# Sekrety Alberta Wielkiego i ukryte właściwości rzeczy

> Pseudo-albertyński Liber aggregationis, znany też jako Experimenta Alberti, zebrał sekrety ziół, kamieni i zwierząt w poręczny zbiór, który wraz z dołączanym traktatem De mirabilibus mundi uczynił z dominikanina Alberta Wielkiego patrona drukowanej magii naturalnej późnego średniowiecza i renesansu.

Dział: Magia ceremonialna
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/sekrety-alberta-wielkiego-i-ukryte-wlasciwosci-rzeczy

## Uczony, któremu przypisano sekrety

Albert z Lauingen, dominikanin, nauczyciel Tomasza z Akwinu, biskup Ratyzbony i jeden z najpłodniejszych komentatorów Arystotelesa, zmarł w Kolonii w 1280 roku. Już za życia zyskał przydomek *Magnus*, a jego rozległe pisma przyrodnicze – o minerałach, roślinach, zwierzętach i meteorach – uczyniły go w oczach potomnych autorytetem we wszystkim, co dotyczy natury. Ta reputacja miała jednak cień. Im bardziej Albert stawał się symbolem wiedzy o przyrodzie, tym łatwiej przypisywano mu teksty, których nie napisał, a które obiecywały wiedzę o ukrytych mocach rzeczy.

Najsłynniejszym z takich tekstów jest *Liber aggregationis seu liber secretorum Alberti Magni de virtutibus herbarum, lapidum et animalium quorundam*, w skrócie nazywany „Księgą zebraną” albo w wielu rękopisach i drukach *Experimenta Alberti*. Badacze od dawna są zgodni, że nie jest to dzieło samego Alberta. Jego styl, metoda i stosunek do źródeł różnią się wyraźnie od autentycznych traktatów przyrodniczych dominikanina, które – choć pełne zainteresowania właściwościami minerałów czy roślin – zachowują dystans krytyczny i często zaznaczają, że autor zdaje relację z cudzych opinii. *Liber aggregationis* takiego dystansu nie zna. Podaje przepisy wprost, z obietnicą skuteczności.

Mimo to imię Alberta przylgnęło do zbioru na stałe. Przyczyną nie był wyłącznie przypadek ani pomyłka kopistów. Atrybucja nadawała sekretom autorytet uczonego zakonnika, kanonizowanego zresztą dopiero w 1931 roku, a więc postaci zarazem ortodoksyjnej i podziwianej za wiedzę. Dominikański habit autora był w oczach czytelnika najlepszym świadectwem, że w księdze nie ma niczego, co przeczyłoby wierze, a jej zawartość należy do tej samej przyrody, którą stworzył Bóg i którą badali filozofowie. Sekret podpisany jego imieniem był sekretem naturalnym, a nie demonicznym – i to rozróżnienie miało dla średniowiecznych czytelników fundamentalne znaczenie.

Autentyczny Albert nie był zresztą obojętny wobec literatury, którą potem mu przypisano. W pismach o minerałach wspominał, że zapoznał się z przekazami o figurach rytych na kamieniach i o mocach, jakie miały im nadawać, i traktował je jako materiał do rozważenia, a nie do bezkrytycznego przyjęcia. Zainteresowanie było więc prawdziwe, inny był ton. Łatwo zrozumieć, jak z takiego uczonego, który nie odrzucał z góry wiadomości o ukrytych mocach, legenda uczyniła mistrza sekretów.

## Budowa zbioru i jego źródła

*Liber aggregationis* składa się w typowej postaci z trzech części. Pierwsza omawia kilkanaście ziół, z których każde opatrzono nazwą – często podaną w kilku językach lub w zniekształconej formie, uchodzącej za chaldejską lub grecką – oraz opisem właściwości i sposobu użycia. Druga część jest lapidarium, zawierającym kilkadziesiąt kamieni szlachetnych i półszlachetnych, a trzecia opisuje właściwości wybranych zwierząt, ich części i wydzielin. Każdy wpis jest krótki: nazwa, moc, czasem warunek – pora zbierania, położenie słońca w zodiaku, sposób owinięcia lub noszenia – i obiecany skutek.

