# Traktat trójdzielny i walentyniańska teologia Logosu

> Traktat trójdzielny z Kodeksu I jest najbardziej systematycznym wykładem późnego walentynianizmu: przypisuje upadek Logosowi zamiast Sofii, czyni go zarazem zamierzonym przez Ojca, dzieli ludzkość na trzy rodzaje i w wielu punktach zbliża się do teologii kościelnej i do myśli Orygenesa.

Dział: Gnostycyzm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/traktat-trojdzielny-i-walentynianska-teologia-logosu

## Najdłuższy traktat Kodeksu Junga

Piąty i ostatni utwór Kodeksu I z Nag Hammadi zajmuje blisko sto stron rękopisu, więcej niż wszystkie pozostałe pisma tego tomu razem wzięte. Nie ma tytułu. Nazwę *Traktat trójdzielny* nadali mu pierwsi wydawcy, opierając się na kreskach skrybów, które dzielą tekst na trzy części: o Ojcu i bytach wyższych, o stworzeniu i człowieku, o zbawieniu i ostatecznym przywróceniu. Język koptyjski kopii należy do dialektu lykopolitańskiego, a pierwowzór grecki datuje się zwykle na pierwszą połowę III wieku, choć brak tu twardych przesłanek.

Pierwsza edycja, przygotowana przez zespół pod kierunkiem Rodolphe’a Kassera, ukazała się w latach siedemdziesiątych; przekład angielski z komentarzem Harolda Attridge’a i Elaine Pagels wszedł do wydania Kodeksu I w serii Coptic Gnostic Library w 1985 roku. Dla dalszych badań istotne okazały się prace Einara Thomassena, który poświęcił traktatowi osobne studia i uczynił go punktem odniesienia dla rekonstrukcji rozwoju walentynianizmu.

Traktat różni się od większości tekstów z Nag Hammadi już samym stylem. Nie jest objawieniem udzielonym przez Zbawiciela, nie jest dialogiem ani homilią. Jest wykładem, w którym autor posługuje się aparatem pojęciowym filozofii greckiej, uprzedza zarzuty, rozróżnia znaczenia słów i przyznaje wprost, gdy coś przekracza jego możliwości wyrazu. Pisze z wyraźną świadomością, że wypowiada się o rzeczach niewypowiedzialnych, i właśnie ta świadomość nadaje jego prozie charakter ostrożnej teologii negatywnej.

## Jedyny Ojciec zamiast pary

Pierwszą cechą odróżniającą traktat od relacji Ireneusza o szkole Ptolemeusza jest nauka o Ojcu. W systemach opisywanych przez herezjologów najwyższa zasada występuje w parze, Otchłań z Milczeniem, i z tej pary wyłaniają się kolejne pary bytów. Traktat odrzuca tę parę. Ojciec jest jeden, jest korzeniem wszystkiego, nie ma przed sobą ani obok siebie nikogo. Jest niezrodzony w sensie ścisłym, niezmienny, niepojęty, nie potrzebuje niczego i nie podlega żadnemu ruchowi. Autor mnoży przeczenia, a zarazem podkreśla, że Ojciec jest dobry, że cieszy się sobą i że zna siebie.

Z tego samopoznania wyłania się Syn, który istnieje od zawsze. Traktat podkreśla jego wieczność w sposób, który przypomina późniejsze dyskusje kościelne: Syn jest pierworodny i jedyny, zrodzony bez początku, nie stworzony w czasie. Obok Syna pojawia się Kościół, pojęty jako wspólnota bytów istniejących w Ojcu od początku, wielość, która nie narusza jedności. Ojciec, Syn i Kościół stanowią wyższy porządek, z którego dopiero potem wyłaniają się eony. Badacze zauważali, że ta struktura zdradza zbliżenie do myśli Kościoła wielkiego, a zwłaszcza do aleksandryjskich spekulacji o wiecznym rodzeniu Syna.

Eony istnieją najpierw w myśli Ojca jak nasiona, a dopiero potem otrzymują własne istnienie, aby mogły Go poznawać i wychwalać. Ojciec chciał, by Go znano, ale zarazem ukrywa się, aby to, co z Niego wyszło, mogło Go szukać. Ta myśl o ukryciu jako darze, dającym przestrzeń dla poszukiwania, przygotowuje grunt pod naukę o upadku.

