# Minchiate – florencka talia dziewięćdziesięciu siedmiu kart

> Florenckie minchiate, talia z czterdziestoma atutami, w której obok dawnych triumfów stanęły wszystkie cnoty, cztery żywioły i dwanaście znaków zodiaku, pokazuje, że tarot był formą otwartą na rozbudowę, a jego rozrost kierował się gustem encyklopedycznym i potrzebami gry, nie tajemnym kluczem.

Dział: Tarot
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/minchiate-florencka-talia-dziewiecdziesieciu-siedmiu-kart

## Talia, w której zabrakło miejsca na papieża

Kto po raz pierwszy bierze do ręki pełną talię minchiate, ma wrażenie, że trzyma tarot napuchnięty od nadmiaru. Liczy ona dziewięćdziesiąt siedem kart: pięćdziesiąt sześć kart czterech włoskich kolorów – kielichów, denarów, mieczy i buław – oraz czterdzieści jeden kart, które nie należą do żadnego koloru. Czterdzieści z nich to atuty, a czterdziesta pierwsza, *Matto*, czyli Szaleniec, pełni w grze rolę wymówki, jak w innych odmianach tarota. Na pozór jest to po prostu talia większa. W rzeczywistości jest to talia zbudowana według innej logiki.

Najbardziej uderza nieobecność. W minchiate nie ma Papieżycy ani Papieża, a dolną część szeregu atutów zajmują postacie władzy świeckiej: Bagatto, a po nim figury zwykle opisywane jako Wielki Książę oraz dwaj cesarze, zachodni i wschodni. Gracze nazywali te najniższe atuty *papi*, co jest śladem dawnej talii, w której rzeczywiście występowały papieskie figury. Nazwa przetrwała, choć urzędy zniknęły z obrazu. Figura Wielkiego Księcia wskazuje zresztą na późniejsze dzieje ikonografii: tytuł wielkiego księcia Toskanii Medyceusze otrzymali w 1569 roku, więc wizerunek w tej postaci nie może należeć do najstarszej warstwy gry.

Florentczycy nie mieli powodów do tej samej ostrożności co twórcy talii z Besançon, którzy zamieniali papieskie figury na antycznych bogów. Usunięcie papieża z minchiate trudno więc tłumaczyć cenzurą wyznaniową; wydaje się raczej, że miejsce zostało potrzebne dla innej, bardziej lokalnej i dworskiej hierarchii. Z braku źródeł opisujących decyzję wytwórców każde wyjaśnienie pozostaje jednak hipotezą.

## Czterdzieści stopni od Bagatta do trąb

Atuty minchiate są ponumerowane do trzydziestu pięciu, a pięć najwyższych pozostaje bez liczb. Po czterech *papi* i karcie Miłości, przedstawiającej Kupidyna nad parą kochanków, następują trzy cnoty kardynalne – Umiarkowanie, Moc i Sprawiedliwość – a dalej Koło, Rydwan, starzec z klepsydrą wsparty o kule, zwany po prostu Garbusem, Zdrajca powieszony za nogę, Śmierć, Diabeł i Dom Diabła, odpowiednik Wieży. Od tego miejsca talia przestaje przypominać znany tarot. Pojawia się czwarta cnota kardynalna, Roztropność, której w zwykłych tarocchi brak, oraz trzy cnoty teologalne: Nadzieja, Wiara i Miłosierdzie. Potem idą cztery żywioły, Ogień, Woda, Ziemia i Powietrze, a za nimi dwanaście znaków zodiaku.

Najwyżej stoi pięć kart nienumerowanych, w grze nazywanych *arie*: Gwiazda, Księżyc, Słońce, Świat i karta zwana Trąbami, która odpowiada Sądowi Ostatecznemu. Ostatnie słowo w szeregu ma więc obraz wezwania do zmartwychwstania, a nie obraz kosmosu, co zbliża minchiate do porządku znanego z Bolonii i Florencji, w którym anioł stoi ponad Światem.

Kolejność znaków zodiaku w minchiate nie jest kolejnością astronomiczną. Waga i Panna stoją najniżej, Bliźnięta najwyżej, a układ pomiędzy nimi nie odpowiada ani biegowi Słońca, ani żadnemu znanemu porządkowi astrologicznemu. Próby odczytania w nim ukrytej mapy nieba nie przyniosły przekonujących wyników. Bardziej prawdopodobne jest, że wytwórcy wstawili znaki w szereg według względów, które dziś są nieodtwarzalne – może dawnej numeracji, może skojarzeń obrazowych – i że gracze, uczący się kolejności na pamięć, nie potrzebowali tu żadnego klucza.

