# Tablica ouija od patentu do gry planszowej

> Droga tablicy ouija od amerykańskiego patentu z 1891 r. i przedsięwzięcia Kennard Novelty Company do masowej produkcji Parker Brothers pokazuje, jak kontakt ze zmarłymi, obiecywany przez spirytyzm, stał się towarem pakowanym w karton i sprzedawanym obok gier rodzinnych.

Dział: Spirytyzm i mediumizm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/tablica-ouija-od-patentu-do-gry-planszowej

## Przed patentem: alfabet, planszetka i stolik

Zanim powstał przedmiot, który dziś nazywa się ouiją, amerykańscy i europejscy spirytyści przez kilka dziesięcioleci szukali sposobu, by przyspieszyć rozmowę z duchami. Pierwsze seanse po 1848 r. posługiwały się pukaniem: uczestnicy recytowali alfabet, a stuknięcie przy właściwej literze dodawało ją do odpowiedzi. Metoda była żmudna i podatna na spory o to, czy stuknięcie padło przy „k”, czy przy „l”. W latach pięćdziesiątych XIX w. we Francji upowszechniła się planszetka, mała deseczka na dwóch kółkach z ołówkiem w miejscu trzeciej nóżki, na której kładło się palce i pozwalało jej pisać. Była szybsza, ale wymagała kartki i cierpliwości w odczytywaniu bazgrołów.

W latach osiemdziesiątych XIX w. w kręgach spirytystycznych środkowego zachodu Stanów Zjednoczonych pojawiły się tzw. tablice mówiące, *talking boards*: deski z wypisanym alfabetem, cyframi i słowami „tak” i „nie”, po których przesuwał się wskaźnik. Prasa z 1886 r. donosiła o modzie na takie tablice w obozach spirytystycznych Ohio. Nikt nie był ich wynalazcą w ścisłym sensie; pomysł wynikał z połączenia alfabetu seansowego z ruchomą planszetką. Właśnie ten brak autora otworzył drogę komuś, kto potrafił zamienić zwyczaj we własność.

## Elijah Bond i Kennard Novelty Company

W 1890 r. w Baltimore grupa przedsiębiorców założyła spółkę, która miała produkować i sprzedawać tablice mówiące na skalę przemysłową. Wśród jej udziałowców byli Charles W. Kennard, od którego nazwiska firma wzięła nazwę, oraz prawnik Elijah J. Bond. To Bond złożył wniosek patentowy, a 10 lutego 1891 r. Urząd Patentowy Stanów Zjednoczonych udzielił patentu na „zabawkę albo grę”, jak określał przedmiot dokument, z prawami przeniesionymi na Kennarda i drugiego wspólnika. Opis techniczny dotyczył tablicy z literami i małego stolika na nóżkach, który miał się po niej przesuwać pod palcami graczy.

Z okresem uzyskiwania patentu wiąże się anegdota, powtarzana w historii firmy, której nie da się dziś zweryfikować. Urzędnik patentowy miał zażądać pokazu działania tablicy, a ta poprawnie przeliterowała jego nazwisko, którego wspólnicy nie mieli znać. Opowieść należy do rodzaju legend założycielskich, jakie dobrze sprzedają towar, i trzeba ją tak traktować. Pewne jest natomiast to, że w dokumentach patentowych nie ma ani słowa o duchach. Prawnie ouija rodziła się jako gra, a towarzyska aura seansu stanowiła jej niepisaną obietnicę.

Reklamy z pierwszych lat sprzedaży utrzymywały ten dwuznaczny ton. Przedstawiały tablicę jako „cudowną tablicę mówiącą”, przedmiot tajemniczy i zajmujący, który odpowiada na pytania o przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, ale unikały deklaracji, że przez nią mówią zmarli. Kupujący mogli sami dopowiedzieć sobie resztę. Spirytysta znajdował w niej wygodne narzędzie seansu domowego, bez potrzeby zapraszania zawodowego medium; sceptyk – salonową zagadkę; dziecko – zabawkę. Producent zarabiał na każdym z tych odczytań i nie musiał żadnego z nich bronić. Ta strategia milczenia w sprawie natury zjawiska okazała się trwalsza niż jakakolwiek doktryna. Warto zauważyć, że oznaczała ona także demokratyzację praktyki, która dotąd wymagała pośrednika: medium, kręgu, przewodnika duchowego. Tablica obiecywała, że wystarczą dwie osoby, stół kuchenny i trochę cierpliwości. W ten sposób sama forma towaru przekształcała spirytyzm z ruchu o liderach, gazetach i obozach w prywatny rytuał rodzinnego wieczoru.

