# Walentyniańska ekspozycja i liturgie kodeksu XI

> Walentyniańska ekspozycja z jedenastego kodeksu Nag Hammadi, połączona z pięcioma krótkimi tekstami o namaszczeniu, chrzcie i eucharystii, tworzy jedyny zachowany z pierwszej ręki zespół pism, w którym walentyniańska nauka o pleromie zostaje przełożona na modlitwę i obrzęd przyjęcia do wspólnoty.

Dział: Gnostycyzm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/walentynianska-ekspozycja-i-liturgie-kodeksu-xi

## Miejsce w kodeksie i stan tekstu

Jedenasty kodeks z Nag Hammadi jest tomem złożonym z dwóch części, przepisanych przez dwóch różnych skrybów i w nieco odmiennych dialektach koptyjskich. Pierwszy kopista przepisał *Interpretację wiedzy* i tekst, który wydawcy nazwali *Walentyniańską ekspozycją*, a po nim szereg krótkich pism liturgicznych; drugi – *Allogenesa* i fragmentaryczną *Hypsifrone*. Zestawienie jest wymowne. Pierwsza połowa kodeksu należy do świata walentyniańskiego, druga do nurtu, który współczesne badania nazywają setiańskim, i to w jego najbardziej filozoficznej, platonizującej odmianie. Kto zamawiał ten tom, interesował się więc różnymi drogami gnozy, a może po prostu gromadził to, co uważał za cenne.

Krytyczne wydanie tej części kodeksu przygotowali Elaine Pagels i John D. Turner w tomie poświęconym kodeksom XI, XII i XIII, opublikowanym w serii *Nag Hammadi Studies* w 1990 roku pod redakcją Charlesa W. Hedricka. Teksty są poważnie uszkodzone. Brakuje wielu linijek, początki i końce kart rozpadły się, a w częściach liturgicznych luki są tak duże, że granice między poszczególnymi utworami ustalono głównie na podstawie zachowanych nagłówków i zmian tonu. Wydawcy wyróżnili pięć takich krótkich tekstów: *O namaszczeniu*, dwa teksty *O chrzcie* i dwa *O eucharystii*. Ich długość waha się od kilku do kilkunastu wierszy.

Mimo tych braków zespół ma wartość, której nie można przecenić. Wszystko, co wiedzieliśmy o walentyniańskich obrzędach przed odkryciem w Nag Hammadi, pochodziło od przeciwników. Ireneusz z Lyonu w pierwszej księdze *Adversus haereses* opisał praktyki uczniów Marka, z ich „odkupieniem”, namaszczeniem balsamem i formułami po aramejsku, ale opis ten służył ośmieszeniu. Klemens Aleksandryjski w *Wypisach z Teodota* przechował fragmenty o chrzcie, cenne, lecz wyrwane z kontekstu. Jedenasty kodeks daje coś innego: teksty pisane przez samych walentynian dla siebie, do użytku wewnątrz wspólnoty.

## Nauka wyłożona tym, którzy są swoi

*Walentyniańska ekspozycja* zaczyna się od zapowiedzi wyjawienia tajemnicy tym, którzy należą do mówiącego, i tym, którzy będą do niego należeć. Jest to więc wykład dla wtajemniczonych albo przygotowujących się do wtajemniczenia, a nie traktat przeznaczony dla obcych. Jego treść odpowiada w ogólnych zarysach tak zwanemu systemowi walentyniańskiemu, znanemu z relacji Ireneusza, ale różni się od niej w szczegółach, które pokazują, że szkoła nie posługiwała się jednym kanonicznym mitem.

Na początku stoi Ojciec, nazwany Korzeniem Wszystkiego, niewypowiedziany, przebywający w Monadzie i w milczeniu. Z niego wychodzi Syn, który jest Umysłem Wszystkiego i przez którego Ojciec daje się poznać. Z tej pierwszej relacji wyłania się Tetrada, a z niej dalsze pary eonów, tworzące razem pełnię – w terminologii tekstu Triakontadę. Szczególną uwagę poświęca autor Granicy, którą walentynianie nazywali *Horos*. Przypisuje jej cztery moce: oddziela, umacnia, nadaje formę i ustanawia substancję. Granica nie jest w tym ujęciu tylko murem odgradzającym pleromę od tego, co na zewnątrz; jest zasadą, dzięki której każda rzecz otrzymuje własne kształty i trwa w nich.

