# Pseudo-Makary i Homilie duchowe o sercu jako tronie Boga

> Korpus homilii przypisany Makaremu Egipskiemu, powstały w rzeczywistości w syryjsko-mezopotamskim środowisku IV wieku, uczynił z serca główne miejsce spotkania z Bogiem i domagał się, by obecność Ducha była przeżywana świadomie, „w pełni i odczuciu”, a nie jedynie wyznawana.

Dział: Mistyka chrześcijańska
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/pseudo-makary-i-homilie-duchowe-o-sercu-jako-tronie-boga

## Imię pustynnego ojca na cudzym tekście

Makary Egipski, zwany Wielkim, był jednym z ojców pustyni skeckiej w IV wieku; zbiory apoftegmatów zachowały o nim wiele krótkich opowieści, w których występuje jako starzec łagodny, przenikliwy i oszczędny w słowach. Pod jego imieniem krąży jednak także obszerny zespół tekstów o zupełnie innym charakterze: homilie, listy i rozmowy pisane rozlewnie, obrazowo, z upodobaniem do długich porównań. Badania filologiczne XX wieku wykazały, że ten korpus nie pochodzi z Egiptu. Jego słownictwo, realia i obrazy wskazują na Syrię lub Mezopotamię drugiej połowy IV wieku, na środowisko greckojęzycznych ascetów żyjących na pograniczu kultury syryjskiej. Dlatego w literaturze naukowej mówi się dziś o Pseudo-Makarym albo o *Corpus Macarianum*, a nie o pismach samego Makarego.

Korpus zachował się w kilku zbiorach, które różnią się układem i zakresem. Najbardziej znany, nazywany kolekcją II, to *Pięćdziesiąt homilii duchowych*; to on był przepisywany najczęściej, to on trafił do druku – pierwsze greckie wydanie ukazało się w Paryżu w połowie XVI wieku – i to on ukształtował obraz „Makarego” w późniejszej Europie. Pozostałe kolekcje, wydane krytycznie dopiero w XX wieku, pokazały, że *Pięćdziesiąt homilii* jest jednym z wielu możliwych wyborów z większej, płynnej spuścizny.

Hermann Dörries zaproponował w latach czterdziestych, by autora identyfikować z Symeonem z Mezopotamii, postacią wzmiankowaną przez starożytnych historyków herezji jako jeden z przywódców ruchu mesaliańskiego. Hipoteza ta jest szeroko dyskutowana, lecz nie została udowodniona; część badaczy przyjmuje ją ostrożnie jako roboczą nazwę dla anonimowego autora, inni wolą mówić po prostu o kręgu makariańskim.

## Mesalianie i spór o ortodoksję

Mesalianie – nazwa pochodzi od syryjskiego słowa oznaczającego „modlących się”, po grecku zwano ich euchitami – to ruch ascetyczny, który w ostatnich dekadach IV wieku zaniepokoił biskupów Syrii i Azji Mniejszej. Synody w Side i w Antiochii, a następnie sobór efeski w 431 roku potępiły ich nauczanie, a wraz z nim księgę nazywaną *Asceticon*. Według polemicznych streszczeń mesalianie twierdzili, że w każdym człowieku od urodzenia mieszka demon, którego nie usuwa chrzest, lecz jedynie nieustanna modlitwa; że obecność Ducha jest wyczuwalna jak doznanie zmysłowe; że ten, kto ją osiągnął, nie potrzebuje już pracy, postów ani sakramentów.

Na początku XX wieku Louis Villecourt zauważył, że kilka zdań przypisywanych mesalianom przez ich przeciwników – zwłaszcza w zestawieniach Teodoreta z Cyru i Jana z Damaszku – odpowiada niemal dosłownie fragmentom homilii makariańskich. Odkrycie to otworzyło trwający do dziś spór. Jedni uznali korpus za dzieło mesaliańskie, przemycone do prawosławnej tradycji pod czcigodnym imieniem. Inni zwrócili uwagę, że homilie wyraźnie cenią chrzest, Kościół i pracę rąk, że ostrzegają przed pychą tych, którzy sądzą, iż osiągnęli doskonałość, i że ich nauka jest bardziej zniuansowana niż karykatura polemistów. Coraz częściej przyjmuje się więc obraz pośredni: homilie wyrastają z tego samego ascetycznego środowiska, z którego wyłonił się ruch mesaliański, ale reprezentują jego umiarkowany, wewnątrzkościelny nurt, a zarzuty biskupów wycinały z nich zdania i nadawały im skrajny sens.

