# Tarot marsylski typu I i typu II

> Podział wzoru marsylskiego na typ I i typ II, wprowadzony przez historyków kart w drugiej połowie XX wieku, pokazuje, że tak zwany Tarot Marsylski nie jest jednym kanonicznym obrazem, lecz rodziną spokrewnionych wariantów, odtwarzanych przez kolejne pokolenia rzemieślników w różnych miastach Francji i poza nią.

Dział: Tarot
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/tarot-marsylski-typu-i-i-typu-ii

## Nazwa młodsza niż karty

Określenie „Tarot Marsylski” brzmi jak nazwa jednego dzieła, wyrytego kiedyś przez jednego mistrza i powielanego bez zmian. Tymczasem jest to termin późny i umowny. Karty, które dziś obejmuje, wytwarzano w XVII i XVIII wieku w Paryżu, Lyonie, Dijon, Awinionie, Marsylii, a także w Szwajcarii i krajach sąsiednich. Sama nazwa upowszechniła się dopiero w XIX wieku, a w obiegu masowym utrwaliło ją w XX wieku wydanie francuskiej firmy Grimaud, opracowane przez Paula Marteau i sprzedawane jako *Ancien Tarot de Marseille*. Wcześniej kartownicy nie mówili o „wzorze marsylskim”, tylko po prostu robili tarota, posługując się klockami drzeworytniczymi odziedziczonymi po poprzednikach albo kopiowanymi z cudzych talii.

Historycy kart, przede wszystkim Michael Dummett, autor monumentalnej pracy *The Game of Tarot* z 1980 roku, i francuski badacz Thierry Depaulis, przyjęli tę nazwę jako wygodną etykietę dla pewnego wzoru ikonograficznego, czyli zespołu rysunków i nazw, który pozostaje rozpoznawalny mimo zmian rąk i warsztatów. Wzór w tym znaczeniu jest pojęciem technicznym, podobnym do tego, jakim posługują się badacze zwykłych kart do gry, mówiąc o wzorze paryskim czy rouenskim. Nie zakłada jednego autora ani jednego wzorca, a jedynie wspólną tradycję rysunku.

Kiedy jednak patrzy się na zachowane talie z bliska, okazuje się, że tradycja ta nie jest jednolita. Pewne szczegóły powtarzają się w grupie kart starszych, inne w grupie późniejszej, a granica między grupami jest na tyle wyraźna, że warto ją nazwać. Stąd rozróżnienie typu I i typu II, zaproponowane przez Depaulisa i przyjęte przez Dummetta oraz późniejszych badaczy. Jego wartość polega nie na samych etykietach, ale na tym, że zmusza do myślenia o tarocie jako o tradycji rzemieślniczej z własną genealogią.

## Typ I: Noblet, Dodal i starsza linia

Do typu I zalicza się najstarsze zachowane kompletne talie wzoru marsylskiego. Najwcześniejszą z nich jest talia Jeana Nobleta, paryskiego kartownika działającego w połowie XVII wieku; jedyny znany egzemplarz przechowuje Bibliothèque nationale de France. Do tej samej grupy należy talia Jeana Dodala z Lyonu z początku XVIII wieku, a także talie Pierre’a Madenié z Dijon i Jeana-Pierre’a Payena z Awinionu, powstałe w pierwszych dekadach tego stulecia. Rozrzut geograficzny jest tu wymowny: typ I nie jest wytworem jednego miasta, lecz wzorem krążącym między kilkoma ośrodkami produkcji.

Talie te łączy szereg drobnych cech rysunku, które badacze traktują jako znaki rozpoznawcze. Dotyczą one ułożenia postaci, szczegółów stroju, atrybutów trzymanych w rękach, a także pisowni napisów, która w kartach drzeworytniczych bywała chwiejna i zależna od wiedzy rytownika. Pojedyncza cecha niewiele znaczy, bo każda talia ma swoje odstępstwa i błędy. Dopiero współwystępowanie kilku z nich pozwala przypisać talię do typu. Jest to metoda bliska tej, którą stosuje filolog porównujący rękopisy: nie szuka się idealnego wzorca, lecz wspólnych „błędów” i odmian, które zdradzają pokrewieństwo.

