Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Pierwsza strona: Teologia gwiezdna i astronomia masońska – Robert Hewitt Brown

Wolnomularstwo · 1882

Teologia gwiezdna i astronomia masońska

Czyli pochodzenie i znaczenie misteriów starożytnych i nowożytnych objaśnione – przekład z angielskiego

Robert Hewitt Brown

Robert Hewitt Brown wywodzi symbole i legendy lożowe z obserwacji nieba, cyklu słonecznego i zodiaku, odczytując śmierć i podniesienie mistrza jako alegorię rocznej drogi Słońca i objaśniając pochodzenie misteriów.

Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.

Autor
Robert Hewitt Brown
Tytuł oryginału
Stellar Theology and Masonic Astronomy
Wydanie źródłowe
1882
Przekład
z języka angielskiego
Dział
Wolnomularstwo
Wydanie polskie
Ordo Theia Philosophia

Quid disces

Czego się dowiesz

  1. 1Jak legenda trzeciego stopnia odczytywana jest jako alegoria drogi Słońca
  2. 2Jakie podstawy astronomii Brown uważa za konieczne do zrozumienia loży
  3. 3Dlaczego Płacząca Dziewica bywa wiązana z gwiazdozbiorem Panny
  4. 4Jak Gwiazda Płomienista, kolumny i fartuch zyskują sens astronomiczny
  5. 5Skąd pochodzi astronomiczna teoria religii Dupuisa i Volneya
  6. 6Dlaczego historia religii porzuciła totalną interpretację słoneczną mitów

Commentarius · ok. 3 min lektury

Komentarz do wydania

Niebo jako klucz do loży

Robert Hewitt Brown, amerykański wolnomularz, ogłosił Teologię gwiezdną i astronomię masońską w Nowym Jorku w 1882 roku. Książka należy do nurtu, który można nazwać astronomiczną teorią religii: przekonania, że mity, rytuały i święta dawnych ludów są w gruncie rzeczy alegoriami ruchu Słońca, Księżyca i gwiazd. Nurt ten ma swoje źródła w oświeceniu, zwłaszcza w pracach Charles’a-François Dupuisa i Constantina Volneya, a w XIX wieku był szeroko popularyzowany. Brown nie jest jego twórcą, lecz jednym z tych, którzy najkonsekwentniej zastosowali go do wolnomularstwa.

Jego cel jest dwojaki, co dobrze widać w podtytule: wyjaśnić pochodzenie i znaczenie misteriów starożytnych i nowożytnych, a przy tym przywrócić „zagubione znaczenie” wielu symboli lożowych. Brown pisze z przekonaniem, że rytuał, który bracia powtarzają, zawiera astronomiczną treść, o której większość z nich zapomniała, i że jej odzyskanie pozwoli zrozumieć, dlaczego loża jest zbudowana i urządzona właśnie tak, a nie inaczej.

Trzy części wywodu

Spis treści pokazuje starannie zaplanowaną konstrukcję. Część pierwsza przygotowuje grunt: po krótkim zwróceniu się do bractwa autor opisuje misteria starożytne, następnie przedstawia podstawowe fakty astronomiczne – ekliptykę, równik, punkty równonocy i przesilenia, zodiak – a wreszcie stara się pokazać, ile o astronomii wiedzieli starożytni. Ta część ma charakter podręcznikowy i bez niej dalszy wywód byłby niezrozumiały.

Część druga jest właściwą „astronomią masońską”. Brown wykłada w niej centralną tezę: dramat trzeciego stopnia, śmierć i podniesienie mistrza, jest alegorią rocznej drogi Słońca, które jesienią słabnie, w znakach zimowych zdaje się umierać, a po przesileniu zimowym odradza się i wraca do siły. Ten sam schemat odnajduje w mitach o Ozyrysie, Dionizosie i innych bóstwach umierających i zmartwychwstających.

