# Rejestr Jacques'a Fourniera i ostatni katarzy z Montaillou

> Rejestr inkwizycyjny biskupa Jacques'a Fourniera z lat 1318–1325 pozwala zobaczyć schyłkowe katarstwo Pirenejów, od odrodzenia zapoczątkowanego przez Pierre'a Authiégo po ostatniego dobrego człowieka Guillaume'a Bélibaste'a, jako religię wiejskich domów, ale tylko przez filtr pytań, przekładu i strachu.

Dział: Gnostycyzm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/rejestr-jacques-a-fourniera-i-ostatni-katarzy-z-montaillou

## Biskup, który został papieżem

Jacques Fournier, cysters, wcześniej opat klasztoru Fontfroide, został w 1317 roku biskupem Pamiers w hrabstwie Foix. Rok później utworzył przy swoim biskupstwie trybunał inkwizycyjny, działający we współpracy z dominikańską inkwizycją w Carcassonne. Przez siedem lat przesłuchiwał ludzi podejrzanych o herezję, zwłaszcza z górskich wsi Sabarthès i z krainy Aillou, a protokoły tych przesłuchań kazał spisywać ze szczególną starannością. W 1326 roku przeniesiono go do Mirepoix, a w 1334 roku został wybrany papieżem i przyjął imię Benedykta XII.

Część protokołów zabrał ze sobą do Awinionu i dzięki temu przetrwały. Rejestr, przechowywany dziś w Bibliotece Watykańskiej, jest czystopisem: zawiera starannie przepisane zeznania, wybrane z większej masy dokumentów, które powstały w czasie procesów. Nie znamy wszystkich spraw, jakie toczyły się przed trybunałem w Pamiers; znamy te, które biskup uznał za warte zachowania. Pełne wydanie łacińskiego tekstu przygotował w 1965 roku Jean Duvernoy, który później ogłosił także jego przekład francuski.

Fournier był inkwizytorem o niezwykłej skrupulatności. Nie poprzestawał na ustaleniu, czy oskarżony popierał heretyków, ale dopytywał o szczegóły: kto był obecny, co mówiono, gdzie się spotykano, w co oskarżony wierzył i dlaczego. Ta drobiazgowość, która dla przesłuchiwanych była źródłem udręki, dla historyka stała się skarbem. Rejestr zawiera nie tylko zeznania o herezji, ale także opowieści o życiu codziennym, o miłości i nienawiści, o pracy, chorobie i śmierci, jakich nie ma w żadnym innym źródle z tej epoki.

## Odrodzenie Authiégo

Katarstwo, o którym mówią zeznania z rejestru, nie było już tym samym ruchem, który przed stuleciem miał biskupów i diecezje w Langwedocji. Po wojnach, procesach i stosach XIII wieku pozostały tylko jego resztki, rozproszone w górskich wsiach. Pod koniec stulecia doszło jednak do krótkiego, lecz intensywnego odrodzenia, związanego z osobą Pierre'a Authiégo.

Authié był notariuszem w Ax-les-Thermes, człowiekiem zamożnym i wykształconym, związanym z dworem hrabiów Foix. Około 1296 roku wraz z bratem Guillaume'em wyjechał do Lombardii, gdzie istniały jeszcze wspólnoty katarskie, i tam przyjął consolamentum. Około 1300 roku obaj bracia wrócili do hrabstwa Foix jako dobrzy ludzie i zaczęli wędrować od wsi do wsi, nauczając i przyjmując nowych wiernych. Wkrótce dołączyli do nich syn Pierre'a, Jacques, i kilku innych, którzy przyjęli consolamentum z ich rąk.

Ruch ten trwał niespełna dziesięć lat. Inkwizycja w Tuluzie, kierowana przez Bernarda Gui, i inkwizycja w Carcassonne wytropiły kolejnych dobrych ludzi. Pierre Authié został schwytany w 1309 roku i spalony w Tuluzie w 1310 roku. Rejestr Fourniera pokazuje jednak, że pamięć o nim przetrwała we wsiach, a zeznania świadków, przesłuchiwanych kilka lat po jego śmierci, przywołują jego słowa i kazania z wyraźnym przejęciem.

