Pieczęć Ordo Theia Philosophia
Pierwsza strona: Grimorium Verum – Anonim

Magia ceremonialna · XVIII w. (data 1517 i wydawca „Alibeck Egipcjanin” na stronie tytułowej są fikcyjne); podstawa przekładu: wydanie z 1817

Grimorium Verum

czyli Najprawdziwsze Klawikuły Salomona

Anonim

Francuski grymuar podszywający się pod Klawikuły Salomona: trzy potęgi piekielne – Lucyfer, Belzebub i Astarot – ich podwładni i znaki, przygotowanie narzędzi, wezwania i odprawianie duchów oraz zbiór sekretów magicznych.

Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.

Autor
Anonim
Tytuł oryginału
Grimorium Verum, vel probatissimae Salomonis Claviculae
Wydanie źródłowe
XVIII w. (data 1517 i wydawca „Alibeck Egipcjanin” na stronie tytułowej są fikcyjne); podstawa przekładu: wydanie z 1817
Przekład
z języka francuskiego
Dział
Magia ceremonialna
Wydanie polskie
Ordo Theia Philosophia

Quid disces

Czego się dowiesz

  1. 1Dlaczego data 1517 i Alibeck Egipcjanin należą do fikcji wydawniczej
  2. 2Jak uporządkowano trzy potęgi piekielne i podległe im duchy
  3. 3Jaką rolę pełni Scirlin i jego znak w operacji
  4. 4Jak przygotowuje się znaki, narzędzia i pergamin według księgi
  5. 5Co Grimorium Verum przejęło z Klucza Salomona, a co dodało
  6. 6Jakie sekrety magiczne zebrano w ostatniej części

Commentarius · ok. 3 min lektury

Komentarz do wydania

Prawdziwa księga, która nie jest tym, za co się podaje

Grimorium Verum, czyli Prawdziwy grymuar, przedstawia się na stronie tytułowej jako najprawdziwsze klawikuły Salomona, przełożone z hebrajskiego i wydane w Memfis w roku 1517 przez Alibecka Egipcjanina. Wszystkie te dane należą do fikcji. Księga jest anonimową kompilacją francuską, powstałą najpewniej w XVIII wieku, a jej związek z Salomonem ogranicza się do zapożyczeń z szeroko krążących wersji Klucza Salomona, z których przejęła część przepisów o przygotowaniu narzędzi, pergaminu i miejsca. Polski przekład wykonano według edycji z roku 1817.

Tytuł jest więc obietnicą, a nie opisem. Kiedy dawni wydawcy nazywali swoją książkę „prawdziwą”, odpowiadali na rynek pełen konkurencyjnych grymuarów i zapewniali nabywcę, że właśnie ten egzemplarz nie jest podróbką. Ta sama troska widoczna jest w samym tekście, który co chwilę ostrzega przed pominięciem jakiegokolwiek szczegółu i przeplata francuski wykład krótkimi formułami łacińskimi, nadającymi mu pozór uczoności.

Trzy potęgi i ich dwór

Rzeczą, która wyróżnia Grimorium Verum spośród innych grymuarów, jest szczerość. Księga nie udaje, że chodzi w niej o anioły. Już na początku mówi o przywoływaniu „Potęg, Duchów, a mówiąc trafniej – Diabłów”, a o ich naturze dodaje, że „tego rodzaju stworzenia nie dają niczego za darmo”. Układ jest prosty i hierarchiczny. Na szczycie stoją trzy potęgi: Lucyfer, Belzebub i Astarot. Każda ma swój znak, który należy wyryć lub wypisać i nosić przy sobie, a pod nimi znajdują się duchy podległe, z przypisanymi im zakresami działania. Pośrednikiem w kontakcie z wyższymi duchami jest Scirlin, którego znak otwiera całą operację.

