# William James i ostatnie wrażenia badacza psychicznego

> William James zamknął ćwierć wieku zajmowania się badaniami psychicznymi wyznaniem, że teoretycznie nie posunął się naprzód ani o krok, i właśnie ta deklaracja, pozbawiona zarówno triumfu, jak i rezygnacji, pozostaje jednym z najczystszych wzorów uczciwej niepewności w historii nauki.

Dział: Spirytyzm i mediumizm
Adres kanoniczny: https://ordotheia.pl/eseje/william-james-i-ostatnie-wrazenia-badacza-psychicznego

## Esej z ostatniego roku

W październiku 1909 roku, niespełna rok przed śmiercią, William James ogłosił w popularnym nowojorskim miesięczniku *The American Magazine* tekst zatytułowany *The Confidences of a „Psychical Researcher”*. Po jego śmierci esej przedrukowano w tomie *Memories and Studies* (1911) pod tytułem, pod którym jest dziś znany: *The Final Impressions of a Psychical Researcher*, czyli „Ostatnie wrażenia badacza psychicznego”. Zmiana tytułu nadała mu wymowę testamentu, której autor zapewne nie zamierzał, ale która dobrze oddaje miejsce tego tekstu w jego dorobku. Był to rachunek sumienia człowieka, który przez dziesięciolecia zajmował się dziedziną uważaną przez większość kolegów za niegodną uczonego, i który teraz próbował powiedzieć, co z tego wyniosło.

James był wtedy jednym z najsłynniejszych filozofów i psychologów świata. Napisał monumentalne *Zasady psychologii* (1890), wykładał w Harvardzie, ogłosił niedawno *Pragmatyzm* (1907), a jego nazwisko kojarzono z odnową filozofii amerykańskiej. Zainteresowanie zjawiskami psychicznymi nie było dla niego hobby na marginesie poważnej pracy, lecz konsekwencją przekonania, że psychologia nie może z góry wykluczać żadnej kategorii doświadczeń. Mimo to wielu kolegów uważało je za słabość, którą wypada przemilczeć.

Esej otwiera zdanie, które w swobodnym przekładzie brzmi mniej więcej tak: od dwudziestu pięciu lat śledzę literaturę badań psychicznych, znam wielu badaczy, spędziłem wiele godzin, choć znacznie mniej, niż powinienem, na obserwowaniu zjawisk lub próbach ich obserwowania, a mimo to teoretycznie nie jestem „dalej”, niż byłem na początku. James dodaje, że chwilami kusiło go przypuszczenie, iż Stwórca na zawsze przeznaczył tę dziedzinę przyrody do pozostawania zagadkową – do podsycania w równej mierze naszej ciekawości, nadziei i podejrzeń, tak że każda nowa obserwacja prowadzi tylko do kolejnego wahania.

## Długa droga do tego zdania

Aby zrozumieć wagę tej deklaracji, trzeba przypomnieć, jak długo i jak systematycznie James angażował się w badania. W połowie lat osiemdziesiątych XIX wieku należał do założycieli Amerykańskiego Towarzystwa Badań Psychicznych (*American Society for Psychical Research*), powstałego w Bostonie na wzór brytyjskiego Towarzystwa, a jego pierwszym przewodniczącym został astronom Simon Newcomb. Organizacja borykała się z kłopotami finansowymi i brakiem zaangażowania członków; w 1890 roku przekształcono ją w amerykańską filię Towarzystwa brytyjskiego, której pracami kierował Richard Hodgson. Po nagłej śmierci Hodgsona pod koniec 1905 roku filia została rozwiązana, a wkrótce potem filozof James Hervey Hyslop powołał na nowo niezależne towarzystwo pod dawną nazwą.

