# Oswald Wirth i tarot masońskich wtajemniczeń

> Oswald Wirth nie uczynił tarota rytuałem lożowym, lecz przeniósł do jego lektury masońską metodę symbolizmu, w której obraz jest narzędziem samowychowania, i dzięki temu stworzył najtrzeźwiejszą z okultystycznych szkół interpretacji kart przełomu XIX i XX wieku.

Dział: Tarot
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/oswald-wirth-i-tarot-masonskich-wtajemniczen

## Szwajcar w paryskim kręgu okultystów

Joseph Paul Oswald Wirth urodził się w 1860 roku w szwajcarskim Brienz, a większość życia spędził we Francji. Do ezoteryki przyszedł nie przez książki kabalistyczne, lecz przez praktykę magnetyzmu leczniczego, popularnego wówczas w kręgach spadkobierców Mesmera; jeszcze w 1897 roku wydał książkę o nakładaniu rąk i „medycynie filozoficznej”. W połowie lat osiemdziesiątych został przyjęty do masonerii i od tej pory loża była dla niego środowiskiem równie ważnym jak salony okultystów.

Decydujące okazało się spotkanie ze Stanislasem de Guaitą w 1887 roku. Młody markiz, poeta i kolekcjoner rzadkich ksiąg magicznych, przygotowywał wtedy swoje *Essais de sciences maudites* i wkrótce założył Kabalistyczny Zakon Różokrzyża. Wirth został jego sekretarzem, współpracownikiem i, jak sam później pisał we wspomnieniach, kimś w rodzaju ucznia i powiernika. To w otoczeniu Guaity powstała talia, która przyniosła mu trwałe miejsce w historii tarota.

Środowisko to łączyło dwie ambicje, które w praktyce często się kłóciły. Chciało być uczone, dokumentować tradycję i dyskutować o źródłach; chciało jednak także odkryć w dawnych symbolach wiedzę zapomnianą, której istnienie przyjmowano z góry. Wirth odziedziczył oba te pragnienia, ale z biegiem lat coraz wyraźniej przechylał się ku pierwszemu.

Lata współpracy z Guaitą przypadły na okres burzliwy. Paryski okultyzm przeżywał wówczas spory, które prasa nazywała wojnami magów: konflikt Guaity z byłym księdzem Josephem-Antoine'em Boullanem, oskarżanym o praktyki obsceniczne i rzucanie uroków, a niedługo później rozłam z Joséphinem Péladanem, który w 1890 roku odszedł, by założyć własny, katolicki zakon różokrzyżowy. Wirth, według relacji z epoki, zetknął się wcześniej z kręgiem Boullana i przekazał Guaicie materiały, które posłużyły do jego potępienia. Sam unikał jednak rozgłosu i z czasem odsunął się od polemik, jakby właśnie te doświadczenia nauczyły go nieufności wobec okultyzmu skandalu.

## Dwadzieścia dwa arkana według wskazówek Guaity

W 1889 roku ukazały się *Les 22 Arcanes du Tarot kabbalistique*, zestaw dwudziestu dwóch atutów narysowanych przez Wirtha i wydanych w nakładzie zaledwie kilkuset egzemplarzy. Projekt był od początku dziełem programowym. Guaita polecił, by karty uwzględniały wskazówki Eliphasa Lévi'ego, który w *Dogme et rituel de la haute magie* opisał kilka atutów inaczej, niż przedstawiały je talie marsylskie. Stąd na karcie Rydwanu zamiast koni pojawiają się dwa sfinksy, czarny i biały, a w rogu każdej karty widnieje litera hebrajska zgodna z przypisaniem Lévi'ego, rozpoczynającym alfabet od Maga.

Tego samego roku Papus wykorzystał rysunki Wirtha jako ilustracje swojego *Tarota Cyganów*, co zapewniło im szeroki obieg, choć sam wkład rysownika bywał wtedy przesłaniany przez rozgłos autora książki. Talia Wirtha była jedną z pierwszych od czasów Etteilli prób zbudowania okultystycznego tarota od strony obrazu: nie tylko komentowano dawne karty, lecz przerysowywano je według nowej teorii.

Warto przy tym zauważyć, czego Wirth nie zmienił. Zachował układ i większość motywów marsylskich, zachował też ich kolorystykę w ogólnym zarysie, korygując ją według własnego rozumienia symbolicznej wartości barw. Nowe elementy – sfinksy, litery, krokodyl czyhający za obeliskiem przy wędrującym Głupcu – są dopowiedzeniami, nie rewolucją. Talia pozostaje rozpoznawalnie talią francuską, poddaną interpretacyjnej redakcji.