Także karty kolorów mają florencką osobliwość. Walet kielichów i walet denarów są kobietami, służącymi zamiast pachołków, a rycerze przybierają postać hybryd, wśród nich centaurów. Talia, która w atutach dodaje cnoty i żywioły, w figurach dworskich bawi się mitologiczną fantazją.

## Encyklopedia w czterdziestu obrazach

Właśnie ten zestaw dodatków stanowi klucz do zrozumienia minchiate. Wszystko, co dopisano do starszego szeregu triumfów, należy do repertuaru, który każdy wykształcony Florentczyk znał z kazań, fresków i podręczników: siedem cnót, cztery elementy, dwanaście znaków. Są to listy kompletne, zamknięte, nadające się do wyliczania. Talia minchiate nie wprowadza obrazów osobliwych ani tajemniczych; przeciwnie, uzupełnia stary tarot o te składniki porządku świata, które w nim zdawały się brakować. Gdzie były trzy cnoty kardynalne, dodaje czwartą; gdzie nie było cnót teologalnych, wstawia wszystkie trzy.

Uważniejsze spojrzenie na kolejność dodatków ujawnia coś więcej niż zamiłowanie do list. Szereg wznosi się od ludzkich władz i namiętności przez cnoty, czyli porządek moralny, ku żywiołom, które tworzą świat podksiężycowy, a dalej ku znakom zodiaku, należącym do sfery niebieskiej. Nad nimi stoją Gwiazda, Księżyc i Słońce, potem Świat, a na samym szczycie obraz sądu. Jest to drabina od ziemi do nieba i od czasu do wieczności, czytelna dla każdego, kto znał średniowieczną kosmologię choćby z kazań. Nie jest ona przy tym ściśle astronomiczna: według ówczesnej wiedzy sfera gwiazd stałych, w której mieści się zodiak, leży wyżej niż sfery Księżyca i Słońca, a w minchiate jest odwrotnie. Twórcy talii nie kopiowali więc traktatu o sferach, lecz dopisywali kolejne szczeble do istniejącej już drabiny triumfów, w której światła niebieskie od początku stały tuż pod Światem. Kosmologia została dopasowana do gry, a nie gra do kosmologii.

Ten gust kompletności nie był florenckim wynalazkiem. Już *Tarocchi* zwane Mantegną, rytowane w latach sześćdziesiątych XV wieku, rozpisywały świat na pięćdziesiąt obrazów od stanów ludzkich po pierwsze przyczyny, choć nie były talią do gry. Minchiate idą inną drogą: nie tworzą nowej drabiny bytów od podstaw, lecz wydłużają istniejącą, zachowując jej szkielet. Jest to kompromis między grą, która potrzebuje rozpoznawalnych kart, a wyobraźnią moralizującą, która lubi pełne zestawy.

W tym sensie minchiate są najbardziej „uczoną” z tradycyjnych odmian tarota, ale ich uczoność jest jawna i potoczna. Nie ma w nich śladu tego, czego później będą szukać okultyści: liter hebrajskich, ukrytych liczb, egipskich bogów. Jest natomiast cała katecheza cnót i cały kosmos żywiołów i znaków, tak jak przedstawiały go podręczniki astrologii i malarstwo alegoryczne. Kto szuka w tarocie tajemnej filozofii, może być rozczarowany; kto szuka obrazu tego, co renesansowe miasto uważało za pełny porządek rzeczy, znajdzie w minchiate dokument wyjątkowo wymowny.

## Nazwa, gra i chronologia pełna luk

Słowo *minchiate* jest dla filologów kłopotliwe. W dialekcie toskańskim kojarzyło się z wyrażeniami lekceważącymi i wulgarnymi, a próby wywodzenia go od czasownika oznaczającego „lekceważyć” albo od dawnej nazwy gry pozostają domysłami. Gra bywała też nazywana *germini*, a zestawienia Michaela Dummetta pokazują, że znano ją także poza Toskanią, między innymi w Rzymie. Najwcześniejsze wzmianki o grze pod tą nazwą datuje się różnie, od drugiej połowy XV do początku XVI wieku, ale z tego okresu nie zachowała się żadna pełna talia, więc nie wiemy, czy ówczesne minchiate liczyły już czterdzieści atutów.