James przez cały ten czas był postacią centralną, choć nie zawsze najbardziej aktywną. W latach 1894–1895 pełnił funkcję przewodniczącego brytyjskiego Towarzystwa Badań Psychicznych, co świadczyło o jego pozycji w międzynarodowym środowisku. W swoim przemówieniu prezydenckim posłużył się przykładem, który przeszedł do historii: aby obalić twierdzenie, że wszystkie wrony są czarne, nie trzeba dowodzić, że żadna wrona nie jest czarna; wystarczy pokazać jedną białą. Jeden niezbity przypadek wiedzy nadnormalnej wystarczyłby więc, by podważyć ogólne przekonanie o jej niemożliwości. James sądził wówczas, że taką białą wronę może znaleźć.

Nie ograniczał się do roli patrona. Pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych kierował amerykańską częścią międzynarodowej ankiety, znanej jako spis halucynacji, w której pytano tysiące osób, czy kiedykolwiek, będąc w pełni przytomne, doznały wrażenia widzenia lub słyszenia kogoś, kogo nie było w pobliżu. Praca polegała na rozsyłaniu kwestionariuszy, porządkowaniu odpowiedzi i sprawdzaniu relacji, które zdawały się zbiegać w czasie ze śmiercią osoby widzianej. Było to zajęcie żmudne, mało efektowne i bardzo dalekie od sensacji seansowych, a James wykonywał je z poczuciem, że tylko taka cierpliwa statystyka może kiedyś przesądzić o sprawie.

Dwa lata po przemówieniu prezydenckim, w 1897 roku, ukazał się tom *The Will to Believe*, zawierający słynny tytułowy esej oraz tekst poświęcony osiągnięciom badań psychicznych. W eseju tytułowym James bronił prawa do wiary w sytuacjach, w których świadectwa nie rozstrzygają, a wybór jest żywy, nieunikniony i doniosły. Krytycy zarzucali mu, że w ten sposób uprawomocnia myślenie życzeniowe. Esej z 1909 roku można czytać jako swoisty test tej postawy: gdyby James rzeczywiście był skłonny wierzyć tam, gdzie chciał, mógłby ogłosić, że badania psychiczne potwierdziły przetrwanie osobowości. Nie zrobił tego.

## Co jednak pozostało

Wyznanie teoretycznej bezradności nie oznaczało u Jamesa, że niczego się nie nauczył. Esej wylicza kilka przekonań, do których doszedł, i robi to z ostrożnością, która sama jest pouczająca. Po pierwsze, uznał, że oszustwo jest w tej dziedzinie wszechobecne i że trzeba się z nim liczyć zawsze, ale że wyjaśnianie wszystkiego oszustwem jest równie dogmatyczne jak łatwowierność. Zjawiska wydawały mu się wymieszane: prawdziwe i fałszywe przeplatały się w działalności tych samych osób, co utrudniało zarówno ich odrzucenie, jak i przyjęcie.

Po drugie, był przekonany, że w materiale zebranym przez badaczy istnieje pewna reszta, której nie da się wyjaśnić znanymi przyczynami, a która wskazuje na rzeczywistość wiedzy nadnormalnej. Nie twierdził jednak, że ta wiedza pochodzi od zmarłych. Opisując komunikaty przypisywane zmarłym, zauważał, że wiele w nich jest dramatyzacji – skłonności umysłu do przybierania cudzych postaci i do mówienia w imieniu innych – która może być właściwością podświadomości medium, a nie dowodem obecności duchów. W tym samym roku ogłosił obszerny raport o seansach, w których miał rzekomo przemawiać zmarły Hodgson, i również tam jego wnioski były ostrożne: materiał uważał za poważny, ale nie za rozstrzygający.

Po trzecie, sformułował hipotezę, która wychodziła poza badania psychiczne i dotykała jego metafizyki. Zaproponował obraz, w którym poszczególne umysły ludzkie przypominają wyspy na morzu albo drzewa w lesie. Na powierzchni są oddzielone, lecz w głębi łączą się – wyspy przez dno oceanu, drzewa przez splątane korzenie. Analogicznie mogłoby istnieć kontinuum świadomości, w które nasze indywidualne umysły zanurzają się jak w macierzyste morze czy zbiornik, a oddzielające je płoty są w gruncie rzeczy przypadkowe. Taka hipoteza mogłaby tłumaczyć telepatię i inne zjawiska bez konieczności przyjmowania osobowych duchów. James przedstawiał ją nie jako tezę dowiedzioną, lecz jako najbardziej prawdopodobny kierunek, w jakim jego zdaniem warto szukać.

