# Mordechaj Josef Leiner z Izbicy i Mej ha-Szyloach

> Mordechaj Josef Leiner z Izbicy, który w 1839 roku odszedł z dworu w Kocku, uczył w Mej ha-Szyloach, że wszystko jest w ręku Boga, nawet bojaźń Boża i ludzki grzech, a wolna wola jest tylko zasłoną, za którą w odpowiednim czasie ukaże się głębia Bożej woli.

Dział: Kabała
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/mordechaj-josef-leiner-z-izbicy-i-mej-ha-szyloach

## Odejście z Kocka

Na Lubelszczyźnie, w niewielkim miasteczku Izbica, powstał w połowie XIX wieku jeden z najbardziej zuchwałych teologicznie ośrodków chasydyzmu. Jego założyciel, Mordechaj Josef Leiner, urodzony w 1801 roku w Tomaszowie Lubelskim, wyrósł w kręgu szkoły przysuskiej, która stawiała wewnętrzną prawdę i bezlitosną szczerość wobec siebie ponad zewnętrzne oznaki pobożności. Był uczniem Symchy Bunema z Przysuchy, a po jego śmierci w 1827 roku przyłączył się, jak wielu jego towarzyszy, do Menachema Mendla, który osiadł w Kocku i stał się jedną z najsurowszych postaci ruchu.

Kock był miejscem duchowego radykalizmu. Menachem Mendel żądał od uczniów prawdy bez kompromisu i pogardzał pobożnością obliczoną na pokaz. W ostatnich latach swojego życia zamknął się niemal całkowicie w swoich pokojach, a jego dwór żył w atmosferze napięcia. W 1839 roku, według tradycji w czasie święta Simchat Tora, doszło do zerwania: Mordechaj Josef opuścił Kock razem z grupą uczniów i założył własny dwór, najpierw w Tomaszowie, potem w Izbicy. Wśród tych, którzy z nim odeszli, był młody Cadok ha-Kohen, później rabin w Lublinie i jeden z najbardziej płodnych autorów chasydzkich.

Przyczyny rozłamu przekazy chasydzkie opisują rozmaicie i sprzecznie. Mówi się o osobistych zatargach, o sporze o przywództwo, o rzekomym incydencie w szabat. Brak niezależnych źródeł, które pozwalałyby te opowieści zweryfikować. Badacze zwracają jednak uwagę na różnicę zasadniczą, którą widać w samych tekstach. Kock kładł nacisk na heroiczny wysiłek człowieka, na nieustanną walkę z własnym kłamstwem. Izbica odwróciła akcent: najgłębsza prawda nie polega na tym, co człowiek zdobywa, lecz na tym, że wszystko, łącznie z jego wysiłkiem, pochodzi od Boga.

## Księga i jej wydawcy

Mordechaj Josef nie wydał za życia żadnej książki. Jego nauki, wypowiadane podczas szabatowych i świątecznych posiłków, zostały spisane przez uczniów i wnuka, Gerszona Henocha Leinera, późniejszego cadyka w Radzyniu. Pierwszy tom ukazał się w Wiedniu w 1860 roku pod tytułem *Mej ha-Szyloach*, „Wody Siloe”, nawiązującym do wersetu Izajasza o wodach, które płyną łagodnie. Drugi tom wydano dopiero w Lublinie w 1922 roku.

Forma dzieła jest typowa dla chasydzkiej homiletyki: krótkie komentarze do kolejnych czytań Tory i do świąt, często zaledwie kilka zdań, gęstych i aluzyjnych. Treść jest jednak nietypowa. W wielu miejscach redaktorzy zdają się łagodzić najbardziej rażące sformułowania, a niektóre fragmenty pozostają tak skrótowe, że ich sens można zrekonstruować tylko w świetle całości. Już od XIX wieku krążyły opinie, że nie wszystko, co mistrz mówił, zostało zapisane, i że jego uczniowie świadomie chronili szerszych czytelników przed konsekwencjami jego myśli.

