# William Crookes i badania medium Florence Cook

> Seanse z Florence Cook w domu Williama Crookesa w 1874 roku nie rozstrzygnęły, czy Katie King była duchem, czy przebraną dziewczyną, ale pokazały, że w badaniu materializacji najważniejszym przyrządem pomiarowym stawał się sam uczony i jego reputacja.

Dział: Spirytyzm i mediumizm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/william-crookes-i-badania-medium-florence-cook

## Chemik, który zapowiedział rozprawę z duchami

William Crookes (1832–1919) był w chwili, gdy zajął się spirytyzmem, uczonym o ugruntowanej pozycji. W 1861 roku zidentyfikował spektroskopowo nowy pierwiastek, tal, w 1863 roku został członkiem Towarzystwa Królewskiego, wydawał tygodnik „Chemical News”, a od 1864 roku współredagował „Quarterly Journal of Science”. Później miały przyjść radiometr, rury próżniowe nazwane jego imieniem, szlachectwo w 1897 roku i prezesura Towarzystwa Królewskiego w latach 1913–1915. Biografowie łączą jego zainteresowanie seansami ze śmiercią młodszego brata Philipa w 1867 roku; jest to prawdopodobne, ale sam Crookes nie przedstawiał tego jako motywu i nie należy budować na tym całej interpretacji.

W lipcu 1870 roku Crookes opublikował w swoim kwartalniku artykuł *Spiritualism Viewed by the Light of Modern Science*. Prasa naukowa przyjęła go z ulgą, bo autor zapowiadał, że narzędzia laboratorium oddzielą prawdę od oszustwa, i wielu czytelników spodziewało się zdemaskowania mediów. Tekst był jednak ostrożniejszy, niż zapamiętano: Crookes domagał się warunków, które dopuszczają pomiar, i odrzucał ciemność oraz wyłączną kontrolę medium nad przebiegiem seansu. Rok później ogłosił wyniki doświadczeń z Danielem Dunglasem Home'em – harmonię grającą w drucianej klatce i zmiany ciężaru odczytywane na wadze sprężynowej – i przyjął za Edwardem Coxem nazwę „siła psychiczna”. Towarzystwo Królewskie nie zgodziło się przyjąć jego referatów, a sekretarz George Gabriel Stokes zgłaszał zastrzeżenia do aparatury. Seanse z Home'em mają osobną historię; tu ważne jest tylko to, że w 1874 roku Crookes przystępował do sprawy Florence Cook jako badacz, który już raz publicznie poręczył za realność zjawisk i nie mógł się z tego łatwo wycofać.

## Dziewczyna z Hackney i jej duch

Florence Eliza Cook (1856–1904) zaczęła prowadzić seanse około 1871 roku, jako piętnastolatka, w rodzinnym domu w Hackney na wschodnich przedmieściach Londynu. Jej sesje szybko przybrały formę, która w tamtych latach stawała się modna w Anglii i Ameryce: medium siadało w gabinecie, czyli wydzielonym kącie lub sąsiednim pokoju zasłoniętym kotarą, a po pewnym czasie spoza zasłony wyłaniała się twarz, potem cała postać. Postać ta przedstawiała się jako Katie King, w duchowej genealogii seansów córka „Johna Kinga”, ducha-przewodnika znanego z wcześniejszych kręgów i utożsamianego przez spirytystów z XVII-wiecznym korsarzem Henrym Morganem. W ziemskim życiu miała się nazywać Annie Owen Morgan.

Kariera Cook nie była wyłącznie sprawą rodzinną. Młoda medium otrzymywała wsparcie od Charlesa Blackburna, zamożnego spirytysty z Manchesteru, który miał wypłacać jej stałe świadczenie, by mogła prowadzić seanse bez pobierania opłat. Wiązało się to z ekonomią ruchu, w którym bezpłatność uchodziła za rękojmię uczciwości, a jednocześnie medium zależało od patrona i od opinii kręgu. Ważną rolę odgrywał też tygodnik „The Spiritualist” redagowany przez Williama Harrisona, gdzie relacjonowano kolejne posiedzenia.