## Skąd nazwa

Nazwa „ouija” była od początku przedmiotem opowieści. Firmowa tradycja przypisywała ją samej tablicy: podczas jednej z prób szwagierka Bonda, Helen Peters, miała zapytać, jak ją nazwać, a wskaźnik przeliterował słowo, które według tablicy znaczyło „szczęście”. Ta wersja ma tę zaletę, że czyni nazwę objawieniem, i tę wadę, że opiera się wyłącznie na późnych relacjach zainteresowanych. Druga, popularniejsza etymologia łączy słowo z francuskim *oui* i niemieckim *ja*, czyli dwoma słowami „tak”. Brzmi rozsądnie, a rozpowszechniał ją później William Fuld, ale nie ma potwierdzenia, by twórcy tablicy tak właśnie myśleli w 1890 r. Najprawdopodobniej nazwa była po prostu dobrze brzmiącym, egzotycznym znakiem towarowym, a obie historie dorobiono do niej później.

Ta niepewność dobrze oddaje charakter całego przedmiotu. Ouija nigdy nie miała jednej, uprawnionej interpretacji. Dla spirytystów była narzędziem komunikacji, dla producentów marką, dla nabywców zabawą przy herbacie, a jej nazwa pozostawała otwarta na każdą z tych lektur.

## William Fuld i walka o markę

Wspólnicy Kennard Novelty Company szybko się poróżnili, a z początkiem XX w. kontrolę nad produkcją przejął William Fuld, który zaczynał w przedsiębiorstwie jako pracownik. W pierwszych dekadach XX w. to jego nazwisko widniało na tablicach i to on z największym przekonaniem przedstawiał się jako ich wynalazca, choć patent należał do innych. Fuld rejestrował znaki towarowe, procesował się z konkurentami produkującymi podobne tablice pod innymi nazwami i dbał o to, by słowo „Ouija” kojarzyło się z jego firmą. Prowadził też spór z władzami skarbowymi, które chciały obłożyć tablicę podatkiem jak grę; sądy uznały, że jest ona przedmiotem rozrywki, i podatek utrzymały.

Ten wyrok ma znaczenie wykraczające poza księgowość. Państwo, w osobie urzędnika podatkowego i sędziego, nie zajmowało się kwestią, czy tablica rzeczywiście łączy ze zmarłymi. Wystarczyło, że sprzedawano ją w sklepach z zabawkami i kupowano dla rozrywki. Kontakt z zaświatami podlegał w tym ujęciu takiej samej klasyfikacji jak warcaby.

Popularność tablicy rosła w okresach zbiorowej żałoby. Po pierwszej wojnie światowej i w czasie epidemii grypy, gdy wiele rodzin straciło bliskich, sprzedaż wzrastała, a w kulturze popularnej ouija stała się znakiem rozpoznawczym epoki. W maju 1920 r. okładka „The Saturday Evening Post” autorstwa Normana Rockwella przedstawiła parę z tablicą na kolanach, w scenie bardziej flirtu niż seansu. Obraz dobrze uchwycił ambiwalencję: ten sam przedmiot mógł służyć wdowie szukającej słowa od poległego syna i narzeczonym, dla których wspólne trzymanie wskaźnika było pretekstem do bliskości. Fuld zmarł w 1927 r. po upadku z dachu własnej fabryki, a firmę prowadzili dalej jego spadkobiercy.

## Parker Brothers i karton na półce

W 1966 r. prawa do marki i produkcji kupiło przedsiębiorstwo Parker Brothers z Salem w stanie Massachusetts, znane wówczas przede wszystkim z gier planszowych. Zmiana właściciela przypieczętowała przemianę, która trwała od początku stulecia. Ouija trafiła do katalogu obok gier rodzinnych, w kartonowym pudełku, z instrukcją i ilustracją, a jej sprzedaż w drugiej połowie lat sześćdziesiątych osiągnęła poziom, który według często powtarzanych relacji przez pewien czas przewyższał nawet najpopularniejsze gry tej firmy. Drewno zastąpiły tworzywa sztuczne i tektura, a wskaźnik przybrał postać plastikowej łezki z przezroczystym okienkiem.

