenar ogłosiła w 1968 roku *L'Œuvre au noir*, wybrała dla powieści nazwę, która francuskiemu czytelnikowi spoza kręgu historyków hermetyzmu mówiła niewiele. Wyrażenie to jest dosłownym przekładem łacińskiego *opus nigrum*, czyli dzieła w czerni, pierwszej i najtrudniejszej fazy Wielkiego Dzieła, w której materia zostaje rozłożona, zanim cokolwiek nowego może się z niej narodzić. Książka otrzymała jeszcze tego samego roku Nagrodę Femina, a dwanaście lat później jej autorka została pierwszą kobietą przyjętą do Akademii Francuskiej. Polski przekład ukazał się pod tytułem *Otchłań*, co nie jest dowolnym pomysłem tłumacza: tak właśnie, *L'Abîme*, nazywa się centralny rozdział drugiej części powieści, ten, w którym bohater przechodzi swoje wewnętrzne *nigredo*.

Sama Yourcenar objaśniła wybór w nocie odautorskiej dołączonej do książki. Wyjaśnia tam, że w traktatach alchemicznych wyrażenie to oznaczało fazę oddzielania i rozpuszczania substancji, uchodzącą za najcięższą część dzieła, i dodaje, że do dziś nie rozstrzygnięto, czy odnosiło się ono do śmiałych doświadczeń na samej materii, czy symbolicznie do prób umysłu wyzwalającego się z rutyny i przesądów. Jej własna odpowiedź jest ostrożna: zapewne oznaczało raz jedno, raz drugie, a niekiedy oba naraz. To zdanie warto zapamiętać, bo zawiera całą poetykę powieści. Yourcenar nie twierdzi, że alchemia była zawsze tylko metaforą duszy, ani że była wyłącznie zabobonną chemią. Pozostawia oba znaczenia w napięciu i z tego napięcia buduje postać.

Owa postać to Zenon Ligre, urodzony w 1510 roku w Brugii nieślubny syn flamandzkiej szlachcianki i włoskiego prałata, lekarz, alchemik, filozof i podróżnik, który umiera w 1569 roku w więzieniu swego rodzinnego miasta, uprzedzając wyrok spalenia na stosie. Pomiędzy tymi datami mieści się pół wieku europejskich wojen religijnych, rewolta anabaptystów w Monasterze, rozwój bankowości, drukarstwa i anatomii, a także stopniowe zamykanie się przestrzeni, w której wolna myśl mogła jeszcze oddychać. Tytuł powieści nie opisuje zatem żadnej procedury w laboratorium Zenona. Opisuje to, co dzieje się w jego głowie.

## Zenon jako postać złożona

W tej samej nocie Yourcenar przyznaje, że Zenon jest postacią wymyśloną, ale ulepioną z wielu rzeczywistych biografii. Wymienia wśród jego pierwowzorów Leonarda da Vinci, Paracelsusa, Michała Serweta, Tomasza Campanellę, Giordana Bruna i Étienne'a Doleta, a więc lekarzy, przyrodników, heretyków i drukarzy, którzy w XVI wieku płacili za swoje poglądy wygnaniem, więzieniem albo życiem. Zenon nie jest kopią żadnego z nich. Jest raczej syntezą pewnego typu umysłu, który Yourcenar uważała za najcenniejszy owoc renesansu: umysłu ciekawego, nieufnego wobec autorytetów, zdolnego przejść od kabalistycznej spekulacji do sekcji zwłok i od horoskopu do obserwacji pulsu.

Najwyraźniej rysuje się w tym portrecie Paracelsus. Wędrówki Zenona po Europie i Wschodzie, jego lekarska praktyka u książąt i biedaków, pogarda dla scholastycznych medyków i zarazem związek z tradycją hermetyczną przypominają biografię szwajcarskiego lekarza, który wykładał w Bazylei po niemiecku zamiast po łacinie i według przekazu spalił publicznie *Kanon* Awicenny. Paracelsus łączył ze sobą to, co późniejsza epoka rozdzieli: chemię leków i spekulację o świetle natury, eksperyment i mistyczną kosmologię. Zenon dziedziczy po nim tę dwoistość, ale Yourcenar prowadzi ją dalej. Jej bohater stopniowo traci wiarę w kosmologiczne konstrukcje, a zachowuje to, co u Paracelsusa było najbardziej trzeźwe: zaufanie do doświadczenia i obowiązek leczenia.

