# Rytuał Bezgłowego od papirusu londyńskiego do Liber Samekh

> Krótki egzorcyzm z greko-egipskiego papirusu, wzywający Bezgłowego, przeszedł w ciągu półtora tysiąclecia drogę od rytuału uwalniania opętanych przez wiktoriański przekład Charlesa Goodwina i adaptację w kręgu Złotego Brzasku aż po Liber Samekh Crowleya, w którym stał się inwokacją własnego anioła.

Dział: Magia ceremonialna
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/rytual-bezglowego-od-papirusu-londynskiego-do-liber-samekh

## Stela Jeu w papirusie londyńskim

Tekst, o którym mowa, zajmuje niewiele ponad siedemdziesiąt linijek jednego z greckich papirusów magicznych przechowywanych w British Museum. W standardowej numeracji, wprowadzonej przez Karla Preisendanza w jego wydaniu z lat 1928–1931 i przejętej w angielskim przekładzie pod redakcją Hansa Dietera Betza z 1986 roku, jest to fragment PGM V.96–172. Sam papirus, oznaczany jako londyński papirus 46, pochodzi z Egiptu i jest datowany na IV wiek, choć przekazuje materiał zapewne starszy. Jak większość podobnych zbiorów, trafił do Europy w XIX wieku przez handel antykami, bez dokładnej informacji o miejscu znalezienia.

Fragment opatrzony jest nagłówkiem: „Stela Jeu, hieroglifisty, w jego liście”. Następuje inwokacja skierowana do Bezgłowego, *Akephalos*, „który stworzył ziemię i niebo, który stworzył noc i dzień, który stworzył światło i ciemność”. Bóg ten jest dalej nazwany Osoronnofrisem, czyli grecką formą egipskiego Ozyrysa-Unnefera, „którego nikt nigdy nie widział”. Mówiący przedstawia się jako Mojżesz, prorok, któremu bóg przekazał misteria sprawowane przez Izraela. W jednym tekście spotykają się więc egipski bóg zmarłych, biblijny prawodawca i grecka terminologia misteryjna, co jest typowe dla synkretycznego świata, w którym papirus powstał.

Cel rytuału nie pozostawia wątpliwości. Przy kolejnych wezwaniach powtarza się prośba o uwolnienie konkretnej osoby, oznaczonej w formularzu jako „ten a ten”, od demona, który ją dręczy. Instrukcja każe wypisać imiona na nowym kawałku papirusu, rozciągnąć go od skroni do skroni i zwrócić się ku północy, wypowiadając sześć imion. Jest to więc rytuał egzorcyzmu, wykonywany przez specjalistę na rzecz chorego, a nie ćwiczenie duchowe samego operatora.

## Głos, który mówi „ja jestem”

Najbardziej uderzająca jest ostatnia część tekstu. Po serii zaklęć i niezrozumiałych imion operator przestaje zwracać się do boga, a zaczyna mówić w jego imieniu. „Ja jestem bezgłowym demonem, który ma wzrok w stopach” – głosi tekst – „ja jestem mocarzem, który ma nieśmiertelny ogień; ja jestem prawdą, która nienawidzi, gdy na świecie dzieje się niesprawiedliwość; ja jestem tym, który sprawia, że błyska się i grzmi”. W dalszych zdaniach bóg przedstawia się jako ten, którego pot jest deszczem użyźniającym ziemię, którego usta płoną, który rodzi i niszczy, i którego imieniem jest serce opasane wężem. Rytuał kończy się wezwaniem skierowanym do demona: wyjdź i podążaj.

Ta zmiana osoby ma kluczowe znaczenie dla późniejszej historii tekstu. W magii greko-egipskiej utożsamienie się operatora z bóstwem było częstym środkiem: kto mówi głosem boga, ten rozkazuje demonom z pozycji siły, której sam z siebie nie posiada. W papirusie jest to jednak narzędzie egzorcyzmu, a nie cel sam w sobie. Kapłan przybiera postać Bezgłowego, by demon musiał go usłuchać i opuścić ciało cierpiącego. Owo „ja jestem” stanie się wiele wieków później punktem zaczepienia dla interpretacji, która z narzędzia uczyni istotę całego rytuału.

