Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Pierwsza strona: Obłok niewiedzy – Anonim

Mistyka · XIV w. (średnioangielski; wydanie Evelyn Underhill, podstawa przekładu, 1912)

Obłok niewiedzy

Przekład z angielskiego

Anonim

Anonimowy angielski podręcznik kontemplacji z XIV wieku w wydaniu Evelyn Underhill (1912): obłok niewiedzy nad duszą, obłok zapomnienia pod nią, „ostra strzała tęsknej miłości” i modlitwa jednego słowa.

Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.

Autor
Anonim
Tytuł oryginału
A Book of Contemplation the which is called The Cloud of Unknowing, in the which a Soul is oned with God (wyd. Evelyn Underhill)
Wydanie źródłowe
XIV w. (średnioangielski; wydanie Evelyn Underhill, podstawa przekładu, 1912)
Przekład
z języka angielskiego
Dział
Mistyka
Wydanie polskie
Ordo Theia Philosophia

Quid disces

Czego się dowiesz

  1. 1Co wiadomo o anonimowym autorze i jego związku z Dionizym Areopagitą
  2. 2Czym są obłok niewiedzy i obłok zapomnienia i dlaczego „ciemność” znaczy brak poznania
  3. 3Jak modlić się jednym słowem o jednej sylabie i dlaczego krótka modlitwa przebija niebo
  4. 4Jak autor odczytuje Martę i Marię jako życie czynne i kontemplacyjne
  5. 5Jak władze duszy i formuła „nigdzie cieleśnie – to wszędzie duchowo” prowadzą do znaku powołania

Commentarius · ok. 3 min lektury

Komentarz do wydania

Anonimowy mistrz i wydanie Underhill

Obłok niewiedzy powstał w Anglii w XIV wieku, w języku średnioangielskim. Polski przekład idzie za wydaniem Evelyn Underhill z 1912 roku, opartym na rękopisie Harl. 674 z British Museum, i przekłada także jej wstęp. „Nic o nim nie wiadomo” – pisze Underhill o autorze – poza tym, że był mnichem oddanym kontemplacji; próba utożsamienia go z Walterem Hiltonem zawiodła. Przypisuje mu się kilka krótkich listów oraz Dionise Hid Divinite, pierwszy angielski przekład Teologii mistycznej Dionizego. Od Dionizego wziął filozofię, od Ryszarda od Świętego Wiktora psychologię, a dodał humor i prostą mowę.

Prolog i dwa obłoki

Prolog zaklina, by księgi nie czytał nikt prócz tego, kto postanowił być „doskonałym naśladowcą Chrystusa” aż po szczyt życia kontemplacyjnego, i to w całości, bo rzecz niedopowiedziana na początku wyjaśnia się dalej. Rozdział I wylicza cztery stopnie życia chrześcijan: Pospolity, Szczególny, Osobliwy i Doskonały. Rdzeń nauki wykładają rozdziały III–VI: „Podnieś serce twoje ku Bogu pokornym poruszeniem miłości; i miej na myśli Jego samego, a nie żadne z Jego dóbr”. Kto zaczyna, znajduje „jeno ciemność i jak gdyby obłok niewiedzy” między sobą a Bogiem, przy czym „kiedy mówię ciemność, mam na myśli brak poznania”. Pod sobą trzeba położyć obłok zapomnienia, który przykrywa wszystkie stworzenia, nawet myśli o dobroci Boga, bo „On dobrze może być miłowany, lecz nie pomyślany”. W obłok niewiedzy trzeba więc uderzać „ostrą strzałą tęsknej miłości”.

