# Proces Mistrza Eckharta i bulla In agro dominico

> Proces Mistrza Eckharta, toczony w Kolonii i Awinionie w latach 1326–1329 i zakończony bullą Jana XXII In agro dominico, pokazuje, jak paradoksalny język mistyki zderzył się z procedurą cenzury teologicznej i jak z tego zderzenia narodziła się trwała postać „Eckharta heretyka”.

Dział: Mistyka chrześcijańska
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/proces-mistrza-eckharta-i-bulla-in-agro-dominico

## Oskarżenie w Kolonii

Gdy w 1326 roku arcybiskup Kolonii Henryk II z Virneburga wszczął postępowanie inkwizycyjne przeciw Eckhartowi, oskarżony był jednym z najbardziej szanowanych dominikanów swojego czasu. Dwukrotnie wykładał jako magister teologii w Paryżu, pełnił funkcję prowincjała Saksonii i wikariusza generalnego Czech, kierował szkołą zakonną w Kolonii. Znany był przede wszystkim jako kaznodzieja, który mówił po niemiecku do zakonnic, beginek i świeckich o rzeczach, o których scholastycy rozprawiali po łacinie w salach uniwersyteckich. To właśnie ten aspekt jego działalności – wykładanie trudnych prawd ludziom niewykształconym – stał się najważniejszym argumentem oskarżenia.

Tło sprawy było złożone. Kolonia, podobnie jak inne miasta nadreńskie, była miejscem, w którym kościelne władze od lat walczyły z ruchem, nazywanym herezją Wolnego Ducha, a ściślej z grupami beginów i begardów oskarżanymi o twierdzenie, że człowiek zjednoczony z Bogiem nie podlega już prawu moralnemu. Arcybiskup Henryk był znany z surowości wobec tych grup. Kaznodzieja, który mówił o zjednoczeniu duszy z Bogiem w języku niemieckim i w sposób trudny do kontrolowania, musiał budzić jego niepokój. Do tego dochodziły napięcia wewnątrz samego zakonu dominikańskiego oraz konflikty między dominikanami a franciszkanami, którzy pełnili rolę komisarzy w procesie.

Co istotne, wcześniej sprawą zajął się już sam zakon. Mikołaj ze Strasburga, wizytator dominikańskiej prowincji z ramienia papieża, zbadał oskarżenia przeciw Eckhartowi i uznał je za bezpodstawne. Arcybiskup zignorował to rozstrzygnięcie. Jego komisarze, Reiner Friso i franciszkanin Piotr z Estate, sporządzili listy podejrzanych zdań wyciągniętych z pism Eckharta: z niemieckiej *Księgi pociechy Boskiej*, z kazań i z łacińskich komentarzy biblijnych. Eckhart otrzymał je z wezwaniem do odpowiedzi.

## Obrona, która nie chciała być obroną

Odpowiedź Eckharta, znana w literaturze jako *Rechtfertigungsschrift*, choć napisana po łacinie, jest jednym z najbardziej fascynujących dokumentów średniowiecznej teologii. Eckhart nie przyjmuje pozycji pokornego oskarżonego. Najpierw zaznacza, że jako członek zakonu dominikanów, posiadający przywileje papieskie, nie podlega jurysdykcji arcybiskupa w sprawach doktrynalnych, i odpowiada tylko z grzeczności. Następnie przechodzi do analizy poszczególnych zdań, jedno po drugim, z wyraźną irytacją wobec swoich oskarżycieli.

Kluczowa jest tu zasada, którą Eckhart formułuje na początku. Pisze, że może się mylić, ale nie może być heretykiem, ponieważ błąd należy do intelektu, a herezja do woli. Heretykiem jest ten, kto uparcie trwa przy błędzie, gdy został mu wykazany; on sam natomiast jest gotów odwołać wszystko, co okaże się sprzeczne z wiarą. To rozróżnienie, w pełni zgodne z ówczesnym prawem kanonicznym, przesuwa całą sprawę z poziomu treści na poziom postawy. Eckhart nie twierdzi, że jest nieomylny; twierdzi tylko, że nie jest buntownikiem.