W 1991 r. Parker Brothers znalazło się w strukturach koncernu Hasbro, który do dziś wydaje tablicę w różnych wersjach, w tym kolorystycznych odmianach i edycjach świecących w ciemności. Skomercjalizowanie poszło w kierunku niemal parodystycznym: tablica, która miała łączyć z umarłymi, stała się gadżetem, ozdobą i rekwizytem z filmów grozy. To właśnie kino, zwłaszcza od lat siedemdziesiątych, przypisało jej opinię narzędzia niebezpiecznego, otwierającego drogę złym mocom, i część chrześcijańskich wspólnot do dziś przestrzega przed jej używaniem. Paradoksalnie ta zła sława wzmocniła popyt, bo przydała przedmiotowi z kartonu dreszcz zakazanego.

W tej ostatniej fazie widać, jak daleko przedmiot odszedł od swego spirytystycznego źródła. Dla spirytystów XIX w. komunikacja ze zmarłymi była sprawą religijną, związaną z nadzieją na nieśmiertelność i z przekonaniem, że postęp duchowy trwa po śmierci. Dla rynku lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych była sprawą emocji: zaciekawienia, lekkiego strachu, wspólnej zabawy nastolatków na nocowaniu. Treść, którą tablica miała przekazywać, przestała mieć znaczenie; liczyło się przeżycie samego używania. Zorganizowane wspólnoty spirytystyczne, zwłaszcza te o charakterze kościelnym, z czasem dystansowały się od tablicy, traktując ją jako narzędzie niepoważne i niepewne. Ouija stała się więc reprezentantem spirytyzmu w kulturze masowej akurat wtedy, gdy sam ruch przestał ją uważać za swoją.

## Ruch, którego nikt nie wykonuje

Pozostaje pytanie, jak tablica działa w rękach ludzi, którzy uczciwie zapewniają, że nie przesuwają wskaźnika. Odpowiedź psychologii jest od półtora wieku ta sama: efekt ideomotoryczny, czyli zdolność oczekiwania do wywoływania drobnych ruchów mięśni bez udziału świadomej decyzji. Kilka osób trzymających palce na lekkim wskaźniku tworzy układ, w którym najmniejsze impulsy sumują się, a nikt nie czuje się ich autorem. Gdy wskaźnik zatrzymuje się na literze, każdy przypisuje tę decyzję komuś innemu albo sile spoza grupy. Im więcej rąk spoczywa na wskaźniku, tym trudniej komukolwiek rozpoznać własny udział, a rozproszenie sprawstwa samo staje się źródłem wrażenia, że działa ktoś trzeci. Konstrukcja tablicy, z lekkim wskaźnikiem na filcowych nóżkach i gładką powierzchnią, sprzyja temu efektowi znacznie lepiej niż ciężki stół z seansów lat pięćdziesiątych XIX w. Proste próby, w których uczestnikom zasłaniano oczy, a tablicę obracano bez ich wiedzy, pokazywały, że wskaźnik nadal zmierza tam, gdzie litera była przed obróceniem, a odpowiedzi tracą sens.

Nie znaczy to, że przeżycia związane z ouiją są pozbawione znaczenia. Psycholodzy wskazują, że przez tablicę mogą dochodzić do głosu treści, które uczestnicy znają, ale nie potrafią wypowiedzieć wprost: wspomnienia, obawy, życzenia. Spirytyści widzieli w niej drzwi, sceptycy lustro. Historia handlowa tablicy dopowiada trzecią możliwość: ouija była przede wszystkim towarem, który sprzedawał ludziom możliwość zadania pytania, na które nikt inny nie chciał lub nie potrafił odpowiedzieć. Od patentu Bonda po plastik Hasbro zmieniały się materiały i właściciele, ale ten mechanizm zostawał nietknięty. Spirytyzm XIX w. wierzył, że zmarli przemówią do każdego, kto zechce słuchać; przemysł XX w. zadbał, by każdy mógł kupić do tego odpowiedni sprzęt.