Prawie czterdzieści lat później, w 1927 roku, Wirth wydał książkę *Le Tarot des imagiers du Moyen Âge*, której towarzyszyła nowa, przerysowana wersja kart. Jest to jego dzieło dojrzałe i zarazem najbardziej osobne, ponieważ tytuł mówi już wprost, gdzie autor szuka źródeł: nie w Egipcie, lecz u średniowiecznych twórców obrazów.

## Symbol jako szkoła, nie jako szyfr

Aby zrozumieć, co znaczy w przypadku Wirtha „tarot masońskich wtajemniczeń”, trzeba sięgnąć do jego pism lożowych. Wirth był jednym z najbardziej czytanych autorów francuskiej masonerii pierwszej połowy XX wieku. Jego trzytomowy podręcznik *La Franc-Maçonnerie rendue intelligible à ses adeptes*, poświęcony kolejno uczniowi, czeladnikowi i mistrzowi, tłumaczy obrzędy i narzędzia loży jako język wychowania wewnętrznego. Węgielnica, cyrkiel, nieociosany i ociosany kamień nie są tam tajemnymi kodami, lecz obrazami pracy nad sobą, które działają tym silniej, im dłużej się je rozważa. W 1912 roku Wirth założył czasopismo *Le Symbolisme*, które przez dziesięciolecia było ważną trybuną tego nurtu.

Tę samą metodę zastosował do tarota. Arkana nie są dla niego zaszyfrowanym traktatem, który należy złamać, lecz sekwencją obrazów, przez które adept przechodzi, ucząc się myśleć symbolicznie. Mag oznacza początek pracy i świadomą inicjatywę, Papieżyca – wiedzę przyjmowaną w ciszy, Pustelnik – mądrość doświadczenia, Wisielec – ofiarę i odwrócenie zwykłych wartości. Ważniejsze od poszczególnych znaczeń jest jednak założenie, że symbol wychowuje, zanim cokolwiek objaśni. W *Le Symbolisme hermétique*, książce z 1909 roku łączącej alchemię z masonerią, Wirth rozwijał tę myśl na szerszym materiale: obrazy hermetyczne i lożowe mówią jednym językiem, bo opisują tę samą przemianę człowieka.

Stanowisko to miało też wymiar polemiczny wewnątrz samej masonerii. Wielki Wschód Francji usunął w 1877 roku z konstytucji obowiązek wiary w Boga i nieśmiertelność duszy, a na przełomie stuleci wiele lóż francuskich angażowało się przede wszystkim w politykę republikańską i laicką. Wirth należał do tych, którzy bronili masonerii jako szkoły symbolicznej, a nie klubu politycznego; jego zdaniem rytuał tracił sens, gdy sprowadzano go do formalności poprzedzającej dyskusję o ustawach. Tarot, czytany tą samą metodą co obrzęd, był dla niego przykładem, że symbol może kształcić bez dogmatu, ale też bez spłaszczenia do racjonalistycznej alegorii.

Dobrze widać to na przykładzie pierwszego arkanu. Jarmarczny kuglarz ze starych talii, stojący przy stole z kubkami i drobiazgami, staje się u Wirtha, idącego tu za Lévim, postacią, która ma przed sobą cztery godła kolorów: kielich, miecz, monetę i różdżkę. Nie jest to jednak dla niego mag dysponujący cudowną mocą, lecz człowiek na początku drogi, który dopiero odkrywa, jakimi narzędziami dysponuje. Odpowiada mu w lożowym słowniku uczeń, który otrzymuje pierwsze narzędzia i uczy się nimi posługiwać. Paralela jest pedagogiczna, nie historyczna, i tylko w tym sensie należy ją rozumieć. Nic nie wskazuje, by twórcy piętnastowiecznych kart myśleli o czeladnikach i mistrzach; to czytelnik z przełomu XIX i XX wieku przynosi do obrazu własny słownik i sprawdza, czy obraz go uniesie.