Typ I ma też swoją zagadkę chronologiczną. Talia Nobleta jest starsza od wszystkich pozostałych egzemplarzy tej grupy o kilka dziesięcioleci, a mimo to nie musi być ich bezpośrednim źródłem. Możliwe, że Noblet i późniejsi kartownicy korzystali ze wspólnego, niezachowanego wzoru, krążącego w XVII wieku. Brak wcześniejszych talii nie jest dowodem, że ich nie było; karty drzeworytnicze były przedmiotem codziennego użytku, zużywały się w grze i wyrzucano je bez sentymentu. Zachowały się przypadkiem, a przypadek ten wyznacza granice naszej wiedzy.

## Typ II: Conver i linia późniejsza

Typ II reprezentuje przede wszystkim talia Nicolasa Convera, marsylskiego kartownika, z datą 1760 wypisaną na Dwójce Monet. Wzór ten był jednak starszy od Convera: badacze wskazują na wcześniejsze talie o podobnych cechach, związane z Marsylią i innymi ośrodkami południa Francji, a także na liczne późniejsze kopie, wytwarzane przez cały XVIII i XIX wiek. To właśnie typ II stał się w obiegu najbardziej rozpowszechniony, a jego wersja przetworzona przez Grimauda w XX wieku przez dziesięciolecia uchodziła za „klasyczny” Tarot Marsylski.

Różnice między typem II a typem I są niewielkie, jeśli patrzeć na kompozycje jako całość. Wszystkie atuty zachowują tę samą kolejność, te same tematy i z grubsza te same układy postaci. Rozbieżności pojawiają się w szczegółach: w sposobie przedstawienia pewnych figur, w rysunku niektórych kart dworskich, w drobnych elementach otoczenia i w napisach. Dla zwykłego gracza XVIII wieku były to różnice obojętne; karta pozostawała tą samą kartą. Dla historyka są to ślady odrębnej linii przekazu, która w pewnym momencie oddzieliła się od starszej i zaczęła się rozwijać samodzielnie.

Warto podkreślić, że typ II nie jest „zepsutym” typem I ani jego udoskonaleniem. Obie linie są równoległymi wariantami wspólnej tradycji. Zmiany wprowadzane przez rytowników wynikały z wielu przyczyn: z potrzeby wycięcia nowych klocków, gdy stare się zużyły, z kopiowania cudzej talii zamiast własnej, z lokalnych przyzwyczajeń, wreszcie ze zwykłych pomyłek, które potem powielano. Nie ma podstaw, by w którejkolwiek z tych zmian dopatrywać się świadomego programu symbolicznego, choć późniejsi interpretatorzy chętnie takie programy przypisywali.

Dla rozpoznawania obu typów ważne są też miejsca, w których kartownicy zostawiali informacje o sobie. Na Dwójce Monet, gdzie dwa krążki oplata wstęga, umieszczano zwykle nazwisko wytwórcy, czasem miasto i datę; niekiedy podobny napis pojawiał się na Dwójce Kielichów albo na innej karcie kolorów. Te podpisy, choć nie są częścią ikonografii atutów, tworzą bezcenną warstwę dokumentacyjną. Pozwalają ustalić, kto i gdzie wyrył dany zestaw klocków, a niekiedy także wykryć, że późniejszy kartownik po prostu przeciął nazwisko poprzednika i wstawił własne. Kopiowanie cudzego wzoru było w tym rzemiośle zjawiskiem powszechnym i nie budziło dzisiejszych skrupułów.

Praktyka ta tłumaczy, dlaczego granice między typami przebiegają nie według miast, lecz według linii warsztatowych. Klocki i odbitki wędrowały razem z ludźmi, a kartownik przenoszący się z jednego ośrodka do innego zabierał ze sobą swój wzór. Typ II nazywa się czasem potocznie „wzorem Convera”, ale jest to uproszczenie: Conver był jednym z wielu wykonawców tej linii, choć jego talia, dzięki późniejszym reedycjom, stała się najbardziej znana.