Z tego właśnie powodu alchemia Zenona ma w powieści dwa piętra. Na jednym jest piec, retorta, preparowanie leków, zainteresowanie metalami i solami, które Yourcenar przedstawia bez egzaltacji, jako zwyczajną część pracy renesansowego lekarza. Na drugim jest słownik transmutacji, którym Zenon posługuje się, by mówić o sobie. Autorka bardzo pilnuje, by te piętra się nie zlały. Nigdzie nie sugeruje, że w tyglu Zenona dokonuje się przemiana jego duszy; sugeruje natomiast, że język, który wypracowali alchemicy, okazuje się najlepszym narzędziem do nazwania tego, co dzieje się z umysłem doprowadzonym do granic własnych pewności.

## Rozdział o otchłani

Druga część powieści, zatytułowana *La Vie immobile*, czyli życie nieruchome, przenosi starzejącego się Zenona z powrotem do Brugii. Ukrywa się tam pod nazwiskiem Sebastiana Theusa, prowadzi przytułek dla ubogich przy klasztorze franciszkanów i prowadzi długie rozmowy z przeorem, człowiekiem pobożnym, lecz zdolnym do przyjaźni z kimś, kogo ortodoksja uznałaby za podejrzanego. To czas pozornego spokoju, w którym nic się nie wydarza na zewnątrz. Wszystko rozgrywa się w środku.

Rozdział *L'Abîme* jest zapisem wielkiej medytacji, którą Zenon odbywa w tych latach. Yourcenar nie pokazuje ekstazy ani objawienia. Pokazuje proces systematycznego rozpuszczania. Zenon bierze kolejne pojęcia, którymi się posługiwał – czas, przestrzeń, przyczynę, substancję, Boga, własne „ja” – i patrzy na nie tak długo, aż tracą kontury. Odkrywa, że każde z nich jest konstrukcją wzniesioną przez umysł nad czymś, czego nie umie nazwać. Nawet granice ciała przestają być oczywiste, gdy myśli o krwi krążącej w żyłach, o pokarmie przemieniającym się w tkankę, o rozkładzie, który już teraz pracuje w żywym organizmie.

W tej scenie Yourcenar sięga wprost po alchemiczną terminologię. Zenon rozumie, że przechodzi przez dzieło w czerni, i że tym, co ulega rozkładowi, nie jest ołów ani rtęć, lecz jego własny sposób widzenia. *Nigredo* w traktatach było etapem gnicia i ciemności, kojarzonym z wronią czernią i z obrazem trupa w naczyniu. Tutaj jest stanem umysłu, który odrzucił wszystkie gotowe odpowiedzi i nie dostał w zamian nowych. Powieść nie pozwala tej ciemności zamienić się w łatwą iluminację. Zenon nie doznaje albedo, nie ogląda kamienia filozoficznego, nie zostaje wtajemniczony w żadną wyższą wiedzę. Z otchłani wychodzi z jednym tylko nabytkiem: z bezwzględną jasnością co do tego, jak mało wie.

To odróżnia *Otchłań* od wielu późniejszych literackich zapożyczeń z alchemii, w których czerń jest jedynie bramą do obiecanego złota. Yourcenar zatrzymuje swego bohatera w fazie, którą traktaty uważały za najtrudniejszą, i czyni ją miejscem uczciwości intelektualnej. Rozkład pewności nie jest u niej porażką, lecz wysiłkiem, który wymaga odwagi porównywalnej z odwagą anatoma rozcinającego ciało wbrew zakazom.

## Flandria Bruegla i czerń historii

Czerń w tej powieści ma także wymiar zbiorowy. Świat, przez który przechodzi Zenon, jest światem dżumy, egzekucji, rewolty i represji. Szczególnie przejmująco Yourcenar opisuje Monaster pod rządami anabaptystów, gdzie ginie Hilzonda, matka Zenona, która porzuciła dostatnie życie dla nadziei na Królestwo Boże na ziemi. Opisuje też Niderlandy pod rządami księcia Alby, gdzie ostatecznie zaciska się pętla wokół bohatera. Czytelnik obeznany z malarstwem flamandzkim rozpoznaje w tych obrazach świat Pietera Bruegla starszego: jarmarki i szubienice na tym samym horyzoncie, chłopów tańczących obok procesji pokutników, krajobrazy rozległe i spokojne, w których okrucieństwo dzieje się mimochodem, gdzieś na marginesie kompozycji.

Bruegel, młodszy współczesny Zenona, malował Flandrię właśnie w latach, gdy rozgrywa się druga i trzecia część powieści. Jego *Triumf śmierci* z armią szkieletów przetaczającą się przez pejzaż należy do tej samej wyobraźni co *nigredo*, choć nie ma z alchemią nic wspólnego w sensie technicznym. Yourcenar, która przez całe życie pisała o malarstwie i nadawała swoim wczesnym opowiadaniom tytuły w rodzaju „według Dürera”, „według El Greca” czy „według Rembrandta”, myślała obrazem. Postać Zenona pojawiła się po raz pierwszy właśnie w opowiadaniu *D'après Dürer*, wydanym w 1934 roku w tomie *La Mort conduit l'attelage*. Kiedy wiele lat później przerabiała ten szkic w pełną powieść, flamandzki pejzaż stał się tłem, na którym wewnętrzny rozkład bohatera odbija się w rozkładzie epoki.

