# Mikołaj Sęp Szarzyński i niepokój duszy

> Wydane pośmiertnie w 1601 roku Rytmy abo wiersze polskie Mikołaja Sępa Szarzyńskiego splatają neoplatońską tęsknotę duszy za najwyższym Dobrem z barokowym lękiem przed niestałością świata i własnej słabości, tworząc pierwszą w polszczyźnie poezję metafizyczną o tak skupionym, dramatycznym napięciu.

Dział: Renesansowa filozofia tajemna
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/mikolaj-sep-szarzynski-i-niepokoj-duszy

## Szczupły zbiór i późna sława

Dorobek Mikołaja Sępa Szarzyńskiego mieści się w jednym niewielkim tomie. Poeta, urodzony około 1550 roku na Rusi Czerwonej, zmarł w 1581 roku, mając zaledwie trzydzieści kilka lat. Za życia ogłosił drukiem niewiele, a zbiór, który zapewnił mu miejsce w historii literatury, wydał w Lublinie w 1601 roku jego brat Jakub, pod tytułem *Rytmy abo wiersze polskie*. Znalazło się w nim kilkanaście utworów: sześć sonetów, pieśni, przekłady psalmów, epitafia, parafrazy i wiersze okolicznościowe. Szczegóły biografii pozostają skąpe. Wiadomo, że studiował za granicą, prawdopodobnie w Wittenberdze i Lipsku, i że w środowisku zróżnicowanym wyznaniowo opowiedział się ostatecznie po stronie katolickiej odnowy; reszta należy do domysłów.

Przez długi czas Sęp uchodził za postać drugoplanową, przyćmioną przez Kochanowskiego. Dopiero XX-wieczna krytyka, a w szczególności książka Jana Błońskiego *Mikołaj Sęp Szarzyński a początki polskiego baroku* z 1967 roku, uczyniła z niego jednego z najważniejszych poetów polskiego XVI wieku. Błoński czytał go jako twórcę na przełomie: wyrosłego z renesansowej kultury humanistycznej, a zarazem przeczuwającego niepokój, który w następnym stuleciu stanie się znakiem całej epoki. To podwójne zakorzenienie warto rozwinąć, bo właśnie w nim tkwi oryginalność tej poezji. Sęp nie odrzuca renesansowej metafizyki, lecz przeżywa ją jako dramat.

## Dusza stworzona do Dobra

Fundamentem wyobraźni Sępa jest obraz duszy, która z samej swojej natury dąży ku Bogu jako najwyższemu Dobru. Ten obraz ma długą historię. Wywodzi się z Platona, dla którego dusza, raz ujrzawszy piękno samo w sobie, nie może się zadowolić jego odbiciami; przechodzi przez Plotyna i Augustyna, który w *Wyznaniach* ujął go w formule o sercu niespokojnym, dopóki nie spocznie w Bogu; odżywa w renesansowym neoplatonizmie, zwłaszcza w kręgu Marsilia Ficina, który miłość pojmował jako ruch powrotny stworzenia ku źródłu. Sęp nie musiał czytać Ficina bezpośrednio, by przejąć tę wizję. Była ona w jego czasach wspólną własnością poezji europejskiej, od włoskich petrarkistów po francuskich poetów religijnych.

U Sępa nie jest to jednak spokojna kontemplacja wznoszenia się po drabinie piękności. Neoplatońska tęsknota zostaje skrzyżowana z ostrym poczuciem rozdarcia. Dusza wie, dokąd zmierza, ale doświadcza, że jej własne skłonności ciągną ją gdzie indziej. Między naturalnym pragnieniem Dobra a jego realizacją otwiera się przepaść, której nie da się przekroczyć samym wysiłkiem rozumu. To właśnie ta przepaść nadaje wierszom ich charakterystyczny ton: pełen nagłych zwrotów, wykrzyknień, pytań stawianych samemu sobie, zdań łamiących się na granicy wersów.

