# Paracelsus i Księga o nimfach – duchy żywiołów

> Paracelsowska Liber de nymphis, sylphis, pygmaeis et salamandris opisuje istoty czterech żywiołów jako stworzenia z ciała i krwi, lecz pozbawione nieśmiertelnej duszy, które mogą ją zyskać przez małżeństwo z człowiekiem, i w ten sposób daje nowożytnej literaturze teologiczny fundament postaci Melusiny i Ondyny.

Dział: Renesansowa filozofia tajemna
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/paracelsus-i-ksiega-o-nimfach-duchy-zywiolow

## Traktat z marginesu wielkiego dzieła

Wśród pism Theophrastusa Bombastusa von Hohenheim, zwanego Paracelsusem, *Księga o nimfach, sylfach, pigmejach i salamandrach oraz o innych duchach* należy do tych, które najmniej przypominają jego medycynę, a najwięcej mówią o jego obrazie stworzenia. Traktat napisany został po niemiecku, prawdopodobnie w ostatnim dziesięcioleciu życia autora, a do druku trafił dopiero po jego śmierci w 1541 roku, w fali edycji pism Paracelsusa przygotowywanych w drugiej połowie XVI wieku; ostateczną postać nadał mu zbiorowe wydanie Johanna Husera z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Łaciński tytuł, pod którym jest dziś znany, pochodzi z tej tradycji wydawniczej. Sam tekst ma formę wykładu ułożonego w traktaty i rozdziały, z prologiem, w którym autor wyjaśnia, dlaczego w ogóle podejmuje temat uchodzący za bajkowy.

Uzasadnienie jest teologiczne. Paracelsus twierdzi, że Bóg stworzył więcej, niż widzi zwykłe oko, i że poznawanie wszystkich Jego dzieł, także tych ukrytych, jest obowiązkiem filozofa i chwałą Stwórcy. Pominięcie jakiejś części stworzenia byłoby lekceważeniem Boga, który niczego nie uczynił na próżno. Księga nie jest więc zbiorem ciekawostek ludowych ani demonologią, lecz uzupełnieniem filozofii przyrody o rejon, który dotąd zostawiano poetom i bajarzom.

## Cztery ludy i ich żywioły

Paracelsus dzieli istoty, o których pisze, według żywiołów, w których żyją. W wodzie mieszkają nimfy, które nazywa też undynami; w powietrzu sylfy, zwane również *sylvestres*, ludem leśnym; w ziemi pigmeje, czyli gnomy; w ogniu salamandry, nazywane też *vulcani*. Nazwy te wprowadził w dużej mierze on sam, a przynajmniej on nadał im uporządkowane znaczenie: słowo „gnom” jako określenie ducha ziemi wywodzi się właśnie z jego pism, a jego pochodzenie pozostaje niejasne.

Najważniejszą cechą tych stworzeń jest ich status pośredni. Nie są duchami w sensie aniołów ani demonów, ponieważ mają ciało, krew i kości, jedzą, piją, mówią, rodzą dzieci, chorują i umierają. Nie są też ludźmi, ponieważ ich ciało jest subtelniejsze i podlega innym prawom: przechodzą przez swój żywioł tak, jak człowiek przechodzi przez powietrze, gnomy poruszają się w skale bez przeszkód, salamandry żyją w ogniu, który by człowieka strawił. Każdy lud ma swój świat, swoje niebo, swój pokarm i swoje obyczaje; Paracelsus mówi nawet o ich władzy i porządku społecznym. Ich wygląd jest zbliżony do ludzkiego, choć gnomy są małe, a salamandry długie i chude.

Kluczowa różnica dotyczy duszy. Istoty żywiołów żyją długo, czasem setki lat, ale po śmierci nic z nich nie pozostaje; umierają jak zwierzęta. Są, jak pisze Paracelsus, ludźmi bez duszy, a przez to bez udziału w odkupieniu i bez nadziei na życie wieczne. Ten brak nie czyni ich złymi. Paracelsus podkreśla ich rozum, obyczajność, a nawet pobożność w sprawach doczesnych. Czyni ich natomiast istotami, którym czegoś istotnego brakuje, i z tego braku wyrasta cała dramaturgia traktatu.