## Logos, który zapragnął zrozumieć

W miejscu, w którym klasyczne relacje umieszczają namiętność Sofii, traktat stawia Logos. To on, najmłodszy z eonów, zapragnął pojąć niepojętego Ojca i oddać Mu chwałę w sposób przekraczający jego możliwości. Autor podkreśla, że uczynił to z dobrej intencji, z miłości, a nie z buntu. Jego ruch miał jednak granicę: Logos nie był w stanie znieść światła, w które się wpatrywał, i wycofał się w zwątpienie i podział. Z tego rozdarcia wyłoniły się byty, które nie były już w pełni zjednoczone z Pełnią, lecz stanowiły jej cień i odbicie.

Najbardziej zaskakujące w traktacie jest stwierdzenie, że upadek Logosu nie stał się wbrew woli Ojca. Przeciwnie, autor mówi, że Ojciec go zamierzył, ponieważ chciał, by zaistniało to, co miało zaistnieć, i by w końcu zostało przywrócone. Upadek jest częścią planu, a nie katastrofą zakłócającą porządek. Tekst nazywa go wręcz *oikonomia*, zarządzeniem, co jest tym samym słowem, którym teologowie kościelni opisywali zbawczy plan Boga w dziejach. Logos nie zostaje więc potępiony; jego błąd jest jednocześnie narzędziem Opatrzności.

Ta korekta jest teologicznie doniosła. Przeniesienie upadku z Sofii na Logos usuwa z mitu żeński pierwiastek namiętności i czyni głównym bohaterem dramatu postać, którą chrześcijanie utożsamiali z Chrystusem przed wcieleniem. Zarazem autor zachowuje rozróżnienie: Logos, który upada, nie jest Synem, lecz bytem niższym, a jego zbawienie dokonuje się przez Zbawiciela, wysłanego z Pełni. Logos, zawrócony ku górze, modli się, wspomina dobro i staje się zdolny do przyjęcia pomocy. Z jego nawrócenia wyłaniają się moce psychiczne, z jego pychy i zamętu – moce materialne, a z wizji Zbawiciela – rodzaj duchowy.

## Demiurg jako narzędzie i trzy rodzaje ludzi

Po nawróceniu Logos porządkuje świat, a jako narzędzie wykorzystuje archonta, który odpowiada demiurgowi znanemu z innych tekstów. Archont ten nie jest złośliwy ani nieświadomy w sensie dramatycznym; działa jako ręka Logosu, który nim się posługuje, choć sam archont sądzi, że działa z własnej mocy. Traktat porównuje go do namiestnika, który rządzi w imieniu kogoś wyższego. Świat nie jest więc więzieniem zbudowanym przez wroga, lecz przestrzenią wychowania, w której Logos prowadzi swe twory ku zbawieniu.

Człowiek powstaje jako istota mieszana. Ma w sobie składnik materialny, psychiczny i duchowy, a jego dzieje odzwierciedlają dzieje całej rzeczywistości poniżej Pełni. Na tym tle traktat formułuje naukę o trzech rodzajach ludzi, którą wiąże z reakcją na przyjście Zbawiciela. Rodzaj duchowy, *pneumatikoi*, przyjmuje go natychmiast i z radością, jak światło przyjmuje światło. Rodzaj psychiczny, *psychikoi*, waha się, ale ostatecznie może go przyjąć, jeśli zostanie pouczony. Rodzaj materialny, *hylikoi*, odwraca się od niego i pozostaje w ciemności.

Najbardziej charakterystyczną cechą tego podziału jest los psychików. W relacjach Ireneusza o szkole Ptolemeusza psychicy osiągają zbawienie niższego rzędu, poza Pełnią. Traktat nadaje im wyższą godność. Opisuje ich jako tych, którzy otrzymali powołanie, i poświęca wiele uwagi temu, jak przez wiarę i dobre uczynki mogą dojść do zbawienia. Autor podkreśla, że rodzaj psychiczny potrzebuje nauki, i że właśnie dla niego istnieje nauczanie kościelne. Zbawienie psychików nie jest w traktacie zbawieniem drugiej kategorii, lecz zbawieniem dokonującym się inną drogą.