Kryzys nastąpił 9 grudnia 1873 roku. Podczas seansu William Volckman, jeden z uczestników, chwycił materializowaną Katie i oświadczył, że trzyma samą Florence. Pozostali goście, wśród nich Edward Elgie Corner, późniejszy mąż medium, oderwali go siłą; kotarę otworzono dopiero po kilku minutach i znaleziono Cook związaną w gabinecie tak, jak ją zostawiono. Dla zwolenników było to dowodem, że zniewaga wobec ducha mogła zaszkodzić medium; dla krytyków – że kilka minut zamieszania wystarczyło, by zrzucić biały strój i wrócić na miejsce. Właśnie po tym incydencie Crookes zaangażował się osobiście, a rodzina Cook zgodziła się na posiedzenia w jego domu przy Mornington Road.

## Galwanometr, lampa fosforowa i czterdzieści cztery fotografie

Najbardziej „laboratoryjny” element sprawy przeprowadzono jeszcze przed seansami u Crookesa. Inżynier telegrafu Cromwell Fleetwood Varley, członek Towarzystwa Królewskiego i zdeklarowany spirytysta, włączył Cook w obwód elektryczny: do jej przedramion przymocowano elektrody, a galwanometr poza gabinetem rejestrował opór. Gdyby medium uwolniło się z obwodu, aby wystąpić jako duch, wskazówka powinna gwałtownie skoczyć. Według relacji Varleya odczyty zmieniały się tylko nieznacznie, a Katie mimo to pojawiała się przed kotarą. Krytycy już wtedy i później wskazywali, że obwód można było podtrzymać, zastępując ciało innym przewodnikiem, na przykład zwilżoną bibułą lub kawałkiem metalu, i że test kontrolował jedynie ciągłość prądu, a nie tożsamość osoby za zasłoną.

Wiosną 1874 roku Crookes ogłosił w „The Spiritualist” serię listów, w których opisał, co widział u siebie. Twierdził, że Katie różniła się od Florence wzrostem, kolorem włosów, karnacją, brakiem przekłutych uszu i rytmem tętna; że wchodził z lampą fosforową do gabinetu i widział jednocześnie leżące medium oraz stojącą obok postać; że Katie chodziła po domu, rozmawiała z jego dziećmi i pozwalała się dotykać. W maju sfotografował ją przy świetle elektrycznym, używając jednocześnie pięciu aparatów, i uzyskał według własnych słów czterdzieści cztery negatywy. Pożegnalny seans odbył się 21 maja 1874 roku: Katie oznajmiła, że jej misja dobiegła końca, i według relacji odcięła na pamiątkę kosmyki włosów i fragmenty szaty.

Lektura tych listów pokazuje, gdzie leżała słabość całej procedury. Crookes kontrolował aparaty fotograficzne, nie kontrolował natomiast gabinetu, który należał do porządku seansu, a nie doświadczenia. Najważniejsze obserwacje – medium i duch widziani razem – odbywały się w półmroku, krótko i za zgodą postaci, która mogła w każdej chwili zakazać światła. Zachowane odbitki nie rozstrzygają sprawy, bo twarz Florence na zdjęciach z samą Katie bywa zasłonięta, a fotografie, na których obie postaci są widoczne jednocześnie, tego warunku nie spełniają wyraźnie. Według przekazów Crookes później zniszczył większość negatywów; przetrwała niewielka liczba odbitek, co utrudniło każdą późniejszą weryfikację. Badanie stawało się w efekcie sprawdzianem wiarygodności świadka, a nie zjawiska: czytelnik „The Spiritualist” nie miał przed sobą danych, tylko słowo człowieka, który odkrył tal.

## Sitwell, Hall i pytanie o osobiste motywy

Dalsze losy Cook nie pomogły jej obrońcom. W 1874 roku poślubiła Cornera, a podczas kolejnych seansów miał się pojawiać inny duch, „Marie”. 9 stycznia 1880 roku sir George Sitwell i Carl von Buch chwycili na posiedzeniu w Londynie „Marie” i stwierdzili, że trzymają panią Corner w bieliźnie, a jej zdjęte ubranie leżało w gabinecie. Spirytyści tłumaczyli takie przypadki tzw. transfiguracją, czyli rzekomym przekształceniem medium w ducha, ale wielu uczestników ruchu uznało incydent za kompromitujący. W tle stała też sprawa Mary Showers, innej młodej medium materializacyjnej, z którą Crookes prowadził posiedzenia w 1874 roku; późniejsze twierdzenia, że przyznała się mu prywatnie do oszustwa, opierają się na pośrednich przekazach i pozostają sporne.