## Małżeństwo, dusza i zakaz

Spośród czterech ludów najbliżej człowieka stoją nimfy. Paracelsus twierdzi, że mogą one wychodzić z wody, przybierać postać kobiet i wiązać się z mężczyznami. Z takiego małżeństwa wynika coś, czego żadna istota żywiołu nie osiągnie sama: nimfa poślubiona człowiekowi otrzymuje duszę, a dzieci zrodzone z tego związku mają duszę po ojcu i należą do rodzaju ludzkiego. Dlatego, jak pisze, nimfy szukają ludzkiej miłości, tak jak człowiek szuka Boga, aby dostąpić tego, czego nie posiada z natury.

Związek obwarowany jest jednak warunkami. Mąż nie może obrazić żony nad wodą ani w pobliżu wody, bo wtedy wraca ona do swego żywiołu. Jeśli odejdzie, małżeństwo trwa nadal i mężczyzna nie może pojąć innej żony; gdyby to uczynił, nimfa ma przyjść i go zabić. Paracelsus nie podaje tego jako bajki, lecz jako prawidło, na które przytacza przykłady. Jest w tym coś więcej niż motyw baśniowy. Duszy nie da się tu nabyć jednorazowym aktem, lecz wierną więzią, a zerwanie tej więzi ma skutki moralne i kosmiczne zarazem.

Najważniejszym przykładem jest historia rycerza Petera von Staufenberga, którą Paracelsus znał z niemieckiej tradycji. Średniowieczny poemat *Der Ritter von Staufenberg*, powstały około 1310 roku w Górnej Nadrenii i związany z rodem Staufenbergów z Ortenau, opowiada o rycerzu, który spotkał nadprzyrodzoną piękną kobietę i zawarł z nią związek pod warunkiem, że nigdy się nie ożeni. Gdy pod naciskiem rodziny i dworu poślubił inną, podczas uczty weselnej przez sufit przebiła się noga jego dawnej ukochanej, a on sam w trzy dni potem zmarł. Paracelsus odczytuje tę historię jako świadectwo o nimfie, która dochodzi swoich praw. Przywołuje też Melusinę, bohaterkę romansu o rodzie Lusignan, znanego z prozy Jeana d’Arras z końca XIV wieku i z niemieckiej przeróbki Thüringa von Ringoltingen z 1456 roku. W jego lekturze Melusina, kobieta przemieniająca się co sobota w pół węża, nie jest demonem, lecz nimfą, której los ułożył się według tych samych praw.

## Teologia stworzenia zamiast demonologii

Ważne jest to, czego Paracelsus w traktacie stanowczo nie mówi. Nie utożsamia istot żywiołów z diabłem i ostrzega przed takim utożsamieniem. W kulturze, w której Kościół i uczeni wpisywali wszelkie istoty tego rodzaju w demonologię, a kobiety wiążące się z nimi w procesy o czary, jest to stanowisko odrębne. Paracelsus przyznaje wprawdzie, że diabeł może przybierać różne postacie i wchodzić w kontakt z ludźmi, ale oddziela tę sferę od sfery istot żywiołów, które są stworzeniem Bożym, a nie upadłym. Pokrewne zjawiska, takie jak olbrzymy i karły znane z podań, tłumaczy jako potworne potomstwo tych ludów, rodzące się z woli Boga na znak i przestrogę.

Traktat zawiera też motyw skarbów. Gnomy strzegą kruszców i kamieni w głębi gór, a niektóre podania o skarbach ukrytych w ziemi Paracelsus łączy z ich działalnością. Nie rozwija przy tym żadnej techniki ich przywoływania. Księga jest opisowa, a nie praktyczna; nie ma w niej formuł zaklęć ani obrzędów. Jej celem jest wpisanie podań w porządek stworzenia, w którym wszystko ma swoje miejsce i swój sens, a człowiek, obdarzony duszą, stoi wyżej niż istoty dłużej żyjące, piękniejsze i zręczniejsze od niego.

