# Rudyard Kipling i loża matka w Lahaurze

> Dla Rudyarda Kiplinga, przyjętego w 1886 roku do lahaurskiej loży Hope and Perseverance, wolnomularstwo było obrazem imperium idealnego, w którym hinduista, muzułmanin, Żyd i Anglik spotykają się jako równi bracia, a wiersz The Mother-Lodge i opowiadanie o Dravocie pokazują zarówno siłę, jak i granice tego marzenia.

Dział: Wolnomularstwo
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/rudyard-kipling-i-loza-matka-w-lahaurze

## Dwudziestolatek w Pendżabie

Kipling wrócił do Indii jesienią 1882 roku jako szesnastolatek, po latach spędzonych w angielskich szkołach, i podjął pracę w redakcji *Civil and Military Gazette* w Lahaurze. Pendżab był wtedy prowincją od niedawna przyłączoną do brytyjskiego panowania, z garnizonami, liniami kolejowymi w budowie i administracją, która dopiero ustalała swoje zwyczaje. Młody dziennikarz pracował po kilkanaście godzin dziennie, redagując depesze, pisząc notatki i drukując pierwsze wiersze oraz opowiadania. Poznawał miasto nocą, w bazarach, klubach i koszarach, zbierając materiał, który miał zasilić jego twórczość przez całe życie.

W kwietniu 1886 roku, w wieku dwudziestu lat, został przyjęty do loży Hope and Perseverance nr 782, działającej w Lahaurze pod jurysdykcją Zjednoczonej Wielkiej Loży Anglii. Ponieważ nie osiągnął jeszcze wymaganego wieku, potrzebna była specjalna dyspensa. Wkrótce został sekretarzem warsztatu i pełnił tę funkcję przez kilka lat, co oznaczało prowadzenie protokołów, korespondencji i rachunków. W tym samym okresie przyjął także stopnie z kręgu Mark Masonry. Sam pisał później, że loża dała mu wgląd w świat ludzi, z którymi w zwykłym życiu kolonialnym nie miałby okazji się zbliżyć.

## Czterech wyznań bracia

W autobiografii *Something of Myself*, wydanej pośmiertnie w 1937 roku, Kipling opisał swoją lożę zdaniami, które stały się jednym z najczęściej przytaczanych świadectw o kolonialnym wolnomularstwie. Wspominał, że należeli do niej bracia co najmniej czterech wyznań, że wprowadził go do pierwszego stopnia członek ruchu Brahmo Samaj, hinduista, do drugiego muzułmanin, a do trzeciego Anglik, a strażnikiem drzwi był indyjski Żyd. Zaznaczał też, że loża nie urządzała bankietów, bo część braci, związana przepisami kastowymi, nie mogła spożywać pokarmów nieprzygotowanych zgodnie z rytuałem.

Ta drobiazgowa pamięć nie jest przypadkowa. Kipling zwrócił uwagę na to, co w Indiach było rzeczywiście niezwykłe: na sytuację, w której ludzie różnych religii, kast i ras uczestniczą w jednym obrzędzie i wymieniają się rolami nauczyciela i ucznia. W kolonialnym społeczeństwie, rozdzielonym murem przepisów, obyczajów i uprzedzeń, loża tworzyła przestrzeń, w której hierarchia była na krótko zawieszona. Pisarz wyczuwał, że to zawieszenie ma charakter niemal sakralny, bo opiera się na wspólnym akcie przysięgi i na przekonaniu o istnieniu Wielkiego Budowniczego, którego każdy brat może rozumieć po swojemu.

Nie należy jednak przeceniać egalitaryzmu tej wspólnoty. Członkami lahaurskich lóż byli przede wszystkim ludzie wykształceni i zamożni: urzędnicy, kupcy, inżynierowie, oficerowie, a z ludności indyjskiej przedstawiciele elit, którzy mówili po angielsku i funkcjonowali w kolonialnych instytucjach. Loża łączyła ponad podziałami religijnymi, ale nie ponad podziałem między elitą a masami. Kipling to wiedział, choć rzadko o tym pisał.