Część trzecia, najobszerniejsza, przechodzi od zasady do szczegółu. W dwóch długich rozdziałach Brown objaśnia astronomicznie emblematy, symbole i legendy misteriów: Gwiazdę Płomienistą, drabinę o trzech szczeblach, fartuch, kolumny przedsionka, pieczęć Salomona, sześcian i kulę, snop pszenicy zawieszony nad rzeką i wiele innych. Szczególne miejsce zajmuje emblemat Płaczącej Dziewicy przy złamanej kolumnie. Spis rycin zestawia go z pomnikiem Lawrence’a, osobno zaś pokazuje „Piękną Dziewicę Trzeciego Stopnia”, którą Brown wiąże z gwiazdozbiorem Panny. Warto pamiętać, że sam emblemat pojawił się w amerykańskich podręcznikach lożowych dopiero w XIX wieku, na co wskazuje już tytuł ryciny mówiący o „fikcji”; astronomiczna interpretacja Browna dotyczy więc raczej postaci dziewicy jako takiej niż tego konkretnego wizerunku.

Autor nie poprzestaje na stopniach symbolicznych. Wśród rycin znajduje się diagram ekliptyki i równika zestawiony z Łukiem Królewskim, a obok niego emblemat astromasoński przedstawiający Słońce w Lwie i staroegipski rysunek łapy lwa. To ostatnie zestawienie odsyła do chwytu, którym w legendzie trzeciego stopnia podnosi się mistrza: Brown odczytuje go jako znak Słońca, które w znaku Lwa osiąga pełnię mocy. Podobnie drabina o trzech szczeblach zostaje zestawiona z drabiną zodiakalną, a skórzany fartuch – z egipskimi przedstawieniami przepasek kapłańskich. W każdym z tych przypadków metoda jest ta sama: symbol lożowy ma być ostatnim, uproszczonym śladem obrazu nieba, który starożytni kapłani rozumieli w pełni. Krótki dodatek do części drugiej uzupełnia wykład o materiał, który nie zmieścił się w głównym toku.

Ryciny i ich rola

Zachowany w tym wydaniu spis rycin warto potraktować jako mapę książki. Obok wizerunków bóstw egipskich i greckich – Ozyrysa, Izydy z Horusem, Dionizosa, Demeter – znajdują się diagramy astronomiczne, emblematy astromasońskie, rysunki staroegipskie, symbole lożowe i pomniki. Brown buduje argument przez zestawienie obrazów: pokazuje symbol masoński obok przedstawienia egipskiego lub figury zodiakalnej i oczekuje, że czytelnik sam dostrzeże związek. Lektura bez uważnego oglądania ilustracji traci połowę sensu.

Wartość i granice tej interpretacji

Dzisiejszy czytelnik powinien wiedzieć, że astronomiczna teoria religii w tak totalnej postaci została przez historię religii porzucona. Odnajdywanie cyklu słonecznego w każdym micie okazało się metodą zbyt elastyczną: przy odrobinie pomysłowości daje się zastosować do niemal każdej opowieści, co samo w sobie podważa jej moc dowodową. Twierdzenia o wiedzy astronomicznej starożytnych w części pierwszej mieszają rzeczy dobrze udokumentowane z przypuszczeniami, a rekonstrukcje misteriów opierają się na tej samej, niewielkiej i niepewnej bazie źródłowej co u innych autorów epoki. Brak też dowodów, by twórcy rytuału trzeciego stopnia w XVIII wieku świadomie układali go jako alegorię słoneczną; to interpretacja późniejsza.

Nie odbiera to książce wartości. Dla wolnomularza jest to jeden z najbardziej spójnych wykładów jednej z kilku klasycznych interpretacji rytuału, obok moralnej, biblijnej i mistycznej, a dla badacza ezoteryki – czytelny przykład, jak dziewiętnastowieczna mitologia słoneczna przeniknęła do życia lożowego. Wiele symboli, które Brown omawia, rzeczywiście ma pochodzenie lub skojarzenia astronomiczne, i jego objaśnienia mogą być pożyteczne, jeśli czyta się je jako jedną z możliwych warstw znaczenia, a nie jako klucz otwierający wszystkie drzwi. Książka jest napisana jasno i przystępnie; najlepiej czytać ją w kolejności części, nie pomijając rozdziałów astronomicznych, które przygotowują resztę.

Tolle, lege

Teologia gwiezdna i astronomia masońska

Robert Hewitt Brown

Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.