Tytuł książki nie jest przypadkowy. Wody Siloe, płynące cicho u stóp Jerozolimy, prorok przeciwstawia potężnym rzekom obcych imperiów, a lud, który je odrzuca, ufa sile zamiast Bogu. Dla izbickiego mistrza obraz ten streszcza całą duchowość: prawdziwa moc nie objawia się w zgiełku ludzkiego wysiłku, lecz w łagodnym nurcie, który płynie sam, bo jego źródłem jest Bóg. Czytelnik, który zna ten kontekst, rozpoznaje w tytule zapowiedź tezy, rozwijanej potem na kolejnych stronach komentarza.

## Wszystko w ręku Nieba

Punktem wyjścia jest zdanie Talmudu z traktatu *Berachot*: „Wszystko jest w ręku Nieba, z wyjątkiem bojaźni Niebios”. Tradycyjna interpretacja widzi w nim fundament ludzkiej odpowiedzialności. Bóg decyduje o losie, o zdrowiu i bogactwie, ale nie o tym, czy człowiek wybierze dobro. Mordechaj Josef czyta to zdanie inaczej. Wyjątek dotyczy według niego tylko perspektywy człowieka, który w obecnym świecie musi postępować tak, jakby wybór należał do niego. W głębi rzeczywistości jednak także bojaźń Boża, a więc i jej brak, jest w ręku Boga.

Ta myśl nie jest po prostu filozoficznym determinizmem. Jej źródłem jest kabalistyczne i chasydzkie przekonanie, że nic nie istnieje poza Bogiem, doprowadzone do konsekwencji w dziedzinie moralnej. Jeśli każda iskra życia pochodzi od Boga, to także czyn grzesznika jest ożywiany przez tę samą siłę. Wolna wola nie jest złudzeniem w tym sensie, że należałoby ją porzucić, lecz jest zasłoną, którą Bóg rozciągnął, aby człowiek mógł doświadczyć siebie jako działającego. Za zasłoną kryje się to, co Mordechaj Josef nazywa głębią, *omek*, w której ludzki czyn okazuje się wyrazem woli Bożej.

Z tego wynika rozróżnienie dwóch poziomów, które przewija się przez całe dzieło. Na poziomie ogólnym obowiązują przykazania i prawo, które są takie same dla wszystkich. Na poziomie szczegółowym istnieje wola Boża wobec konkretnego człowieka w konkretnej chwili, która może być trudna do pogodzenia z regułą. Zwykle oba poziomy się pokrywają i człowiek nie ma prawa zakładać, że jest inaczej. Mogą jednak zdarzyć się chwile, w których ktoś, kto całkowicie oczyścił się z własnych pragnień, poznaje, że Bóg chce od niego czegoś, czego litera prawa nie przewiduje.

Warto zauważyć, jak bardzo to rozróżnienie przekształca dziedzictwo Przysuchy. Szkoła, z której wyszedł Mordechaj Josef, ceniła autentyczność ponad konwencję i podejrzliwie patrzyła na pobożność wykonywaną z przyzwyczajenia. W Kocku ta podejrzliwość obróciła się przeciw samemu człowiekowi: każdy dobry uczynek mógł okazać się subtelnym oszustwem ego, a uczeń musiał bez końca demaskować własne motywy. Izbica zachowuje ten radykalizm, ale zmienia jego kierunek. Skoro ostatecznie wszystko pochodzi od Boga, człowiek nie musi dźwigać ciężaru absolutnej czystości intencji jako własnego osiągnięcia. Jego zadaniem jest raczej rozpoznać, gdzie w jego pragnieniach działa Bóg, a gdzie tylko przyzwyczajenie i lęk.

Taka postawa zmienia również sens modlitwy i skruchy. Kto wie, że jego upadek nie wymknął się Bogu, nie popada w rozpacz, która w chasydzkiej tradycji uchodziła za groźniejszą od samego grzechu. Skrucha nie jest wtedy desperacką próbą naprawienia czegoś, co zostało bezpowrotnie zniszczone, lecz zwróceniem się ku Temu, który był obecny także w chwili błędu. W kazaniach izbickich często pojawia się motyw pocieszenia: Bóg nie oczekuje od człowieka doskonałości, której nikt nie może osiągnąć, lecz szczerości, z jaką ten przyjmuje swoją zależność.

