# O pochodzeniu świata i kosmogonia bez tytułu

> Traktat bez tytułu z drugiego kodeksu z Nag Hammadi, nazywany przez badaczy O pochodzeniu świata, jest encyklopedyczną kosmogonią gnostycką, w której Pistis Sofia, intronizacja skruszonego Sabaota, narodziny Erosa i egipskie znaki Feniksa splatają się w jedną opowieść o świecie powstałym z cienia.

Dział: Gnostycyzm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/o-pochodzeniu-swiata-i-kosmogonia-bez-tytulu

## Tekst, który nie ma imienia

Piąty traktat drugiego kodeksu z Nag Hammadi nie nosi w rękopisie żadnego tytułu. Nazwę *O pochodzeniu świata* nadali mu wydawcy, kierując się treścią, a w literaturze bywa też określany jako „pismo bez tytułu”. Oprócz kopii w kodeksie II zachowały się jego fragmenty w kodeksie XIII oraz na kartach koptyjskiego rękopisu przechowywanego w British Library, co świadczy, że tekst krążył w kilku egzemplarzach. Pierwotnie powstał zapewne po grecku; datowanie jest niepewne, a propozycje sięgają od końca II do początku IV wieku.

Autor rozpoczyna od polemiki. Ponieważ wszyscy, zarówno bogowie świata, jak i ludzie, mówią, że przed chaosem nic nie istniało, on zamierza wykazać, że wszyscy się mylą, gdyż nie znają struktury chaosu ani jego korzenia. To zdanie otwiera tekst o ambicjach systematycznych: nie chodzi o objawienie przekazane jednemu uczniowi ani o kazanie, lecz o wykład przeznaczony dla czytelnika, który zna greckie kosmogonie, zwłaszcza Hezjodową, gdzie Chaos był pierwszy. Traktat ma odpowiedzieć na pytanie, co było przed początkiem.

Odpowiedź brzmi: chaos jest cieniem. Pochodzi z czegoś, co go poprzedzało, i jest jego odbiciem albo następstwem. Przed nim istniało światło nieśmiertelnych, a w nim Pistis, czyli Wiara, której mądrość, Sofia, wydała obraz. Z tego obrazu, wyrzuconego na zewnątrz, powstał cień, a z cienia – chaos i materia. Kosmos nie wyłania się z niczego ani z wiecznego bezładu, lecz z zakłócenia w świecie światła.

## Pistis Sofia i chełpliwy archont

Postać, którą traktat nazywa łącznie Pistis Sofią, łączy w sobie dwie funkcje znane z innych tekstów: jest zarazem źródłem niższego świata i mocą, która nad nim czuwa i go koryguje. Z jej działania z wód chaosu wyłania się Jaldabaot, archont o lwiej postaci, androgyniczny, nieświadomy swego pochodzenia. Gdy dostrzega swoje odbicie w wodach i nie widzi niczego poza sobą, ogłasza: „Ja jestem Bogiem i nie ma innego poza mną”. Pistis odpowiada mu: „Mylisz się, Samaelu”, co traktat objaśnia jako „bóg ślepy”.

Jaldabaot stwarza niebiosa i rodzi synów, archontów, którym daje imiona i władzę nad sferami. Traktat wylicza ich i podaje ich żeńskie odpowiedniki, tworząc rozbudowaną listę, która brzmi jak katalog mocy z magicznych papirusów. Te szczegóły nadają opowieści charakter encyklopedii: autor nie ogranicza się do zarysu mitu, lecz chce wymienić wszystkie istoty zamieszkujące niebiosa i ich rangę.

Kiedy archont przechwala się po raz kolejny, z wyższego świata ukazuje się obraz światła, a wraz z nim zapowiedź, że nadejdzie nieśmiertelny Człowiek Światła. Ten obraz staje się punktem odniesienia dla całej dalszej historii: archonci, którzy go ujrzeli, będą próbowali odtworzyć go w ulepionym z materii człowieku, a sam Człowiek Światła okaże się obecny w stworzeniu w sposób, którego oni nie rozumieją.

## Nawrócenie Sabaota

Najbardziej oryginalnym epizodem traktatu jest los Sabaota, jednego z synów Jaldabaota. Słysząc głos Pistis i widząc jej moc, Sabaot żałuje i potępia swego ojca oraz matkę, którą jest materia. Wychwala Pistis Sofię i jej córkę Zoe, a one w odpowiedzi wynoszą go ponad niebiosa archontów. Pistis wysyła mu siedmiu archaniołów, którzy porywają go do siódmego nieba, i ustanawia go tam królem.