Najostrzejszą tezę sformułował dopiero w 1962 roku Trevor H. Hall w książce *The Spiritualists*. Hall twierdził, że Crookes był kochankiem Florence Cook i świadomie osłaniał jej oszustwo, a wręcz współtworzył je, by mieć pretekst do spotkań. Opierał się w dużej mierze na późnym świadectwie Francisa Andersona, który utrzymywał, że w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku sam miał romans z Cook i że ta opowiadała mu o związku z Crookesem. Świadectwo to zostało spisane dziesiątki lat po fakcie i nie ma niezależnego potwierdzenia. W 1964 roku R. G. Medhurst i K. M. Goldney odpowiedzieli na łamach „Proceedings of the Society for Psychical Research” obszernym studium źródeł, w którym zakwestionowali dowody romansu, choć nie bronili realności materializacji. Sprawa motywów pozostaje więc nierozstrzygnięta; rzetelnie można powiedzieć tylko tyle, że hipoteza o współudziale nie jest konieczna, by wyjaśnić słabość procedury, a hipoteza o romansie nie została udowodniona.

Od obu skrajności uczciwszy jest wniosek bardziej prozaiczny. Crookes, który w laboratorium potrafił wyodrębnić ślad pierwiastka w szlamie z kwasu siarkowego, w salonie przy Mornington Road zaakceptował warunki narzucone przez medium i jego krąg: zasłonę, półmrok, przyjazną publiczność, prawo ducha do przerwania obserwacji. Nie trzeba zakładać złej woli, by zauważyć, że doświadczenie zostało zaprojektowane tak, by mogło potwierdzić, ale nie mogło obalić.

## Rzecz, której Crookes nigdy nie odwołał

Po 1874 roku Crookes niemal przestał publikować o seansach. Ogłosił zbiór *Researches in the Phenomena of Spiritualism* (1874), prowadził jeszcze badania z amerykańską medium Annie Evą Fay, również z użyciem galwanometru, a potem zwrócił się ku fizyce wyładowań w gazach rozrzedzonych. Nie zerwał jednak z tematem. W latach 1896–1899 był prezesem Society for Psychical Research, a w 1898 roku, przemawiając jako przewodniczący Brytyjskiego Stowarzyszenia Postępu Nauki w Bristolu, oświadczył, że po blisko trzydziestu latach nie ma nic do odwołania z tego, co wtedy ogłosił. Po śmierci żony Ellen w 1916 roku otrzymał od Williama Hope'a, fotografa z kręgu w Crewe, „fotografię duchową” z jej wizerunkiem i przyjął ją z wiarą; sam Hope został kilka lat później przyłapany na podmianie płyt.

To połączenie wielkich osiągnięć z uporczywym zaufaniem do świadectw salonu uczyniło Crookesa postacią kanoniczną dla obu stron sporu. Spirytyści cytowali go aż po czasy Arthura Conana Doyle'a jako dowód, że największe umysły epoki przekonały się do duchów. Sceptycy, od współczesnych mu recenzentów po historyków badań psychicznych, traktowali go jako przypadek modelowy: dowód, że kompetencja w jednej dziedzinie nie przenosi się automatycznie na sytuację, w której obiekt badań jest człowiekiem zdolnym do działania, ukrywania się i współpracy z publicznością. Iluzjoniści XX wieku, z Harrym Houdinim na czele, powtarzali, że uczony nie jest właściwym świadkiem sztuczki, bo przyroda w laboratorium nie oszukuje, a medium może.

Historia Katie King jest wobec tego mniej opowieścią o zjawisku niż o granicach eksperymentu w wiktoriańskim domu. Crookes przeniósł do salonu aparaty, ale nie przeniósł tam laboratoryjnej asymetrii władzy, w której badacz ustala warunki, a obiekt się im poddaje. Florence Cook i jej krąg wiedzieli, kiedy zgasić lampę, kiedy zakazać dotyku i kiedy duch powinien się pożegnać. Z tego punktu widzenia późniejsze badania Society for Psychical Research, z rygorystycznym rozdzieleniem ról i protokołami kontroli, były w dużej mierze odpowiedzią na lekcję z Mornington Road: nie wystarczy mieć dobrego obserwatora, trzeba mieć warunki, w których nawet najlepszy obserwator może zostać przyłapany na błędzie.