## Miłość jako ciążenie

Najpełniej tę metafizykę wyraża sonet piąty, zatytułowany *O nietrwałej miłości rzeczy świata tego*. Jego temat jest pozornie prosty: miłość do rzeczy przemijających nie może dać duszy spoczynku, bo jej przedmioty giną albo zawodzą. Ale sposób, w jaki Sęp ten temat rozwija, odsłania głębszą strukturę myśli. Miłość nie jest dla niego jednym z uczuć, które można włączać i wyłączać. Jest siłą, która stanowi samą istotę duszy, tak jak ciężar stanowi istotę kamienia. Nie da się nie kochać; można jedynie kochać właściwie albo niewłaściwie.

Tu słychać wyraźnie Augustyna, który w *Wyznaniach* pisał, że jego ciężarem jest jego miłość: dokądkolwiek jest niesiony, niesie go ona. W tradycji neoplatońskiej obraz ten łączył się z kosmologią: każda rzecz dąży do swego naturalnego miejsca, ogień w górę, ziemia w dół, a dusza – ku Bogu, z którego wyszła. Miłość rzeczy stworzonych jest więc błędem kierunku, a nie błędem natury. Dusza, która przywiązuje się do świata, przypomina kamień zatrzymany w połowie spadania: jej ruch nie ustaje, lecz zostaje sztucznie wstrzymany, przez co staje się źródłem cierpienia.

Wniosek sonetu nie brzmi jak spokojna maksyma moralisty. Ma charakter wyboru dokonywanego z trudem: skoro dusza musi kochać, a wszystko poza Bogiem przemija, jedynym godnym przedmiotem miłości jest On sam. Neoplatońska teoria przyciągania zostaje przekształcona w akt woli, który trzeba powtarzać wbrew oporowi zmysłów. W tej przemianie widać najbardziej osobisty rys poezji Sępa: metafizyka nie jest dla niego opisem świata, lecz zadaniem, które dusza wykonuje w niepewności.

## Wojna z szatanem, światem i ciałem

Jeśli sonet piąty pokazuje cel, sonet czwarty pokazuje drogę, i jest to droga wojny. Tytuł *O wojnie naszej, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem* przywołuje dawną chrześcijańską triadę nieprzyjaciół duszy, znaną z literatury ascetycznej od średniowiecza. Pierwsze słowa sonetu – „Pokój – szczęście, ale bojowanie / Byt nasz podniebny” – rozstrzygają od razu o kondycji człowieka. Pokój jest szczęściem, ale nie jest naszym udziałem pod niebem; tu trwa nieustanna walka. Przeciwnik jest potężny, a obrońca słaby, i to z tej dysproporcji rodzi się lęk, który przenika cały utwór.

Ten lęk nie jest zwykłą obawą przed karą. Sęp przeżywa przede wszystkim własną niestałość: obawia się, że dusza, nawet wiedząc o swoim przeznaczeniu, ulegnie, bo jej siły są nierówne zadaniu. Wiersz kończy się prośbą o wsparcie, którą trzeba czytać w kontekście teologii łaski żywo dyskutowanej w XVI wieku. Człowiek nie wygra tej wojny sam; potrzebuje pomocy, której nie może sobie zapewnić. W języku neoplatońskim dusza dąży ku Dobru z natury, ale w języku chrześcijańskiej antropologii jej natura jest zraniona i wymaga uzdrowienia. Sęp nie łagodzi tego napięcia, lecz czyni je osią utworu.

Podobną postawę wyraża sonet drugi, napisany na słowa z Księgi Hioba o człowieku zrodzonym z niewiasty, żyjącym krótko i pełnym niepokoju. Tu motyw przemijania zostaje doprowadzony do pytania o sens istnienia stworzenia tak kruchego, a mimo to obdarzonego pragnieniem wieczności. W sonecie pierwszym, *O krótkości i niepewności na świecie żywota człowieczego*, ta sama myśl przybiera postać medytacji nad czasem, który ucieka, zanim dusza zdąży się odnaleźć. Wszystkie te wiersze łączy jedna figura: istota, która wie o Dobru, ale stoi wobec niego jak żołnierz na posterunku, nie wiedząc, czy wytrwa do świtu.

