
Alchemia · 1893
Collectanea Chemica
Wybrane traktaty o alchemii i medycynie hermetycznej
Arthur Edward Waite (red.)
Sześć dawnych traktatów alchemicznych i jatrochemicznych z rękopisu Fredericka Hockleya, wydanych w 1893 roku przez A. E. Waite’a: od Alkahestu Filaletesa po Księgę zanadrzną George’a Ripleya.
Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.
- Autor
- Arthur Edward Waite (red.)
- Tytuł oryginału
- Collectanea Chemica: Being Certain Select Treatises on Alchemy and Hermetic Medicine
- Wydanie źródłowe
- 1893
- Przekład
- z języka angielskiego
- Dział
- Alchemia
- Wydanie polskie
- Ordo Theia Philosophia
Quid disces
Czego się dowiesz
- 1Kim był Frederick Hockley i skąd pochodzi rękopis zbioru
- 2Czym miał być Alkahest i kim był Eireneusz Filaletes
- 3Na czym polegało aurum potabile doktora Francisa Anthony’ego
- 4Co zawiera Księga zanadrzna George’a Ripleya z Bridlington
- 5Jak odróżnić recepturę laboratoryjną od symboliki duchowej w tekstach
- 6Dlaczego teza o wyłącznie duchowej alchemii nie znajduje tu potwierdzenia
Commentarius · ok. 3 min lektury
Komentarz do wydania
Skąd pochodzi ten zbiór
Collectanea Chemica ukazały się w Londynie w roku 1893 w serii dawnych tekstów hermetycznych, którą w ostatniej dekadzie XIX wieku prowadził młody wówczas Arthur Edward Waite. W tych samych latach wydał on po angielsku Hermetic Museum, pisma Paracelsusa i Thomasa Vaughana, a także Lives of Alchemystical Philosophers. Zbiór nie jest więc dziełem samego Waite’a, lecz edycją cudzych tekstów, i tak należy go czytać: jako antologię z jego krótką notą wstępną.
Nota wyjaśnia, że traktaty przedrukowano z rękopisu in quarto z kolekcji Fredericka Hockleya, który sam był odpisem starszego, zaginionego dzieła. Hockley (1808–1885) był jedną z najbardziej tajemniczych postaci wiktoriańskiego okultyzmu: kopistą i kolekcjonerem rękopisów magicznych i alchemicznych, praktykiem wróżby w krysztale, człowiekiem, któremu przypisywano związki z różnymi niejawnymi stowarzyszeniami. Waite zaznacza też, że uprościł dawną ortografię, interpunkcję i nadmiar wielkich liter, ale zachował styl oryginałów, „nieco barbarzyński i powikłany”.
Sześć traktatów
Tom otwiera Tajemnica nieśmiertelnego likworu zwanego Alkahestem, przypisana Eireneusowi Filaletesowi i ułożona w pytania i odpowiedzi. Alkahest, „ognista woda”, był w XVII wieku legendarnym uniwersalnym rozpuszczalnikiem, który miał rozkładać wszystkie ciała na ich pierwszą materię, sam pozostając nienaruszony; pojęcie to wywodzi się od Paracelsusa i van Helmonta. Historycy nauki utożsamiają dziś Filaletesa z amerykańskim chemikiem George’em Starkeyem, działającym w Londynie w połowie XVII wieku, choć dawni czytelnicy, w tym Waite, nie znali tego rozstrzygnięcia.
Dalej następuje recepta na aurum potabile, czyli złoto pitne, związana z nazwiskiem doktora Francisa Anthony’ego, londyńskiego lekarza z przełomu XVI i XVII wieku, którego lek był przedmiotem sporów z Kolegium Lekarzy. Kolejny tekst opisuje właściwości oleju siarki per campanam, otrzymywanego przez spalanie siarki pod szklanym dzwonem, i jego zastosowania lecznicze. Po nim przychodzi rozbudowany traktat Kamień Filozofów, potem Księga zanadrzna George’a Ripleya, piętnastowiecznego kanonika z Bridlington i autora Compound of Alchymy, wreszcie przepis na przygotowanie Merkuriusza Mędrców.
