# Melchior Cibinensis i alchemiczna msza

> Krótki Processus sub forma missae, przypisywany Melchiorowi z Sybinu i ogłoszony drukiem w Theatrum Chemicum, opisuje Wielkie Dzieło w kształcie mszy świętej, tak że kolejne części liturgii stają się etapami przemiany, a ofiara ołtarza i narodziny Kamienia zostają odczytane jako jedna tajemnica.

Dział: Alchemia
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/melchior-cibinensis-i-alchemiczna-msza

## Tekst, który udaje mszał

W trzecim tomie *Theatrum Chemicum*, wielkiej strasburskiej antologii alchemicznej wydanej w 1602 roku nakładem Lazarusa Zetznera, znajduje się niewielki utwór o długim tytule. Według jego nagłówka jest to proces przedstawiony „w formie mszy”, który Mikołaj Melchior z Sybinu, Siedmiogrodzianin, miał niegdyś przesłać Władysławowi, królowi Węgier i Czech. Sybin, po łacinie *Cibinium*, a po niemiecku Hermannstadt, był głównym ośrodkiem Sasów siedmiogrodzkich, stąd przydomek *Cibinensis*. Królem tym musiałby być Władysław II Jagiellończyk, który panował w Czechach od 1471, a na Węgrzech od 1490 do 1516 roku.

Tekst jest niezwykły przez swoją formę. Autor nie pisze traktatu, który by tu i ówdzie porównywał Dzieło z liturgią, lecz układa sam wykład według porządku mszy. Kolejno pojawiają się introit, *Kyrie*, *Gloria*, kolekta, lekcja, graduał, *Alleluja*, Ewangelia, *Credo*, ofiarowanie i dalsze części, aż po zakończenie. W każdej z nich łacińskie formuły liturgiczne, często dosłownie przejęte z mszału, przeplatają się z wypowiedziami o materii, jej rozkładzie, oczyszczeniu i odrodzeniu. Czytelnik obeznany z mszą rozpoznaje znane słowa, ale słyszy je w nowym znaczeniu, jakby przez szybę, za którą rozgrywa się drugie, ukryte nabożeństwo.

Taka konstrukcja wymagała od autora dobrej znajomości liturgii, nie tylko w ogólnym zarysie, lecz w szczegółach poszczególnych formularzy. Nic dziwnego, że od dawna przypuszcza się, iż był duchownym. Obecność Maryi w tekście i w jego późniejszej ikonografii dobrze współgra z alchemiczną symboliką dziewiczej materii i łona, w którym rodzi się Kamień. Sam utwór jest przy tym krótki; jego siła tkwi nie w objętości, lecz w pomyśle, by nie wyjaśniać Dzieła, ale je celebrować.

## Kim był Melchior

Tożsamość autora jest przedmiotem sporu. Jung, który poświęcił *Processus sub forma missae* sporo uwagi w *Psychologii i alchemii*, poszedł za identyfikacją zaproponowaną przez wcześniejszych badaczy i uznał Melchiora za Mikołaja Melchiora Szebeniego, duchownego związanego z dworem węgierskim w początkach XVI wieku. Według tej rekonstrukcji miał on później popaść w niełaskę i zginąć w okresie walk o tron po klęsce mohackiej. Szczegóły tej biografii opierają się jednak na niepewnych przesłankach, a dzisiejsi badacze traktują ją ostrożnie. Nie ma źródła, które w sposób niewątpliwy łączyłoby historycznego Szebeniego z autorem tekstu wydrukowanego w Strasburgu.

Sama dedykacja dla króla Władysława również budzi pytania. Mogła być prawdziwa, mogła też należeć do konwencji, w której alchemiczne dzieła przypisywano wysoko postawionym adresatom, by podnieść ich rangę. Nie wiadomo też, czy tekst krążył w rękopisach przed wydaniem w *Theatrum Chemicum* i w jakiej postaci. Historyk musi więc zadowolić się stwierdzeniem, że mamy do czynienia z utworem przypisywanym Melchiorowi z Sybinu, powstałym najpewniej w kręgu duchownym Europy Środkowej przed połową XVI wieku i znanym szerzej dopiero dzięki drukowi.