Kim jest sam Bezgłowy, pozostaje sporne. Karl Preisendanz poświęcił mu w 1926 roku osobną monografię, wskazując na rozmaite wyobrażenia bezgłowych bóstw w świecie hellenistycznym. Proponowano powiązania z Ozyrysem, którego ciało zostało rozczłonkowane, z bóstwem słonecznym, z postaciami przedstawianymi na magicznych gemmach, a także z ideą boga tak wzniosłego, że nie ma żadnej widzialnej głowy, czyli żadnego ograniczającego oblicza. Żadna z tych hipotez nie została rozstrzygnięta i rozsądnie jest zostawić tę kwestię otwartą.

## Imiona, których nie wolno zmieniać

Znaczną część tekstu wypełniają ciągi słów niemających sensu w żadnym znanym języku: Arbatiao, Reibet, Atheleberseth i dziesiątki podobnych. Greckie papirusy magiczne są pełne takich *voces magicae*, „głosów magicznych”, w których badacze rozpoznają niekiedy zniekształcone imiona egipskie, hebrajskie albo aramejskie, a niekiedy czyste konstrukcje dźwiękowe, oparte na powtórzeniach samogłosek i palindromach. Ich skuteczność nie wynikała ze znaczenia, lecz z brzmienia i z przekonania, że są to prawdziwe imiona mocy, którymi posługują się bogowie i demony.

Późnoantyczna tradycja platońska wyraziła to przekonanie w formule z *Wyroczni chaldejskich*, zachowanej dzięki bizantyjskiemu uczonemu Michałowi Psellosowi: nigdy nie zmieniaj imion barbarzyńskich. Wiktoriańscy okultyści znali ten zakaz i powtarzali go w swoich instrukcjach, zwykle w angielskim brzmieniu. Paradoks polega na tym, że w trakcie przekazu imiona Bezgłowego zmieniały się nieustannie: przez błędy kopistów starożytnych, przez odczyty Goodwina, przez poprawki angielskich adaptatorów, wreszcie przez etymologie Crowleya. Zakaz zmiany był deklarowany najgoręcej w środowisku, które samo te imiona przekształcało.

## Przekład Goodwina i narodziny „Nienarodzonego”

Do świadomości europejskiej tekst trafił dzięki egiptologowi Charlesowi Wycliffe’owi Goodwinowi, który w 1852 roku opublikował w wydawnictwie Cambridge Antiquarian Society opracowanie zatytułowane *Fragment of a Graeco-Egyptian Work upon Magic*. Goodwin przełożył fragment na angielski, przy czym greckie *Akephalos* oddał wiernie jako „Headless One”. Jego publikacja była pracą naukową, skierowaną do antykwariuszy i filologów, i nie przypuszczał zapewne, że stanie się źródłem dla praktyków magii ceremonialnej.

Goodwin był postacią charakterystyczną dla wiktoriańskiej nauki: prawnik z wykształcenia, egiptolog z zamiłowania, autor prac o papirusach hieratycznych, który pod koniec życia sprawował urząd sędziowski w brytyjskim sądzie dla Chin i Japonii w Szanghaju. Jego zainteresowanie greckim papirusem magicznym wynikało z ciekawości historyka religii, który dostrzegał w takich tekstach świadectwo późnego splotu egipskiej, żydowskiej i greckiej pobożności. Tym bardziej znamienne jest, że jego filologiczny przekład stał się w następnym pokoleniu tekstem liturgicznym.

Pół wieku później ten sam tekst pojawił się w zupełnie innym kontekście. W 1904 roku ukazało się wydanie *Goecji*, pierwszej części *Lemegetonu*, w przekładzie Samuela Liddella MacGregora Mathersa, opublikowane przez Aleistera Crowleya w Boleskine, z jego wstępem i uwagami. Na początku tomu umieszczono „Preliminary Invocation”, wezwanie wstępne, opracowane na podstawie przekładu Goodwina. Tekst brzmi w nim nieco inaczej: zamiast „Bezgłowego” wzywany jest „Bornless One”, „Nienarodzony”, a operator mówi „ja jestem Mojżeszem, twoim prorokiem”. Imiona barbarzyńskie zostały częściowo przekształcone, a całość nabrała uroczystego, biblijnego tonu.

Skąd wziął się „Nienarodzony”, nie wiadomo z całą pewnością. Adaptacja krążyła wcześniej w kręgu Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku i w literaturze bywa nazywana *Bornless Ritual*, ale autorstwo samej zmiany słowa nie jest dobrze udokumentowane. Niezależnie od tego, kto ją wprowadził, zmiana miała daleko idące skutki. „Bezgłowy” jest określeniem enigmatycznym, wręcz niepokojącym; „Nienarodzony” brzmi jak nazwa Absolutu, istoty bez początku. Przesunięcie to otworzyło drogę do odczytania rytuału jako wezwania najwyższej boskości, a nie lokalnego bóstwa egzorcyzmu.

