
Mistyka · 1845
Księga łez, czyli Chrystus Pocieszyciel
Przekład z francuskiego
Alphonse-Louis Constant (Éliphas Lévi)
Dzieło Alphonse’a-Louisa Constanta, późniejszego Éliphasa Léviego, z 1845 roku: medytacja o cierpieniu fizycznym i moralnym, o Chrystusie Pocieszycielu i próba katolickiego wyznania wiary pogodzonego z filozofią nowożytną.
Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.
- Autor
- Alphonse-Louis Constant (Éliphas Lévi)
- Tytuł oryginału
- Le Livre des larmes, ou le Christ consolateur. Essai de conciliation entre l’Église catholique et la philosophie moderne
- Wydanie źródłowe
- 1845
- Przekład
- z języka francuskiego
- Dział
- Mistyka
- Wydanie polskie
- Ordo Theia Philosophia
Quid disces
Czego się dowiesz
- 1Jak młody Constant rozlicza się z buntowniczą „Biblią wolności”
- 2Dlaczego cierpienie jest w tej księdze lekarstwem, nie złem
- 3Jak romantyczny socjalizm chrześcijański kształtował obraz Chrystusa Pocieszyciela
- 4Które motywy późnego Léviego mają tu swój zalążek
- 5Jak wyglądała droga autora od seminarium przez więzienie
Commentarius · ok. 3 min lektury
Komentarz do wydania
Przed Éliphasem Lévim
Księga łez, czyli Chrystus Pocieszyciel ukazała się w Paryżu w roku 1845, dziesięć lat przed Dogmatem i rytuałem wysokiej magii. Jej autor podpisywał się jeszcze własnym nazwiskiem: Alphonse-Louis Constant. Był wówczas byłym seminarzystą, który przyjął diakonat, ale nie przyjął święceń kapłańskich, publicystą związanym z kręgami socjalizmu chrześcijańskiego i romantycznego mesjanizmu, a także człowiekiem po wyroku. Jego Biblia wolności z roku 1841 została skonfiskowana, a on sam skazany na kilka miesięcy więzienia i grzywnę – przedmowa wydania przypomina o tym w przypisie tłumacza.
Ta przedmowa jest kluczem do całości. Constant mówi wprost, że księga pełna jest pozornych sprzeczności, nad którymi panuje myśl o jedności; że jest katolikiem sercem, a filozofem z konieczności rozumu; i że nazwał ją Księgą łez, ponieważ każda jej myśl przypomina mu jakiś ból. Odcina się zarazem od Biblii wolności, którą nazywa pieśnią swojego obłędu, i zapowiada opowieść o powrocie do rozumu. Wspomina też pobyt w diecezji Évreux, gdzie biskup przyjął go życzliwie, oraz dziennikarski skandal, który zmusił go do odejścia. Czytelnik ma więc przed sobą dokument przełomu: autor rewolucyjnych dytyrambów próbuje znaleźć miejsce wewnątrz Kościoła, nie rezygnując z idei społecznej sprawiedliwości.
Trzy części: cierpienie, pociecha, wyznanie wiary
Księga dzieli się na trzy części. Pierwsza, o cierpieniach fizycznych i moralnych, otwiera rozdział o tym, czym jest cierpienie i dlaczego jest konieczne. Constant traktuje je nie jako zło, lecz jako gorzkie lekarstwo: zmęczenie ludzkości, która idzie naprzód, ćwiczenie duszy i hamulec dla jej pychy. Nędza, choroba, hańba, utrata bliskich mają w tej perspektywie sens wychowawczy. To ujęcie ma długą chrześcijańską tradycję, ale u Constanta łączy się z wiarą w postęp ludzkości, typową dla lat czterdziestych XIX wieku.