## Postawa jako dziedzictwo

Najtrwalszą wartością eseju nie są jednak jego hipotezy, lecz sposób, w jaki mówi o niepewności. James nie udaje, że jest bliżej rozwiązania, niż jest naprawdę, ale też nie ogłasza, że problem jest pozorny albo że nauka powinna się nim przestać zajmować. Zachowuje równowagę, która w tej dziedzinie była i pozostaje rzadkością. Z jednej strony krytykuje zwolenników zjawisk za łatwowierność i za zbyt pospieszne wnioski. Z drugiej strony ostro ocenia uczonych, którzy odrzucają cały obszar badań bez zapoznania się z materiałem, kierując się czymś, co nazywał naukowym sekciarstwem – przekonaniem, że to, co nie mieści się w obowiązującym obrazie świata, nie może istnieć.

W tym punkcie widać ciągłość z jego filozofią. Pragmatyzm Jamesa traktował prawdę jako coś, co się sprawdza w doświadczeniu, a nie jako gotowy system dany z góry. Radykalny empiryzm, który rozwijał w ostatnich latach życia, wymagał, by filozofia nie wykluczała żadnego elementu doświadczenia i nie dopuszczała niczego, czego doświadczyć nie można. W tym samym 1909 roku ogłosił *A Pluralistic Universe*, wykłady, w których z sympatią omawiał myśl Gustava Theodora Fechnera i rozważał możliwość, że świadomości mogą się łączyć w szersze całości. Hipoteza macierzystego morza nie była zatem wybrykiem, lecz częścią poważnej refleksji metafizycznej. Badania psychiczne były dla niego polem, na którym te zasady wystawiano na najtrudniejszą próbę. Esej z 1909 roku pokazuje, że wytrzymały one tę próbę w sposób szczególny: nie przez osiągnięcie rozstrzygnięcia, lecz przez odmowę rozstrzygnięcia przedwczesnego.

James przewidywał też, że badania potrwają długo, może całe pokolenia, i że ich wynik będzie zależał od cierpliwego gromadzenia materiału, a nie od spektakularnych przełomów. Pisał to człowiek, który wiedział, że sam tego wyniku nie doczeka. Zmarł w sierpniu 1910 roku w swoim domu letnim w New Hampshire. Jego ostatnie wrażenia nie są więc zakończeniem sprawy, lecz przekazaniem jej dalej, wraz z uwagą, że najgorszą przysługą, jaką można jej oddać, jest pozorna pewność – w którąkolwiek stronę.

## Lekcja wątpliwości

Z perspektywy historii idei esej ma wartość wykraczającą poza samą parapsychologię. Jest dokumentem postawy, którą można by nazwać sumiennością poznawczą: gotowością do przyznania, że po latach wysiłku nie wie się więcej, niż na początku, i że to wyznanie nie jest klęską, lecz wynikiem. Wielu badaczy, zarówno zwolenników, jak i przeciwników zjawisk psychicznych, wolało kończyć swoje kariery deklaracjami pewności. James zakończył swoją wahaniem, które nazwał po imieniu.

Ta postawa nie była łatwa ani bezpieczna. Dla sceptyków pozostawał człowiekiem, który dał się uwieść mediom, dla zwolenników – sojusznikiem, który nie chciał wypowiedzieć rozstrzygającego słowa. Jego przyjaciele i uczniowie mieli mu za złe zarówno zbyt wielką otwartość, jak i zbyt wielką powściągliwość. A jednak to właśnie ta podwójna niewygoda sprawia, że jego tekst czyta się dziś z większym pożytkiem niż deklaracje wielu współczesnych mu badaczy przekonanych o swojej racji. Wyznanie, że nie jest się ani mądrzejszym, ani pewniejszym, staje się w jego ujęciu formą rzetelności: świadectwem, że granice wiedzy zostały uczciwie wyznaczone, a nie przesunięte siłą pragnienia.