Nie wynika z tego, że tarot był w lożach rytuałem albo stopniem. Żadna obediencja nie wprowadziła kart do ceremonii przyjęć, a sam Wirth nie twierdził, że masoneria otrzymała tarot w spadku. Określenie „tarot masońskich wtajemniczeń” jest więc interpretacyjnym skrótem: nazywa metodę, którą wolnomularz przeniósł z loży na karty, nie zaś instytucjonalny związek. Wirth czytał arkana tak, jak czytał tablicę rysunkową czeladnika – jako pomoc do medytacji o drodze, a nie jako dokument tajnej historii.

## Średniowieczni rysownicy zamiast egipskich kapłanów

Najciekawszym rysem dojrzałego Wirtha jest jego stosunek do pochodzenia kart. Jego poprzednicy, od Court de Gébelina po Papusa, traktowali egipską genealogię tarota jak pewnik, a Paul Christian dopowiedział do niej całą scenę inicjacji w podziemiach piramidy. Wirth w 1927 roku przesunął akcent. Uznał, że karty powstały w średniowiecznej Europie, a ich twórcy byli rzemieślnikami obrazu, którzy przekazywali – świadomie albo nie – dawną mądrość symboliczną. Nie oznaczało to odrzucenia idei przekazu; oznaczało jednak, że przekaz ma się dokonywać przez język obrazów, nie przez łańcuch kapłanów i ukrytych bractw.

Z perspektywy historyka kart to stanowisko także jest mitem, tylko łagodniejszym. Tarot nie powstał w średniowieczu, lecz w XV wieku na dworach północnych Włoch, jako gra; obrazy atutów pochodzą z repertuaru alegorii moralnych i dworskich triumfów, a ich „inicjacyjny” sens został im nadany przez komentatorów XIX wieku. Mimo to przesunięcie dokonane przez Wirtha ma znaczenie. Zrywa z fantazją archeologiczną i otwiera drogę do lektury, która nie potrzebuje fałszywej metryki, by uzasadnić wartość symbolu. Symbol obroni się sam, jeśli działa na tego, kto go rozważa.

Ten zwrot zbiega się z ogólną ewolucją francuskiej myśli ezoterycznej po śmierci Guaity w 1897 roku i po rozpadzie dawnych zakonów okultystycznych. Część autorów poszła w stronę tradycjonalizmu Guénona, część w stronę psychologii; Wirth pozostał w środku, przy symbolizmie jako sztuce interpretacji, nieufnej wobec obu skrajności.

## Spuścizna nauczyciela obrazów

Talia Wirtha żyje do dziś w licznych przedrukach, a jej wpływ widać w wielu późniejszych taliach francuskich i włoskich, które przejęły sfinksy, litery hebrajskie i spokojną, nieco dydaktyczną kreskę. Jego książka z 1927 roku była przez długi czas podstawowym francuskojęzycznym wykładem tarota symbolicznego i doczekała się przekładów. Dla czytelnika anglojęzycznego punktem odniesienia stały się raczej talie Złotego Brzasku i Waite'a, ale we Francji, Szwajcarii i Belgii to Wirth wyznaczał przez dziesięciolecia ton lektury.

Trwałość tego wpływu bierze się z umiaru. Wirth nie wymagał od czytelnika przyjęcia rozbudowanej kosmologii, jak *Book T*, ani wiary w egipskie misteria, jak Christian. Proponował dyscyplinę patrzenia: dwadzieścia dwa obrazy, które należy oglądać długo i cierpliwie, odnosząc je do własnego doświadczenia, tak jak mason odnosi narzędzia budowniczego do budowy samego siebie. W tym tkwiło jego największe osiągnięcie. Przeniósł okultystyczny tarot z poziomu tajemnicy na poziom pedagogiki, a zarazem nie odebrał mu powagi.

Sam Wirth rozszerzał tę metodę na kolejne dziedziny. Pisał o symbolice alchemicznej, o astrologii i o tak zwanej sztuce królewskiej, czyli o masonerii pojmowanej jako praca wewnętrzna. We wszystkich tych pismach powraca jedno przekonanie: obraz tradycyjny nie jest szyfrem dla wtajemniczonych, którzy znają klucz, lecz zaproszeniem do pracy, którą każdy musi wykonać sam. Dlatego jego objaśnienia arkanów są stosunkowo krótkie i zostawiają czytelnikowi miejsce na własne odczytanie.

Zmarł w 1943 roku, w okupowanej Francji, w czasie gdy loże były zakazane, a archiwa masońskie konfiskowane. Jego wizja symbolu jako szkoły przetrwała jednak w czasopiśmie, które założył, i w kartach, które narysował jako młody sekretarz markiza.