Dalej następuje opowieść o Sofii, najmłodszym eonie, który zapragnął pojąć to, co niepojęte, i przez to popadł w cierpienie. Jej skrucha, rozdzielenie od niej namiętności, przyjście Jezusa jako jej oblubieńca i owocu całej pleromy, ukształtowanie demiurga oraz zasianie nasion duchowych w świecie – wszystkie te motywy są obecne, choć poważnie uszkodzone. Odmienności wobec relacji Ireneusza, który sam przyznawał, że uczniowie Walentyna różnią się między sobą, są dla historyka cennym sygnałem. Walentynianie nie uważali swoich mitów za dogmat do powtarzania słowo w słowo, lecz za przedmiot rozważania, w którym dopuszczalne były warianty.

## Od wykładu do obrzędu

Kluczowe pytanie dotyczy relacji między *Ekspozycją* a tekstami, które po niej następują. Pagels i Turner widzieli w nich całość: wykład nauki byłby katechezą udzielaną kandydatowi, po której następowały namaszczenie, chrzest i pierwsza eucharystia. Taki porządek odpowiadałby schematowi znanemu z innych wspólnot wczesnochrześcijańskich, w których pouczenie poprzedza obrzęd przyjęcia. Nie wszyscy badacze przyjmują tę interpretację bez zastrzeżeń; niektórzy podkreślają, że kopista mógł zestawić teksty różnego pochodzenia, które tylko wtórnie zostały ze sobą połączone. Sam rękopis jednak umieszcza je w bezpośrednim sąsiedztwie, bez wyraźnego zakończenia jednej całości przed rozpoczęciem drugiej, co czyni hipotezę cyklu inicjacyjnego co najmniej prawdopodobną.

Jeśli przyjąć ten odczyt, otrzymujemy rzadki obraz tego, jak spekulatywna teologia wiązała się z praktyką. Kandydat najpierw słyszał o Ojcu, Synu, Granicy i upadku Sofii, a potem uczestniczył w czynnościach, które miały ten mit uobecnić w jego własnym życiu. Nie był to więc system uprawiany wyłącznie w umyśle, jak sugerowały niekiedy XIX-wieczne prezentacje gnostycyzmu jako „filozofii religii”. Kosmogonia stanowiła wstęp do sakramentu, a sakrament był przeżyciem kosmogonii od strony zbawienia.

Taki związek potwierdza zresztą znana od dawna formuła z *Wypisów z Teodota*, przechowanych przez Klemensa. Czytamy tam, że wyzwala nie samo obmycie, lecz także poznanie: kim byliśmy, czym się staliśmy, gdzie byliśmy, dokąd zostaliśmy wrzuceni, ku czemu spieszymy, od czego jesteśmy odkupieni, czym jest narodzenie, a czym odrodzenie. Zdanie to bywało przytaczane jako dowód, że walentynianie stawiali wiedzę ponad obrzędem. Zestawione z kodeksem XI nabiera innego sensu: wiedza i obmycie nie rywalizują ze sobą, lecz tworzą dwie strony jednego przejścia, a wykład poprzedzający chrzest odpowiada dokładnie na te pytania, które Teodot wylicza.

## Namaszczenie, chrzest i eucharystia w słowach modlitwy

Tekst o namaszczeniu ma postać modlitwy dziękczynnej skierowanej do Ojca. Mówi o pomazaniu, które daje moc, i przywołuje motyw znany z Ewangelii Łukasza – władzę deptania węży i skorpionów i wszelkiej mocy nieprzyjaciela. Namaszczenie jawi się tu jako uzbrojenie: ten, kto je przyjmuje, otrzymuje udział w sile Chrystusa i staje się odporny na moce, które panują nad światem. Uszkodzenia nie pozwalają ustalić, czy namaszczenie poprzedzało chrzest, czy po nim następowało, choć układ rękopisu sugeruje pierwszą możliwość.

Dwa teksty o chrzcie różnią się charakterem. Pierwszy jest raczej pouczeniem niż modlitwą: wyjaśnia sens obrzędu, mówi o odpuszczeniu grzechów i o przejściu ze świata do eonu, a także, o ile pozwalają odczytać luki, nawiązuje do postaci Jana Chrzciciela i do Jordanu. Pierwszy chrzest jest według niego odpuszczeniem grzechów, lecz ma prowadzić dalej – od tego, co zewnętrzne, do tego, co trwałe. Drugi tekst jest modlitwą zanoszoną w chwili zanurzenia lub tuż po nim; mówi o wyzwoleniu, o wejściu do pełni i o tym, że ochrzczony staje się uczestnikiem tego, co duchowe. W obu wypadkach widać typowo walentyniańską skłonność do odczytywania czynności zewnętrznej jako znaku przejścia, które dokonuje się głębiej.