Przykładem może być otwierający część zielarską heliotrop. Według zbioru roślinę należy zebrać w odpowiedniej porze, gdy słońce znajduje się w znaku Lwa, owinąć w liść laurowy razem z wilczym zębem, a wówczas noszący ją będzie chroniony przed złymi słowami innych ludzi. Inne zioła mają ujawniać złodzieja, wzbudzać miłość, chronić przed niebezpieczeństwem czy sprowadzać sny. Kamienie obdarzają wymową, odwagą, łaską możnych, a nawet zdolnością przewidywania. Zwierzęta i ich części służą do podobnych celów, czasem w połączeniu z ziołami.

Zakres obietnic jest szeroki i zdradza, dla kogo zbiór był przeznaczony. Nie ma w nim wielkich ambicji poznawczych ani duchowych; jest natomiast codzienność ludzi, którzy obawiają się oszczerstwa, kradzieży, niechęci przełożonych, choroby i nieszczęśliwej miłości. *Liber aggregationis* odpowiada na troski kupca, podróżnego, dworzanina i domownika. Ta praktyczna skala tłumaczy jego popularność lepiej niż jakakolwiek teoria: oferował drobne, osiągalne środki na drobne, powszechne kłopoty, a nie przemianę świata czy duszy.

Isabelle Draelants, belgijska historyczka średniowiecznej przyrodoznawczej literatury encyklopedycznej, przeanalizowała w 2007 roku tradycję rękopiśmienną i źródła zbioru w monografii poświęconej *Liber de virtutibus herbarum, lapidum et animalium*, jak brzmi jeden z jego tytułów. Wykazała, że tekst powstał prawdopodobnie w drugiej połowie XIII wieku, a więc w czasach samego Alberta albo wkrótce po jego śmierci, i że kompilator korzystał z wcześniejszych lapidariów, zielników i encyklopedii, w tym z materiału, który krążył także w autentycznych dziełach dominikanina. Pokazała też, jak wiele wariantów zbioru istnieje w rękopisach: różnią się liczbą wpisów, kolejnością i szczegółami przepisów, co świadczy o tym, że *Liber aggregationis* był tekstem żywym, stale uzupełnianym i przekształcanym.

## Cuda świata i siła duszy

W wielu rękopisach i niemal we wszystkich drukach do *Liber aggregationis* dołączano drugi utwór, *De mirabilibus mundi*, czyli „O cudach świata”, również przypisywany Albertowi. Jest to tekst o innym charakterze. Zawiera wprawdzie długi szereg przepisów – jak sprawić, by ludzie w domu wydawali się mieć głowy zwierząt, jak rozpalić ogień, którego woda nie gasi, jak wywołać określone uczucia – ale poprzedza je teoretyczny wstęp, w którym autor próbuje wyjaśnić, dlaczego takie rzeczy w ogóle są możliwe.

Wyjaśnienie odwołuje się do Awicenny i jego nauki o duszy. Według przytaczanego poglądu dusza ludzka, gdy ogarnie ją silne pragnienie lub namiętność, zyskuje moc oddziaływania na rzeczy poza ciałem, zmieniając je w kierunku tego, czego pragnie. Ta *virtus animae* tłumaczy, dlaczego przepisy działają zwłaszcza wtedy, gdy wykonuje je ktoś w stanie wielkiego wzruszenia, i dlaczego niektórzy ludzie są do takich operacji szczególnie uzdolnieni. Autor łączy tę teorię z nauką o naturalnych sympatiach i antypatiach: rzeczy zawierają w sobie właściwości, które pochodzą od ich formy i od wpływów niebieskich, a człowiek może te właściwości wykorzystać, jeśli rozpozna, w czym tkwią.

Ten wstęp jest ważny dla historii idei, bo pokazuje, jak próbowano uzasadnić magię naturalną bez odwoływania się do demonów. Ukryte właściwości, *virtutes occultae*, nie są tu niczym nadprzyrodzonym. Są częścią natury, tylko niedostępną zmysłom i niewyjaśnialną przez zwykłe jakości elementarne – ciepło, zimno, suchość i wilgoć. Magnes przyciąga żelazo, choć nikt nie potrafi wskazać, która z czterech jakości to sprawia; podobnie zioła i kamienie mają moce, które ujawniają się w działaniu, a nie w budowie. W tej perspektywie zbiór sekretów jest katalogiem obserwacji i przekazów, a nie podręcznikiem przymusu wobec duchów. Granica ta była jednak krucha, bo niektóre przepisy zbioru – zwłaszcza dotyczące miłości i snów – teologowie skłonni byli podejrzewać o ukrytą współpracę z demonami.