Równie ważna jest jego metoda interpretacji. Wiele zakwestionowanych zdań broni, wskazując, że oskarżyciele wyrwali je z kontekstu albo nie zrozumieli ich logiki. Szczególnie często odwołuje się do formuły *inquantum*, „o ile”. Gdy mówi, że dobry człowiek jest samą dobrocią, nie twierdzi, że konkretny człowiek z ciałem i grzechami jest Bogiem, lecz że człowiek, o ile jest dobry, uczestniczy w dobroci, która jest jedna. Takie zdania, pisze, brzmią fałszywie dla tych, którzy nie rozumieją, ale są prawdziwe w swoim właściwym sensie. Dodaje też uwagę, która musiała rozdrażnić komisarzy: że ich ignorancja skłania ich do uważania za błędne wszystkiego, czego nie pojmują.

W styczniu 1327 roku Eckhart odwołał się do papieża, a 13 lutego tego roku w kościele dominikanów w Kolonii odczytał publiczne oświadczenie. Wyrażał w nim odrazę do wszelkiego błędu przeciw wierze i obyczajom, deklarował gotowość odwołania wszystkiego, co mogłoby zostać uznane za błędne, i zaznaczał, że niektóre jego słowa zostały źle zrozumiane. Tekst przetłumaczył na niemiecki jego współbrat, aby słuchacze mogli go zrozumieć. Kilka dni później komisarze odrzucili odwołanie jako niepoważne. Sprawa trafiła jednak do Awinionu.

## Komisja papieska i śmierć oskarżonego

W Awinionie, gdzie rezydował wówczas papież Jan XXII, zebrała się komisja teologów, która miała zbadać zarzuty. Zachował się jej *votum*, czyli opinia o dwudziestu ośmiu artykułach, oparta na zredukowanej liście z Kolonii. Według przekazu w pracach brał udział Jakub Fournier, kardynał i późniejszy papież Benedykt XII, znany z wcześniejszej działalności inkwizycyjnej. Komisja nie rozpatrywała już całych pism Eckharta, lecz pojedyncze zdania, i to w ich najbardziej oczywistym, dosłownym sensie. Ta procedura miała kluczowe znaczenie dla wyniku. Zdania, które w kontekście kazania lub komentarza mogły mieć sens ortodoksyjny, oddzielone od tego kontekstu brzmiały często jednoznacznie heretycko.

Eckhart udał się do Awinionu, aby się bronić, ale zmarł przed zakończeniem procesu. Dokładna data i miejsce jego śmierci są nieznane. Wiemy tylko, że w liście papieża do arcybiskupa Kolonii z 30 kwietnia 1328 roku Eckhart jest już wspomniany jako zmarły. Proces był jednak kontynuowany, ponieważ chodziło już nie o osobę, lecz o naukę.

## Dwadzieścia osiem artykułów

27 marca 1329 roku Jan XXII ogłosił bullę *In agro dominico*. Jej tytuł nawiązuje do przypowieści o pszenicy i kąkolu: na polu Pańskim nieprzyjaciel nasiał chwastów. Bulla mówi o „pewnym Eckharcie z Niemiec”, doktorze teologii, który chciał wiedzieć więcej, niż należy, i który, zwiedziony przez ojca kłamstwa, głosił wiele rzeczy zaciemniających prawdziwą wiarę, zwłaszcza przed prostym ludem.

Bulla potępia dwadzieścia osiem zdań, podzielonych na grupy. Pierwszych piętnaście uznano za heretyckie. Kolejnych jedenaście określono jako źle brzmiące, zuchwałe i podejrzane o herezję, choć dopuszczono, że przy wielu wyjaśnieniach i uzupełnieniach mogą mieć sens katolicki. Dwa ostatnie artykuły bulla przypisuje Eckhartowi jako głoszone przez niego, choć zaznacza, że nie było to w pełni pewne; uznała je za heretyckie. Wśród potępionych zdań są twierdzenia dotyczące stworzenia świata i jego relacji do wieczności, przekonanie, że człowiek może zostać całkowicie przemieniony w Boga, podobnie jak chleb w sakramencie, sentencja, że wszystko, co Pismo mówi o Chrystusie, jest prawdziwe także o każdym dobrym i boskim człowieku, zdanie, że kto prosi Boga o to czy tamto, prosi o zło, oraz stwierdzenie, że wszystkie stworzenia są czystą nicością. Jedno z dodatkowych zdań dotyczy niestworzonego elementu w duszy, któremu poświęcony jest osobny esej, i nie będzie tu rozważane.