## Religia domu

Najsłynniejszą wsią z rejestru stało się Montaillou, niewielka osada w górskiej krainie Aillou, na południowym skraju hrabstwa Foix. Według zeznań niemal cała wieś sympatyzowała z dobrymi ludźmi, a jej najważniejsza rodzina, Clergue'owie, była głęboko zaangażowana w ruch. Pierre Clergue, wiejski proboszcz, był zarazem zwolennikiem katarów i informatorem inkwizycji, uwodzicielem wielu kobiet ze wsi i jej okolic, a jego brat Bernard, bajlif, sprawował władzę świecką. Zeznania o nich tworzą obraz wsi, w której religia, polityka, rodzina i namiętność splatały się nierozerwalnie.

Równie znana stała się Béatrice de Planissoles, szlachcianka, wdowa po kasztelanie Montaillou, której długie zeznanie opowiada o jej związkach z Pierre'em Clergue'em i z innym duchownym, o jej wahaniach między Kościołem a dobrymi ludźmi i o przesądach, którymi otaczała swoje dzieci. Jej przypadek dobrze pokazuje, że granica między katarstwem a katolicyzmem nie przebiegała w tych wsiach wyraźnie: ta sama osoba mogła chodzić na mszę, słuchać dobrych ludzi i zachowywać praktyki magiczne, nie widząc w tym sprzeczności.

Fournier pytał zresztą nie tylko o herezję katarską. Rejestr zawiera zeznania ludzi, którzy wątpili w zmartwychwstanie ciał, nie wierzyli w piekło albo twierdzili, że dusza umiera razem z ciałem, i nie mieli przy tym nic wspólnego z dobrymi ludźmi. Dla historyka religii jest to bezcenne świadectwo wiejskiego sceptycyzmu, który w innych źródłach epoki prawie nie dochodzi do głosu. Pokazuje ono, że schyłkowe katarstwo nie wyrastało z próżni, lecz z szerszej kultury, w której oficjalna doktryna była przyjmowana wybiórczo.

Kluczowym pojęciem tej religii był dom, po okcytańsku *ostal*. Dobrzy ludzie nie mieli kościołów ani klasztorów; przychodzili do domów wiernych, gdzie ich ukrywano, karmiono i słuchano. Dom był miejscem nauczania, modlitwy i consolamentum udzielanego umierającym. Przynależność do ruchu była sprawą rodzin, a nie jednostek: całe domy były wierne albo niewierne, a wybór religijny przechodził z pokolenia na pokolenie razem z majątkiem i nazwiskiem.

Rejestr pokazuje też, jak bardzo katarstwo tego okresu było religią ustną i praktyczną. Wierni z Montaillou nie czytali traktatów; słuchali kazań, zapamiętywali przypowieści, powtarzali sobie nawzajem opowieści o upadku dusz z nieba i o ich wędrówce przez kolejne ciała. Ich wiedza o doktrynie była niejednolita i często zmieszana z ludowymi wierzeniami. Dla wielu z nich istotą wiary nie były spekulacje o dwóch zasadach, lecz pewność, że consolamentum w godzinie śmierci zapewni zbawienie.

W rejestrze pojawia się też praktyka, która w tym schyłkowym okresie nabrała szczególnego znaczenia: *endura*. Chorzy, którzy otrzymali consolamentum, byli niekiedy zachęcani albo sami decydowali się powstrzymywać od pokarmu aż do śmierci, by nie złamać reguły i nie utracić zbawienia. Badacze spierają się, jak częsta była ta praktyka i czy należała do wcześniejszej tradycji, czy była nowością epoki Authiégo, ale zeznania nie pozostawiają wątpliwości, że w niektórych domach się zdarzała.

## Bélibaste i pasterz Pierre Maury

Ostatnim znanym dobrym człowiekiem tej tradycji był Guillaume Bélibaste. Pochodził z Cubières w Corbières, a według zeznań świadków przed przyjęciem consolamentum dopuścił się zabójstwa i musiał uciekać. Po aresztowaniu Authiégów schronił się wraz z grupą wiernych w Katalonii i w królestwie Aragonii, gdzie w Morelli i San Mateo prowadził życie emigranta, zarabiając jako rzemieślnik i odwiedzając rozproszonych wiernych.