Opis intronizacji jest rozbudowany i pełen elementów znanych z żydowskiej mistyki tronu. Sabaot otrzymuje wielki tron z rydwanem cherubów, mającym cztery oblicza; wokół niego stoją niezliczone zastępy aniołów, które go wielbią, a obok tronu Sofia stworzyła pierworodnego anioła imieniem Izrael, „człowiek, który widzi Boga”, oraz postać nazwaną Jezusem Chrystusem, który siedzi po prawicy Sabaota. Po lewej stronie zasiada dziewica ducha świętego. Wraz z nimi pojawiają się chóry, harfy i pieśni, a Sabaot pozostaje odtąd ponad chaosem, w zgodzie z wyższym światem.

Źródło tych obrazów jest łatwe do wskazania. Czworoaki rydwan pochodzi z wizji Ezechiela, w której istoty o czterech twarzach – człowieka, lwa, wołu i orła – niosą tron chwały, a wywód imienia Izrael jako „widzącego Boga” był znany już Filonowi Aleksandryjskiemu. Autor traktatu przejmuje więc słownik, który w judaizmie służył do opisu najwyższej boskiej obecności, i stosuje go do bóstwa pośredniego, zawieszonego między światem światła a chaosem. Takie przesunięcie jest charakterystyczne dla całego dzieła: dobrze znane motywy nie znikają, lecz otrzymują nowe miejsce w hierarchii bytów.

Ten epizod pokazuje coś, co odróżnia traktat od prostego schematu, w którym bóg Starego Testamentu jest w całości zły. Imię Sabaot, w Biblii hebrajskiej związane z „Panem Zastępów”, zostaje tu oddzielone od chełpliwego Jaldabaota i przypisane bóstwu, które się nawróciło. Kosmologia nie jest więc dualistyczna w sztywnym sensie: w obrębie świata archontów istnieje możliwość zwrotu ku światłu, a jedna z mocy niższych zostaje pojednana z wyższym porządkiem. Zazdrość Jaldabaota, wywołana wywyższeniem syna, staje się z kolei źródłem śmierci, którą archont rodzi i umieszcza w szóstym niebie.

## Eros, krew i rośliny

Druga część traktatu przenosi uwagę z niebios na ziemię i na pochodzenie życia. Gdy Człowiek Światła ukazuje się, jego światło spływa na ziemię, a z tego zetknięcia rodzi się Eros. Traktat opisuje go jako androgyniczną istotę, której męska natura pochodzi od ognia, a żeńska od krwi dziewiczej. Eros jest piękny, przewyższa urodą wszystkie stworzenia chaosu, a wszyscy bogowie i aniołowie, ujrzawszy go, zakochują się w nim. Rozprzestrzenia się po całym świecie, jak światło lampy, od którego zapala się wiele innych lamp, nie umniejszając płomienia pierwszej.

W tym miejscu autor sięga po materiał wyraźnie grecki. Eros jako pierwotna moc kosmiczna pojawia się już w *Teogonii* Hezjoda i w orfickich kosmogoniach, a związek Erosa z Psyche znany był z literatury i sztuki hellenistycznej. Traktat wprowadza te motywy w obręb gnostyckiej opowieści, nie tracąc ich zmysłowego charakteru. Z krwi dziewicy, która spadła na ziemię, wyrosła pierwsza róża; potem pojawiły się piękne, wonne kwiaty i zioła, a każdy gatunek otrzymał nasienie od dziewic, córek Pronoi. Pochodzenie roślin zostaje opowiedziane jako ciąg erotycznych i krwawych zdarzeń, których świadectwem jest uroda świata.

Następnie traktat opisuje raj, który archonci zakładają na ziemi, i jego drzewa. Drzewo życia ma postać słońca, a jego liście są jak liście cyprysu; drzewo poznania, które daje wiedzę, otrzymuje równie szczegółowy opis, z wyliczeniem barwy, liści i owoców. Autor podaje też przy okazji, że rośliny, owoce i zwierzęta stworzone przez archontów są nośnikami ich mocy, a jednocześnie, poprzez Erosa i światło, niosą w sobie coś z wyższego świata.