Ta niepewność nie zmniejsza wartości dzieła. Przeciwnie, dobrze oddaje sytuację wielu tekstów alchemicznych, których autorzy kryją się za imionami, pseudonimami lub legendami. Liczy się to, że w pewnym momencie ktoś postanowił opisać Dzieło jako mszę i że pomysł ten został podjęty przez wydawców, emblematyków i późniejszych komentatorów.

## Emblemat u Maiera

Najsłynniejszym świadectwem tej recepcji jest *Symbola aureae mensae duodecim nationum* Michaela Maiera, wydane we Frankfurcie w 1617 roku. Maier, lekarz i alchemik związany niegdyś z dworem Rudolfa II, przedstawił w tej księdze dwunastu mistrzów sztuki, z których każdy reprezentuje jeden naród zasiadający przy złotym stole filozofów. Węgrów reprezentuje właśnie Melchior Cibinensis. Towarzyszący mu emblemat ukazuje kapłana odprawiającego mszę przy ołtarzu, a w niebie nad nim widać Matkę Boską z Dzieciątkiem, znak tego, co w mszy alchemicznej jest rodzone.

Obecność Melchiora w tym gronie wiele mówi o tym, jak postrzegano go sto lat po jego domniemanej śmierci. Nie był dla Maiera praktykiem znanym z konkretnych receptur ani teoretykiem materii. Był świadkiem religijnego wymiaru sztuki, tym, który pokazał, że Dzieło można czcić jak sakrament. W układzie dwunastu narodów każdy mistrz wnosi coś innego: jeden autorytet starożytności, inny scholastyczną erudycję, inny legendę o udanej transmutacji. Melchior wnosi liturgię. Maier, który sam był człowiekiem głęboko religijnym, mógł widzieć w tym jeden z najcenniejszych darów przy złotym stole.

Emblemat utrwalił też obraz Melchiora w wyobraźni późniejszych pokoleń. Odtąd, ilekroć mowa o alchemicznej mszy, przywołuje się kapłana przy ołtarzu i Maryję nad nim, a nie suchą strukturę tekstu. Obraz uprościł przekaz, ale też zapewnił mu trwałość, której sam krótki utwór w ogromnym zbiorze Zetznera mógłby nie zdobyć.

Warto zauważyć, że Maier umieścił Melchiora obok postaci o zupełnie innym statusie historycznym. Przy złotym stole zasiadają autorzy, których istnienie jest pewne, i tacy, których znamy wyłącznie z legend. Dla Maiera granica ta nie była najważniejsza. Interesowało go, jaką prawdę o sztuce przechowuje dane imię, a nie to, czy można je udokumentować w archiwach. Węgierski kapłan był dla niego przede wszystkim figurą, ucieleśnieniem idei, że alchemia w swej najwyższej postaci jest nabożeństwem, i w tej roli przeszedł do historii symbolu.

## Liturgia jako przebieg Dzieła

Co właściwie oznacza ujęcie Dzieła jako mszy? Najprostsza odpowiedź mówi, że autor posłużył się znaną analogią między Kamieniem a Chrystusem. Na takiej analogii opierało się wielu alchemików łacińskich, a jej pełne omówienie wykracza poza ramy tej opowieści. Wystarczy przypomnieć, że jeśli Kamień jest obrazem Chrystusa, to proces jego narodzin, śmierci i zmartwychwstania można przedstawić w formie, w której Kościół codziennie uobecnia ofiarę Chrystusa. Msza staje się wtedy nie tyle metaforą, ile wzorem: jej porządek pokazuje, jak przebiega przemiana.

Struktura mszy ma bowiem wewnętrzną dramaturgię, którą łatwo odnieść do Dzieła. Zaczyna się od przygotowania i oczyszczenia, wyrażonego w prośbach o zmiłowanie. Następuje słowo, czyli pouczenie i wyznanie wiary, które w perspektywie alchemicznej odpowiadałoby poznaniu natury materii i ufności w możliwość przemiany. Potem przychodzi ofiarowanie, w którym dar zostaje złożony na ołtarzu, oraz przeistoczenie, w którym chleb i wino stają się Ciałem i Krwią. Dla alchemika ten moment odpowiada właściwej przemianie, kiedy materia pod zewnętrznie nie zawsze zmienionymi postaciami staje się czymś innym. Komunia, ostatnia część, oznacza połączenie z tym, co przemienione, a więc w języku sztuki przyjęcie lekarstwa doskonałego.