Modlitwa jednego słowa

Rozdział VII radzi zawinąć nagie zamierzenie w „małe słowo o jednej sylabie” – BÓG albo MIŁOŚĆ. Rozdziały XXXVII–XXXIX tłumaczą to na przykładzie człowieka w nagłym niebezpieczeństwie, który krzyczy jedno słowo, „ogień” albo „gore”; taka modlitwa przebija niebo, bo płynie „na wyżynie i w głębi, na długości i na szerokości ducha”. Pomiędzy autor broni kontemplatyków, wykładając scenę Marty i Marii, podaje dwa „duchowe sposoby” na natrętne myśli i żąda zniszczenia nawet czucia własnego istnienia, bo grzech jest „plugawą, cuchnącą bryłą”, która „nie jest niczym innym jak tobą samym”. Rozdział XLIV dodaje, że to wymaga szczególnej łaski, a zdolność do jej przyjęcia jest „mocnym i głębokim smutkiem duchowym”: człowiek nie pragnie nie być, lecz pozbyć się wiedzy o swoim istnieniu.

Złudy cielesnego rozumienia

Druga połowa księgi jest w dużej mierze przestrogą. Młodzi uczniowie, którzy usłyszą o wznoszeniu serca, pojmują to „cieleśnie i ciałem”, „mozolą swoje cielesne serca w piersiach nad wszelką miarę” i biorą fałszywy żar za ogień miłości, a „diabeł ma swoich kontemplatyków, jak Bóg ma Swoich”. Rada brzmi: działać „bardziej z ochotą niż z jakąkolwiek bezwartościową siłą” i nie chwytać łask „niby chciwy chart”; ukrywać pragnienie przed Bogiem jak w dziecięcej igraszce. Pociechy, które wytryskają od wewnątrz, są bezpieczne, te zaś, które „przychodzą z zewnątrz nagle”, trzeba mieć w podejrzeniu, bo „istotą wszelkiej doskonałości” jest dobra wola, a słodycze są tylko przypadłościami.

Rozdziały LI–LXI rozbierają dwa słowa, „w” i „w górę”. Jedni obracają zmysły do wewnątrz i kończą w urojonych woniach i żarach; drudzy „gapią się w gwiazdy, jakby chcieli być ponad księżycem”, i robią „dziurę w firmamencie”. Autor wylicza z ironią ich obyczaje – wytrzeszczanie oczu, piskliwy głos, wiosłowanie ramionami w mowie – i ostrzega przed gorliwcami, którzy ganią wszystkich, oraz przed tymi, którzy porzucają naukę Kościoła, bo „kto nie chce iść ciasną drogą do nieba, ten pójdzie miękką drogą do piekła”. Objawienia świętego Marcina i świętego Szczepana mają znaczenie duchowe: „obierzmy szorstką korę, a karmmy się słodkim jądrem”. Niebo duchowe jest równie blisko w każdą stronę, a drogę tam „przebiega się pragnieniami, a nie krokami stóp”.

Władze duszy, nic i nigdzie

Rozdziały LXII–LXVII porządkują władze duszy: główne – Pamięć, Rozum i Wolę – oraz drugorzędne, Wyobraźnię i Zmysłowość, które po grzechu przestały być posłuszne. Kto zajmuje się samym Bogiem, jest „ponad samym sobą i poniżej twego Boga”, a nawet może być nazwany bogiem „w łasce”, choć nie z natury. Rozdział LXVIII daje formułę: „Nigdzie cieleśnie – to wszędzie duchowo”; to, co zewnętrzny człowiek nazywa niczym, wewnętrzny nazywa Wszystkim. W tym niczym dusza widzi najpierw swoje grzechy, potem czyściec, raj, a wreszcie zawsze „obłok niewiedzy”. Autor powołuje się na Dionizego: „najgodniejsze poznanie Boga to to, które poznaje się przez niewiedzę”.

Ostatnie rozdziały wyjaśniają, że jedni dochodzą do tego dzieła rzadko i w zachwyceniu, jak Mojżesz na górze, inni w zwykłym stanie, jak Aaron przy Arce, a autor sprawuje „urząd Besaleela”, wykonując ją dla czytelnika. Rozdział LXXIV powtarza zaklęcie z prologu, a LXXV podaje znak powołania: jeśli po długim braku tego dzieła wraca ono z większym pragnieniem niż przedtem, bo Bóg patrzy nie na to, czym jesteś, lecz „na to, czym chciałbyś być”.

Tolle, lege

Obłok niewiedzy

Anonim

Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.