# Różokrzyżowiec w literaturze europejskiego oświecenia

> W literaturze oświecenia różokrzyżowiec przestał być członkiem domniemanego bractwa i stał się funkcją fabuły: najpierw paracelsjańskim mędrcem do wyśmiania, potem dekoracją salonowej epopei, wreszcie niewidzialną ręką, która w powieściach o tajnych związkach kieruje cudzym życiem.

Dział: Różokrzyż
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/rozokrzyzowiec-w-literaturze-oswiecenia

## Hrabia, który przyszedł do Paryża z sylfami

Literacka kariera różokrzyżowca zaczyna się od żartu, którego wielu czytelników nie zrozumiało. W 1670 roku w Paryżu ukazała się anonimowo niewielka książka *Le Comte de Gabalis, ou Entretiens sur les sciences secrètes*, napisana przez młodego duchownego Nicolasa-Pierre’a-Henriego de Montfaucon de Villars. Jest to cykl rozmów: tajemniczy niemiecki arystokrata odwiedza narratora i wtajemnicza go w naukę o ludach żywiołów – sylfach zamieszkujących powietrze, gnomach w głębi ziemi, nimfach w wodach i salamandrach w ogniu. Hrabia określa się mianem kabalisty, lecz paryska publiczność, która pół wieku wcześniej oglądała afisze zapowiadające przybycie niewidzialnych braci, bez trudu rozpoznała w nim kogoś z tej samej rodziny.

Materiał Villars wziął z autentycznego źródła. Paracelsjański traktat *Liber de nymphis, sylphis, pygmaeis et salamandris*, wydany drukiem w 1566 roku, opisywał istoty żywiołów jako stworzenia pośrednie, cielesne, lecz pozbawione nieśmiertelnej duszy, którą mogą zyskać przez związek z człowiekiem. Villars wyciąga z tej koncepcji wnioski komiczne: mędrcy powinni wyrzec się ziemskich kobiet, by poślubiać sylfidy i obdarzać je nieśmiertelnością, a wiele cudów opisanych przez historyków i teologów okazuje się zwykłą sprawką mieszkańców powietrza. Ironia jest wyraźna, ale ułożona tak zręcznie, że tekst dało się czytać na serio. Autor nie zdążył wyjaśnić nieporozumień – zginął zamordowany na drodze do Lyonu w 1673 roku – a książka zaczęła żyć własnym życiem, przekładana i wznawiana; angielska wersja ukazała się w 1680 roku, a jeszcze w XX wieku publikowano wydania z komentarzami traktującymi ją jako ezoteryczny podręcznik.

Ten początek ustala wzór na całe stulecie. Różokrzyżowiec wchodzi do literatury nie jako reformator wiedzy z manifestów, lecz jako właściciel dziwnej kosmologii, który mówi zbyt pewnie o rzeczach niewidzialnych. Satyra nie musi go nawet demaskować: wystarczy, że pozwoli mu mówić.

## Pope i dekoracja z „różokrzyżowej nauki o duchach”

Z Paryża sylfy przeniosły się do Londynu i zmieniły funkcję. Alexander Pope, rozszerzając w 1714 roku swój heroikomiczny poemat *The Rape of the Lock* z dwóch do pięciu pieśni, wprowadził do niego roje sylfów czuwających nad toaletą i fryzurą Belindy. W liście dedykacyjnym do Arabelli Fermor wyjaśnił, że „machinę” poematu oparł na „różokrzyżowej nauce o duchach”, i odesłał czytelniczki do francuskiej książki *Le Comte de Gabalis*, zauważając z przekąsem, że tytułem i formatem tak przypomina romans, iż wiele pań przeczytało ją przez pomyłkę jako powieść.

Ten gest ma większe znaczenie, niż sugeruje jego lekkość. Epopeja potrzebowała bóstw, które ingerują w ludzkie sprawy; poemat o ściętym loku potrzebował bóstw na miarę salonu. Pope znalazł je w ezoterycznej demonologii, którą jego wykształceni czytelnicy znali już tylko jako ciekawostkę. Sylfy Ariela są duszami zmarłych zalotnic, strażnikami cnoty i próżności zarazem, a ich światło i lotność należą do sfery wdzięku, nie wiedzy. Różokrzyżowa nauka przestaje tu być twierdzeniem o świecie i staje się repertuarem obrazów, z którego poeta korzysta tak, jak barokowy dekorator korzystał z mitologii.

Pope zadbał nawet o symetrię doktryny. Jeśli sylfy są duszami kobiet lekkomyślnych, to gnomy, ich przeciwnicy, są duszami pruderyjnych, które za życia gardziły przyjemnością i po śmierci opadają ku ziemi. W czwartej pieśni gnom Umbriel schodzi do Groty Spleenu po worek westchnień i flakon łez, a cała kosmologia żywiołów zamienia się w alegorię salonowych humorów. Paracelsjańska nauka, która u Villarsa była jeszcze przedmiotem kpiny, u Pope’a jest już tylko materiałem kostiumowym, pozbawionym jakiegokolwiek roszczenia do prawdy.