## Lynn Thorndike i badania nad sekretami

Pierwszy systematyczny obraz pseudo-albertyńskiej literatury dał amerykański historyk Lynn Thorndike w monumentalnej *A History of Magic and Experimental Science*, wydawanej od 1923 roku. Thorndike, który przeczytał niezliczone rękopisy średniowiecznej literatury przyrodniczej i magicznej, poświęcił Albertowi i przypisywanym mu tekstom obszerne rozdziały. Podkreślał, że granica między nauką a magią była w XIII wieku inna niż w czasach nowożytnych i że przepisy *Liber aggregationis* należy czytać jako część szerszej kultury eksperymentu – w średniowiecznym sensie *experimentum*, czyli wypróbowanego środka, a nie kontrolowanego doświadczenia laboratoryjnego.

Thorndike zwracał również uwagę, że *De mirabilibus mundi* i *Liber aggregationis* były w późnym średniowieczu czytane obok autentycznych dzieł Alberta, a niektórzy czytelnicy nie mieli wątpliwości co do atrybucji. Inni wątpili. Sam problem autentyczności stał się w ten sposób częścią historii recepcji: kolejne pokolenia uczonych spierały się, czy wielki dominikanin mógł zajmować się takimi rzeczami, a ich stanowisko zależało często od tego, jak oceniali magię naturalną w ogóle.

Późniejsze badania, w tym prace Williama Eamona nad literaturą sekretów w średniowieczu i wczesnej nowożytności, umieściły *Liber aggregationis* w szerszym gatunku, obejmującym także pseudo-arystotelesowskie *Secretum secretorum* i dziesiątki mniejszych zbiorów. Eamon pokazał, że księgi sekretów odegrały ważną rolę w kształtowaniu nowożytnego przekonania, iż natura kryje moce, które można odkryć i wykorzystać – przekonania, które później przejęła, w zmienionej formie, nauka eksperymentalna.

## Inkunabuły i patronat druków

Prawdziwą karierę *Liber aggregationis* zrobił w epoce druku. Od lat siedemdziesiątych XV wieku pojawiały się kolejne wydania łacińskie, często w niewielkim formacie, łatwym do noszenia i taniego nabycia. Liczba inkunabułów i szesnastowiecznych edycji jest bardzo duża, a do łaciny dołączyły przekłady na języki narodowe. W Anglii około połowy XVI wieku ukazało się tłumaczenie zatytułowane *The Boke of Secretes of Albertus Magnus*, wydane w nowoczesnej edycji przez Michaela R. Besta i Franka H. Brightmana w 1973 roku. We Francji z tego samego materiału wyrosły z czasem popularne broszury określane jako *Grand Albert*, sprzedawane przez wędrownych kolporterów aż do XIX wieku.

W ten sposób imię Alberta stało się czymś w rodzaju marki. Na stronie tytułowej gwarantowało, że zawartość dotyczy natury, a nie czarnoksięstwa, i że pochodzi od uczonego, którego Kościół szanował. Dla wydawców była to gwarancja sprzedaży, dla czytelników – usprawiedliwienie lektury. Tak oto dominikanin, który w autentycznych pismach z rezerwą odnosił się do przekazów o cudownych mocach kamieni, został patronem całego gatunku drukowanej magii naturalnej.

Paradoks ten jest pouczający. Pokazuje, że historia ezoteryki nie składa się wyłącznie z tekstów, lecz także z imion, które teksty nadają sobie same. *Liber aggregationis* nie jest dziełem Alberta, ale bez Alberta nie byłby tym, czym się stał. Atrybucja nie była fałszerstwem w nowoczesnym sensie, lecz sposobem umieszczenia sekretów w porządku wiedzy – po stronie natury i rozumu, a nie po stronie piekła. Czytelnik szesnastowiecznego druku, który owijał heliotrop w liść laurowy, wierzył, że postępuje jak uczeń wielkiego filozofa przyrody, a nie jak wspólnik demonów.