## Crowley i inwokacja anioła

Crowley wspominał, że posługiwał się tym wezwaniem w 1906 roku, podczas wędrówki przez Chiny, kiedy próbował nawiązać kontakt z tym, co nazywał swoim Augoeidesem, świetlistym ja. W tym okresie zaczęła się krystalizować jego interpretacja: tekst nie ma służyć wypędzaniu demona z kogoś innego, lecz wezwaniu najwyższej części samego operatora. W 1921 roku, w Opactwie Thelemy w Cefalù, opracował na tej podstawie rytuał nazwany *Liber Samekh*, przeznaczony dla jednego ze swoich uczniów, Franka Bennetta, i opatrzony obszernym komentarzem.

*Liber Samekh*, opublikowany w 1929 roku jako dodatek do *Magick in Theory and Practice*, zachowuje rdzeń tekstu papirusowego w wersji „nienarodzonej”, ale nadaje mu nową strukturę. Poszczególne części rytuału zostały przypisane żywiołom i kierunkom, a barbarzyńskie imiona Crowley objaśnił w komentarzu, zwanym *scholion*, za pomocą kabalistycznej numerologii i własnych rekonstrukcji etymologicznych, często bardziej pomysłowych niż przekonujących. Tytuł nawiązuje do hebrajskiej litery *samech*, którą w systemie Złotego Brzasku przypisywano ścieżce łączącej sefiry Jesod i Tiferet, drodze strzały ku wyższemu ja.

Najważniejsza zmiana dotyczy celu. Crowley wprost określa rytuał jako środek do osiągnięcia wiedzy i rozmowy ze Świętym Aniołem Stróżem, centralnego zadania w jego systemie. Wezwanie przestaje być prośbą o uwolnienie chorego; staje się inwokacją, w której operator otwiera się na boską obecność i ostatecznie się z nią utożsamia. Końcowa formuła papirusu, „ja jestem”, nabiera tu sensu mistycznego: nie jest już maską przybieraną dla zastraszenia demona, lecz wyrazem zjednoczenia z tym, co Crowley nazywa Nienarodzonym Duchem.

## Ciągłość i przemiana

Historia tego tekstu jest pouczająca przede wszystkim dlatego, że łatwo ją opowiedzieć fałszywie. Można ją przedstawić jako dowód nieprzerwanej tradycji, w której starożytna mądrość dotarła nienaruszona do współczesnych adeptów. Można też uznać, że Crowley po prostu wymyślił nowy rytuał, posługując się starym tekstem jak pretekstem. Obie wersje upraszczają. Słowa papirusu rzeczywiście przetrwały i rzeczywiście są wypowiadane w *Liber Samekh*, ale ich funkcja i sens zostały głęboko przekształcone.

Między IV wiekiem a XX wiekiem nie było żadnej ciągłości praktyki. Tekst spoczywał w papirusie, zapomniany, dopóki nie wydobył go filolog. Odkrycie Goodwina miało charakter archeologiczny, a dopiero później zostało zaadaptowane przez ruch, który szukał w starożytności autorytetu dla własnych dążeń. Złoty Brzask i Crowley czytali papirus przez pryzmat kabały, teozofii i własnej koncepcji wyższego ja, a nie przez pryzmat greko-egipskiej praktyki egzorcystycznej, o której w ich czasach wiedziano niewiele.

Zarazem przemiana nie była całkiem dowolna. W samym papirusie istniał już zalążek odczytania, które później się rozwinęło: operator, który mówi głosem boga, przekracza granicę między wzywającym a wzywanym. Crowley uczynił z tej chwili cel, podczas gdy autor papirusu traktował ją jako środek. Pomiędzy egzorcyzmem a inwokacją jest więc mniej przepaści, niż mogłoby się wydawać, i więcej, niż chcieliby widzieć zwolennicy nieprzerwanej tradycji. Rytuał Bezgłowego jest dobrym przykładem tego, jak nowoczesny okultyzm budował swoje źródła: nie przez wierne przekazywanie, lecz przez twórczą lekturę tekstów, których pierwotni użytkownicy rozumieli inaczej.