Lektura tej listy pozwala zrozumieć sposób myślenia komisji. Weźmy zdanie piętnaste, według którego człowiek, który popełnił tysiąc grzechów śmiertelnych, nie powinien, jeśli jest dobrze usposobiony, pragnąć, by ich nie popełnił. W kazaniu lub w *Księdze pociechy Boskiej* zdanie to wyraża skrajną postać zgody na wolę Bożą, która nawet z grzechu potrafi wyprowadzić dobro, i ma wstrząsnąć słuchaczem przywiązanym do własnej doskonałości. Wyjęte z tego kontekstu i odczytane jako ogólna reguła moralna, brzmi jak przyzwolenie na grzech. Komisja nie pytała, co kaznodzieja chciał osiągnąć u słuchacza; pytała, co zdanie znaczy, gdy przeczyta je ktoś, kto nie zna niczego poza nim. Z punktu widzenia urzędu odpowiedzialnego za wiarę prostych ludzi było to pytanie uprawnione.

Na końcu bulli znajduje się zastrzeżenie, które ma ogromne znaczenie dla oceny całej sprawy. Papież stwierdza, że Eckhart przed śmiercią wyznał wiarę katolicką i odwołał dwadzieścia sześć artykułów, które przyznał, że głosił, oraz wszystko, co w jego pismach mogło zrodzić w umysłach wiernych sens heretycki, poddając się decyzji Stolicy Apostolskiej. Bulla potępia więc zdania, ale nie ogłasza samego Eckharta heretykiem. Co więcej, papież nakazał jej ogłoszenie tylko w archidiecezji kolońskiej, a nie w całym Kościele, co wskazuje na lokalny charakter sprawy.

## Narodziny heretyka i próby rehabilitacji

Mimo tych ograniczeń bulla wywarła trwały wpływ na recepcję Eckharta. Jego łacińskie pisma były rzadziej kopiowane, a niemieckie kazania krążyły często bez nazwiska autora lub pod imionami innych kaznodziejów. Jego uczniowie, jak Henryk Suzo, bronili go ostrożnie, a sam Suzo zapłacił za to utratą stanowiska. W XV wieku Mikołaj z Kuzy, w *Apologii uczonej niewiedzy* z 1449 roku, odpowiadając Janowi Wenckowi, który oskarżał go o powtarzanie błędów Eckharta, przyznał, że czytał jego pisma i że znajdują się one w wielu bibliotekach. Dodał jednak, że powinny być trzymane z dala od ludzi niewykształconych, ponieważ łatwo je źle zrozumieć. Ta uwaga dobrze oddaje sytuację: Eckhart nie zniknął, ale stał się autorem dla wtajemniczonych.

W XIX wieku, wraz z odkryciem i wydaniem jego pism, powstał nowy obraz Eckharta – jako myśliciela, który wyprzedził swoją epokę, prekursora niemieckiej filozofii, ofiary kościelnego obskurantyzmu. Ten obraz był w dużej mierze projekcją romantyzmu i idealizmu. Historycy procesu, tacy jak Winfried Trusen w monografii z 1988 roku, pokazali, że sprawa była znacznie bardziej złożona i że Eckhart działał w ramach ówczesnego prawa, a nie przeciw niemu. Obraz mistyka-buntownika, zgniecionego przez hierarchię, okazał się anachronizmem.

Na początku lat osiemdziesiątych XX wieku dominikanie zwrócili się do władz kościelnych z prośbą o ponowne rozważenie sprawy Eckharta. W wyniku tych starań nie doszło do formalnego aktu rehabilitacji. Przeważył pogląd, że skoro bulla potępiła zdania w określonym sensie, a nie samą osobę, i skoro Eckhart przed śmiercią poddał się osądowi Kościoła, rehabilitacja w ścisłym sensie nie jest konieczna. W praktyce pozwoliło to zakonowi otwarcie odwoływać się do Eckharta jako do swojego mistrza i teologa, bez wchodzenia w spór z bullą. Można dziś czytać jego pisma jako dziedzictwo Kościoła, z pełną świadomością, że niektóre jego sformułowania zostały uznane za niebezpieczne.

Proces Eckharta pozostaje więc przypadkiem pouczającym. Pokazuje, że język mistyki, z natury paradoksalny i przesadny, nie mieści się łatwo w procedurze, która ocenia pojedyncze zdania w ich dosłownym sensie. Eckhart mówił językiem kaznodziei, który chce wstrząsnąć słuchaczem; jego sędziowie czytali go jak zbiór tez do zatwierdzenia lub odrzucenia. Obie strony miały swoje racje, ale nie mówiły tym samym językiem. Z tego nieporozumienia narodził się „Eckhart heretyk” – postać, która przez wieki przesłaniała rzeczywistego mistrza z Kolonii.