Zachowane kompletne talie są w większości znacznie późniejsze, z XVII, XVIII i XIX wieku, drukowane w drzeworycie i kolorowane przez szablon. Między nimi istnieją różnice rysunku, nazw i niektórych szczegółów, lecz kolejność atutów jest zadziwiająco stała. Świadczy to o grze żywej, w której gracze, nie wytwórcy, pilnowali reguł. Gra polegała na zbieraniu lew i punktujących kombinacji kart; czterech graczy grało zwykle w parach, a znaczna liczba atutów czyniła rozgrywkę długą i zawiłą.

Uprzywilejowana pozycja *arie* i Szaleńca mówi coś o samej grze. Najwyższe karty, podobnie jak niektóre atuty o niskich i wysokich numerach, miały szczególną wartość przy liczeniu punktów, a gracze zbierali je zarówno pojedynczo, jak i w kombinacjach, które źródła nazywają *versicole*. Szaleniec mógł zostać zagrany zamiast karty, której gracz nie chciał oddać, i wracał do właściciela, tak jak w innych odmianach tarota. Mechanika gry tłumaczy więc przynajmniej część struktury talii lepiej niż jakakolwiek teoria symboliczna: duża liczba atutów wymagała jasnej hierarchii, a hierarchię najłatwiej zapamiętać, gdy układa się w porządek znany z innych dziedzin życia.

W XIX wieku minchiate zaczęły zanikać, a z początkiem następnego stulecia gra właściwie wygasła. Talie przestano produkować, a pamięć o regułach przechowywały głównie opracowania historyków gier. Dopiero w drugiej połowie XX wieku pojawiły się przedruki dawnych wzorów i nowe talie inspirowane minchiate, przeznaczone już nie do gry, lecz dla kolekcjonerów i czytelników tarota.

## Czego minchiate uczą o tarocie

Najważniejsza lekcja tej talii dotyczy granic samego pojęcia tarota. Okultystyczna tradycja od Lévi'ego po Złoty Brzask uznała za nienaruszalny szereg dwudziestu dwóch atutów i z jego liczby wyprowadziła powiązanie z alfabetem hebrajskim. Minchiate pokazują, że w XVI wieku nikt nie traktował tej liczby jako świętej. Atuty można było dodawać, usuwać i przestawiać, jeśli wymagała tego gra lub smak lokalnego środowiska. Bolońskie tarocchino skracało talię do sześćdziesięciu dwóch kart, Florencja rozbudowywała ją do dziewięćdziesięciu siedmiu; ani jedno, ani drugie nie naruszało poczucia, że gra się w „to samo”.

Wynika z tego, że system dwudziestu dwóch arkanów jest wyborem jednej z regionalnych odmian, a nie odkryciem pierwotnej formy. Nie odbiera to wartości okultystycznym lekturom, ale umieszcza je we właściwym miejscu: są komentarzem do talii marsylskiej, nie do tarota jako takiego. Kto chciałby rozpisać czterdzieści atutów minchiate na litery i ścieżki, musiałby wymyślić klucz od nowa, bo żaden z dawnych systemów nie przewiduje takiej liczby kart.

Współczesne zainteresowanie minchiate ma zresztą dwa oblicza. Historycy gier traktują je jako źródło do dziejów tarota jako gry, a kolekcjonerzy cenią dawne florenckie drzeworyty za żywość rysunku. Równocześnie powstają nowe talie odwołujące się do minchiate, w których autorzy przypisują czterdziestu atutom znaczenia wróżebne. Takie przedsięwzięcia są uprawnioną twórczością, ale warto pamiętać, że dawni gracze z Florencji niczego podobnego nie znali.

Minchiate pozostają przy tym talią piękną i zastanawiającą. Ich szereg atutów jest jak renesansowy fresk z cyklu cnót i planet, przeniesiony na papier i wydany w ręce graczy w tawernie. Obrazy, które w kościele i pałacu służyły pouczeniu, w karcianej grze służyły zabawie, a mimo to nie traciły swojego porządku. Na tym połączeniu powagi i rozrywki polega ich oryginalność.