Ten sam rys widać w utworze pozornie dalekim od religijnej medytacji, w *Epitafium Rzymowi*, będącym swobodnym przekładem słynnego łacińskiego epigramu Janusa Vitalisa. Przybysz szuka Rzymu w Rzymie i nie znajduje go: z dawnej potęgi zostały ruiny, a jedynie płynący Tyber trwa nadal. Paradoks jest ostry – to, co wydawało się najtrwalsze, uległo zagładzie, a przetrwało to, co z natury ucieka. Sęp mógł znaleźć w tym epigramie obraz własnej metafizyki. Ziemskie budowle, choćby najwspanialsze, są podległe czasowi; stałość, której pragnie dusza, nie leży w żadnym dziele ludzkich rąk. Wybór tego właśnie tekstu do przekładu nie był więc przypadkowy, lecz współbrzmiał z tonem sonetów.

## Forma jako wyraz niepokoju

Znaczenie Sępa polega nie tylko na tym, co mówi, lecz na tym, jak mówi. Sonet, przejęty z tradycji włoskiej, był w XVI wieku formą harmonii i równowagi, idealną dla petrarkistowskiej poezji miłosnej. Sęp zachowuje jego zewnętrzną budowę, ale wypełnia ją składnią pełną przerzutni, inwersji, wtrąceń i nagłych apostrof. Zdanie zaczyna się w jednym wersie, a kończy w następnym, myśl gwałtownie zmienia kierunek, retoryczne pytania zderzają się z wykrzyknieniami. Ta forma nie jest ozdobą; odwzorowuje ruch duszy, która nie może znaleźć oparcia.

Badacze często porównywali Sępa z angielskimi poetami metafizycznymi, zwłaszcza z Johnem Donne’em, choć Donne pisał kilkadziesiąt lat później i w zupełnie innym środowisku. Porównanie ma sens typologiczny, nie genetyczny. U obu poetów intelektualna precyzja łączy się z intensywnym przeżyciem religijnym, a koncept – śmiałe zestawienie odległych pojęć – służy wyrażeniu prawdy, która przerasta zwykły język. Sęp jest pod tym względem poetą dyskursywnym: rozumuje, wyciąga wnioski, stawia sobie zarzuty i odpowiada na nie. Ale rozumowanie to prowadzone jest pod presją, jakby od jego wyniku zależało życie.

## Metafizyka na granicy epok

Gdzie zatem umieścić Sępa na mapie dziejów myśli? Jego wiersze trudno uznać za czysto renesansowe, bo brakuje w nich ufności, z jaką Ficino czy Pico wierzyli w zdolność człowieka do wznoszenia się ku Bogu własną mocą. Trudno też nazwać je w pełni barokowymi, bo nie ma w nich jeszcze przepychu konceptów ani teatralnej grozy, które przyniesie następne stulecie. Najtrafniej byłoby powiedzieć, że Sęp przenosi renesansową metafizykę miłości w świat, który przestał wierzyć w jej łatwe spełnienie.

Ta przemiana miała szersze tło. Druga połowa XVI wieku to czas soboru trydenckiego, wojen religijnych i nowej pobożności, kładącej nacisk na walkę wewnętrzną, rachunek sumienia i świadomość grzechu. Neoplatońska wizja duszy jako iskry boskiego światła nie zniknęła, ale została włączona w nową antropologię, bardziej czujną na słabość i potrzebę łaski. Sęp jest jednym z pierwszych poetów, którzy przeżyli to połączenie jako osobisty dramat i potrafili wyrazić je w polszczyźnie.

Polska poezja otrzymała dzięki niemu coś, czego wcześniej nie miała: język do mówienia o metafizyce nie jako o doktrynie, lecz jako o doświadczeniu. U Kochanowskiego Bóg był najczęściej stwórcą harmonijnego świata, wobec którego człowiek może zachować spokojną wdzięczność, choć *Treny* pokazały już kruchość tej postawy. U Sępa Bóg jest celem, ku któremu dusza zmierza przez bitwę. Ta różnica nie oznacza wyższości jednego nad drugim. Pokazuje raczej, że w ciągu jednego pokolenia polska kultura przeszła od pogodnej ufności do niespokojnej tęsknoty – i że ta tęsknota, ujęta w ciasną formę sonetu, stała się jednym z najbardziej przejmujących świadectw duchowego życia epoki.