Angielska satyra znała zresztą tę postać wcześniej. W *Hudibrasie* Samuela Butlera, którego pierwsza część ukazała się w 1663 roku, giermek Ralpho jest pyszałkowatym znawcą „różokrzyżowej wiedzy”, mieszającym sekciarską pobożność z okultystycznym żargonem. Między Butlerem a Pope’em widać przesunięcie: u pierwszego różokrzyżowiec jest groźnym w swej śmieszności entuzjastą z czasów wojny domowej, u drugiego – nieszkodliwym ornamentem. Oświecenie zaczęło więc od rozbrojenia figury, nie od jej zwalczania.

## Gdy bractwo okazało się zakonem

Sytuacja zmieniła się w drugiej połowie XVIII wieku, kiedy różokrzyżowcy przestali być wyłącznie postacią z książek. W krajach niemieckich działał Zakon Złotego i Różanego Krzyża, rozbudowana organizacja stopni i kręgów, którą historia szczegółowo opisuje w innym miejscu; dla literatury ważne było to, że jej członkowie zasiadali w otoczeniu władców, a w Prusach jeden z nich, Johann Christoph Wöllner, stał się po 1786 roku zaufanym doradcą Fryderyka Wilhelma II, a w 1788 roku jego ministrem. Mędrzec z sylfami ustąpił miejsca zwierzchnikowi, który wydaje polecenia.

Na tę zmianę odpowiedziała przede wszystkim literatura demaskatorska. W 1781 roku ukazał się pamflet *Der Rosenkreuzer in seiner Blöße*, podpisany pseudonimem Magister Pianco, a przypisywany Hansowi Heinrichowi von Ecker und Eckhoffen, który wkrótce sam założył konkurencyjny związek Braci Azjatyckich. Nie była to powieść, lecz zjadliwy wywód skierowany przeciw „złotym różokrzyżowcom” i ich nieznanym przełożonym, oskarżający ich o wyłudzanie pieniędzy i o fałszywe obietnice alchemicznych sekretów. Berlińscy aufklärerzy, skupieni wokół Friedricha Nicolaia i „Berlinische Monatsschrift”, poszli dalej i widzieli za zakonami różokrzyżowymi przebranych jezuitów, co jest osobną historią podejrzliwości oświeceniowego rozumu.

Najbardziej wymowny przykład pochodzi jednak z Petersburga. Katarzyna II, zaniepokojona wpływami moskiewskiego kręgu różokrzyżowców i martynistów wokół Nikołaja Nowikowa oraz rozgłosem Cagliostra, napisała w latach 1785–1786 trzy komedie: *Obmanszczik* („Oszust”), *Obolszczonnyj* („Omamiony”) i *Szaman sibirskij* („Szaman syberyjski”). Wystawiane w teatrze dworskim, przedstawiały adeptów tajnej wiedzy jako szalbierzy żerujących na łatwowierności szlachty. Komedia była tu narzędziem polityki: kilka lat później, w 1792 roku, Nowikowa aresztowano i osadzono w twierdzy szlisselburskiej. W tej samej dekadzie Goethe napisał komedię *Der Groß-Cophta* (1791), osnutą na aferze naszyjnika królowej i na postaci Cagliostra, w której tajny związek okazuje się teatrem ambicji i oszustwa.

W Niemczech podobną robotę wykonywał Christoph Martin Wieland. W zbiorze baśni *Dschinnistan*, wydawanym od 1786 roku, umieścił opowieść *Der Stein der Weisen*, w której król Kornwalii, opętany pragnieniem złota, wpada w ręce egipskiego adepta o groteskowym imieniu Misfragmutosiris i traci wszystko, co miał. Baśń nie wymienia różokrzyżowców z nazwy, ale jej czytelnicy znali z gazet i z plotek dworskich alchemików obiecujących książętom kamień filozoficzny w zamian za protekcję. Na kanwie tej samej opowieści powstała w 1790 roku wiedeńska opera *Der Stein der Weisen*, wystawiona przez trupę Emanuela Schikanedera, co pokazuje, jak szybko oświeceniowa przestroga stawała się widowiskiem.

Satyra lat osiemdziesiątych różni się od satyry Villarsa celem. Villars śmiał się z naiwnej kosmologii; nowi satyrycy bali się realnej organizacji. Różokrzyżowiec przestał być dziwakiem, a stał się członkiem struktury, której nikt z zewnątrz nie widzi w całości.