Zestaw jest więc różnorodny: obok siedemnastowiecznego dialogu dydaktycznego stoją recepty lekarskie i piętnastowieczny tekst angielskiego kanonika. Łączy je nie jedna szkoła ani epoka, lecz gust kolekcjonera, który zebrał je w jednym rękopisie, oraz wspólny horyzont: przekonanie, że w naturze istnieje substancja lub preparat zdolny przywrócić metalom i ciałom ich doskonałość.
Między laboratorium a symbolem
Ten tom należy do działu alchemii, ale wymaga szczególnie jasnego rozróżnienia. Większość zebranych tekstów to pisma praktyczne: receptury, opisy operacji, preparatów i leków, należące do tradycji jatrochemii, czyli medycyny opartej na preparatach chemicznych. Ich autorzy pracowali przy piecu i w aptece, a język tajemnicy, którym się posługują, służył często ochronie przepisu, a nie przekazywaniu nauki o duszy. Czytanie ich jako alegorii przemiany wewnętrznej byłoby zniekształceniem.
Zarazem w niektórych miejscach pojawiają się sformułowania, które dawni i nowsi czytelnicy rozumieli duchowo. W traktacie o Alkahescie mistrz odpowiada na pytanie o najszlachetniejszą sól, że uczeń powinien zstąpić w samego siebie, bo nosi ją przy sobie wraz z jej Wulkanem. Ripley i autorzy tekstów o Kamieniu posługują się z kolei słownikiem pobożności i obrazem dzieła jako daru Boga. Te wątki są rzeczywiście obecne w źródłach i warto je zauważyć, ale nie zmieniają one praktycznego charakteru całości. Sam Waite w latach dziewięćdziesiątych dopiero dochodził do stanowiska, które wyłożył później: że istniała alchemia fizyczna i, obok niej, mistyczna tradycja posługująca się jej językiem, i że nie wolno ich mieszać. Teza, że cała alchemia była zawsze tylko duchowa, głoszona w XIX wieku przez Mary Anne Atwood czy Ethana Allena Hitchcocka, nie znajduje w tych tekstach potwierdzenia.
Jak korzystać z tego tomu
Dla czytelnika zainteresowanego alchemią duchową Collectanea Chemica są przede wszystkim lekcją rozróżniania. Pokazują, jak wyglądał tekst alchemiczny pisany z myślą o pracy materialnej i medycznej, i pozwalają lepiej docenić te dzieła, w których symbolika rzeczywiście dotyczy duszy, jak pisma Jakuba Böhmego czy emblematyczna alchemia różokrzyżowa. Dla badacza historii ezoteryzmu tom jest świadectwem wiktoriańskiego obiegu rękopisów i tego, jak środowisko Hockleya i Waite’a przechowywało i publikowało dawną literaturę hermetyczną.
Teksty są krótkie, ale trudne. Ich słownictwo, takie jak menstruum, ens, cyrkulacja czy sól wolatylna, wymaga przypisów, które polskie wydanie częściowo podaje. Trzeba też powiedzieć wprost: receptury te nie są wskazówkami do stosowania. Opisują substancje i procedury żrące, trujące lub po prostu bezskuteczne w świetle dzisiejszej medycyny, a historyczna wartość tekstu nie ma nic wspólnego z jego wartością terapeutyczną. Najlepiej czytać tom obok historii chemii i medycyny XVII wieku, traktując go jako okno na świat, w którym poszukiwanie leku uniwersalnego i poszukiwanie mądrości mówiły jeszcze tym samym językiem, choć nie były tym samym.
Tolle, lege
Collectanea Chemica
Arthur Edward Waite (red.)
Bez subskrypcji czytnik pokazuje pierwsze 6% stron. Całość przeczytasz w subskrypcji.