Sporo światła rzuciło na tę sprawę porównanie *Wielkiego listu* makariańskiego z traktatem *De instituto christiano*, przekazanym pod imieniem Grzegorza z Nyssy. Werner Jaeger sądził, że to Pseudo-Makary korzystał z Grzegorza; późniejsze badania, zwłaszcza Reinharta Staatsa, odwróciły ten kierunek i wskazały, że to kapadocki tekst przerabia list makariański. Jeśli tak było, krąg Grzegorza czytał syryjskiego ascetę z uznaniem i starał się wpisać jego intuicje w język bardziej kontrolowany teologicznie. Taka recepcja dobrze tłumaczy, dlaczego korpus przetrwał mimo podejrzeń.

## Serce jako naczynie i jako pole bitwy

Najtrwalszym wkładem Pseudo-Makarego jest antropologia serca. Grecka filozofia, a za nią wielu chrześcijańskich autorów tamtego czasu, lokowała najwyższą władzę człowieka w umyśle, w *nous*, który kontempluje rzeczy niewidzialne. Homilie przejmują ten język, ale przesuwają środek ciężkości. Serce, zgodnie z biblijnym użyciem słowa, nie jest u nich siedzibą uczuć w nowożytnym sensie, lecz ośrodkiem całej osoby, miejscem, gdzie zapadają decyzje, gdzie rodzą się myśli i gdzie człowiek jest naprawdę sobą. W jednej z homilii pada zdanie, które później wielokrotnie przytaczano: serce jest małym naczyniem, a jednak są w nim smoki i lwy, jadowite zwierzęta i wszystkie skarby zła; lecz jest w nim także Bóg, są aniołowie, życie i królestwo, światło i apostołowie, niebiańskie miasta i skarby łaski.

Ten obraz pokazuje, że serce nie jest u Pseudo-Makarego miejscem z natury czystym, do którego wystarczy się cofnąć. Jest raczej polem walki, na którym grzech i łaska współistnieją przez długi czas. Homilie mówią o tym z wyjątkowym realizmem: nawet człowiek, który doznał obecności Ducha, może nosić w sobie resztki zła, a łaska i grzech mogą mieszkać w duszy jednocześnie, jak dwie osoby w jednym domu. Właśnie to twierdzenie należało do zarzutów stawianych mesalianom, lecz w homiliach służy ono przede wszystkim przestrodze przed fałszywym poczuciem bezpieczeństwa.

Stąd bierze się ton tych tekstów. Nie są traktatami o stopniach kontemplacji, lecz zapisem duchowego kierownictwa skierowanego do wspólnot, które pytały, jak żyć z tą dwoistością. Odpowiedź brzmi niezmiennie: przez wytrwałą modlitwę, pokorę i pragnienie, które nie zadowala się niczym mniejszym niż sam Bóg. Zbawienie jest tu procesem wchodzenia łaski w głąb serca, warstwa po warstwie, aż przeniknie całego człowieka.

## Tron chwały z wizji Ezechiela

Pierwsza homilia kolekcji II otwiera całość obrazem, który nadał jej szczególną sławę. Autor bierze wizję proroka Ezechiela – rydwan chwały niesiony przez cztery żywe istoty, pełne oczu z każdej strony, nad którymi spoczywa tron i postać podobna do człowieka – i odczytuje ją jako tajemnicę duszy. Dusza, która przyjęła Ducha, sama staje się tronem chwały i rydwanem Boga. Cała staje się okiem, światłem i obliczem; nie ma w niej części ciemnej, zwróconej w bok. Bóg zasiada w niej i prowadzi ją, jak woźnica prowadzi wóz.

Ta egzegeza jest ważna z kilku powodów. Po pierwsze, przenosi motyw tronu Bożego, w żydowskiej literaturze związany z kontemplacją niebiańskiego rydwanu, do wnętrza człowieka. Nie trzeba wstępować do siódmego nieba, by ujrzeć chwałę, bo jej siedzibą ma stać się dusza. Po drugie, łączy ten obraz z pełnią przemiany: oczy rozmieszczone na całym ciele żywych istot oznaczają duszę, która nie ma już martwych punktów, którą łaska przeniknęła bez reszty. Po trzecie wreszcie, nadaje doświadczeniu duchowemu charakter eschatologiczny. To, co teraz dzieje się ukrycie w sercu, w dniu zmartwychwstania okryje także ciało; chwała noszona wewnątrz wyjdzie na zewnątrz, jak drzewa, które zimą niosą życie w korzeniach, a wiosną okrywają się liśćmi.

Język homilii wielokrotnie powraca do tej logiki. Ogień, który teraz pali się w duszy, ma kiedyś ogarnąć całego człowieka; światło Taboru, które apostołowie ujrzeli na ciele Chrystusa, jest obietnicą tego, co stanie się udziałem świętych. W ten sposób serce staje się nie tylko miejscem prywatnego przeżycia, lecz zalążkiem przemienionego świata.