Pierwsza część, zatytułowana Klucz dzieła, wykłada te znaki oraz warunki ich sporządzania: w dniu i godzinie Marsa, z użyciem odpowiedniego atramentu, kamienia szlachetnego lub krwi. Tekst rozróżnia sposób noszenia znaku przez mężczyznę i kobietę, co samo w sobie jest rzadkim w tym gatunku szczegółem. Następne części – oznaczone w dawnych wydaniach tajemniczymi skrótami – przechodzą do przygotowania noża, różdżki, pergaminu i wody, do kadzideł, modlitw oraz właściwych wezwań i formuł odprawiających. Ostatnią część stanowią „sekrety magiczne, rzadkie i zadziwiające”: krótkie przepisy na miłość, niewidzialność, odnajdywanie rzeczy i inne pragnienia, w których spotykają się magia demoniczna i domowa.

Miejsce w dziejach grymuarów

Grimorium Verum jest dobrym przykładem tego, jak tradycja salomońska, wywodząca się ze średniowiecznych rękopisów łacińskich i włoskich, przeistoczyła się w epoce nowożytnej w drukowany grymuar dla szerszego kręgu nabywców. Uczona konstrukcja, w której mag panuje nad duchami jako pobożny władca, ustępuje tu układowi bardziej handlowemu: ofiara w zamian za usługę, znak w zamian za obecność. Pisarze okultystyczni XIX wieku, z Arthurem Edwardem Waite’em na czele, zaliczali tę księgę do magii czarnej i traktowali ją z wyraźną niechęcią. W XX i XXI wieku stała się z kolei przedmiotem zainteresowania praktyków i badaczy, którzy dostrzegli w niej rzadkie świadectwo bezpośredniego, niepozorującego kontaktu z duchami chtonicznymi, i doczekała się nowych przekładów oraz komentarzy.

Z punktu widzenia historii idei księga jest ciekawa właśnie przez swoją niespójność. Spotykają się w niej rytualna czystość wzięta z Klucza Salomona, katolickie modlitwy, łacińskie formuły zniekształcone przez kolejnych przepisywaczy i drukarzy oraz przepisy ludowe. Przypisy tłumacza w polskim wydaniu objaśniają te łacińskie wtrącenia i wskazują miejsca, w których dawny druk sam zawiera błędy.

Warto też zauważyć, jak bardzo księga zależy od kalendarza i materii. Dzień i godzina Marsa, szmaragd albo rubin, pergamin z określonego zwierzęcia, nóż przygotowany w wyznaczonym dniu – każdy z tych warunków ma zapewnić, że operacja zostanie wykonana dokładnie tak, jak trzeba. Ta drobiazgowość nie jest dodatkiem, lecz samym sercem grymuaru: skuteczność ma wynikać z wierności przepisowi, a nie z wewnętrznej przemiany operującego.

Dla kogo i jak

Księga jest krótka i na pierwszy rzut oka przystępna, lecz bez znajomości szerszego tła łatwo wziąć ją za coś, czym nie jest. Nie jest dawnym tekstem hebrajskim ani dziełem Salomona. Nie przedstawia żadnej spójnej demonologii teologicznej, a imiona i znaki duchów różnią się w zależności od wydania. Czytelnik zainteresowany historią magii znajdzie w niej zwarty przegląd nowożytnej goecji w jej najbardziej bezpośredniej postaci; badacz religijności ludowej – materiał do studiów nad wyobrażeniem paktu i ofiary.

Najrozsądniej czytać Grimorium Verum obok innych grymuarów francuskich i obok Klucza Salomona, aby widzieć, co zostało zapożyczone, a co dodane. Przepisy wymagające krwi, ofiar ze zwierząt czy ryzykownych substancji należą do świata przekonań, których nie należy przenosić do praktyki. Wartością księgi jest jej dokumentalna szczerość: pokazuje, czego nowożytny czytelnik grymuaru naprawdę oczekiwał i jak wyobrażał sobie cenę, jaką trzeba za to zapłacić.

Tolle, lege

Grimorium Verum

Anonim

Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.