Traktat rozwija też niezwykłą historię myśli ludzkiej. Filozofowie greccy i barbarzyńscy doszli do różnych opinii o naturze rzeczywistości, ponieważ działali pod wpływem mocy, które ich zwodziły; Hebrajczycy, a zwłaszcza prorocy, mieli dostęp do prawdy wyższej, choć nie rozumieli jej w pełni. Prorocy zapowiadali Zbawiciela, nie wiedząc dokładnie, kogo zapowiadają. Ten szkic jest jedną z pierwszych chrześcijańskich prób teologicznego uporządkowania dziejów kultury.

Trzecia część traktatu przechodzi od dziejów do celu. Zbawiciel przychodzi w ciele, przyjmując na siebie śmierć tych, których chce zbawić, a towarzyszą mu byty duchowe, które także wchodzą w świat. Ich zadaniem jest zebrać rozproszonych i przygotować wspólnotę, w której rodzaje duchowy i psychiczny razem oczekują dopełnienia. Traktat opisuje też jeden chrzest, udzielany w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, nazywając go wieloma imionami: szatą tych, którzy nie zdejmują jej z siebie, milczeniem, komnatą weselną, światłem, które nie gaśnie. Ostatecznym horyzontem jest przywrócenie, w którym to, co odpadło, wraca do jedności, a Logos i jego twory zostają przyjęci z powrotem. Autor zaznacza, że koniec będzie podobny do początku: wszyscy staną się jednym, tak jak jednym był Ojciec, zanim zechciał być poznany.

## Między walentynianizmem a Kościołem wielkim

Badacze od dawna zwracają uwagę na podobieństwa traktatu do teologii kościelnej, a zwłaszcza do myśli Orygenesa. Monarchia jednego Ojca, wieczne rodzenie Syna, upadek pojęty jako przyzwolony przez Boga, dążenie do powszechnego przywrócenia i nacisk na wolną wolę rozumnych stworzeń to tematy, które znajdują odpowiedniki w traktacie *O zasadach*. Orygenes również mówił o bytach rozumnych, które odpadły od kontemplacji Boga z powodu nasycenia lub zaniedbania, i o świecie jako miejscu wychowania. Również on podkreślał wolę Boga w prowadzeniu stworzeń do celu.

Nie wiadomo, czy autor traktatu znał Orygenesa, czy Orygenes znał tekst podobny do traktatu, czy też obaj czerpali z tej samej aleksandryjskiej atmosfery intelektualnej. Thomassen i inni badacze opowiadali się za tezą o zbliżeniu, nie o bezpośredniej zależności. Pewne jest natomiast, że traktat pokazuje walentynianizm w fazie, w której szkoła nie była już tylko konkurencyjną mitologią, lecz rozwiniętą teologią, zdolną do dialogu z myślą kościelną i do przejmowania jej pojęć.

Różnice pozostają jednak wyraźne. Traktat zachowuje podział ludzi na rodzaje, który teologia kościelna odrzucała jako zagrażający wolności. Zachowuje też figurę archonta i dramat bytów niższych od Pełni. Jego zbliżenie do teologii kościelnej jest więc zbliżeniem języka i niektórych struktur, a nie zatarciem granic. Właśnie to napięcie między przejmowaniem a odrębnością czyni z traktatu dokument wyjątkowy. Pokazuje, że walentynianie nie stali w miejscu i że ich myśl, rozwijana w III wieku, potrafiła odpowiedzieć na zarzuty herezjologów nie przez rezygnację z własnej wizji, lecz przez jej pogłębienie.

Dla historyka idei *Traktat trójdzielny* jest zatem nie tylko źródłem wiedzy o walentynianizmie, ale świadectwem procesu, w którym chrześcijańska spekulacja, ta kościelna i ta szkolna, szukała odpowiedzi na te same pytania. Jak jedność może wydać z siebie wielość? Dlaczego to, co wyszło od dobra, mogło się od niego oddalić? I jak można wrócić, nie tracąc tego, czego nauczyło się w oddaleniu? Odpowiedź traktatu, w której nawet upadek należy do zamiaru Ojca, pozostaje jedną z najbardziej konsekwentnych prób pogodzenia tych pytań.