Dwa krótkie teksty eucharystyczne zachowały się najsłabiej. Są modlitwami dziękczynienia, jakby fragmentami anafory, w których wspólnota dziękuje Ojcu za objawienie przez Syna i prosi o udział w łasce. Nie znajdujemy w nich ani opisu rytu, ani słów ustanowienia w kształcie znanym z liturgii kościelnych. Uderza raczej ich bliskość do wczesnochrześcijańskich modlitw dziękczynnych w ogóle, takich jak modlitwy z *Didache*. To podobieństwo jest istotne: walentyniańska liturgia nie była czymś zupełnie obcym wobec liturgii innych chrześcijan, lecz rozwijała wspólne formy, nadając im własne znaczenie.

## Co ten zespół zmienia w obrazie walentynian

Liturgie kodeksu XI potwierdzają przede wszystkim, że walentynianie byli wspólnotą sakramentalną. Przez długi czas dominowało przekonanie, że gnostycy, przekonani o zbawczej mocy poznania, gardzili obrzędami albo traktowali je jako ustępstwo wobec słabszych. Ireneusz sugerował wprawdzie co innego, ale jego opis wydawał się karykaturą. Teksty z Nag Hammadi pokazują, że przynajmniej w niektórych kręgach walentyniańskich namaszczenie, chrzest i eucharystia stanowiły rdzeń życia religijnego, a nauka o eonach była im podporządkowana jako wyjaśnienie, a nie zastępstwo.

Po drugie, zespół ukazuje walentynian jako ludzi, którzy uczestniczyli w szerszym świecie chrześcijańskim. Ich modlitwy brzmią jak modlitwy innych wspólnot II i III wieku, ich obrzędy mają ten sam szkielet. Różnica nie polega na egzotycznych czynnościach, lecz na interpretacji: woda chrzcielna, olej i chleb są dla nich znakami powrotu do pleromy, a ich skutek mierzy się nie tylko odpuszczeniem grzechów, lecz przemianą natury przyjmującego. To tłumaczy, dlaczego biskupi tak długo mieli trudność z odróżnieniem walentynian od własnych wiernych – często uczęszczali oni do tych samych kościołów i przyjmowali te same sakramenty, dodając do nich drugie, głębsze odczytanie.

Po trzecie wreszcie, zestawienie wykładu z obrzędami pozwala uchwycić duchowy sens walentyniańskiej inicjacji. Mit o Sofii nie był dla tych ludzi opowieścią o odległym zdarzeniu, lecz mapą ich własnej sytuacji. Kandydat, który słuchał o eonie oddzielonym od pełni przez nieopanowane pragnienie, a potem o Granicy, która go umocniła i nadała mu kształt, przechodził następnie przez namaszczenie i wodę, aby to samo dokonało się w nim. Granica, która oddziela i umacnia, staje się w tym świetle niemal figurą samego obrzędu: chrzest odcina od tego, co bezkształtne, i ustanawia w człowieku trwałą postać.

## Granice tego, co wiemy

Ostrożność nakazuje pamiętać, jak wiele w tym obrazie pozostaje hipotezą. Kolejność obrzędów nie jest pewna, a teksty mogą pochodzić z różnych środowisk i czasów. Nie wiemy, czy obrzęd był jednorazowy, czy powtarzalny, kto mu przewodniczył i jak liczna była wspólnota, która go sprawowała. Datowanie samej *Ekspozycji* jest niepewne; większość badaczy umieszcza jej grecki oryginał w drugiej połowie II lub na początku III wieku, ale argumenty mają charakter pośredni. Koptyjski przekład i odpis pochodzą, jak cała biblioteka, z IV wieku.

Te zastrzeżenia nie umniejszają jednak znaczenia znaleziska. Po raz pierwszy słyszymy walentynian, gdy nie wykładają teologii przeciwnikom ani nie bronią się przed oskarżeniami, lecz modlą się wspólnie i wprowadzają nowego członka do swojego grona. W kilkunastu zniszczonych kartach jedenastego kodeksu zachował się ślad tego, co dla tej wspólnoty było najbliższe: chwili, w której nauka o pełni przestaje być tylko słowem i staje się gestem, olejem, wodą i dziękczynieniem.