## Feniks i znaki Egiptu

Elementem, który najczęściej przyciąga uwagę badaczy, jest fragment o Feniksie. Traktat mówi o ptaku, który pojawia się w raju, zabija samego siebie i ożywa jako świadectwo sądu nad tymi, którzy krzywdzili nieśmiertelnych. Wymienia trzy postacie Feniksa: pierwszego, nieśmiertelnego, drugiego, który żyje tysiąc lat, i trzeciego, który zostaje strawiony. Odpowiadają one, jak się wydaje, trzem rodzajom ludzi, pneumatycznym, psychicznym i cielesnym, a także trzem chrztom, z których pierwszy jest duchowy, drugi ognisty, a trzeci wodny.

W tym samym miejscu pojawiają się „hydry”, czyli wodne stworzenia w Egipcie, oraz dwa byki w Egipcie, które – jak wyjaśnia autor – są znakiem słońca i księżyca. Traktat wprost stwierdza, że te rzeczy stanowią świadectwo dla mieszkańców Egiptu. Motyw Feniksa, ptaka z Heliopolis, był znany z Herodota i z literatury rzymskiej, a w egipskiej religii łączył się z ptakiem benu i kultem słonecznym. Byki mogą nawiązywać do świętych byków, takich jak Apis i Mnewis, czczonych w Memfis i Heliopolis. Autor wykorzystuje egipską topografię religijną jako księgę znaków, w której zapisana jest prawda o kosmosie.

To połączenie żywiołów greckich i egipskich z biblijnym materiałem jest kluczem do zrozumienia charakteru traktatu. Nie jest to tekst sekciarski w wąskim sensie, napisany dla zamkniętej grupy znającej tylko własny mit. Jest raczej próbą zbudowania uniwersalnej kosmogonii, w której wszystkie tradycje znane wykształconemu mieszkańcowi Egiptu znajdują swoje miejsce i wyjaśnienie. Traktat powołuje się zresztą na księgi, których nie znamy, między innymi na *Pierwszą księgę Norei* i na *Archanielską księgę Mojżesza proroka*, jak gdyby chciał pokazać, że opiera się na szerokiej bibliotece.

## Trzy stworzenia człowieka i koniec świata

Do encyklopedycznego charakteru traktatu należy także rozbudowana nauka o stworzeniu człowieka. Autor rozróżnia trzech Adamów: pierwszego, duchowego, który ukazał się pierwszego dnia; drugiego, psychicznego, który pojawił się szóstego dnia; i trzeciego, ziemskiego, uformowanego dnia ósmego. Każdy z nich odpowiada innemu poziomowi rzeczywistości i innemu rodzajowi ludzkości. Zoe, córka Pistis, ożywia człowieka ulepionego przez archontów, a postać Ewy, nazywanej tu matką żyjących i pouczycielką, wypowiada słowa w pierwszej osobie, w których ogłasza się jednocześnie matką i córką, żoną i dziewicą. Ten krótki hymn paradoksów przypomina formuły znane z innego tekstu z Nag Hammadi, nazwanego *Grzmot, umysł doskonały*.

Ostatnia część opisuje koniec. Przed spełnieniem wieku nastąpi wielkie wstrząśnięcie kosmosu; niebiosa archontów zostaną zniszczone, a światło pochłonie ciemność. Traktat kończy się zdaniem, według którego każdy musi udać się do miejsca, z którego pochodzi, i każdy przez swój czyn i swoje poznanie objawi swoją naturę. Eschatologia nie jest tu sądem w sensie prawnym, lecz rozpadem świata na składniki: to, co pochodzi ze światła, wróci do światła, a cień rozwieje się jak cień.

*O pochodzeniu świata* jest więc tekstem, w którym gnostycki mit zostaje rozpisany na encyklopedię. Kto szuka w nim jednej zwartej tezy, będzie zawiedziony; kto chce zobaczyć, jak autor późnoantyczny próbował pomieścić w jednej opowieści Hezjoda, Księgę Rodzaju, egipskie świątynie i chrześcijańską nadzieję, znajdzie w nim świadectwo niezwykłej ambicji. Sam brak tytułu wydaje się w tej perspektywie wymowny: tekst, który chce objąć wszystko, nie daje się łatwo nazwać jednym słowem.