To ostatnie jest być może głównym przesłaniem tekstu. Istoty żywiołów pod każdym zewnętrznym względem mogą przewyższać człowieka, a jednak zazdroszczą mu jednego: duszy zdolnej do zbawienia. Paracelsus odwraca tym samym typową dla podań perspektywę. Nie człowiek pożąda skarbów i łask nadprzyrodzonych istot, lecz one pożądają tego, co człowiek ma, a czego często nie ceni.

## Od hrabiego Gabalis do Ondyny

Recepcja traktatu poszła drogą, której Paracelsus nie mógł przewidzieć. Najważniejszym jej ogniwem stał się *Le Comte de Gabalis, ou Entretiens sur les sciences secrètes*, opublikowany anonimowo w Paryżu w 1670 roku i przypisywany Nicolasowi-Pierre’owi-Henriemu de Montfaucon de Villars. Książka ma formę rozmów, w których tajemniczy hrabia wtajemnicza narratora w wiedzę kabalistów. Nauka o sylfach, gnomach, nimfach i salamandrach, wzięta wyraźnie od Paracelsusa, zostaje tu przekształcona w system: istoty żywiołów mogą zyskać nieśmiertelność przez związek z mędrcami, a mędrcy powinni dla nich wyrzec się związków z ludzkimi kobietami. Ton książki jest dwuznaczny; wielu czytelników od początku odczytywało ją jako satyrę na tajemne nauki, inni jako ich wykład. Ta dwuznaczność nie przeszkodziła jej stać się na długo podstawowym źródłem wiedzy o duchach żywiołów dla okultystów i poetów.

Z *Hrabiego Gabalis* czerpał Alexander Pope, który w liście dedykacyjnym do *The Rape of the Lock* (wersja rozszerzona 1714) wyjaśniał, że jego sylfy pochodzą z tej właśnie książki, i przedstawiał ją jako dzieło o rozenkreuckiej nauce. W ten sposób paracelsowska klasyfikacja przeszła do poezji rokokowej, gdzie sylfy stały się zwiewnymi strażnikami kobiecej próżności. Ważniejsza okazała się jednak linia niemiecka. Friedrich de la Motte Fouqué w noweli *Undine* z 1811 roku wprost oparł się na Paracelsusie: jego bohaterka jest nimfą wodną, która przez miłość rycerza Huldbranda zyskuje duszę, a gdy rycerz łamie wierność i obraża ją nad wodą, musi odejść, a potem przyjść po jego życie. Wszystkie zasady traktatu zostały zachowane, łącznie z zakazem powtórnego małżeństwa i jego śmiertelnym skutkiem.

Nowela Fouqué’go stała się źródłem oper, przede wszystkim *Undine* E. T. A. Hoffmanna i Alberta Lortzinga, a pośrednio wielu późniejszych opracowań. Pokrewny motyw istoty z wody, która przez miłość do człowieka pragnie nieśmiertelnej duszy, odnajdujemy w *Małej syrence* Hansa Christiana Andersena z 1837 roku, choć tam droga do duszy prowadzi przez cierpienie i ofiarę, a nie przez małżeństwo. Bezpośrednią zależność od Paracelsusa trudno w tym przypadku wykazać; pewne jest natomiast, że w epoce romantycznej jego nauka była już częścią wspólnego zasobu wyobraźni.

Wszystkie te opracowania łączy jedno pytanie, postawione po raz pierwszy z całą powagą przez Paracelsusa. Dotyczy ono tego, czym jest dusza, skoro można ją mieć albo nie mieć, otrzymać przez miłość i stracić przez zdradę. Pytanie to wyrosło w traktacie z teologii stworzenia, a nie z poetyki baśni, i dlatego literatura mogła je podjąć z taką siłą. Ondyna, która płacze nad tym, że kocha, choć nie posiada duszy, jest postacią literacką, ale jej rodowód sięga renesansowego lekarza, który uznał, że i o takich istotach filozof powinien mówić, aby nie pominąć żadnego dzieła Boga.