## Schiller, Armeńczyk i powieść o niewidzialnej ręce

Ten lęk znalazł najtrwalszą postać literacką w *Der Geisterseher* Friedricha Schillera, drukowanym w odcinkach w piśmie „Thalia” w latach 1787–1789 i wydanym jako książka w 1789 roku. Wbrew powtarzanym opisom nie jest to powieść o różokrzyżowcu. Bohater, niemiecki książę protestancki przebywający w Wenecji, staje się celem misternej intrygi: tajemniczy Armeńczyk zdaje się wiedzieć o nim wszystko i przepowiadać zdarzenia, sycylijski kuglarz urządza seans wywoływania duchów, który zostaje zdemaskowany, a za całą maskaradą kryje się związek dążący do nawrócenia księcia na katolicyzm i wyniesienia go na tron. Słowo „różokrzyżowiec” nie musi tu padać, bo czytelnicy lat osiemdziesiątych dopowiadali je sami, patrząc na Cagliostra, na pruskich różokrzyżowców i na pogłoski o jezuickich intrygach. Nie ma też dowodów, by sam Schiller należał do loży; jego dystans wobec tajnych związków był dystansem obserwatora, nie wtajemniczonego.

Powieść odniosła ogromny sukces i dała początek całemu nurtowi, który niemiecka historia literatury nazywa powieścią o tajnym związku, *Bundesroman*. Cajetan Tschink wydał w latach 1790–1793 *Geschichte eines Geistersehers*, Carl Grosse w latach 1791–1795 czterotomowego *Der Genius*, przełożonego w 1796 roku na angielski jako *Horrid Mysteries*. Tę ostatnią książkę Jane Austen umieściła potem w *Opactwie Northanger* na liście „okropnych” powieści czytanych przez bohaterki, co pokazuje, jak szybko niemiecki lęk przed tajnym związkiem stał się towarem rynku czytelniczego.

W tych utworach różokrzyżowiec ostatecznie przestaje być postacią, a staje się zasadą konstrukcji. Bohater porusza się w świecie, w którym przypadki są zaplanowane, przyjaciele okazują się wysłannikami, a każde cudowne zdarzenie ma ukrytego autora. Jest w tym osobliwe odwrócenie manifestów z lat 1614–1616. *Fama Fraternitatis* obiecywała niewidzialnych dobroczyńców, którzy w odpowiedniej chwili dadzą się poznać godnym; powieść oświeceniowa przedstawia niewidzialnych manipulatorów, którzy nigdy nie przestają działać. Ta sama figura ukrycia, która w 1614 roku była obietnicą, w 1789 roku stała się groźbą.

Odwrócenie to nie było jednak całkowite. Goethe w *Latach nauki Wilhelma Meistra* (1795–1796) pokazał Towarzystwo Wieży, tajny krąg, który latami obserwuje bohatera, aranżuje jego doświadczenia i w końcu wręcza mu zwój z zapisem jego własnego wychowania. To ta sama konstrukcja niewidzialnej ręki, ale przemieniona w pedagogikę: tajny związek nie zniewala, tylko prowadzi do dojrzałości. Własne, poetyckie spotkanie Goethego z symbolem róży i krzyża, niedokończony poemat *Die Geheimnisse*, należy już do innej opowieści.

## Eliksir i próg gotyku

U schyłku stulecia figura zyskała jeszcze jeden, mroczniejszy rys. William Godwin, filozof politycznego racjonalizmu, opublikował w 1799 roku powieść *St. Leon*, w której tajemniczy nieznajomy przekazuje bohaterowi kamień filozoficzny i eliksir życia. Dar okazuje się przekleństwem: bogactwo budzi podejrzenia, nieśmiertelność odcina od ludzi, a wiedza, która miała uczynić z bohatera dobroczyńcę ludzkości, czyni go wiecznym wygnańcem. Godwin nie posługuje się różokrzyżowym słownictwem z manifestów, ale jego nieznajomy jest dokładnie tym, kim osiemnastowieczna wyobraźnia uczyniła różokrzyżowca – posiadaczem sekretu, który nie daje szczęścia.

Z tej powieści wyrasta już literatura romantyczna: młodzieńcza powieść gotycka Percy’ego Bysshe Shelleya *St. Irvyne; or, The Rosicrucian* z 1811 roku i dużo później *Zanoni* Edwarda Bulwera-Lyttona, w którym nieśmiertelny adept staje się bohaterem tragicznym. Romantycy otrzymali jednak od oświecenia gotowy zestaw ról. Różokrzyżowiec mógł być śmiesznym kosmologiem, wdzięcznym ornamentem, oszustem w służbie zakonu, niewidzialnym reżyserem cudzego życia albo samotnikiem obciążonym nieśmiertelnością.

Ta różnorodność jest najciekawszym wynikiem epoki, która rzekomo miała z różokrzyżowcami skończyć. Rozum oświecenia nie zdołał – i chyba nie próbował – odpowiedzieć na pytanie, czy bractwo istniało. Zrobił coś innego: przeniósł je z porządku faktów do porządku opowieści, gdzie pytanie o istnienie traci sens, a liczy się tylko to, kto pociąga za sznurki i w jakim celu.