## Rodzina, nie archetyp

Rozróżnienie dwóch typów ma znaczenie wykraczające poza klasyfikację. Pokazuje, że pytanie o „prawdziwy” albo „oryginalny” Tarot Marsylski jest źle postawione, jeśli zakłada istnienie jednego pierwowzoru, od którego wszystkie talie są mniej lub bardziej wiernymi odbitkami. Zachowane źródła nie dają podstaw do takiego założenia. Mamy do czynienia z siecią kart, w której każda talia jest jednocześnie kopią i oryginałem: powtarza wzór, ale realizuje go w niepowtarzalny sposób, z własnymi błędami i własnymi rozwiązaniami.

Ta perspektywa zbliża historię tarota do historii innych sztuk rzemieślniczych, w których wzór żyje przez powielanie. Drzeworytnik nie był artystą w nowożytnym sensie, dążącym do oryginalności; był wykonawcą, którego zadaniem było dostarczenie kart rozpoznawalnych i zdatnych do gry. A jednak w obrębie tego zadania zostawiał ślady: grubość linii, proporcje twarzy, sposób kolorowania przez szablon, charakterystyczne skróty napisów. Właśnie te ślady pozwalają dziś odróżniać warsztaty i rysować drzewa genealogiczne talii.

Pojęcie rodziny wariantów chroni też przed anachronizmem. Kiedy w XIX i XX wieku okultyści zaczęli traktować karty marsylskie jako zapis ukrytej wiedzy, mieli zwykle przed sobą jedną konkretną talię, najczęściej z linii Convera lub z jej przemysłowych przeróbek. Interpretacje oparte na szczegółach tej talii przenoszono potem na „Tarot Marsylski” w ogóle, jak gdyby każdy szczegół rysunku był niezmienny od wieków. Porównanie z typem I pokazuje, że wiele z tych szczegółów jest wtórnych i lokalnych. Nie odbiera to nikomu prawa do symbolicznej lektury kart, ale każe odróżnić ją od twierdzeń historycznych.

## Granice klasyfikacji

Podział na dwa typy jest narzędziem, a nie prawem natury. Istnieją talie, które trudno przypisać jednoznacznie do jednej grupy, bo łączą cechy obu albo mają własne odrębności. Istnieją też warianty regionalne, które badacze opisują jako osobne wzory pokrewne marsylskiemu, na przykład tak zwany wzór belgijski, w którym miejsce Papieżycy i Papieża zajmują inne postacie, albo karty szwajcarskie z Jowiszem i Junoną. Te zjawiska pokazują, że tradycja marsylska miała szerokie, nieostre brzegi, a schemat dwóch typów opisuje jej rdzeń, nie całość.

Klasyfikacja ma również ograniczenia wynikające ze stanu źródeł. Wiele talii zachowało się w pojedynczych, niekompletnych egzemplarzach; niektóre znamy tylko z reprodukcji albo z opisów w katalogach dawnych kolekcji. Każde nowe odkrycie może przesunąć granice grup albo ujawnić ogniwo pośrednie. Badacze, tacy jak Depaulis, wielokrotnie zaznaczali, że ich ustalenia mają charakter roboczy i podlegają weryfikacji w miarę pojawiania się nowego materiału. Tak właśnie trzeba traktować całą tę taksonomię: jako mapę sporządzoną według najlepszej dostępnej wiedzy, którą kolejne pokolenia historyków mają prawo poprawiać, gdy w archiwum, na strychu albo w aukcyjnym katalogu pojawi się karta dotąd nieznana i niewpisująca się w żaden z opisanych schematów.

Mimo tych zastrzeżeń rozróżnienie typu I i typu II pozostaje jednym z najużyteczniejszych pojęć w historii tarota. Uczy patrzeć na karty jak na dokumenty, które mają datę, miejsce i wykonawcę, a nie jak na objawienie zawieszone poza czasem. Zarazem nie odbiera im tajemnicy: rodzina wariantów, przekazywana przez setki lat rękami anonimowych rytowników, jest zjawiskiem nie mniej zdumiewającym niż legenda o jednym pradawnym wzorze. Może nawet bardziej, bo pokazuje, jak obraz przeżywa dzięki wiernemu, choć nigdy doskonałemu powtarzaniu.