Jego życie było dalekie od ideału, jaki głosił. Według zeznań żył z kobietą, którą przedstawiał jako swoją towarzyszkę, i doprowadził do jej pozornego ślubu z pasterzem Pierre'em Maurym, by ukryć ich związek; małżeństwo rozwiązano po kilku dniach. Mimo to pozostawał dla wiernych jedynym dostępnym dobrym człowiekiem, jedynym, który mógł udzielić consolamentum. W 1321 roku został zwabiony na terytorium podległe inkwizycji przez Arnauda Sicre'a, który podawał się za wiernego, a w rzeczywistości pracował dla Fourniera, aresztowany i spalony w Villerouge-Termenès.

Najbardziej poruszającą postacią z tej części rejestru jest Pierre Maury, pasterz z Montaillou, który przez lata wędrował ze stadami między Pirenejami a Katalonią i należał do kręgu Bélibaste'a. Jego zeznanie, jedno z najdłuższych w rejestrze, przedstawia człowieka prostego, ale głęboko zamyślonego nad sprawami wiary, wiernego przyjaciołom, obojętnego wobec bogactwa i świadomego, że jego los zależy od decyzji, na które nie ma wpływu. Le Roy Ladurie uczynił z niego jednego z bohaterów swojej książki i to dzięki niemu Pierre Maury stał się jedną z najlepiej znanych postaci średniowiecznego chłopstwa.

## Granice źródła

W 1975 roku Emmanuel Le Roy Ladurie opublikował *Montaillou, village occitan de 1294 à 1324*, książkę, która stała się jednym z najgłośniejszych dzieł historiografii XX wieku. Le Roy Ladurie potraktował rejestr Fourniera jak notatki etnografa i odtworzył na jego podstawie życie całej wsi: jej strukturę społeczną, obyczaje seksualne, stosunek do dzieci, ciała, śmierci i czasu. Książka zdobyła ogromną popularność i przyczyniła się do rozkwitu historii mentalności.

Krytycy zwrócili jednak uwagę na problemy, które Le Roy Ladurie potraktował zbyt lekko. Najważniejszy z nich to natura samego źródła. Zeznania były składane w języku okcytańskim, a notariusze zapisywali je po łacinie, streszczając i porządkując. Pytania zadawał inkwizytor, który wiedział, czego szuka, i formułował je w kategoriach teologii katolickiej. Odpowiedzi udzielali ludzie przerażeni, często więzieni, którzy wiedzieli, że od ich słów zależy ich los, i którzy mogli przemilczać, wyolbrzymiać albo wskazywać innych, by ratować siebie. Leonard Boyle w głośnej recenzji z 1981 roku przypomniał, że rejestr jest czystopisem, wyborem dokonanym przez biskupa, a nie bezpośrednim zapisem rozmów.

Inne zastrzeżenia dotyczyły zakresu. Rejestr nie mówi wyłącznie o Montaillou: zawiera zeznania z wielu wsi hrabstwa Foix, a także sprawy dotyczące waldensów, osób podejrzanych o inne błędy i nawracanego siłą Żyda Barucha, którego proces jest osobnym, niezwykłym świadectwem. Le Roy Ladurie łączył materiał z różnych miejsc i spraw, by stworzyć obraz jednej wsi, co było zabiegiem literacko skutecznym, ale metodologicznie dyskusyjnym.

Mimo tych zastrzeżeń rejestr pozostaje źródłem bez precedensu. Pozwala usłyszeć głosy ludzi, którzy w innych dokumentach epoki są niemi: chłopów, pasterzy, kobiet, wiejskich duchownych. Pokazuje katarstwo nie jako system teologiczny, lecz jako wiarę przeżywaną w konkretnych domach, przez konkretnych ludzi, z ich nadziejami, lękami i kompromisami. Jest to obraz schyłku, ale schyłku, który zachował godność i wewnętrzną spójność aż do ostatniego stosu.

Paradoks rejestru polega na tym, że zawdzięczamy go człowiekowi, który chciał zniszczyć to, co opisywał. Fournier nie był etnografem, lecz inkwizytorem, a jego skrupulatność służyła wykorzenieniu herezji, nie jej zrozumieniu. Właśnie dlatego trzeba go czytać z podwójną uwagą: jako świadectwo życia ostatnich katarów i jako świadectwo mechanizmu, który to życie zakończył.