Takie odczytanie może się wydawać nazbyt schematyczne, ale tekst Melchiora rzeczywiście zachęca do myślenia w tych kategoriach. Nie przedstawia Dzieła jako szeregu manipulacji, lecz jako akt, w którym uczestniczy cała osoba alchemika, podobnie jak w mszy uczestniczy cały Kościół. Laboratorium staje się świątynią, a piec ołtarzem. To przeniesienie nie było w XVI wieku zupełnie wyjątkowe, bo wielu autorów nazywało swoją pracownię oratorium, łącząc w jednym słowie miejsce pracy i modlitwy. Melchior posunął się jednak dalej niż inni, bo nadał tej idei kształt pełnego formularza.

Jung czytał ten tekst w kontekście swoich badań nad symbolem przemiany w mszy. Widział w nim świadectwo, że alchemicy przeczuwali psychologiczny sens ofiary: to, co zostaje złożone na ołtarzu, nie jest tylko darem zewnętrznym, lecz częścią samego ofiarującego, a przemiana daru pociąga za sobą przemianę człowieka. Ta interpretacja wykracza poza intencje średniowiecznego czy renesansowego autora, który nie znał pojęć psychologii głębi. Nie jest jednak całkowicie obca jego tekstowi, bo i on zakłada, że alchemik nie może pozostać obojętnym obserwatorem tego, co dzieje się w naczyniu. Uczestniczy w ofierze jak kapłan, który sprawując mszę, sam musi być do niej przygotowany.

## Między pobożnością a ryzykiem

Dla współczesnych Melchiorowi taki tekst niósł pewne ryzyko. Liturgia była przestrzenią ściśle strzeżoną, a jej parodia czy swobodna adaptacja mogła ściągnąć zarzut profanacji. Wiek XVI to zarazem czas sporów o mszę między katolikami a reformatorami, w których jej rozumienie stało się kwestią dzielącą Kościoły. Utwór alchemiczny używający formularza mszalnego do opisu procesów materii wchodził więc na grunt delikatny. Nie wiadomo, czy ktoś go z tego powodu atakował. Wiadomo natomiast, że wydawcy *Theatrum Chemicum*, działający w protestanckim Strasburgu, nie uznali go za niestosowny i umieścili wśród innych autorytetów.

Trudno też przypisać autorowi zamiar ironiczny. Ton tekstu jest poważny, a dobór fragmentów liturgicznych świadczy o czci dla mszy, nie o drwinie. Melchior nie odbiera liturgii jej sensu, lecz dodaje do niego warstwę, którą uważa za równie świętą. W jego oczach natura, w której dokonuje się przemiana, jest stworzeniem tego samego Boga, którego chwali Kościół, więc mówienie o niej słowami mszy nie jest nadużyciem, lecz uznaniem jedności dwóch objawień.

Pozostaje pytanie, czy *Processus sub forma missae* jest tekstem praktycznym czy kontemplacyjnym. Uczciwa odpowiedź brzmi, że zawiera on sformułowania odnoszące się do materii i operacji, lecz nie da się z niego odtworzyć żadnej procedury laboratoryjnej. Jego celem nie jest pouczenie technika, lecz ukazanie sensu pracy. W tym sensie należy do duchowej alchemii nie dlatego, że zaprzecza istnieniu pieca, ale dlatego, że pyta, czym jest to, co się w nim dzieje, i odpowiada językiem najwyższego aktu religijnego, jaki znała jego epoka.

Msza alchemiczna Melchiora jest jednym z najczystszych przykładów zjawiska, które historycy nazywają liturgizacją wiedzy: przekonania, że poznanie natury, by było prawdziwe, musi stać się aktem czci. Formuła ta brzmi dziś obco, ale w świecie, w którym każdy dzień otwierała i zamykała modlitwa, była czymś zupełnie naturalnym. Alchemik celebrujący swoje Dzieło jak mszę nie wychodził poza kulturę swoich czasów, lecz doprowadzał jej wewnętrzną logikę do końca.