## Pieśń żołnierza o loży matce

Najpełniejszy literacki wyraz tego doświadczenia przynosi wiersz *The Mother-Lodge*, włączony do tomu *The Seven Seas* z 1896 roku. Mówi w nim prosty żołnierz, który wspomina swoją pierwszą lożę gdzieś w Indiach, posługując się gwarą londyńskiego ludu, z połykanymi głoskami i potocznymi zwrotami. Wymienia braci jednego po drugim: zawiadowcę stacji, pracownika kolei, ludzi z intendentury i z więzienia, sierżanta, który dwukrotnie był mistrzem katedry, a obok nich Parsa ze sklepu z towarami europejskimi, hinduskiego księgowego, Żyda z Adenu, kreślarza muzułmanina z biura pomiarów, bengalskiego babu, Sikha i katolika z warsztatów. Ta wyliczanka jest zarazem portretem kolonialnego społeczeństwa w miniaturze.

Rdzeń wiersza zawiera się w zestawieniu dwóch światów. Na zewnątrz, mówi żołnierz, rozlegają się okrzyki „Sergeant! Sir! Salute! Salaam!”, a więc cała drabina zależności wojskowych i kolonialnych. Wewnątrz pada tylko słowo „Brother”, brat, i nikomu nie przynosi to szkody. Bracia spotykają się „upon the Level” i rozstają „on the Square”, na poziomie i na węgielnicy, zgodnie z formułą, którą wolnomularze rozumieją jako wyraz równości i uczciwości. Prosty żołnierz nie zna filozofii lóż, ale zna ich prawdę: że przez kilka godzin w miesiącu był traktowany jak człowiek równy innym.

Kipling nie idealizuje przy tym warunków. Loża była uboga, z nędznymi regaliami, w starym i pustym budynku. A jednak, jak zapewnia żołnierz, bracia znali „the Ancient Landmarks” i przestrzegali ich co do włosa. Pojęcie starożytnych granic, wywodzone z angielskiej tradycji konstytucji wolnomularskich, oznacza zespół zasad, których żadna loża nie może zmienić, a które czynią ją częścią jednego bractwa. W ustach prostego człowieka staje się ono wyznaniem dumy: można nie mieć złota ani jedwabiu, ale nie wolno zgubić prawa. Właśnie ta wierność formie, a nie bogactwo czy prestiż, nadawała ubogiemu warsztatowi godność równą londyńskim świątyniom. Bracia nie urządzali bankietów, aby nie złamać czyjejś kasty, i rozmawiali przy fajce o religiach, które każdy z nich wyznawał, porównując swoich bogów. Wiersz kończy się tęsknotą, refrenem, w którym żołnierz pragnie jeszcze raz zobaczyć lożę matkę, zanim umrze. W tej tęsknocie jest coś więcej niż nostalgia za młodością: jest pamięć o jedynym miejscu, gdzie imperium spełniało swoją obietnicę.

## Mistrz Mark w Kafiristanie

Zupełnie inny ton ma opowiadanie *The Man Who Would Be King*, czyli *Człowiek, który chciał być królem*, opublikowane w 1888 roku w jednym z tomików wydawanych dla podróżnych na indyjskich kolejach. Narrator, dziennikarz z redakcji przypominającej tę, w której pracował Kipling, spotyka w pociągu włóczęgę, Peachey'ego Carnehana, i rozpoznaje w nim brata. Na tej podstawie zgadza się przekazać wiadomość jego towarzyszowi, Danielowi Dravotowi. Dwaj awanturnicy, byli żołnierze, zawierają umowę, że wyruszą do Kafiristanu, krainy w górach Hindukuszu, i zostaną tam królami.

Już ten początek zawiera masońską lekcję. Narrator nie ufa Carnehanowi, uważa go za podejrzanego wędrowca, a jednak spełnia jego prośbę, bo obowiązuje go powinność wobec brata w potrzebie. Dla Kiplinga był to najbardziej praktyczny wymiar bractwa: sieć zobowiązań rozciągnięta nad całymi Indiami, w której nieznajomy z pociągu, z restauracji dworcowej czy z koszar mógł liczyć na pomoc dzięki kilku słowom i znakowi. Taka sieć miała w kolonii znaczenie realne, bo ludzie przenoszeni z jednej stacji do drugiej często nie mieli żadnych innych więzi.