## Grzesznicy biblijni w nowym świetle

Najbardziej uderzające fragmenty *Mej ha-Szyloach* dotyczą postaci, które tradycja uznawała za grzeszników albo za ludzi upadłych. Juda, który zbliżył się do Tamar, nie postąpił według izbickiego cadyka po prostu w uniesieniu żądzy, lecz zrealizował zamysł Boży, z którego miał narodzić się ród Dawida i Mesjasza. Bracia Józefa, Zimri, który w pustyni związał się z Midianitką, i inni sprawcy biblijnych przewinień bywają odczytywani jako ludzie, którzy w swojej głębi dążyli do czegoś prawdziwego, choć działali przed czasem lub w niewłaściwy sposób.

Taka interpretacja nie usprawiedliwia grzechu w prostym sensie. Mordechaj Josef zachowuje rozróżnienie między tym, co było wolą Bożą w głębi, a tym, co człowiek powinien był czynić w swojej sytuacji. Kto popełnia grzech, myśląc, że wykonuje ukrytą wolę Boga, niemal zawsze się myli i ponosi za to odpowiedzialność. Jednak sam fakt, że tę możliwość wymienia się w ogóle, był w chasydzkim świecie wstrząsający. Krytycy widzieli w niej niebezpieczne echo sabatajskiej idei odkupienia przez grzech, choć w Izbicy nigdy nie stała się ona programem działania.

## Czas, który przyjdzie

Determinizm izbicki ma również wymiar eschatologiczny. Mordechaj Josef twierdzi, że w obecnym świecie prawda o tym, iż wszystko jest dziełem Boga, pozostaje ukryta, a ludzie muszą żyć w napięciu wyboru, winy i skruchy. W przyszłości, w czasie odkupienia, zasłona zostanie zdjęta i okaże się, że nawet grzechy były częścią Bożego planu. Wtedy nie będzie potrzeby żałować ani się bronić, bo wszystko ujawni się jako wyraz jednej woli.

Ta wizja nie prowadzi do bierności. Przeciwnie, to właśnie dlatego, że głębia jest ukryta, człowiek musi starać się z całych sił, wiedząc, że nawet jego starania są darem. Duchowa praca polega na *berur*, oczyszczaniu i rozjaśnianiu własnych pragnień, aż człowiek zrozumie, że to, czego najgłębiej chce, jest tym, czego chce Bóg. W tej perspektywie najważniejszą cnotą nie jest posłuszeństwo wobec reguły, lecz przezroczystość wobec Boga, zdolność do tego, by nie stawiać własnej woli między sobą a Nim.

## Recepcja i badania

Izbica nie stała się wielkim ruchem masowym, ale wywarła wpływ znacznie przekraczający jej rozmiary. Syn Mordechaja Josefa, Jakub Leiner, kontynuował jego naukę, a wnuk Gerszon Henoch stworzył w Radzyniu dynastię znaną z odnowienia zwyczaju barwienia frędzli rytualnych na błękit, *tchelet*, co również wywołało spory. Cadok ha-Kohen z Lublina rozwinął wiele motywów izbickich w swoich obszernych pismach.

W badaniach nowoczesnych izbicka teologia stała się przedmiotem szczególnego zainteresowania. Joseph Weiss poświęcił jej studia, w których podkreślał jej radykalny determinizm. Morris Faierstein opublikował w 1989 roku monografię *All Is in the Hands of Heaven*, a Shaul Magid w książce *Hasidism on the Margin* z 2003 roku czytał *Mej ha-Szyloach* jako tekst antynomiczny w pewnym sensie, ale zachowujący lojalność wobec tradycji. W ostatnich dekadach dzieło to zyskało czytelników również poza światem chasydzkim, w kręgach, które widzą w nim śmiałą próbę pogodzenia ludzkiej odpowiedzialności z mistyczną jednością.

Mordechaj Josef zmarł w 1854 roku w Izbicy. Z jego nauki wyłania się obraz religii, w której najwyższą formą wiary nie jest przekonanie o własnej sile, lecz uznanie, że wszystko, co człowiek czyni, dzieje się w Bogu. Nie jest to obraz wygodny. Wymaga zarówno pokory wobec prawa, jak i odwagi myśli, która nie cofa się przed pytaniem o sens grzechu. Właśnie dlatego *Mej ha-Szyloach* pozostaje jedną z najbardziej niepokojących książek w chasydzkiej literaturze.