Część druga, o pociechach religijnych, przedstawia Chrystusa jako Pocieszyciela – nie tylko Zbawcę jednostek, lecz także obrońcę ubogich i cierpiących, którego Ewangelia jest obietnicą przemiany świata. Tu najwyraźniej słychać wpływ Lamennais’go i romantycznych teologii ludu, z którymi Constant był wówczas związany. Część trzecia nosi tytuł poszukiwania katolickiego wyznania wiary zgodnego z potrzebami epoki. Jest najbardziej programowa: autor próbuje sformułować chrześcijaństwo, które przyjmie wyzwania nowoczesnej filozofii i kwestii społecznej, a zarazem pozostanie katolickie w swoich podstawach. Pełny podtytuł oryginału mówi o „próbie pojednania Kościoła katolickiego z filozofią nowożytną”, i to jest właściwy temat książki.
Ślady przyszłego okultysty
Kto przychodzi do tej księgi z myślą o magii, nie znajdzie tu ani światła astralnego, ani kabały, ani rytuałów. Okultystyczny zwrot Constanta nastąpił kilka lat później, po kontaktach z Hoene-Wrońskim i lekturach z kręgu tradycji ezoterycznej. A jednak wiele motywów późnego Léviego ma tutaj swój zalążek. Przede wszystkim przekonanie, że religia i rozum nie muszą się wykluczać i że zadaniem myśliciela jest ich pojednanie – w Księdze mędrców Lévi powróci do tej formuły niemal dosłownie. Także sposób czytania Pisma, w którym dosłowność ustępuje miejsca sensowi moralnemu i symbolicznemu, oraz poczucie, że Kościół instytucjonalny zawiódł ubogich, choć prawda, którą przechowuje, pozostaje nienaruszona.
Warto zwrócić uwagę na ton, w jakim Constant mówi o Kościele. Nie występuje jako jego wróg ani jako reformator spoza wspólnoty, lecz jako syn, który uważa, że matka zapomniała o własnym posłannictwie wobec ubogich. Ta postawa – lojalność wobec dogmatu połączona z ostrą krytyką instytucji – będzie towarzyszyć mu przez całe życie i tłumaczy, dlaczego późniejszy Lévi tak uparcie zapewniał o swoim prawowiernym katolicyzmie.
Ciekawa jest również postawa autora wobec własnej przeszłości. Constant rozlicza się z romantycznym kultem buntu, który w Biblii wolności zaczynał się hymnem do Lucyfera. Późniejsze legendy o Lévim jako czcicielu „lucyferyzmu” zwykle pomijają, że już w 1845 roku nazywał tamte uniesienia szaleństwem. Nie znaczy to, że jego droga była prosta; w roku 1848 znów zaangażował się politycznie, a jego stosunek do Kościoła pozostał niejednoznaczny do końca życia.
Jak czytać tę księgę
Księga łez jest tekstem retorycznym, kaznodziejskim w tonie, pisanym z emfazą charakterystyczną dla francuskiego romantyzmu religijnego. Dzisiejszego czytelnika może nużyć patos i powtarzalność wywodu. Warto czytać ją jak świadectwo epoki: obok Lamennais’go, Pierre’a Leroux czy Flory Tristan, w których kręgach obracał się młody Constant, a nie jak traktat teologiczny o ścisłej strukturze. Jej argumenty o konieczności cierpienia mogą też budzić sprzeciw, zwłaszcza gdy nędza społeczna zostaje w nich przedstawiona jako lekarstwo; sam autor zresztą łączy tę tezę z wezwaniem do sprawiedliwości.
Przypisy tłumacza objaśniają odniesienia do innych pism Constanta z tego okresu i do ówczesnej prasy. Księga jest dla tych, którzy chcą zrozumieć, skąd wyrósł Éliphas Lévi – jaką drogę przeszedł od seminarium przez więzienie i rewolucyjną publicystykę do odnowienia magii – oraz dla czytelników zainteresowanych mistyką chrześcijańską XIX wieku w jej społecznym wydaniu. Jest też dobrą przestrogą przed upraszczaniem: autor, którego znamy jako maga, zaczynał jako człowiek szukający w Chrystusie przede wszystkim pocieszenia dla cierpiących.
Tolle, lege
Księga łez, czyli Chrystus Pocieszyciel
Alphonse-Louis Constant (Éliphas Lévi)
Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.