## Doświadczenie „w pełni i odczuciu”

Jednym z najbardziej charakterystycznych zwrotów korpusu jest formuła mówiąca, że łaskę należy przyjąć *en pasē plērophoria kai aisthēsei* – „w całej pełni i odczuciu”, w pewności i w doznaniu. Autor nie chce, by chrześcijanin poprzestał na tym, że wierzy w obecność Ducha jako w twierdzenie przekazane przez Kościół. Pragnie, by ją poznał tak, jak poznaje się smak, ciepło czy światło. Kto mówi o miodzie, nie znając jego smaku, jest podobny do tego, kto mówi o Duchu, nie doświadczywszy go – to porównanie pojawia się w różnych wariantach wielokrotnie.

Ten nacisk był właśnie tym, co budziło niepokój polemistów: wydawało się, że czyni on z odczucia kryterium łaski, a z doświadczenia miarę prawdziwego chrześcijaństwa. Homilie zdają sobie z tego niebezpieczeństwa sprawę. Ostrzegają przed złudzeniami, przed szatanem przybierającym postać światła, przed ludźmi, którzy po krótkiej chwili pocieszenia uważają się za doskonałych. Odczucie łaski nie jest w nich stanem stałym, lecz przypływem i odpływem; Bóg raz daje słodycz, raz ją odbiera, aby człowiek nie przywiązał się do darów zamiast do Dawcy. A jednak autor nie rezygnuje z twierdzenia, że chrześcijaństwo, które nigdy niczego nie doświadcza, jest niepełne.

W historii mistyki ta postawa oznacza przesunięcie akcentu. Teksty aleksandryjskie i ewagriańskie mówią przede wszystkim o oczyszczonym umyśle, który widzi; Pseudo-Makary mówi o sercu, które czuje i płonie. Nie jest to przeciwstawienie absolutne – homilie znają kontemplację, a późniejsi autorzy łączyli oba języki – ale od czasu tego korpusu wschodnia duchowość ma do dyspozycji słownik ognia, słodyczy, pewności i ciepła, który wcześniej był rozproszony.

## Wesley, pietyści i druga kariera homilii

Recepcja korpusu na Wschodzie była szeroka i trwała: parafrazę homilii, przypisywaną Symeonowi Metafraście, włączono do *Filokalii*, a cytaty z „Makarego” wędrowały przez klasztorne florilegia. Szczególnie ciekawy jest jednak los homilii w protestanckiej Europie nowożytnej. Drukowane greckie i łacińskie wydania z XVI i XVII wieku udostępniły je uczonym niezależnie od tradycji monastycznej, a czytelnicy szukający religii serca znaleźli w nich niespodziewanego sojusznika.

Gottfried Arnold, historyk Kościoła i jeden z najbardziej wpływowych autorów radykalnego pietyzmu, przełożył homilie na niemiecki i opublikował je pod koniec XVII wieku. W jego oczach „Makary” był świadkiem chrześcijaństwa pierwotnego, wewnętrznego, jeszcze nieskostniałego w instytucji – i właśnie takiego chrześcijaństwa pietyści szukali przeciw luterańskiej ortodoksji. Nacisk homilii na odrodzenie, na odczuwalną obecność Ducha i na stopniowe uświęcenie odpowiadał językowi ich własnych nawróceń.

W Anglii homilie czytał John Wesley. W jego dzienniku z lata 1736 roku, z czasu pobytu w Georgii, znajduje się krótka notatka o lekturze Makarego, a później włączył obszerny wybór homilii do pierwszego tomu swojej *Christian Library*, wielotomowej serii lektur dla metodystów. Badacze dziejów metodyzmu – zwłaszcza Albert Outler – podkreślali, że Wesleyowska nauka o chrześcijańskiej doskonałości i o pewności zbawienia, o świadectwie Ducha odczuwanym w sercu, czerpała z greckich ojców co najmniej tyle, co z tradycji zachodniej, a Pseudo-Makary był wśród nich szczególnie bliski. Wesley czytał go oczywiście przez okulary własnej teologii i pomijał to, co nie pasowało do jego programu, ale spotkanie było rzeczywiste.

Ten rozgałęziony los korpusu – od syryjskich wspólnot ascetycznych, przez podejrzenia synodów, przez klasztory bizantyjskie, aż po niemieckich pietystów i angielskich metodystów – dobrze pokazuje, dlaczego homilie zajmują w dziejach mistyki miejsce osobne. Ich autor, którego imienia być może nigdy nie poznamy, nie zostawił systemu. Zostawił obraz serca jako tronu, na którym Bóg chce zasiąść, i przekonanie, że ta obecność nie musi pozostać ukryta przed samym człowiekiem. Kolejne pokolenia, bardzo różne wyznaniowo, rozpoznawały w tym przekonaniu coś, czego brakowało ich własnym tradycjom.
