
Alchemia · 1911
Alchemia dawna i nowa
Przekład z angielskiego
Herbert Stanley Redgrove
Historia alchemii pióra chemika Herberta Stanleya Redgrove’a z 1911 roku: teza o mistyczno-teologicznym źródle teorii alchemicznych, wykład alchemii fizycznej, adepci przed Paracelsusem i po nim, narodziny chemii oraz transmutacja w świetle promieniotwórczości.
Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.
- Autor
- Herbert Stanley Redgrove
- Tytuł oryginału
- Alchemy: Ancient and Modern
- Wydanie źródłowe
- 1911
- Przekład
- z języka angielskiego
- Dział
- Alchemia
- Wydanie polskie
- Ordo Theia Philosophia
Quid disces
Czego się dowiesz
- 1Jaką teorię pochodzenia alchemii z teologii mistycznej proponował Redgrove
- 2Dlaczego odrzucał transcendentalną teorię alchemii, nie lekceważąc jej mistyki
- 3Jak wyglądała teoria siarki i rtęci oraz rozwoju metali
- 4Kim byli alchemicy przed Paracelsusem, sam Paracelsus i jego następcy
- 5Jak autor łączył dawną transmutację z odkryciami promieniotwórczości
- 6Które części książki zestarzały się po stu latach badań
Commentarius · ok. 3 min lektury
Komentarz do wydania
Chemik o alchemii
Alchemia dawna i nowa wyszła w Londynie w 1911 roku. Jej autor, Herbert Stanley Redgrove, był młodym chemikiem z wykształceniem akademickim, a zarazem człowiekiem żywo zainteresowanym mistyką i dawnymi wierzeniami; wkrótce potem należał do założycieli londyńskiego Alchemical Society, które przez kilka lat skupiało badaczy różnych orientacji. Książka szybko zdobyła popularność i doczekała się drugiego, poprawionego wydania. Niniejszy przekład zawiera przedmowę do tego drugiego wydania, w której Redgrove odnosi się do dyskusji wokół swojej teorii, odsyła do późniejszych Bygone Beliefs z 1920 roku i komentuje najnowsze doświadczenia Ramsaya i Rutherforda nad przemianami pierwiastków.
Pozycja autora jest ciekawa właśnie dlatego, że nie należy do żadnego z dwóch obozów, które w jego czasach spierały się o alchemię. Odrzuca tak zwaną teorię transcendentalną, według której alchemicy w ogóle nie zajmowali się metalami, a tylko duszą – pogląd, z którym w XIX wieku wiąże się zwłaszcza nazwiska Mary Anne Atwood i Ethana Allena Hitchcocka. Powołuje się przy tym na Arthura Edwarda Waite’a i na same pisma adeptów, pełne opisów rzeczywistych procesów chemicznych. Zarazem nie zgadza się z tymi przyrodnikami, którzy pierwiastek mistyczny w alchemii uważali za mało ważny. Rzeczywiste pisma alchemików wymagają według niego wyjaśnienia, które obejmie zarówno pracę przy piecu, jak i religijny język, w którym o tej pracy mówiono.
Teza i układ
Pierwszy rozdział, o znaczeniu alchemii, zawiera najbardziej oryginalną część książki. Redgrove twierdzi, że główne hipotezy alchemiczne zostały zaczerpnięte z teologii mistycznej i przeniesione drogą analogii na fizykę i chemię. Jeżeli dusza może zostać odrodzona i oczyszczona, to – wnioskowali alchemicy – także metal nieszlachetny może zostać doprowadzony do doskonałości złota. Redgrove przypomina, że sami alchemicy uważali kamień filozofów za symbol Chrystusa, a odrodzenie człowieka za dzieło łaski, i nazywa ten sposób rozumowania prawem analogii. Proces Dzieła staje się w tym ujęciu fizycznym odbiciem drogi duchowej, a nie jej szyfrem. W przedmowie do drugiego wydania autor dodaje, że pomocniczym źródłem tych wyobrażeń była też dawna fizjologia i resztki wierzeń płodności, odsyłając w tej sprawie do swojej późniejszej książki.
Drugi rozdział wykłada teorię alchemii fizycznej: jedność materii, zasady siarki i rtęci, do których Paracelsus dołączył sól, rozwój metali w łonie ziemi, właściwości kamienia i eliksiru. Dwa kolejne przedstawiają alchemików – najpierw tych przed Paracelsusem, potem samego Paracelsusa, którego portret otwiera tom, i jego następców. Rozdział o owocach alchemii pokazuje, co z pracy adeptów przeszło do wiedzy chemicznej. Rozdział o wieku nowożytnej chemii opisuje, jak nowa nauka porzuciła ideę transmutacji, a ostatni, o alchemii nowożytnej, wraca do tej idei w świetle odkryć promieniotwórczości, które dla Redgrove’a są dowodem, że dawne marzenie o przemianie pierwiastków nie było absurdem.
Co się zestarzało
Książka ma ponad sto lat i czytelnik musi to brać pod uwagę na każdym kroku. Najmocniej zestarzał się rozdział końcowy. Przemiany jądrowe, które Redgrove widział jako potwierdzenie intuicji alchemików, okazały się procesami zupełnie innej natury niż te, o których pisali dawni adepci; podobieństwo jest raczej słowne niż rzeczowe. Zestarzały się także biografie poszczególnych alchemików: wiele dat, atrybucji i anegdot, przyjmowanych na początku XX wieku, zostało od tego czasu podważonych przez historyków, zwłaszcza w odniesieniu do pism łacińskich przypisywanych dawnym autorytetom.
Sama teza o analogii między teologią a teorią metali jest natomiast nadal warta rozważenia, choć dziś formułuje się ją ostrożniej. Historycy wskazują, że w wielu tekstach religijny język alchemii był rzeczywiście czymś więcej niż ozdobą, ale też że nie wszystkie teksty dają się czytać według jednego klucza. Redgrove ma zasługę w tym, że już w 1911 roku odrzucił oba skrajne stanowiska i potraktował duchowy wymiar alchemii jako fakt historyczny, nie jako jej jedyną treść. W naszym dziale to rozróżnienie ma znaczenie podstawowe: księga pomaga zrozumieć, skąd brał się duchowy sens symboli, ale nie czyni z laboratoryjnych przepisów ćwiczeń duchowych ani odwrotnie.
Dla kogo i jak czytać
Alchemia dawna i nowa jest dobrym, przystępnym wprowadzeniem dla czytelnika, który chce uporządkować podstawowe pojęcia i nazwiska, zanim sięgnie po źródła albo po prace bardziej specjalistyczne. Język jest jasny, wywód uporządkowany, a tablice ilustracyjne, od portretu Paracelsusa poczynając, ułatwiają orientację. Trudniejsze bywają tylko fragmenty o chemii i fizyce, pisane z perspektywy nauki sprzed stu lat.
Warto czytać ją w dwóch planach. Pierwszy to wykład historii alchemii, który należy sprawdzać z nowszymi opracowaniami. Drugi to świadectwo stanu sporu o alchemię w epoce, gdy ezoterycy, chemicy i historycy po raz pierwszy próbowali się porozumieć. W tym drugim planie książka nie straciła nic ze swojej wartości: pokazuje, jak wykształcony przyrodnik, nie odrzucając nauki, próbował uszanować religijną wyobraźnię dawnych adeptów i znaleźć dla niej miejsce w historii myśli.
Tolle, lege
Alchemia dawna i nowa
Herbert Stanley Redgrove
Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.