Masońska wiedza okazuje się ich najskuteczniejszą bronią. Kapłani miejscowego plemienia rozpoznają w znakach, których używa Dravot, swój własny tajemny obrzęd, a w kamieniu ołtarza widnieje znak mistrza, ten sam, który Dravot nosi na fartuchu. Dravot zostaje uznany za boga, syna Aleksandra Wielkiego, i zakłada lożę, przyjmując wodzów do kolejnych stopni. Carnehan ostrzega, że to sprzeczne z prawem, bo nie mają do tego żadnego upoważnienia. Dravot nie słucha. Jego upadek następuje, gdy postanawia się ożenić: przerażona dziewczyna gryzie go do krwi, a krew dowodzi, że nie jest bogiem. Lud się buntuje, Dravot ginie na moście nad przepaścią, a Carnehan, ukrzyżowany i cudem ocalały, wraca do narratora z głową króla w worku.

Opowiadanie można czytać jako przypowieść o imperializmie, o pysze białego człowieka, który przekonuje siebie, że wiedza i znaki dają mu prawo do władzy nad obcymi. Masońskie elementy są w nim jednak czymś więcej niż egzotyczną dekoracją. Dravot zaczyna od użycia wspólnego obrzędu jako narzędzia porozumienia, a kończy na przekroczeniu jego granic. Wolnomularstwo w opowiadaniu jest uniwersalnym językiem, który pozwala ludziom z różnych końców świata rozpoznać się jako bracia. Kiedy Dravot używa go, by wynieść się ponad braci, a nie żyć z nimi na poziomie, popełnia grzech, który obraca się przeciw niemu.

## Imperium, które miało być lożą

Między wierszem a opowiadaniem rozciąga się cała ambiwalencja Kiplinga. W *The Mother-Lodge* loża jest miejscem, gdzie imperium ukazuje swoją najlepszą twarz: zbiorowością ludzi różnych ras i wyznań, połączonych wspólnym prawem i wzajemnym szacunkiem. W *Człowieku, który chciał być królem* ta sama wspólnota zostaje nadużyta przez ludzi, którzy biorą jej znaki za tytuł do władzy. Kipling nie rozstrzyga tego napięcia. Pozostaje pisarzem, który głosił misję cywilizacyjną Brytanii, a zarazem widział, jak łatwo ta misja przemienia się w pychę.

Masońskie motywy przewijają się także w innych jego utworach. W powieści *Kim*, wydanej w 1901 roku, tytułowy bohater nosi w amulecie dokumenty swojego ojca, irlandzkiego żołnierza i wolnomularza, a jego tożsamość zostaje ostatecznie potwierdzona dzięki nim i dzięki proroctwu o czerwonym byku na zielonym polu, godle pułku ojca. Po pierwszej wojnie światowej Kipling napisał cykl opowiadań o fikcyjnej loży Faith and Works nr 5837 w Londynie, otwierając go tekstem *In the Interests of the Brethren* z 1918 roku. W tej loży spotykają się żołnierze wracający z frontu, ranni, zszokowani, osieroceni, a obrzęd staje się dla nich formą terapii i powrotu do wspólnoty. Kipling, który w 1915 roku stracił pod Loos jedynego syna, wiedział, o czym pisze.

Dla Kiplinga loża nie była więc doktryną mistyczną ani tajną organizacją polityczną. Była obrazem społeczeństwa, w którym ludzie różnych kultur mogą spotkać się na zasadzie równości, nie tracąc własnej tożsamości. Hinduista pozostawał hinduistą, muzułmanin muzułmaninem, a jednak przez czas obrzędu wszyscy stawali się braćmi. W tym ideale tkwiło jednak założenie, że wspólnota jest możliwa tylko w ramach imperialnego porządku, pod jego prawami i za zgodą jego władców. Loża w Lahaurze była lustrem, w którym imperium mogło zobaczyć siebie takim, jakim chciało być, a nie takim, jakim było na zewnątrz jej drzwi. Kipling patrzył w to lustro z czułością, ale jego najlepsze teksty pokazują, że wiedział, gdzie kończy się odbicie.