Ta zbieżność nie jest przypadkowa. W ujęciu Yourcenar renesans nie jest pogodnym odrodzeniem, lecz czasem, w którym nowe idee rodzą się w kraju spalonym przez wojny religijne. Dzieło w czerni dotyczy więc i jednostki, i cywilizacji. Zenon rozpuszcza w sobie obraz świata, który wokół niego rozpada się naprawdę, choć w znacznie brutalniejszy sposób.

## Notatki, posłowie i długie dojrzewanie

O tym, jak długo Yourcenar nosiła w sobie tę książkę, wiemy z jej własnych relacji i zapisków roboczych, wydanych później jako *Carnets de notes de L'Œuvre au noir*. Początki postaci sięgają lat dwudziestych, kiedy młoda autorka równocześnie szkicowała pierwsze wersje tego, co stanie się *Pamiętnikami Hadriana*. Obie książki, wydane z kilkunastoletnim odstępem, tworzą rodzaj pary. Hadrian jest człowiekiem, który u szczytu władzy próbuje świadomie przyjąć własną śmierć; Zenon jest człowiekiem pozbawionym władzy, który do tego samego dochodzi przez myśl i przez medycynę. W obu wypadkach Yourcenar pisze o umyśle, który pragnie widzieć jasno aż do końca.

Zapiski i nota odautorska pokazują także, jak starannie autorka oddzielała dokument od fikcji. Wskazuje, które wydarzenia i postacie mają historyczne oparcie, a które są jej wymysłem, i przyznaje się do zapożyczeń z kronik, procesów i listów z epoki. Ten skrupulatny dystans ma znaczenie dla lektury tytułu. Yourcenar nie była okultystką i nie pisała alegorii wtajemniczenia. Interesowała ją alchemia jako historyczny język, którym ludzie XVI wieku umieli mówić o przemianie, także wtedy, gdy przemiana ta dokonywała się w ich własnym myśleniu, a nie w naczyniu. Biorąc ten język poważnie, pozostała historykiem.

## Ostatnie dzieło w więzieniu

Trzecia część, *La Prison*, prowadzi Zenona do celi. Aresztowany po ujawnieniu się sprawy, w którą byli wplątani młodzi zakonnicy z klasztoru, oskarżony o herezję, ateizm i praktyki zakazane, zostaje skazany na stos. Przeor już nie żyje; dawny nauczyciel Zenona, kanonik Bartłomiej Campanus, próbuje go nakłonić do odwołania. Zenon mógłby ocalić życie za cenę kilku formuł. Odmawia nie z dumy, lecz dlatego, że po przejściu przez otchłań nie jest już w stanie wypowiedzieć niczego, czego nie uważa za prawdziwe.

Ostatnie stronice należą do najbardziej znanych w prozie Yourcenar. Zenon, jako lekarz znający anatomię, otwiera sobie żyły, zanim kat zdąży go wyprowadzić na plac. Narracja pozostaje z nim do końca, przechodząc z opisu zewnętrznego w zapis gasnącej świadomości: zimna, słabnącego oddechu, odległych odgłosów, wreszcie czegoś, co można nazwać jedynie przejściem w ciemność. Tu powraca tytuł. Śmierć Zenona nie jest ani triumfem, ani klęską. Jest ostatnim aktem rozkładu, który on sam przeprowadza świadomie, z wiedzą o własnym ciele i bez złudzeń co do tego, co nastąpi.

Można by pytać, czy po *nigredo* przychodzi u Yourcenar jakakolwiek biel. Powieść nie daje odpowiedzi w języku alchemii. Daje ją raczej w języku etyki: w wierności Zenona wobec chorych, w jego niechęci do kłamstwa, w spokoju, z jakim przyjmuje konsekwencje własnej myśli. Jeżeli w tym ciemnym tekście jest jakieś złoto, to jest nim właśnie ta jasność umysłu, który przeszedł przez czerń i nie próbował jej przesłonić. W 1988 roku André Delvaux przeniósł powieść na ekran, obsadzając w roli Zenona Gian Marię Volontè, lecz istota książki pozostaje trudna do sfilmowania, bo jej główne wydarzenie rozgrywa się w ciszy, w rozdziale, w którym bohater po prostu siedzi i myśli. Tam właśnie, w tej nieruchomej otchłani, Yourcenar umieściła swoje dzieło w czerni.
